sobota, 15 lipca 2017

Bąbelkowo! Skin79 – Pore Bubble Cleansing Mask

Uwielbiam maski w płachcie. Dlaczego? Bo dzięki nim zaczęłam robić mojej skórze regularne spa, a ona jest mi wdzięczna i w tej podzięce lepiej przyjmuje makijaż. Oczywiście, że da się znaleźć na rynku tradycyjne papki na twarz, które dadzą nam lepsze rezultaty od płacht z Azji, tylko że... tych skutecznych nie używałam dotychczas tak często, jakby moja skóra sobie tego życzyła. 

Skin 79 maska płachtowa

Akurat po Skin79 i tak trzeba dokonać rytualnego domycia facjaty, więc oszczędność czasu  spektakularna nie jest. Wciąż jednak zdecydowanie łatwiej przychodzi mi sięganie po płachtę niż po maskę w tubce, że nie wspomnę o glinkach lub algach, które trzeba sobie samemu przyrządzić. Zanim danego dnia zdążę wymyślić pięć powodów, dla których to nie jest dobry moment na zaawansowaną pielęgnację twarzy, opakowanie jest już przedarte, a maska siedzi na skórze. Ot, po prostu. Kocham was, algi i glinki, ale pozwólcie, że jeszcze sobie trochę... hmmm... popłachtuję.

Pore Cleansing Bubble Mask to maska oczyszczająca, która ma niesamowicie fajną właściwość: w kontakcie z tlenem (czyli, mówiąc prościej, po wyjęciu z opakowania, z minuty na minutę coraz bardziej się pieni, a powstałe mikrobąbelki wnikają w skórę, wymiatając z niej sebum i wszelkie  nieczystości dnia codziennego. Można to bąblowanie nazwać masażem, jak zrobił to dystrybutor (a może i producent?), ale myślę, że to jednak nadinterpretacja. W każdym razie jest to bardzo miłe, relaksujące uczucie – oczywiście pod warunkiem, że nie przeszkadza Wam, że na twarzy  c o ś  się dzieje.

W składzie mamy: ekstrakt z jeżówki, który pobudza wytwarzanie włókien kolagenowych i silnie regeneruje, nawilżająco-wygładzające proteiny mleka, a także wąkrotę azjatycką o właściwościach przeciwzapalnych i uelastyczniających skórę. Maska jest bardzo mocno nasączona (aż 23 ml płynu!), dlatego na pewno wystarczy tych dobroci dla każdego milimetra skóry.

Kilka chwil po nałożeniu maski wygląda się tak:

Skin 79 maska płachtowa bąbelkowa

Potem jest już tylko gorzej...


Angel nazwała ten piękny look efektem naburmuszonego, spasionego królika. Trudno się z tym nie zgodzić, choć mi akurat przyszedł na myśl miś łakomczuch, którego użądlił rój wkurzonych pszczół. Odradzam aplikację tej maski, gdy w pobliżu biegają Wasze pociechy – ujrzenie piankowej mamusi grozi nocnymi koszmarami i może nieźle straumatyzować ;). Wiem, co mówię: mi wystarczyło, że zobaczyłam kiedyś mamę w zielonej glince. Bałam się wyjść spod łóżka i pamiętam tę scenę do dziś. 

Producent zaleca, aby maskę nakładać na oczyszczoną i stonizowaną twarz minimum raz w tygodniu. Po tym, jak już zostaniemy naburmuszonym, spasionym królikiem, tudzież podziabanym przez pszczoły niedźwiedziem (czyli po ok. 10 minutach), ściągamy płachtę, a resztę zmywamy wodą. Na koniec tonik. To nie jest substancja, której pozostałości zalecałabym wetrzeć w twarz – jest za ciężka, a po wyschnięciu może pozostawić mało przyjemny, lepki film. 

Po zabiegu skóra jest dobrze nawilżona, przyjemna w dotyku, ukojona i po prostu ładnie wygląda. Nie pozbędziemy się czarnych, tłustych kropek z nosa, ale zauważyłam, że zaskórniki bledną, a to już coś. 

Dla chętnych/wnikliwych wklejam skład:


Mało przyjazna wydaje się tylko cena. Za tę jednorazową przyjemność zapłacimy od 17 zł (na stronie dystrybutora) aż do 23 zł (w Douglasie). Przy regularnym użytkowaniu kwota będzie naprawdę spora, ale od czasu do czasu, zamiennie z innymi maskami... czemu nie?

46 komentarzy:

  1. Agatka potworek :D Uwielbiam tą maseczkę! Mi ona kojarzyła się z Chewbacca ze Star Wars haha :D L'Biotica też są takie maseczki bąbelkujące. Muszę kupic dla porównania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja, to ja! Ja miałam kiedyś taką dotleniającą w butelce od nieistniejącej już marki Sue Devitt i też ją uwielbiałam, bo dawała identyczny efekt, tyle że bez udziału płachty :). Dlatego Skin79 tak mi się podoba, że aż postanowiłam się w niej pokazać szerszej publiczności ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam takie maseczki, chociaż mi akurat skin79 nie pasuje bo mnie uczula to znalazłam odpowiednik tej maski u marki neogen - chyba jedyna maska, która aż tak mi się podoba, chociaż moja mama widząc mnie w tej pianie przeraziła się :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to szkoda, że Cię uczula. Ciekawe, który składnik tak źle na Ciebie działa :(

      Usuń
  3. Boję się tej maseczki^^ ale zarazem intryguje mnie, więc pewnie zaciekawiona po nią sięgnę ;-) Obawiam się tego łaskotania, jestem dość wrażliwa na łaskotki hihihi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam tą maskę, co oni nie wymyślą ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, coraz bardziej kombinują, żeby nas złowić :)

      Usuń
  5. Po przeczytaniu o "facjacie" na mojej twarzy pojawił się uśmiech i poczułam się domowo u Ciebie :) Skin79 to firma o której słyszę już od dawna. Na razie bacznie się przyglądam ale boję się chińsko-koreańskich składów... więc na razie nie zamawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło mi, że dobrze się czujesz na moim blogu :)

      Usuń
  6. Słyszałam o tych maseczkach, ale jeszcze nie miałam. Może kiedyś się skuszę, choćby dla tych bąbelków ;D Taka fajna :D A że nawilża i koi to już jestem zachęcona.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja uzywam bubble mask sephory, dziala bez plachty. Ja ofolnie sie srednio lubie z maseczka,i w plachcie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałam, że Sephora ma bąbelkową maskę!

      Usuń
  8. jeszcze nie miałam okazji wypróbować bąbelkującej maski, ale chcę to zmienić. no muszę poczuć to bąbelkowanie :P

    mnie Viki wiele razy widziała w białej/zielonej glince i za każdym razem śmiała się do rozpuku. uff :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak jest: działanie mogłoby być lepsze, ale zabawa na całego :D
      Fajnie, że Viki tak dobrze reaguje. Kiedy ja występuję w czymś dziwnym na twarzy, Tomek ma bardzo niewyraźną minę i prosi mnie, żebym się już umalowała ;)

      Usuń
  9. Fajnie wyglądasz w tej maseczce :) Pamiętam jak siostrzenica się rozpłakała na widok siostry z głową w pianie. Jeszcze do tego wariatka zrobiła z włosów i piany kocie uszy :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, każdy fajnie w niej wygląda! :D
      Dzieci niestety mają często słabe nerwy do naszych głupkowatych zabaw z pianą ;)

      Usuń
  10. Świetnie wygląda na twarzy :D

    OdpowiedzUsuń
  11. ha ha bąbelkowy potwór :-) ja też uwielbiam maski w płachcie, tej jeszcze nie miałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to wypróbuj kiedyś chociaż jedną sztukę, dla zabawy ;)

      Usuń
  12. mam tą maseczkę w zapasach, latem rzadko sięgam po maski i pewnie dopiero jesienią ją przetestuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że już jest i na Ciebie czeka!

      Usuń
  13. Fajnie to wygląda - sama zastanawiam się nad zakupem, nawet nie tyle dla działania kosmetycznego co własnie dla tej chwili, w ktróej stanę się tym królikiem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta chwila warta jest przynajmniej jednorazowego wydania tych 20 złotych ;)

      Usuń
  14. Haha ciekawy efekt :D ale cena rzeczywiście mało przyjemna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie przeliczam ceny kosmetyków na ceny potencjalnego jedzenia lub kaw/herbat, które mogłabym bez sensu zamówić na mieście i od razu inaczej patrzę na ten temat :D

      Usuń
  15. Ja nie dałam rady z babelkowaniem na twarzy. Odczuwałam to na pograniczu łaskotania ze swędzeniem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę?? A dla mnie to taki delikatny efekt, widocznie jestem... gruboskórna ;)

      Usuń
    2. To raczej ja jestem chyba po tej nadwrażliwej stronie :-)

      Usuń
  16. Dziś się nad nią zastanawiałam :) i może się wreszcie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla zabawy – warto, przynajmniej ten jeden raz :D

      Usuń
  17. o jaaa. muszę coś takiego wypróbować :) mój czterolatek pęknie ze śmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to masz odpornego czterolatka :D mój robi niewyraźną minę, jak mam coś dziwnego na twarzy ;)

      Usuń
  18. mialam z l'biotica nawet na blogu pokazywalam, swietna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory jakoś mi nie było po drodze z tą marką. Jeden z szamponów bardzo mi się nie spodobał i nie miałam ochoty na kontynuację znajomości, ale skoro polecasz, to się przy okazji rozejrzę

      Usuń
  19. Fajny z Ciebie sfochany kjólik :D choć mi te bąbelkuj kojarzą się z ... bąboladą! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D bąbolada bleh, nie lubię, to jakaś profanacja czekolady!

      Usuń
  20. Jest świetna, uwielbiam maski w płachcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, tylko ciężko mi pilnować uzupełniania zapasów, jakoś z tubkami łatwiej ;)

      Usuń
  21. Mi się też ostatnio odechciało maseczkowania, ale żeby siebie zmotywować kupiłam nową maseczkę w tubce z Evree i nie najgorzej idzie mi jej używanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tubce? na zachętę? może jeszcze ma zakręcaną tą tubkę, zamiast na zatrzask? :D :D :D

      Usuń
  22. Ciekawią mnie te bąblujące maseczki, jeszcze żadnej nie miałam, tylko cena spora :D Podobało mi się to królicze określenie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie moje określenie, tym razem Angel pięknie to ujęła :D

      Usuń