czwartek, 8 grudnia 2016

Max Factor Lipfinity Lip Colour, czyli usta zalane betonem

O pomadkach, które zastygają na ustach i są nie do ruszenia, usłyszałam wcale nie od blogerek czy vlogerek, tylko od mojej koleżanki Sammy. Kiedy rozmawiałyśmy o trwałych produktach do ust, ja wskazywałam jako swoje typy MAC-owe Pro Longweary, a ona nagrała mi w domu krótki film, na którym pokazała, jak bardzo jej pomadka jest nieścieralna. „Co to jest? Lakier do ust???” – pytałam, zamiatając szufelką szczękę z podłogi, a Samanta tłumaczyła, że to „taki zastygający Max Factor”, że jest matowy i że koniecznie muszę go wypróbować. 



Okazja do testów nadarzyła się dość szybko – akurat zaczynała się promocja -49% na kolorówkę w Rossmannie. Cena regularna jest niemała: ok. 55 zł, dlatego warto było wrzucić Lipfinity do koszyka za minus czterdzieści dziewięć, szczególnie gdyby miało się to spotkanie zakończyć kosmetycznym odpowiednikiem cuchnącego bąka. Wybrałam ten sam odcień, który miała Sammy: 160 Iced, czyli chłodny nude w typie brudnego, zgaszonego różu. Uwielbiam takie kolory, szczególnie gdy moja skóra nie ma już w sobie ani ociupinki opalenizny. Latem nieczęsto sięgałam po moją Lipfinity, ale teraz, w czasie plugawej jesienio-zimy, wracam do niej ciągle i ciągle.


W opakowaniu znajdują się dwa produkty: płynna pomadka i balsam do ust w sztyfcie. Balsam to nic szczególnego – ot, zwyczajna wazelina wymyślona tutaj jako top coat, ale forma jest bardzo wygodna i dziwię się, że producenci specjalizujący się w tego typu kosmetykach jeszcze nas nie zasypali tak przyjemnymi w użytkowaniu, wąskimi sztyftami. Zwykle mamy do wyboru urocze, ale totalnie niehigieniczne słoiczki albo standardowe, grube sztyfty. Myślę, że gdyby jakaś marka wydała na świat tego typu cudo do ust (albo jakoś lepiej to cudo wypromowała, bo żadne podobne nie rzuciło mi się w oczy), byłabym pierwsza do zakupu. Prosty trik z wąskim sztyftem nadaje podstawowemu produktowi do ust luksusowej estetyki – do torebki idealny! – oczywiście pod warunkiem, że nikt nie spierdzieli efektu tandetnymi kolorami czy napisami.

Ale przecież ja nie o tym. Lepiej zastanówmy się, po co w ogóle Max Factor dodaje elegancko wyglądającą wazelinę do swojej matowej pomadki. Ano po to, żeby nasze cierpienie związane z przesuszeniem ust było jak najmniejsze. Nie oszukujmy się: coś, co trwale zastyga na wargach na wiele godzin, nie będzie pielęgnowało skóry. Wręcz przeciwnie: stopniowo będzie ją wykańczało. Coś za coś. Tu przynajmniej brak komfortowego nawilżenia wymieniamy na niesamowitą trwałość, bo trzeba Wam wiedzieć, że Max Factor, nałożony poprawnie i nierozpuszczony oliwą z sałatki, którą właśnie zajadacie, będzie się trzymał i trzymał. I trzymał. A potem jeszcze trochę się potrzyma, zanim puści. 


Kiedy zaczęłam używać tej pomadki, naprawdę nie miałam żadnego doświadczenia z innymi zastygającymi matami. Dlatego Max Factor zrobił na mnie takie wrażenie. Teraz baby są już przyzwyczajone, ale przystańcie na chwilę w tym kosmetycznym szale i zastanówcie się: czy to nie wspaniałe, że powstało coś, co potrafi nie schodzić z ust przez kilka godzin?? Z tych samych ust, które pracowicie służą nam przez cały dzień do plotkowania z przyjaciółką, jedzenia snickersów, całowania męża/chłopaka/narzeczonej tu i ówdzie (z naciskiem na ówdzie), oblizywania palców z rozpuszczonej czekolady. Moje początki z Lipfinity właśnie tak wyglądały: aplikowałam, zastygało, a potem z niedowierzaniem latałam do lusterka i sprawdzałam, jak bardzo ona NIE schodzi z ust. Wiem, jestem jak stara baba, która dziwi się, że do telefonu można mówić, a on to coś zapisuje (BTW, do dziś wydaje mi się to niesamowite) i że w telewizorze jest internet. No cóż, w pewnym sensie jestem już starą babą, więc pozwólcie, że jeszcze trochę się pozachwycam.

No więc mam Lipfinity w odcieniu 160 Iced. Przyjemny, gąbkowy i odpowiednio mały aplikator znany z błyszczyków i płynnych korektorów pozwala nałożyć kremowy, pachnący karmelowo kosmetyk łatwo, szybko i skutecznie. Pomadkę należy aplikować na odtłuszczone usta (warto je przetrzeć dla pewności płynem micelarnym), niezbyt grubą warstwą. Nie polecam dokładania, chyba że pierwsza warstwa była naprawdę cieniutka, a przy kolejnej nie będziecie się guzdrać. Inaczej skończycie z grubą, nierówną warstwą czegoś, co przypomina gips, zachowuje się jak gips i nie jest tak trwałe, jakby mogło. Aha, po nałożeniu warto pozostać na około minutę z nieelegancko rozdziawioną paszczą. Do pełnego wyschnięcia. Jeśli uda Wam się zaaplikować pomadkę jak trzeba, jestem pewna, że będziecie pod wielkim wrażeniem jej trwałości! Przez pierwsze godziny jest nie do zdarcia, nie zostawia śladów na szklankach, nie działa na nią pocieranie palcem, jedzenie, picie, całowanie, nie rozpuszcza jej dołączony przez producenta balsam. Nawet micelem ciężko się jej pozbyć. Taka jest trwała. 

Czas na odrobinę praktyki:


Zwykle gdy pokazuję Wam odcienie nude na moich zdjęciach, jestem niezadowolona z efektu. Kolory, które na żywo prezentują się atrakcyjnie, wycięte z kontekstu i obfotografowane moją niespecjalnie zdolną ręką, wyglądają jakoś mizernie. Nie wiem, czy to, co widzicie powyżej, jest w jakikolwiek sposób atrakcyjne, ale możecie mi wierzyć na słowo, że Iced to bardzo przyjemny w odbiorze, neutralny odcień, który pozwoli Wam prawie dowolnie bawić się makijażem oka. To, co matowe, pozostanie matowe, dopóki nie użyjecie balsamu (łał, Agato, jak na to wpadłaś?). Balsam nie wyleczy Waszych suchych warg, ale nakładany na wierzch (nigdy pod spód!) poprawia komfort noszenia, więc to do Was będzie należała decyzja, czy wolicie mieć suche, idealnie matowe usta, czy może pozwolicie sobie na odrobinę komfortu kosztem wciąż modnego, matowego wykończenia.

Aha, internet podpowiada, że odcień 160 Iced jest niemal identyczny jak pożądany przez wiele z Was Koko K od Kylie Jenner. Nie poznałam kosmetyków Kylie Jenner, ale wspominała o tym m.in. Red Lipstick Monster, więc myślę, że możemy jej zaufać :).

Dziś, kiedy mam porównanie choćby z matowymi pomadkami Milani, wiem, że jasny, neutralny kolor to najbezpieczniejsza opcja dla zastygającej formuły. Bardzo możliwe, że krwista czerwień wywołałaby moją głęboką frustrację, a tutaj było (naj)łatwiej. Dlaczego? Wiadomo: bo kiedy nude postanawia się z nami pożegnać, robi to w możliwie kulturalny sposób. Poza tym o niebo łatwiej zaaplikować równo nude niż inny, mocny odcień, o czym przekonuję się za każdym razem, gdy sięgam po moje krzykliwe Milani. Lipfinity najpierw trzyma się ust przez pół dnia jak wściekły, a potem w końcu zjadam coś tłustego i czar pryska. Przy ciemnej pomadce pryskałby brzydko – zjadałaby się od środka, a do tego robiłyby się kratery na powierzchni ust. Z Iced dzieje się tak samo, dlatego warto wyłapać ten moment i ponowić aplikację. Najlepszą opcją jest zmycie wszystkiego do zera, a potem pomalowanie takich wtórnie dziewiczych ust nową porcją. Da się robić poprawki, ale po kilku godzinach z takim betonem, wargi robią się nieprzyjemnie ściągnięte i suche jak wiór, dlatego dużo ładniej wszystko wygląda po restarcie.

Największym minusem Lipfinity jest właśnie skorupka, która powstaje po wyschnięciu, towarzyszy nam w ciągu dnia i o której ciężko zapomnieć, chyba że mamy dzień pełen wrażeń i nie skupiamy się na pierdołach. Po balsamie jest dużo lepiej, ale zakładam, że spora część z Was preferuje na ustach mat. Pomadki Milani też są wyczuwalne, więc to chyba po prostu smętny urok tego typu formuły. Myślę, że ciemniejsze odcienie będą trudniejsze w noszeniu (z uwagi na brzydkie się_zjadanie) i trudniej je będzie nałożyć, ale Iced jest, jaki jest i cieszmy się z tego. Hip hip, hurra.

O matko, ale się rozgadałam. A przecież to tylko szminka. Wszystko dlatego, że dla mnie od początku to była aż szminka. Znacie Lipfinity? Ciekawa jestem, jak wypada w porównaniu z taniutkimi matami Golden Rose, z którymi jeszcze nie miałam przyjemności.


Cena: od ok. 30 zł w internecie do 60 zł w sklepach stacjonarnych
Dostępność: szafy Max Factor w Rossmannach, Super-Pharmach, Hebe i innych, sklepy internetowe

42 komentarze:

  1. Właśnie czytałam o niej raz czy dwa może trzy że totalny bubel i koszmar bo niemiłosiernie tworzy Saharę a ta wazelinka to gówno warta ponoć ;D Ja tam betonu nie lubię, w ogóle nie lubię matów ( wyjątek neon od Milani :D) dlatego nie dla mnie ;D Cena też jakby z kosmosu ale z innej beczki: całowałaś ówdzie w tym macie? Może wtedy akurat do zdarcia jest :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, wazelina jak wazelina... wszyscy wiedzą, jaką ma moc. To nie jest balsam intensywnie nawilżający i regenerujący, ale komfort wyraźnie poprawia.

      A ówdzie... hmmm. No pewnie, że całowałam! Trzyma się cały czas! :D

      Usuń
  2. Moje doświadczenia z matowymi płynnymi pomadkami pokazały, że nie cierpię takiego efektu (suchej skorupy) na ustach. Moim ostatnim zakupem stały się dwie sztuki z Gerard Hydra Matte i OMG, o ile faktycznie są nieco bardziej komfortowe, to nadal wyglądają sucho :/ (na szczęście dzisiaj przejęła je koleżanka i ciekawa jestem jak odbierze je ktoś mi blisko, bo akurat te same kolory wybrałam na prezent. Pocieszam się tylko, że to osoba mająca fioła na punkcie matowych ust :D). Wtopiłam wcześniej z Dusty ABH oraz Patiną marki Stila, potem dostałam niezłą pomadkę z The Balm Meet Matte Hughes i ona wypada nieźle, jednak nie czuję się zachęcona do tego, by wkraczać głębiej w tę strefę.
    Wcześniej zaliczyłam płynny matowy koszmarek z Sephory i miałam jeszcze tradycyjną pomadkę matową z Sephory Maniac Mat - ona przeżyła gorące uniesienia :D i dość fajnie się nosiła, tylko szybko się zepsuła :(

    Podsumowując: matowe pomadki w płynie nie dla mnie, ja kocham wszystko co błyszczące, lakierowane, takie mrauuu i sexy. Maty takie nie są. Nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim ustom też nie po drodze z matami, a szkoda, bo dają piękny efekt i chętnie bym się zatraciła w powiększaniu pomadkowej kolekcji o kolejne cuda. Nie mówię stanowczego NIE matowym pomadkom w płynie, ale na pewno nie byłabym w stanie używać ich na co dzień. Nie znam żadnej ze szminek, o których piszesz. Mnie póki co najbardziej rozczarowały Milani. Zbieram się do recenzji, ale ciężko idzie, bo też ciężko pomalować usta mocnymi kolorami na tyle prosto, żeby po publikacji nie spalić się ze wstydu ;).

      Usuń
    2. O ofercie Milani nie mam zbyt dobrego zdania. Doskonale Cię rozumiem :))) mocne kolory wymagają perfekcji, ale w końcu jesteśmy normalnymi kobietami, nie "Instagramowymi" manekinami LOL także ten, no wiesz, do boju :)
      Jeżeli będziesz miała ochotę, to zachęcam do The Balm serii Meet Matte Hughes.

      Usuń
  3. matowe wykończenie na ustach to moje ulubione, a o lip finity czytałam wiele dobrego. kiedyś na pewno się skuszę, ale jeszcze nie teraz, bo teraz daję sobie czas na korzystanie z 20+ matowych pomadek w płynie, które już mam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, Ty przynajmniej umiesz je zużywać! Ja... tylko używam :D

      Usuń
  4. Nie dla mnie taki efekt. Nie skuszę się. W szmince lubię się czuć komfortowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zwykle też, ale czasem mogę zrobić wyjątek dla efektu :)

      Usuń
  5. Ten beton jakoś tak do mnie nie przemawia, ale kolor bardzo ładny i na co dzień jak znalazł. Ponoć panie w pewnym wieku, czyli ja, powinny się zainteresować matami, żeby sobie dodatkowo zmarszczek wokół ust błyszczącą szminką nie podkreślać, więc chyba się rozejrzę za jakimiś lokalnymi wyrobami w podobnym kolorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale beton z tytułu to miał dotyczyć głównie trwałości... ;)
      Co Ty mówisz, panie w pewnym wieku powinny odmładzać się matami?? A ja właśnie słyszałam, że maty postarzają i zaczęłam się zastanawiać, czy jeszcze powinnam je nosić :D

      Usuń
  6. ja też niedawno pierwszy raz spróbowałam tego typu produktów i przepadłam! Mam dwa kolory Lipfinity i oba uwielbiam. Nie sądziłam, że jakikolwiek produkt do ust może być tak trwały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ta trwałość jest jakaś niemożliwa!

      Usuń
  7. Nie znam i nie mam ochoty poznawać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie znam tej serii :)
    produkty Max Factor, oprocz wypiekanych rozy, w ogole mnie nie kreca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jakoś mało o nich na blogach, prawda?

      Usuń
  9. Ona jest naprawdę hipertrwała! Fakt, że zastyga trochę w taką skorupę, ale większość tych prawdziwie długotrwałych pomadek tak się zachowuje. Moim zdaniem to nie jest pomadka to noszenia na co dzień, kupiłam ją z myślą o wyjątkowych sytuacjach i właśnie tylko na takie się nadaje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, trudno mi sobie wyobrazić, żeby tak trwała pomadka mogła nie tworzyć skorupy. Jeszcze tintopodobne produkty mogą się długo utrzymywać, ale wiadomo, że to już nie to, bo mimo że ogólnie długo zostają na ustach, to jednak bledną z czasem.

      I masz rację, też myślę, że to nie jest pomadka na co dzień. Trochę sobie tylko zrobiłam problem, bo zachwyciła mnie jej trwałość, zmęczył dyskomfort na ustach, a wybrałam taki uniwersalny, dzienny odcień... :)

      Usuń
  10. Jak robi skorupkę to nie dla mnie :( Ale kolor bardzo ładny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko by było bez skorupki z taką trwałością. Niestety :(

      Usuń
  11. W sumie zastanawiam się czy u mnie też by dała efekt "gipsu" moim problemem jest to że u mnie pomadki dosłownie zjadą się. Miałam różne gdzie dziewczyna chwaliła trwałość do 8 godzin a u mnie? Klops trwała pomadka która na ustach wytrzymuje godzinę może dwie?? Więc zastanawiam się czy mimo nie pochlebnej opinie nie wypróbować jej :P ale to jeśli na promocji będzie :)
    Akurat moje usta ciężko wysuszyć :P mało kiedy stosuję pomadki ochronne :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gips to tylko przy nieodpowiednio przygotowanych ustach i dokładaniu kolejnych warstw! Także spokojnie :). Czuć ją na ustach, ale nie jest to nie do zniesienia.

      A z tą trwałością u Ciebie... hmmm... może jesz za dużo sałatek z tłustym dressingiem? ;)))

      Usuń
  12. Moim hitem jeśli chodzi o matowe pomadki są te z Sephory. Właśnie dlatego że są kompletnie nie wyczuwalne na ustach.

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja lubię maty :) Do tej pory chyba nie miałam takich żeby imitowały beton, ale ta pomadka od dawna jest na mojej liście zakupowej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, z tym betonem to miałam na myśli trwałość... :D

      Usuń
  14. Ja uwielbiam maty i po twoim opisie mam zamiar skusić się na nią przy kolejnej promocji w Rossmanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jeśli maty Ci miłe, wypróbuj koniecznie!

      Usuń
  15. hmm no wlasnie niby longlasting , ale takiego wysuszenia i skorupy to ja nie lubie :-) ale piekny kolorek! :-) takie jak z max factor kiedys byly tez a moze i jeszcze sa z manhattanu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, bez przesady z tą skorupą :) a wysusza tradycyjnie... Mam Milani, które prawie nie wysuszają, ale w zamian za to mają dużo gorszą trwałość.

      Usuń
  16. Znam kupiłam jedna wieki temu na truskawce ale kolor inny ( a moze to Maybelline była?) w każdym razie formuła identyczna i tez z balsamem z tym ze i pomadka i balsam były w dwóch zakończeniach jednego produktu a nie oddzielnie. Kolor mój up był ciemny fiolet. Pamietam jak byłam zachwycona tym wynalazkiem i nawet cała rodzinna imprezę sie dziad trzymał a jadłam wszystko. Wyrzuciłam jakiś czas temu z czystej przyzwoitości za długo juz u mnie był ale wspominam miło i jak znajdę gdzies w czeluściach kompa co to było to dam znać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to może kupiłaś jakąś poprzednią wersję? Ciekawe :)

      Usuń
  17. Nie używałam jeszcze pomadek z tej serii, ale dużo osób je poleca :) Kolorek bardzo fajny, pasowałby mi taki ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, do Twojej chłodnej karnacji na pewno by był dobry :)

      Usuń
  18. Uważam, że kolor jest ok, nawet bardzo ok. Ale miałam to cudo i niestety, ale nasza znajomość skończyła się bardzo szybko. Ta skorupa o której wspominasz zaczęłam się u mnie kruszyć, fuj...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, kruszenie to już nawet ponad moją wytrzymałość :-o.
      U mnie nic takiego na szczęście nie występuje, chyba że po wieeeeelu godzinach i zjedzeniu jakichś lekko tłustych rzeczy.

      Usuń
  19. Słyszałam o tym produkcie od dawna i przymierzam sie do zakupu ale wciąż odkładam to w czasie :) Musze sie w końcu zebrać w sobie bo 1 taki trwały produkt chyba w każdej kosmetyczce sie przyda.

    OdpowiedzUsuń