poniedziałek, 5 czerwca 2017

Sephora – Fond de Teint, czyli mineralny puder-podkład w kompakcie, odcień 25 medium beige

Jednego dnia go lubię, drugiego mnie wkurza. Raz układa się na skórze, a innym razem... mam ochotę jak najszybciej się go pozbyć. Podkład mineralny Sephory to dla mnie niełatwy zawodnik, ale można się z nim dogadać. A jak się z nim dogadam, to nie mogę przestać gapić się na moją piękną cerę!


Zawsze kibicuję minerałom, żeby się udały. Udały na mojej skórze. Bo minerały są lżejsze, bo bliżej natury, bo w ciepłych miesiącach przyjemniej jest mi wklepać zbitym pędzlem puder w twarz, niż babrać się w płynnych podkładach.

W tym przypadku na dzień dobry producent poczęstował nas dwiema zaletami: podkład jest prasowany, a więc dużo łatwiejszy w obsłudze niż tradycyjne sypkie minerały, a do tego występuje w aż ośmiu odcieniach. Ja mój kupowałam dwa lata temu w czerwcu i wybrałam odcień D25 medium beige – żółty, lekko opalony beżowy kolor. Zimą jest dla mnie trochę za ciemny, ale da się tak dostosować resztę make-upu, że nie boję się wychodzić w nim do ludzi. Mimo wszystko noszę go głównie w ciepłych miesiącach, dlatego opowiem Wam o tym, jak sobie radzi w czasie upałów na mojej cerze mieszanej w kierunku tłustej. 


Plastikowe opakowanie ma lusterko i oddzielną przegródkę na dwustronny, gąbkowy aplikator, który pozwala kontrolować stopień krycia (jedna, bardziej porowata strona rozprowadza mineralny podkład, a druga, bardziej puszkowa – puder). Nieczęsto korzystam z gąbki, ale jest dobrej jakości, a jej jedyny minus to nieprzyjemny, plastikowy zapach, który po dwóch latach naprawdę daje czadu. Z opakowania nie starły się napisy, ale niestety, ułamał się zatrzask, dlatego podkład przestał być mobilny i nie może już spełniać się w roli przypudrowywacza noska.

Skład krótki i przyzwoity:

INCI: Mica, Titanium Dioxide, Ethylhexyl Palmitate, Zinc Stearate, Silica, Phenoxyethanol, Sodium Dehydroacetate, (+/-): CI 77491 (Iron Oxides), CI 77492 (Iron Oxides), CI 77499 (Iron Oxides).

Podkład jest bezzapachowy, nie zawiera talku i olejów. Ma jedwabistą teksturę, jest drobno zmielony i nie pyli przy aplikacji. Według producenta jest również niekomedogenny, co mogę potwierdzić – nigdy mnie nie zapchał i nie przyczynił się do pogorszenia stanu mojej cery. Niestety, negatywne działanie widać czasem w drugą stronę: kiedy skóra jest w kiepskiej kondycji, pudrowy podkład Sephory potrafi skopać leżącego, ale poniekąd sama jestem sobie wtedy winna: skóra jest niedoczyszczona, z rozszerzonymi porami, zalana sebum i w sumie nic dziwnego, że puder (choćby i nazwany podkładem) nie potrafi sobie z takim skórnym bajzlem poradzić.



Absolutnie najgorsze, co można zrobić przy używaniu tego podkładu, to doprowadzić cerę do takiego stanu, a potem, na dobitkę, jako bazę pod makijaż zastosować zbyt ciężką, tłustą pielęgnację. W takim scenariuszu jedyne, czego możemy oczekiwać od pudru-podkładu Sephory, to podkreślenie dziurkowanej faktury naszej cery, ciastkowanie się na nosie i ekspresowy efekt naturalnego, sebumowego glow. Trzeba jednak oddać mu sprawiedliwość: nawet w takich warunkach wygląda całkiem nieźle, o ile nie przyglądamy się swojej skórze z lusterkowego bliska.

Szkoda, że gdy dwa lata temu robiłam zdjęcia nieużywanemu jeszcze pudro-podkładowi, nie zrobiłam fotek z prezentacją na twarzy. Obecnie mam właśnie taką trochę zaniedbaną cerę z mocno rozszerzonymi porami (stan po nowojorskim niedopieszczeniu, który płynnie przeszedł w stan gojenia po laserowym usuwaniu zmian skórnych). Pokazanie Wam na takiej twarzy podkładu Sephory jest dla tego kosmetyku trochę niesprawiedliwe, ale zobaczcie, z daleka wygląda ok:

Wklepałam w skórę lotion Hada Labo, potem wmasowałam kilka kropelek serum Biolaven, a po wchłonięciu zaaplikowałam zbitym pędzlem Hakuro podkład Sephory. Na rzęsach tusz; oko brwi i usta – na golasa. 

Dobrze oczyszczona cera, która z przyjemnością wypije podaną jej pielęgnację, bardzo chętnie będzie współpracować z sephorowym pudro-podkładem. Produkt daje lekkie lub średnie krycie, czyli ładnie ujednolica cerę, przy większej ilości przykrywa większość moich naczynkowych plam, ale ciemniejsze przebarwienia będą trochę widoczne. Nie utlenia się na twarzy, nie ciastkuje (pod warunkiem, że nie zaaplikujemy go na lepką od kremu skórę) i jeżeli nie przesadzimy z ilością, może wyglądać bardzo naturalnie. Warto poszukać tej wspaniałej równowagi pomiędzy liczbą pudrowych warstw a satysfakcjonującym poziomem krycia. To nie jest kosmetyk służący do przykrywania  w s z y s t k i e g o , dlatego nie polecam dokładania w nieskończoność. Jeżeli macie cerę, która dla Waszego komfortu wymaga większego krycia, potrzebny będzie korektor lub potraktowanie Sephory jako pudru, a nie podkładu.

Produkt nie daje na skórze płaskiego, matowego wykończenia, co z pewnością należy zaliczyć do plusów, ale problem zaczyna się w momencie, gdy błyszczymy na tłusto już po dwóch godzinach. Nie musi tak być, ale się zdarza – najczęściej właśnie wtedy, kiedy nieodpowiednio dobierzemy pielęgnację lub termometr bezlitośnie pokaże 25+ stopni. Na szczęście formuła podkładu-pudru dobrze komponuje się z innymi pudrami, więc można ratować się w ten sposób (choć ja zawsze polecam usunięcie sebum bibułką, zamiast dokładania kolejnych gramów tapety. Niestety, sama nie stosuję się do własnych poleceń, a szkoda). Pocieszające, że w większości przypadków, nawet jeśli cera zacznie się świecić, wygląda to ładnie – podkład nie zbiera się w zmarszczkach, nie ściera się, wszystko mniej więcej trzyma się kupy aż do demakijażu. A jeśli podkład przypudruję dobrym pudrem, a jako bazy użyję lekkiego, nietłustego nawilżacza, przez większość dnia mogę być spokojna o to, jak prezentuje się moja cera. I to jest naprawdę fajne!

Nie sądzę, żeby każda z Was była zadowolona z efektu, jaki daje kompaktowy podkład mineralny Sephory, ale jeśli interesujecie się mineralnym makijażem i szukacie alternatywy dla sypańców, to może być jakaś opcja. Warto to sprawdzić, szczególnie przy promocji -40%, którą Sephora organizuje od czasu do czasu.

Ile: 10 g
Cena: 59 zł
Ocena: 4/6
Dostępność: Sephory stacjonarne, Sephora online

17 komentarzy:

  1. Widziałam ten podkład, jednak nigdy go nie używałam. Mam dość mocno rozszerzone pory i w tym momencie sporo niedoskonałości, więc sama nie wiem, czy bym go kupiłam. Może na krótkie wyjścia do sklepu, by nie obciążać zbyt mocno buźki, a tylko poprawić jej kolor i lekko zakryć pryszcze :)
    Bardzo przydatna recenzja kochana i na pewno przypomnę sobie o niej podczas zakupów w Sephorze, dlatego zostawiam obserwację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już lepiej na te krótkie wyjścia jakiś BB z filtrem :)

      Usuń
  2. Wiem że to pytanie laika, ale czy na mojej raczej normalnej, momentami jednak skłonnej do przesuszu skórze on się sprawdzi? Bo mam wrażenie że zwykły fluid jakby dostarcza mi dodatkową warstwę nawilżenia (a ten mój cudotwórca z MUFE teraz to i mnie fotoszopuje...). Weź mi powiedz.

    PS Śliczne foto buzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co nie oznacza: foto ślicznej buzi.

      Nie dla Ciebie, mufuj się dalej.

      Usuń
    2. Śliczne foto ślicznej buzi.

      Usuń
  3. Buziuchna <3 tęsknię, tęsknię <3
    Nie wiedzieć dlaczego zupełnie nie spoglądam w stronę kolorowej Sephory. CO do minerałów, to oswajam, oswajam...z różnym skutkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja, i ja <3 <3
      ale już nam szykują kołdry w Mercuryyyyyym ;)

      Usuń
  4. zdaje się, ze Kasia (vel Katalina, vel green eyed witch) bardzo go lubi :) ja nie miałam okazji testować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, chyba nawet kojarzę, jak o tym lata temu pisała (gdy jeszcze pisała!)

      Usuń
  5. Nigdy nie miałam nigdy nic co proponuje kosmetycznie Sephora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę warto, szczególnie polecam cienie w kredce Jumbo <3

      Usuń
  6. Ja robiłam do niego kilka podchodów, ale jakoś nigdy nie kupiłam.
    Fajna opcja, bo z sypkimi minerałami moja cera się nie polubiła, mimo usilnych prób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie robiłaś podchodów do już kupionego – dziś sprzedałam Wam właśnie na blogu taką historyjkę :D

      Usuń
  7. Ja to w ogóle z minerałami nie potrafię się na dłuższą metę dogadać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie bardzo różnie bywa, ale nie ufam im jeszcze na tyle, żeby zrezygnować z lejuchów :)

      Usuń
  8. Ja mam z minerałami taką relację love-hate:P Czasem bez większych starań jestem w stanie uzyskać super efekt na cały dzień, a kiedy indziej klapa, pomimo przykładania się do makijażu. Nie wiem od czego to zależy, bo przetestowałam już dziesiątki kombinacji. Chyba od fazy księżyca:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz, ja chyba też tak mogę opisać moją relację z minerałami, chociaż jednak coraz więcej love i coraz mniej hate ostatnimi czasy :)

      Usuń