piątek, 21 kwietnia 2017

Dezodoranty w kremie od Pony Hütchen – naturalne, ale czy to działa?

Niewzruszona promocją w Rossmannie, pcham mój blogowy wózek w zupełnie innym kierunku. Postanowiłam zapoznać Was z uroczo wyglądającymi słoiczkami, wypełnionymi pachnącym kremem, który przedstawia się jako... dezodorant. Co najmniej dziwne, prawda?

niedziela, 16 kwietnia 2017

Rzut oka na: Tarte – Tartelette In Bloom /swatche/

Dziś, wbrew kapryśnej, deszczowo-wietrznej aurze, postanowiłam pokazać Wam prawdziwie wiosenną paletę cieni, która na żywo okazała się być czymś zupełnie innym, niż pierwotnie zakładałam. Zanim to wyjaśnię, najpierw odrobina zachwytu nad oprawą graficzną: Oooooch, paleto, jaka jesteś pięęęęęęęękna!


środa, 12 kwietnia 2017

Z dna szuflady: Inglot – kremowy róż AMC 91

Odkopałam tego dziadka w szufladzie (rety, jak to zabrzmiało) i przypomniało mi się, że kiedyś, w miesiącach świetności, robiłam mu sesję zdjęciową. Teraz już ciutkę zalatuje nieświeżym tłuszczem, więc nasze wspólne dni dobiegają końca, ale położyłam na poliki, roztarłam i na razie mnie nie wysypało. A efekt... co najmniej przyzwoity! 



czwartek, 6 kwietnia 2017

Norel dr Wilsz – Peeling enzymatyczny /recenzja/

Nie wybrałam peelingów enzymatycznych – to one wybrały mnie. Skóra naczynkowa nie pozostawia dużego pola manewru, a ja kilka lat temu zdałam sobie sprawę, że nie, nie będę się więcej szorować po twarzy ani mikro- ani makrogranulkami, bo ewidentnie mi to nie służy. To było smutne rozstanie, tym bardziej że pierwsze próby z peelingami enzymatycznymi nie wypadły korzystnie. W porównaniu z mechanicznymi brutalami, używanie enzymatyków przypominało agresję dresiarza wyrażoną poprzez okładanie ofiary balonikiem w kształcie serduszka. 


niedziela, 2 kwietnia 2017

Projekt denko, odc. 48

No i dobrze, że już po marcu. Oficjalnie uznaję ten miesiąc za najbardziej wyczerpujący w całym roku (nie tylko w 2017, ogólnie). W marcu wiosna jeszcze nie umie się rozkręcić, a ja jestem już bardzo zmęczona wielomiesięcznym czekaniem na nią. Brakuje mi słońca, kaloryfery przestają grzać, więc mimo końca zimy – zamarzam. W środku i na zewnątrz. Nie mam energii, nie umiem się zmobilizować ani do sportu, ani do zdrowego odżywiania. Marzec powinniśmy wykreślić z kalendarza. Albo przespać. Mój mąż zaczął wątpić w to, że kiedykolwiek nam się poprawi, a potem nadszedł letni 1 kwietnia, zrobiliśmy prawie 20-kilometrowy spacer i już znowu wierzy :). Witaj, wiosno. Nie uciekaj nam!

sobota, 25 marca 2017

Fitomed – Balsam ziołowy do ciała z lukrecją gładką /recenzja/

W tym miesiącu do torby z kosmetycznymi odpadami trafiła butelka po balsamie z lukrecją gładką polskiej marki Fitomed. W codziennej pielęgnacji wolę treściwe masła i kremy, ale przy dobrej rekomendacji pozwalam sobie na wyjątki. 

wtorek, 21 marca 2017

Agata Smaruje... również na Instagramie

Od kilku lat mam prywatny profil na Instagramie, którym kilka miesięcy temu podzieliłam się z Wami. Nie jest on jednak profilem beauty. Nigdy nie był i nie będzie – służy do kolekcjonowania wspomnień. Jednak coraz częściej chciałabym Wam coś na szybko pokazać: fajny kosmetyk pielęgnacyjny, nowe łupy (których na moim blogu też jakoś brak!), pomadkę, do której wróciłam po długiej przerwie, i tak dalej, i tak dalej...




No to jest. Nazywa się po prostu: agatasmaruje. Możecie do mnie dotrzeć również tędy: KLIK. Nie umiem robić pięknych, prześwietlonych zdjęć, moje mieszkanie nie jest urządzone w stylu skandynawskim i nie używam białej pościeli (zachęcona pięknymi instafotkami kupiłam jeden komplet, ale okazało się, że to cienka szmata, na której widać włosy, paprochy, wszystko, a żeby dobrze wyglądała, musiałabym prasować ją za każdym razem, gdy ja lub mój syn usadzimy na niej tyłek, czyli... kilka razy dziennie). Kocham Wasze śliczne zdjęcia, ale najwidoczniej podobny klimat w moim świecie nie jest możliwy :). 

No wiem, nie zachęciłam. Mimo wszystko będzie mi bardzo miło, jeśli będziecie tam ze mną!

piątek, 17 marca 2017

Coś małego, coś smacznego... Biolove – Lip Butter, Panna Cotta

Wiecie, że produkty Biolove można dostać wyłącznie w drogeriach Kontigo? A wiecie, że Kontigo ma już swój sklep internetowy? Ja dowiedziałam się tego przed chwilą. Podobnie jak tego, że marka Biolove jest tam właśnie sprzedawana z 30% rabatem. No, to teraz macie dobry powód, żeby udać się na zakupy. Tylko najpierw sprawdźcie, czy warto wrzucać do koszyka masło do ust z bezwstydnie wciskającym się w kadr deserem na etykiecie. 


poniedziałek, 13 marca 2017

Agata tuszów wiele naotwierała... znowu

Dawno nie pokazywałam na blogu mojego tuszowego arsenału. Bo wiecie, ja zawsze mam arsenał. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek w życiu miała otwarty tylko jeden tusz do rzęs i tylko jednego używała. Dwa-trzy – to było minimum nawet w czasach, w których guzik się znałam na malowaniu i kosmetykach.  

piątek, 10 marca 2017

Bronzer czy brązer? Oto jest pytanie!

Oho, dawno nie pisałam o poprawnej polszczyźnie... Czas nadrobić, bo mój kącik językowy obrósł pajęczyną. To jak jest z tym bronzerem? Czy może być brązerem? 


Może, choć nie musi.

środa, 8 marca 2017

Na ratunek suchym, cienkim piórkom: Pilomax / Wax Angielski – maska Aloes Wax NaturClassic

Ten wielki, plastikowy słój towarzyszy mi pod prysznicem od wielu miesięcy. Aloesową maskę Pilomax z serii Wax NaturClassic dostałam po konsultacji trychologicznej na konferencji Meet Beauty, razem ze świetnym szamponem Daily Wax do włosów przetłuszczających się, i była jedynym produktem odżywiającym włosy, który w ostatnim roku na stałe zamieszkał w mojej łazience. 

poniedziałek, 6 marca 2017

Projekt denko, odc. 47

Ja rozumiem, że luty jest krótszy od pozostałych miesięcy w roku, ale żeby od razu powstało z tej okazji MIKROdenko? Oczywiście: mikro jak na moje zwyczajowe, comiesięczne rozpasanie. Ach, wszystko wskazuje na to, że po raz pierwszy w historii tego bloga wpis podsumowujący kosmetyczne zużycia miesiąca będzie  k r ó t k i. 


środa, 1 marca 2017

W7 In The Buff / Colour Me Buff vs. Urban Decay Naked 2

Pewnie większość z Was o tym wie, ale może część – nie. Paleta W7 In The Buff (obecnie: Colour Me Buff) to siostra bliźniaczka Urban Decay Naked 2. Jak bardzo bliska oryginałowi? Za bardzo, by nie nazwać jej podróbką w zmienionym opakowaniu. Co więcej, nawet opakowanie nawiązuje do słynnej UD. Ostatnio, w ramach mojego projektu odgruzowywania przestrzeni, puściłam w świat W7. Wtedy przypomniałam sobie, że dawno temu zrobiłam zdjęcia porównawcze obu palet, ale nigdy ich nie opublikowałam. Niech żyją zaległości! 

In The Buff to kopia Naked 2

niedziela, 26 lutego 2017

Czym pachnę? – moja chaotyczna kolekcja perfum /faza przemian/

Nie umiem tworzyć blogowych poematów na temat zapachu. Podczas gdy dziewczęta piszą o aromacie porannej mgły otulającej las sosnowy wczesną wiosną, ja porównuję zapach jakiegoś kosmetyku do zjełczałego tłuszczu lub (w tym optymistycznym wariancie) stwierdzam, że coś pachnie przyjemnie, świeżo, jakoś tam. Kiedy więc podejmuję się opisania mojej (nie)kolekcji perfum, czuję, jakbym znowu stanęła w glanach, bojówkach i wyciągniętym czarnym swetrze obok koleżanek z klasy, które na przerwach poprawiały makijaż, cycki w push-upie i podciągały stringi na tyłek tak wysoko, że naprawdę ciężko było oderwać wzrok od wspomnianego tyłka. To nic, spróbuję i tak. Choćby na pamiątkę.

niedziela, 19 lutego 2017

Sylveco – Tymiankowy żel do twarzy, czyli skuteczny żel o zapachu obiadu /recenzja/

Jest zima, moje kosmetyki nie chcą już pozować, a mnie się nie chce robić im przyzwoitych zdjęć. Musicie mi wybaczyć, ale dopóki nie ujrzę wiosny i jej nie powącham, na blogu będzie biednie w różnych aspektach. O żelu Sylveco musiałam wspomnieć, bo stoi u mnie pod prysznicem już kilka tygodni i pomalutku, powolutku dokonuje szczęśliwego żywota. Jest wart uwagi, ale nie każdy wytrzyma jego towarzystwo.


czwartek, 16 lutego 2017

Kobo – Highlighter Powder, 310 Moonlight

Puder rozświetlający w odcieniu Moonlight nabyłam kilka miesięcy po tym, jak przez blogosferę przetoczyła się fala acho-ochów nad różnymi pudrowymi wtedy_jeszcze_nowinkami od Kobo. Refleks szachisty, ale prawdę mówiąc, ten zakup w ogóle nie był mi potrzebny. Dziś już nie przynoszę siatek kosmetyków do domu, ale materiału na bloga po moich dawnych niezrównoważonych zakupach wystarczy nam na długie miesiące. Rozświetlacz Kobo był w użyciu przez dwa tygodnie, a potem zasilił tyły szuflady. Wróciłam do niego niedawno, bo mamy zimę, a Moonlight to dla mojej cery typowo zimowy kosmetyk.

sobota, 11 lutego 2017

Bling bling: MAC – Pro Longwear Paint Pot – Let's Skate!

Blogerki często używają MAC-owych paint potów w roli bazy pod cienie, a ja Wam pokażę mojego, który zupełnie nie kuma bazy. To znaczy: nie kuma bycia bazą. Kupiłam go kiedyś na poprawę humoru. Potrzebowałam czegoś jasnego, co iskrzy. I oto jest: jasny i iskrzący jak sto choler. Przed Państwem Let's Skate!

poniedziałek, 6 lutego 2017

Projekt denko, odc. 46

W tym miesiącu nieco spóźnione, bo zupełnie nie mogłam się zmobilizować. Noworoczne śmieci, calutki worek. Smacznego! 


sobota, 4 lutego 2017

Rituals: minirecenzje miniproduktów

Pewnego razu Agata postanowiła zaszaleć i zrobić solidne zakupy online w Holandii. Cóż mogła zamówić przy założeniu, że zakupy mają być całkowicie legalne? Ano kosmetyki. Nuuuuda. Do koszyka zakupowego trafiły trzy zestawy prezentowe z małoformatowymi produktami, bo Agata nie mogła zdecydować się na jedną linię zapachową i chciała przetestować coś więcej niż słynne ritualsowe pianki do mycia.


niedziela, 29 stycznia 2017

M•A•C – Liptensity Lipstick w odcieniu Smoked Almond

Seria mocno napigmentowanych pomadek Liptensity pojawiła się na rynku jesienią, ale jak to ze mną bywa, nie pochwaliłam się na czas swoim nowym nabytkiem. Odcień to oczywiście kwestia gustu, ale na formułę i właściwości Liptensity na pewno warto zwrócić uwagę. 


wtorek, 24 stycznia 2017

Jeśli jesteś na diecie, nie czytaj tego. Biolove – Ciasteczkowy mus do ciała /recenzja/

Gdybym trzy lata temu powiedziała Agacie, która smaruje, wciera i tak dalej, że pokocha pielęgnację opartą na olejach, wyśmiałaby mnie i zapytała, jaki jest sens używania kosmetyków, które są tłuste i długo się wchłaniają, skoro na rynku są skuteczne i szybko wysysane przez skórę kremy i masła do ciała. Tamta Agata miałaby dużo racji, bo do dziś tłusta powłoka na skórze raczej mnie irytuje niż cieszy. Mimo wszystko od półtora roku moja pielęgnacja zdominowana jest przez tłuściochy. Jak do tego doszło?


wtorek, 17 stycznia 2017

Produkty tonizujące: Dermacos / Uroda / Uriage

Dziś szybki post o trzech produktach do tonizowania twarzy, które towarzyszyły mi od późnego lata prawie do końca roku. Okazuje się, że jeden tonik to za mało – przynajmniej w mojej pielęgnacji.


piątek, 13 stycznia 2017

Czy to na pewno ty, Lancôme? Hypnôse Volume-à-porter, tusz do rzęs

Do dziś nie wiem, co się właściwie stało. Najpierw dostałam miniaturę tego tuszu do zakupów w Sephorze i byłam zachwycona jakością. Pasowało mi w nim wszystko! Potem pobiegłam po pełnowymiarowe opakowanie, użyłam raz, drugi, trzeci i okazało się, że... to zupełnie inny produkt. 


poniedziałek, 9 stycznia 2017

O tym, jak pewnego dnia obudziłam się i wszystko zaczęło mi przeszkadzać

Dziś będzie inaczej niż zwykle. Chciałabym opowiedzieć Wam o pewnych zmianach, które być może kogoś z Was zainspirują do przewrotu, jaki właśnie dzieje się u mnie.

czwartek, 5 stycznia 2017

Shiseido – seria Ibuki – minirecenzje miniproduktów

Tak naprawdę o Shiseido wiem niewiele. Idealnie maślany krem pod oczy z serii Benefiance WrinkleResist24 testowała moja mama, bo dostała go ode mnie kiedyś w prezencie, a ja miałam tylko nieprzyjemność z alkoholowo-kleistym tonikiem z tej samej serii. I... tyle. Naczytałam się wiele, wyobraziłam sobie jeszcze więcej, ale z jakiegoś powodu (nadmiar wszystkiego? wysokie ceny?) mój związek z Shiseido nigdy nie został skonsumowany. Aż w końcu trafiło się ślepej kurze ziarno, a dokładniej Agacie trafił się zestaw miniatur do zamówienia z Sephory. Ja vs. Shiseido. Czy coś dobrego z tego wyszło?

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Nowy rok, stare śmieci, czyli projekt denko, odc. 45

Witajcie w nowym roku. Tak wyszło, że koniec 2016 spędziłam z dala od blogów. Ominęły mnie podsumowania, wishlisty, życzenia świąteczne i noworoczne, brokatowe manikiury i makijaże (niestety, nie wszystkie – słynny sylwestrowy trend, zaprezentowany przez wyjątkowo utalentowaną panią w telewizji śniadaniowej, dotarł również do mnie). Dwa tygodnie przed Świętami rozpoczęłam pewien duży i skomplikowany projekt oczyszczania Lebensraum, o którym niedługo Wam opowiem. A tymczasem pora rozprawić się z czterdziestym piątym (sic!) workiem śmieci, który specjalnie dla Was kolekcjonowałam grzecznie przez cały, długi, beznadziejny grudzień.