piątek, 25 listopada 2016

Co znalazłam w najnowszym Sephora BOX i jak to wszystko działa? /uwaga: dużo zdjęć/

Publikując ten wpis, właśnie strzelam sobie w kolano, bo jeśli ktoś z Was jeszcze nie wie o istnieniu Sephora Boxów, po tym, co zobaczy, najpewniej dołączy do wyścigu o kolejne pudełka. No ale nic, zakładam, że i tak wiedzą już wszyscy i właśnie dlatego pudełka rozchodzą się jak ciepłe bułeczki w chwilę po tym, jak Sephora roześle mailing z radosną nowiną...



Ja zakochałam się w tych pudełkach od pierwszej edycji. Sephorowe boxy z miniaturami są dokładnie tym, czego oczekiwałam od ShinyBox i beGlossy. Próbowałam subskrybować zarówno Shiny, jak i Glossy (miałam nawet jednorazowe spotkanie z JoyBoxem), ale szybko zorientowałam się, że autorzy zmienili zasady gry i zamiast wrzucać jeden pełnowymiarowy kosmetyk i kilka miniatur produktów wysokopółkowych, upychają do pudełek łatwo dostępne, tanie rzeczy (w tym m.in. pastę do zębów i antyperspiranty), byle jak najwięcej w pełnych pojemnościach. Taka zabawa zupełnie mnie nie interesuje, dlatego dawno temu odpuściłam. 

Pudełka Sephory to zupełnie inna historia. Nie można ich subskrybować (byłoby świetnie, ale takie cuda tylko za granicą), trzeba na nie... polować! Polowanie polega na śledzeniu newslettera, w którym pewnego pięknego, niewiadomego dnia (z moich obserwacji wynika, że zazwyczaj pudełka są dostępne co kwartał) przychodzi wspaniała informacja, że oto jest! A gdy już się taki box w ofercie pojawi, nie można go kupić – trzeba zrobić inne zakupy w sklepie online za minimum 200 zł, wpisać specjalny kod w koszyku i wtedy pudełko z miniaturami różnych marek, będących w ofercie Sephory, trafia do nas jako gratis. Z tym gratisem to oczywiście nie do końca prawda i warto o tym pamiętać. Jeżeli regularnie robicie zakupy w Sephorze, na pewno wiecie, że z kartą Sephora Black naprawdę trudno jest kupić coś bez przynajmniej 10% rabatu. Regularnie pojawiają się też rabaty 20% i do takiego systemu każdy klient jest przyzwyczajony. W przypadku boxów nie zrobicie zakupów za 200 zł z rabatem, bo w miejscu, gdzie normalnie wpisany byłby kod rabatowy, trzeba wklepać „kod pudełkowy”.

Mnie to wszystko oczywiście nie zniechęca i sądząc po zainteresowaniu pudełkami Sephory, inni też to mają głęboko w anusie. Na początku było łatwo: o pudełkach wiedziało mniej osób i mieliśmy co najmniej kilkanaście godzin na zakupy i zastanowienie się, co z Sephory za te 200 zł może być nam potrzebne. Obecnie sytuacja wygląda podobnie jak z JoyBoxem, MediaMarktem bez VAT-u i promocjami w Biedronce. Czyli: jeżeli nie będziecie pierwsi i nie zareagujecie od razu, zdobycz przepadnie. Mnie tym razem się udało i do teraz micha mi się cieszy!

No to zobaczcie, ile świetnych rzeczy można odnaleźć w pudełkach Sephory, których zawartość – podobnie jak w przypadku JoyBox, jest jawna i na podstawie maila możemy zdecydować, czy promocja nas interesuje, czy tym razem odpuszczamy. Niektóre produkty w kolejnych pudłach się powtarzają, więc apeluję o rozsądek :). 


Tym razem pudełko „Fantastyczne prezenty” było dla mnie wyjątkowo atrakcyjne. Znalazłam w nim zestaw trzech miniatur z serii They're Real: krem do demakijażu They're Real Remover w pojemności 7,5 ml (50 ml kosztuje 92 zł), tusz do rzęs They're Real, 3 g (8,5 g kosztuje 135 zł, ale producent sprzedaje 4-gramową wersję mini za 55 zł) i okryty złą sławą liner Push Up (0,1 g), który wreszcie będę mogła wypróbować na sobie i potem ewentualnie mądralować się, że tak, owszem, ja również uważam, że jest do dupy. Chociaż kto wie, może mnie zaskoczy? (tu podobnie jak z tuszem: pełen wymiar 1,4 g kupimy za 133 zł, a wersja mini o gramaturze 0,36 g kosztuje 55 zł). 

Tusz do rzęs znam, jestem z niego umiarkowanie zadowolona, ale wiem, że ma swoje wielbicielki, w tym moją Lu, która twierdzi, że wersja mini jest dużo lepsza od pełnowymiarowej, a tu proszę – w pudełku mamy minimaskarę o prawie takiej samej gramaturze. Pozostałe kosmetyki to dla mnie nowość. Raz miałam wykonaną przez makijażystkę Benefit ładną i trwałą kreskę linerem Push Up, więc wiem, że to jest możliwe, ale czy moje kaprawe rączki dadzą radę? Może być ciężko.


Zawsze z czułością witam w moich skromnych progach nowe tusze do rzęs. Tym razem, oprócz znanego They're Real, przybyły do mnie dwa zupełnie nowe nabytki: dodający objętości Make Up Forever Excessive Lash, 2,5 ml (pełnowymiarowy produkt kosztuje 125 zł) i maskara Givenchy Noir Couture Volume, teoretycznie o tych samych właściwościach, 4 g (pełen wymiar kupimy za 155 zł). Obu jestem bardzo ciekawa, bo na razie nie odnalazłam ideału wśród wysokopółkowych tuszów, a zawsze z wielkim żalem wywalam 100 zł i więcej na kosmetyk, który wystarcza na tak krótko. Dlatego w przypadku tuszów do rzęs wcześniejsze testowanie jest bardzo istotne!


Too Faced Hangover Primer to baza pod makijaż (tutaj w pojemności 5 g, pełnowymiarowy produkt kosztuje 139 zł), która ma bardzo dobre opinie. Nie znam, ale chętnie poznam. Burberry Fresh Glow Luminous Fluid Base to również baza, ale z funkcją rozświetlacza. Ma dawać efekt naturalnego, zdrowego blasku. Zwykle nie wybieram tego typu baz, bo trudno mi sobie wyobrazić, jak spod porządnie kryjącego podkładu coś takiego może być widoczne, zresztą nie brakuje mi naturalnego, smalcowego glow ;). Chętnie sprawdzę. Miniatura ma 5 ml, w pudełku był odcień No. 01 Nude Radiance. Zeswatchowana na nadgarstku nie zostawiła koloru, tylko dużo połysku. Niestety, widać drobinki. Pełnowymiarowy produkt kosztuje 189 zł. 


Tu mamy dwa produkty Sephory: bazę wygładzającą zmarszczki i pory Prep & Perfect Pore & Fine Line Filler (miniatura 5 ml / całość za 59 zł) oraz dwufazowy płyn do demakijażu Waterproof Makeup Remover with Cornflower Extract (miniatura o poj. 25 ml / 200 ml kosztuje 45 zł). Dwufazówkę znam i kiedyś nie było nam po drodze, ale zmieniłam zdanie po tym, jak pomogła mi doszorować niedomywalny pędzel /cała historia tu, polecam/. Z przyjemnością zrobię drugie podejście, bo w składzie ma ekstrakt z chabra bławatka – zupełnie jak mój ulubiony dwufazowy płyn Yves Rocher. Bazę wygładzającą mam w zapasach, ale jeszcze nie miałam przyjemności (a minął już co najmniej rok :D). Dzięki miniaturze dowiem się, czy warto ją w ogóle otwierać, czy może lepiej oddać w dobre ręce... 


Bardzo ucieszyły mnie w tym zestawie dwie szminki. Akurat niedawno chodziło mi po głowie kolejne podejście do czerwoności na ustach (na razie żyję w głębokim przekonaniu, że to nie kolor dla mnie), a tu proszę, przybył do mnie uroczy kurdupelek Sephory w odcieniu ciemnej, chłodnej czerwieni R49 Belly-dancing. Pomadka pochodzi z serii Rouge Creme, ma więc kremowe wykończenie i nie będzie wysuszać ust. Pełnowymiarowy produkt, dostępny w szerokiej gamie kolorystycznej, kosztuje 45 złotych. Dużo bardziej ucieszył mnie jednak maluch Marc Jacobs z serii Le Marc, w bardzo mi bliskiej, nude'owej tonacji. Odcień nazywa się 246 Slow Burn, waży 1 gram (oczywiście bez ślicznego opakowania), a pełen wymiar można kupić za 125 zł. To będzie moje pierwsze spotkanie z kolorówką Marca Jacobsa i już czuję, że się polubimy! 


W tej drużynie oczywiście najciekawsza jest miniatura maski do twarzy GlamGlow Youth Mud Mask (tu 15 g, w sklepie za 50 ml zapłacimy 229 zł). Chętnie zmierzę się z legendą, której zakup odpuściłam od razu po tym, jak poznałam cenę tego niedużego słoiczka. 

Uwielbiam miniatury perfum, są naprawdę urocze, nadają się do torebki i cieszą oko. Wodę perfumowaną Jimmy Choo już wcześniej dostałam, ale tak się składa, że bardzo mi się spodobał, dlatego z przyjemnością zużyję kolejną buteleczkę. Flakon dla krasnoludków ma pojemność 4,5 ml, za 60 ml trzeba w Sephorze zapłacić 329 zł. 

Ostatni produkt to olejek do włosów Bumble and Bumble, mający chronić włosy przed szkodliwym działaniem gorącego powietrza i promieni UV. Nigdy nie raczę moich smętnych kudełków takimi rarytasami, ale może powinnam zacząć, żeby miały się lepiej? Ciekawe, co wyjdzie z tego przypadkowego spotkania. 


Nawet kosmetyczka Sephory przypadła mi do gustu. Tomaszowi też, już wpakował do niej większość miniatur i dopchał ludzika Lego i figurkę Maszy. 

Zerknijmy raz jeszcze na całość...


...i pewnie wypadałoby, żebym pochwaliła się, co wrzuciłam do koszyka, żeby skorzystać z tej superfajnej promocji. No więc tego. Nie zastanawiałam się długo. Właściwie to w ogóle się nie zastanawiałam. Poszłam na żywioł, bo gdybym zaczęła rozkminiać, co właśnie robię, pewnie z całej operacji nic by nie wyszło. A tak wyszło. Pudełko i... trochę pyłku. Dużo pyłku. Dużo dobrej jakości pyłku, w dwóch słoikach, pięknym opakowaniu i za dużo więcej niż 200 zł... 


Wszystkiego najlepszego, Agato! Wszystkiego najlepszego z okazji... Dnia Pluszowego Misia!
:D

43 komentarze:

  1. Pozostałe boxy są jakąś parodią w porównaniu do boxa Sephory. Nigdy się nie zabijałam o nie, choć przyznaję że bardzo mnie kuszą. Ale tak jak piszesz trzeba być mega sprawnym i szybkim.. nawet lepiej aby już wcześniej upatrzyć sobie produkty które chce się kupić. Chyba następnym razem przygotuję się, bo zdecydowanie warto. Poza tym uwielbiam miniaturki.. szczególnie te makijażowe ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, prawda z tymi innymi boxami i tym, że to parodia. Kostki mydła Dove, dezodorant Rexony, pasta do zębów Blend-a-med... SERIO?!

      Usuń
  2. Super są te boxy z Sephory, ale znikają w gigantycznym tempie :P Ja upolowalam pudełeczko z miniaturkami Narsa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam tego Narsa, mało się nie obsikałam z wrażenia, jak się okazało, że tam jest travel size różu Orgasm :D Pełnego wymiaru nie chciałam kupować, bo jednak to nie do końca mój klimat, ale byłam taaaaaaaka ciekawa, jak on będzie na mojej gębie wyglądał :D

      Usuń
  3. mnie również udało się upolować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Udanej przygody z pudrem La Prairie :D mnie w dłuższej perspektywie znużyła jego pojemność LOL po czym upiłam puder z La Mer (też spory) - nie wiem o czym myślałam :D ale pudernica ze mnie. I tyle :D

    Jak dobrze widzę, to z B & B masz primer, nie olejek, chyba że źle widzę? A to są dwa różne kosmetyki, które mają łudząco podobną nazwę. Primer jest super.
    Generalnie uważam, że taki box ma sens i dla wielu osób stanowi dobrą okazję, by bez liftingu dla portfela poznać to i owo. Miniaturki zawsze w cenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z tego co pamiętam, bardzo polubiłaś La Prairie :D
      Zawsze mogę odsypać trochę sąsiadom, jak mi zbrzydnie ;).

      A z tym B & B to nie wiem, co to, bo jest napisane zarówno Invisible Oil, jak i Primer. Nie znam oferty tej marki, więc nie znam się na niuansach. Ale dobrze, że zwracasz uwagę!

      Usuń
    2. Bo to bardzo fajny puder jest :-) niemniej przekonałam się, że lepiej kupować go z kimś na spółkę. Ja w ogóle mam słabość do kolorówki LP, jestem zadowolona z każdego zakupu i uważam, że to są warte kosmetyki swojej ceny. Pielęgnacja, to już inna bajka, głównie dlatego że konkurencja na rynku ogromna. Natomiast ich kolorówka od lat trzyma wysoki poziom i ciężko przebić poszczególne produkty.

      B & B ma taki opis? http://www.lookfantastic.com/bb-hairdressers-invisible-oil-heat/uv-protective-primer-250ml/10980623.html (bo na zdjęciu za wiele nie widzę), ale jeżeli tak, to na bank masz primer :) Od siebie dodam, że lepiej aplikować go na dłonie i nanosić na włosy niż odwrotnie. Lepsza kontrola ze względu na ilość.

      Usuń
    3. U mnie ten puder to debiut z kosmetykami LP i mogę od razu powiedzieć, że byłaś moją główną kusicielką w tej sprawie :D. Drugą była Temptalia, ale to dopiero dłuuugo po Tobie, jak się zastanawiałam, czy potrzebuję takiego słoja, czy może jednak nie ;). A najbardziej rozwaliło mnie to, że w pudełku jest jeszcze drugi, mniejszy. Kompletnie nie pamiętałam, że tak miało być!

      To rzeczywiście ten primer B&B. I do czego Ci służy? W upały sobie go wcierasz czy tylko do stylizacji?

      Usuń
    4. Mam go od miesiąca, więc jeszcze latem nie było okazji go używać :D Primer jak to primer, dla mnie stanowi wstęp do stylizacji. Jednym słowem dzięki niemu mam włosy ułożone jakbym wyszła od fryzjera. Używam lokówko-suszarki bądź grubej okrągłej szczotki. Włosy są wygładzone, fryzura trzyma kształt przez cały dzień (choć to w dużej mierze zasługa dobrego cięcia, ale wtedy tego typu primer ma szansę pokazać w pełni swoją moc). Stawia kropkę nad "i" - dzięki niemu rozczesuję włosy bez problemu, układam i tyle zabiegów. żadnych innych dodatków. A czy faktycznie chroni włosy przed ciepłem suszarki? Trudno powiedzieć, ale pewnie coś tam się dzieje, aczkolwiek suszarka też ma swoje bajery. Z drugiej strony włosy są w dobrej kondycji :)

      Tak, to rozwiązanie LP jest bardzo na plus, że dołączyło puderniczkę podróżną. Ogólnie dbałość o detale na wysokim poziomie np. łopatka do pudru, przekładki, puszek itd. TO robi wrażenie.
      Udanej przygody życzę <3 a jak będziesz miała okazję, pomacaj puder La Mer :) Narsa Light Reflecting Setting Powder Loose próbowałaś? (to także genialne cacko) podobnie jak sypki puder Kanebo. Jest trochę tego dobra :)))

      Usuń
    5. Ta łopatka mnie zachwyciła <3
      Nie znam żadnego z wymienionych przez Ciebie pudrów. I w ogóle to ja wolę prasowańce! Tylko jeszcze żaden z nich nie okazał się na tyle genialny, żeby wygrać z sypkimi.

      Usuń
    6. Jeżeli lubisz prasowane pudry, to pomacaj (jak tylko będziesz miała okazję np. na targach TOKYO Bikoru) - ma świetne właściwości, zwłaszcza dla cery dojrzałej tylko niestety formuła jest mało udana, nad czym ubolewam....
      Nieźle wypadają też nowe pryzmy z Givenchy.

      Ja z kolei wielbię każdy puder, który pozostawia cudny niewidoczny woal, wygładza cerę i robi z nią "push up" :D jakkolwiek to brzmi :)))

      Łopatka jest bardzo użyteczna, w końcu KTOŚ pomyślał. Zawsze miałam z tym problem i trzymałam osobno malutką łyżeczkę ;) LP dbałość o detale ma w małym placu. Dorzucę jeszcze, że np. gąbka przy kompakcie także jest taka jak należy, pędzelek dołączony do brązera z kolei ma idealnie dopasowaną miękkość/twardość włosia do produktu, co jest niezmiernie ważne (mało firm zwraca uwagę na te detale), korektor - tutaj włosie pędzelka naprawdę zachwyca :)

      Usuń
  5. dla mnie to jednak zawsze tylko miniatury ;) ale skoro dodatek do zakupów to świetny:) uwielbiam tą maskarę Givenchy Noir Couture Volume (mam wersję wodoodporną) ale trzeba dać jej czas bo jak wiele maskar na świeżo nie daje efektu jakiego się spodziewałam, dziś jest extra, używam codziennie, boski efekt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mi mówisz o tym Givenchy, odkręciłam go, pomaluję się raz, a potem dam mu odpocząć, skoro tak :)

      Usuń
  6. Wow, poczułam się teraz jak lamparcica z instynktem rekina, bo upolowałam sephoraboxa po raz czwarty z rzędu. Pękam z dumy ;-) I nie posiadam się z radości, bo zawartość tych pudełek to zawsze gratka. Dostrzegam też symptomy uzależnienia, ale ciiii :P Miłego cieszenia się sephorową drobnicą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie! :D
      Nic dziwnego, że czujesz dumę, trzeba się tu wykazać prawdziwie zwierzęcym refleksem! ;). Ja uwielbiam te miniwersje, bo są świetne na wyjazdowe weekendy.

      Usuń
  7. oh.. tusz benefitu jest ostatnią rzeczą, jaką bym chciała ujrzeć w takim boxie :P

    OdpowiedzUsuń
  8. pudełko fajne, ale... ja nie robię w S. zakupów prawie w ogole, wiec wydawałabym kasę na siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej sytuacji faktycznie nie warto. Ja z kolei zawsze mam tam coś na oku, więc Sephora BOX to dobra okazja do zakupów :)

      Usuń
  9. Mis jest dumny a moja kieszen widzą markę na L zaniemogłą ;D

    Następnym razem ja komuś zlecę by śledził tego boxa bo ja żółt i by mnie wykupili :P Tusz Benefit i liner znam ;D a tą miniaturę Jimmego sama bym chciała... jak wszystko zresztą ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, z tym La Prairie to tak naprawdę wydaje się grubo, ale jak sobie podliczysz, ile pudru nawalili do środka, to się nagle okazuje, że cena aż tak koszmarna nie jest :).

      Usuń
  10. Przez chwilę się zastanawiałam, ale nie wszystkie miniatury by mi pasowały, więc odpuściłam. Brawo ja:P Niemniej Givenchy bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już ze dwa pudełka odpuściłam, bo się pewne kosmetyki powtarzały, a część nie była dla mnie ciekawa.

      Usuń
  11. Hahaha ja tym razem odpuściłam , bo po prostu nie miałam jak kupić ale zgadzam się, że sephorabox to właśnie to czego oczekuje się po boxach komerchach :D poprzednie 2 edycje mam i tak jak Ty stwierdzam że micha się cieszy xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D super, że Ci się udało :)
      Ja nawet niektóre pudełka odpuszczałam ostatnio, bo mi się nie chciało zaczynać wyścigu do kasy ;)

      Usuń
  12. OMG ILE BUTELECZEK TUSZU DO RZĘS! Testuj i opowiadaj natychmiast.
    Ja mam już w dupie They're Real - duża pojemność jest niezmywalna z rzęs, mała pojemność kosztuje zawrotne pieniądze... chyba zapoluję na jakiś zestaw świąteczny. Jak żyć i rzęsą zachwycać?!
    Ach, Ty pudernico! Czekam na wrażenia z luksusu na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w ogóle to w opakowaniu pudru masz nos jak pinokio. Hi hi.

      Usuń
    2. Wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć! Pinokio pozdrawia!
      Mogę Ci oddać to mini They're Real, które do mnie przybyło, chcesz?

      Usuń
  13. Miniaturę bazy Burberry w odcieniu No. 01 Nude Radiance mam i uważam, że spisuje się dobrze tylko w roli rozświetlacza - uwielbiam efekt, jaki nią uzyskuję:).

    Czekam w takim razie na recenzję tego pudru:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak podejrzewałam, że na bazę trochę grubo z tym brokatem ;)

      Usuń
  14. Nie skusiłam się na ten i trochę żałuję, ale nie miałam nic na liście zakupowej ze Sephory (oczywiście mogłabym pół wykupić, ale nie mogłam sobie teraz pozwolić).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ja najczęściej mam tam coś na liście zakupowej, więc w razie maila o boksie, jestem w stanie szybko reagować i nie wrzucać do koszyka głupot. Gorzej, jak mnie nie ma w domu... :)

      Usuń
  15. Super zawartość! Wszystko bym przygarnęła :D.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja sie kusze jak zakupy trzeba zrobic za 150, bo za 200 to szkoda mi było wymyślać na sile zakupy a kusiła mnie glamglow i they Real tusz No ale moze następnym razem :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetna zawartość! Ja raz dostałam przy zakupach boxa i byłam naprawde zadowolona! :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Aj zazdroszczę tego ostatniego słoika :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetne są te sephorowskie boxy, ale nigdy nie udało mi się go "upolować".

    OdpowiedzUsuń
  20. No brałabym, brała :D
    Miłego używania !

    OdpowiedzUsuń