wtorek, 6 grudnia 2016

Żele pod prysznic Dermacol: ciekawe zapachy za kilka złotych

Prawie tydzień bez pisania do Was... Najwyraźniej ostatnie, pokaźne denko wykończyło moją wenę. Dziś, zgodnie z obietnicą, przybywam z postem o żelach pod prysznic czeskiego Dermacolu. Warto zwrócić na nie uwagę, bo są tanie i (w większości przypadków) bardzo ładnie pachną.


Dermacol w Polsce zasłynął lata temu dzięki szpachelce Make Up Cover. Dziś na rynku mamy wiele mocno kryjących podkładów, z lepszymi formułami, ale dawno temu w trawie właścicielkom mocno problematycznych cer ciężko było się obejść bez dermacolowego pomocnika. Marka obchodzi w tym roku 50-lecie istnienia, a z producenta makijażu profesjonalnego i scenicznego dawno zmieniła się w ogólnodostępną, niedrogą markę makijażowo-pielęgnacyjną. 


Żele pod prysznic Dermacolu jeszcze kilka miesięcy temu były w Polsce trudno dostępne – sprzedawał je jeden, mało znany sklep internetowy, którego estetyka nie wzbudzała mojego zaufania (to taki eufemizm dla: był brzydki, a produkty opisano ręką analfabety), a najprostszym sposobem na ich dorwanie była wyprawa do Czeskiego Cieszyna lub słowackiego Popradu. Obecnie z dostępnością jest dużo lepiej: Dermacol można znaleźć m.in. w Ladymakeup.pl, iPerfumach, eZebrze, Paatal, a cena (bez wysyłki) nie powinna przekraczać 10 zł za sztukę.

Kiedy przygotowywałam zdjęcia do tego wpisu, miałam w domu cztery wersje żelu Aroma Ritual: Irish Coffee (kawa po irlandzku), Black Cherry (wiśnia), Pear Williams (gruszka Williamsa) i Rhubarb & Strawberry (rabarbar i truskawka). Wersji zapachowych jest oczywiście więcej: winogrona z limonką, mandarynkowy sorbet, piña colada, mango, pistacje, czy bardziej świąteczna belgijska czekolada z pomarańczą. Moim faworytem jest wersja arbuzowa, której nie ma na zdjęciu, ale już o niej na blogu wspominałam /klik/.

Tuby wykonane są z miękkiego plastiku i mają zamknięcie na zatrzask. Nie lubię kosmetyków w tubach w sensie wizualnym, ale te z zatrzaskiem, a nie z nakrętką są naprawdę wygodne i pozwalają zużyć żel do ostatniej kropli. Przy ograniczonej dostępności to oczywiście zaleta (gorzej, jeśli zapach jest gówniany nieciekawy, ale tu nam to raczej nie grozi). Tuby mieszczą 250 ml żelu, który jest dość rzadki (ale nie lejący), dobrze się pieni, co sprawia, że wystarcza na długie tygodnie. Żele nie wysuszają mojej mało problematycznej skóry, nie ma też mowy o jakiejkolwiek pielęgnacji (ktoś jeszcze wierzy w te bajki?).


Składy wszystkich wersji są podobne: za pianę odpowiadają SLeS i kokamidopropylobetaina, wysoko w składzie mamy substancję zapachową, każda butla posiada naturalny ekstrakt, teoretycznie pasujący do danej kompozycji zapachowej. Teoretycznie, bo tak naprawdę mamy tu małe zamieszanie. Wersja gruszkowa ma faktycznie ekstrakt z gruszki, a w kawowym żelu odnajdziemy kofeinę. Black Cherry, której polskim odpowiednikiem jest czeremcha amerykańska (taka tam wiśniowata z wyglądu), zawiera ekstrakt z wiśni właściwej, więc można zakładać, że to wiśnię, a nie czeremchę autor od początku miał na myśli. Wersja z rabarbarem i truskawką nie posiada za to ekstraktów ani z rabarbaru, ani z truskawki. Do butli dolano wyciągu z... poziomek. Ot, taki psikus. W sumie całe moje śledztwo nie ma większego sensu, bo ekstrakty są w INCI na dalekich pozycjach, a sam żel pod prysznic niewielki ma z nich pożytek – zarówno w sensie pielęgnacyjnym, jak i zapachowym. Jak już wiemy, zapachem zawiaduje wysoko stężony Parfum i to ten tajemniczy składnik każdorazowo odpowiada za to, że danej wersji używa nam się miło lub nie.

Kompozycje zapachowe to mocna strona żeli Dermacol. To one sprawiają, że w ogóle zwracam na te produkty Waszą cenną uwagę :). Poniżej krótka charakterystyka poszczególnych wersji:

Delicious Shower Gel – Irish Coffee – ładna, choć niestety dość syntetyczna kompozycja, z serii tych słodkich i pobudzających wydzielanie soków trawiennych. W oryginale irish coffee to napój z kawy, irlandzkiej whisky, bitej śmietany i brązowego cukru. Tutaj czuć głównie nuty karmelowe i cukrowo-śmietankowe. Wbrew nazwie, mało tu kawy i alkoholu. Dla łasuchów na pewno będzie to przyjemne doznanie zapachowe, chociaż żałuję, że to tak mało wyszukana kompozycja. Zaskoczyła mnie trwałość zapachu – kilka razy umyłam dłonie tym żelem i aromat utrzymywał się jeszcze przez pewien czas. To się rzadko zdarza. Mimo wszystko, jeśli miałabym wybierać pośród myjących deserów kawowych, bezkonkurencyjny wciąż jest kawowo-śmietankowy olejek Joanna Naturia.

Energizing Shower Gel – Black Cherry – tutaj też mamy dość prosty zapach: wiśnia na słodko, z dodatkiem zmielonej pestki (czyli aromatu marcepanowego). Lubię takie owocowe kompozycje, ta jest w zasadzie całoroczna. No i uwielbiam marcepanowe nuty. To nie jest najpiękniej pachnący wiśniowy kosmetyk, jaki znam, ale wiśnie spotyka się niezbyt często, więc jeśli szukacie, Dermacol służy pomocą.

Delicious Shower Gel – Pear Williams – śliczny zapach sorbetu gruszkowego! Zostało tu wyciągnięte wszystko, co w gruszkach najpiękniejsze. Jeżeli chodzi o gruszki, tę „naj” jak na razie spotkałam w świątecznej limitce Yves Rocher sprzed dwóch lat. Tamta była na słodko, z karmelem, ta jest nieco bardziej orzeźwiająca. Obie różne, obie wspaniałe!

Juicy Shower Gel – Rhubarb & Strawberry – najciekawsza ze wszystkich kompozycji, najbardziej unikalna, a do tego przywołuje na myśl coś, czego nie jadłam od baaaaardzo dawna. Mimo poziomkowego ekstraktu w składzie, żel rabarbarowo-truskawkowy faktycznie pachnie rabarbarem. To bardzo dobrze oddany aromat słodko-kwaśnego rabarbarowego ciasta (a może bardziej kompotu?) z dodatkiem truskawek. Dla części z Was może się okazać mało urzekający, ale jeżeli lubicie owocowe nuty zapachowe w kosmetykach, a zbrzydły Wam już wszystkie oklepane aromaty, to będzie przemiła odmiana.

Z innych kompozycji Dermacolu znam jeszcze wspomniany wcześniej Fresh Watermelon, który jest najpiękniejszą wariacją na temat arbuza, jaka wywąchałam w kosmetyku. Jednocześnie słodki i orzeźwiający, inny niż cukrowe, „lizakowe” arbuzy znane mi choćby z kosmetyków Apisu (które również wielbię za zapach, ale obiektywnie mają niewiele z arbuzem wspólnego). Używałam też balsamu do ciała Carribean Dream – to delikatna, niedusząca piña colada, czyli kokos w duecie z ananasem. Nie wiem, czy żel pod prysznic jest równie delikatny i przyjemny dla nosa, ale fanów piña colady zachęcam do wypróbowania.

I tak oto dobrnęliśmy do końca dermacolowej opowieści. Moje typy to trzy owocowe zapachy: Fresh Watermelon, Rhubarb & Strawberry i Pear Williams. Wiadomo, że obecnie na rynku jest mnóstwo kosmetyków myjących, które mają fenomenalne zapachy, ale jeśli będziecie odwiedzać DM albo robić zakupy w którymś ze sklepów internetowych, w których Dermacol jest dostępny, warto dorzucić którąś tubę do koszyka. Tak dla odmiany.

Pojemność: 250 ml
Cena: 8–10 zł
Ocena: bardzo dobra
Dostępność: sklepy internetowe, czeskie i słowackie DM-y

36 komentarzy:

  1. wspominam z radością te żele-upominki od Ciebie. też Ci przywiozę :) chcesz któryś z ulubieńców czy niespodziankę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, a dokąd się wybierasz i kiedy?? Nie wiem, czy powinnaś mi przywozić, bo mam ostatnią wstydliwą szufladę pełną butelek do mycia_się. Jakbyś znalazła mango, to możesz wziąć. Inne olej.

      Usuń
  2. Od razu zaciekawiła mnie wersja kawowa, ale sądząc po Twoim opisie to byłabym rozczarowana tym zapachem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat kawa to naprawdę nic specjalnego. Polecam owocowe zapachy!

      Usuń
  3. Skusiłabym się z chęcią na truskaweczkę z rabarbarem - niczym moje ulubione ciasteczko. :) Dzięki za super recenzję. :)

    Kalamira92 blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo :))) Rabarbar to bardzo dobry wybór!

      Usuń
  4. może kiedyś przy okazji kupię gruszkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A poznałaś tę z Yves Rocher?

      Usuń
    2. wydaje mi się, że miałam miniaturę żelu. ale za dobrze nie pamiętam :/

      Usuń
  5. Kupiłam kiedyś siostrze pomarańczę z czekoladą i obie po powąchaniu stwierdziłyśmy, że pachnie to to słabo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie nie jestem fanką zapachu delicji, więc zakładam, że żadna firma nie zauroczyłaby mnie tego typu aromatem :)

      Usuń
  6. Może kiedyś uda mi się je przetestować ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zamierzam je zamówić. Koleżanka mnie namawia i ciągle chwali zapachy

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam pojęcia że Dermacol ma żele pod prysznic ! ;) Musze je wypróbować :D Te zapachy kuszą ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. wiedziałam, że mają żele ale nie czytałam jeszcze o nich na żadnym blogu, ba sama też nie testowałam :p ale jutro będę w Dmie, to zerknę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa, czy coś sobie kupiłaś :)

      Usuń
  10. Gruszkowy bym przygarnęła :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Koko co ;) nie wiedziałam i już wiem, jakże bogatsza teraz jestem wewnętrznie teraz, zaiste :D

    OdpowiedzUsuń
  12. uwielbiam zele, ale tych nie znam, wypadają ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  13. To mnie zaskoczyłaś, że Dermacol ma takie cuda w ofercie :) przyznam że od nich mam tylko szpachelķę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie nigdy szpachelki nie próbowałam!

      Usuń
  14. Od pewnego czasu zastanawiam się nad tymi kosmetykami ( marka ma bardzo rozbudowany asortyment ), fajnie że napisałaś o tych żelach, mam ochotę na gruszkę i " ciasto rabarbarowe " z nutą poziomkową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nuta poziomkowa to tylko w teorii, ale oba zapachy naprawdę ładne :)

      Usuń
  15. wyglądają ciekawie :) może kiedyś przetestuję :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Słyszałam o tej marce, ale jakoś nigdy nic z niej nie miałam :) Fajne te żele!

    OdpowiedzUsuń
  17. Długo kusiły mnie te kosmetyki, niestety posiadają SLS, które moja skóra nie akceptuje i nie toleruje. Szkoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie szkoda :( wiele tracisz, nie tylko z powodu Dermacolu!

      Usuń
  18. Nie miałam pojęcia o istnieniu tych żeli.Zapachy ciekawie się zapowiadają.

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak ciekawie te zapachy opisałaś, że skusiłabym się ;).
    Mnie pewnie najbardziej odpowiadałaby gruszka.

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam je, używam tylko dwóch- żółtego (mango) i fioletowego (winogrono z limonką), który jest moim absolutnym faworytem :) To jedne z niewielu żeli, których zapach czuć na skórze jeszcze po wyjściu spod prysznica.

    OdpowiedzUsuń
  21. Na prysznic warto zamontować filtr prysznicowo-kąpielowy z systemem kdf - filtr zmiękcza wodę dzięki czemu jest ona bardziej przyjazna dla skóry oraz włosów.

    OdpowiedzUsuń