piątek, 7 października 2016

Owczy pęd, odc. 2

Pierwszy odcinek mojego nowego cyklu przyjęliście z dużą sympatią, co doskonale rozumiem – jakże miło jest wspólnie ponabijać się z głupich zakupów (szczególnie cudzych!). Czasem jednak to, co Wam pokażę, nie będzie kosmetykiem jednoznacznie dla mnie beznadziejnym. Dziś mamy właśnie taki przypadek. Przed Państwem makijażowa gwiazda marki Maybelline. Tam ta daaaaaam.



Color Tattoo – mam wrażenie, że te dwa słowa już w średniowieczu stanowiły mocno osłuchany związek frazeologiczny. Ciekawe, czy istnieje w tym kraju jakakolwiek kobieta, która się maluje i nigdy nie słyszała o Color Tattoo. Trudno to sobie wyobrazić.

Dziś opowiem Wam o dwóch posiadanych przeze mnie odcieniach: słynnym Permanent Taupe i (przynajmniej niegdyś) dostępnym w Polsce tylko przez internet Eternal Gold. Wszystko, co napiszę, dotyczy wyłącznie tych dwóch sztuk. Z innymi nie miałam do czynienia, więc nie mam prawa się przypindalać.


Zanim wrzuciłam tu fotki moich dwóch cieni, sprawdziłam datę powstania owych zdjęć: listopad 2013! Ot, małe blogowe spóźnienie. Zdaje się, że nie pokazałam Wam ich trzy lata temu, bo już wtedy uznałam, że cały świat powiedział na temat tych cieni tak dużo, że co ja się będę...

Oczywiście oba trafiły do mnie dlatego, że jako rasowa pędząca owca napaliłam się na obiecywany genialny efekt na powiekach i brwiach dzięki blogom, blogusiom i blogaskom. Znałam już wtedy kremowe cienie Pupa i limitowane metaliczne kremy z Catrice (które uwielbiam do dziś, ostatnie sztuki wciąż są ze mną!), miałam więc na temat Color Tattoo pewne wyobrażenie.


Po odkręceniu uroczych słoiczków byłam zachwycona tym, co zastałam. Idealny brąz w typie taupe  (wiedziałam, że ludzkości służy przede wszystkim do brwi, ale miałam nadzieję, że przyda się też do powiek – przecież do tego został stworzony) i piękne złoto – dwa prawdziwe cudeńka! Po rytualnym wysmarowaniu nadgarstka czar jakby prysł, bo...


...takie twarde? a to złoto tak marnie napigmentowane?? Po słynnych Color Tattoo spodziewałam się czegoś zupełnie innego. W imię zasady: „milion much nie może się mylić” postanowiłam popracować nad relacjami z moimi nowymi wówczas cieniami i nie poddać się łatwo. No i uwierzcie. Nie poddałam się łatwo.

Podobno każda potwora znajdzie swego amatora, ale naprawdę nie wiem, jak można zostać amatorem potwory o nazwie Eternal Gold. Po rozczarowujących testach nadgarstkowych rozpoczęłam kampanię na powiekach. Pędzelkiem przenosić się nie dało, bo na powiece zostawał sam brokat. Znalazłam jeden języczkowy, syntetyczny, który jakoś dawał radę, ale generalnie należało wziąć sprawę w swoje ręce (tym razem dosłownie). Palcem szło dużo lepiej, ale efekt na powiece mi się nie podobał. Mam trudną, opadającą powiekę z nadmiarem mięcha i nijak nie dało się ładnie rozsmarować zbyt twardego cienia. Zdarzało się i tak, że na zbyt mocno przypudrowanej powiece... odłaził płatami! Był też duży problem z kryciem, ale to wiedziałam od pierwszego maźnięcia po ręce. Cień najlepiej rozsmarowywał się na w miarę tłustej bazie. Niestety, w połączeniu z moją nazbyt tłustą powieką okazał się niewypałem absolutnym: na tłustym i tłustej zbierał się w załamaniach. To ma być słynny, 24-godzinny Color Tattoo? Żart jakiś!

Permanent Taupe w roli stylizatora brwi sprawdził się świetnie – zgodnie z tym, co wyczytałam tu i ówdzie. Trzyma się do demakijażu (czas teraźniejszy, bo jeszcze go mam i używam od czasu do czasu), ładnie daje się wyczesywać przy aplikacji... fantastyczny, chłodny, trwały produkt do brwi. Tyle że... zupełnie nie nadaje się do powiek. Jest i od początku był zdecydowanie zbyt suchy i zbity, zresztą sam kolor na powiece wcale dobrze się nie prezentuje (jeśli już uda nam się rozetrzeć go bez grudek). Powinni go sprzedawać jako produkt do brwi i tak właśnie opisać. Oto moja eternalgoldowa myśl.

Zdecydowanie za mało jak na Te Wspaniałe Cienie Color Tattoo. Pomyślałam, że warto wspomnieć o moich przygodach przy okazji trwającej właśnie promocji -49% w Rossmannie.

31 komentarzy:

  1. Miałam CT PT (:D) i to była masakra, rozprowadzał się na skórze jak rozprowadza się plastelina na kartce. Nie mogłam go zużyć do brwi, bo wybijał fioletem. Jedynym cieniem kremowym Maybelline, który się u mnie sprawdził, to ten złoty brąz On and on bronze, czy jakoś tak. Za to te maty (poza PT miałam jeszcze dwa)... Słabiutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to to! Plastelina po kartce, idealne porównanie! Fioletowych tonów na brwiach nie zauważyłam, ale już we wszystko uwierzę po tym, jak się rozczarowałam tymi – podobno – genialnymi cieniami.

      Usuń
  2. U mnie też kompletnie się nie sprawdziły (miałam fioletowy i niebieski)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho, czyli jest ich więcej! Śledztwo trwa :D

      Usuń
  3. Ja bardzo lubię wersję On and On bronze i Rose Beige czy tak jakoś. Toupe jest faktycznie tępy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o On and On Bronze słyszałam najwięcej dobrego, ale z oczywistych powodów odechciało mi się sprawdzać, czy... u mnie się sprawdzi :)

      Usuń
  4. Przyznam, że odcień Creme de Rose to najlepsza baza pod cienie jaką miałam, używam jej codziennie z uporem maniaka :) A przerabiałam już bazę z MIYO, JOKO, HEAN, AVON, KIKO, ART DECO, TOO FACED i wiele innych, o których zapomniałam :P Inne odcienie CT niestety już tak dobrze się nie sprawdzały w roli bazy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że inne odcienie mogą być dobre, ale mimo wszystko jakoś nie mam ochoty próbować :)

      Usuń
  5. Ja kupiłam ostatnio na promo w Super Pharm kolor Creme de Nude 93, ale w innym celu niż sam cień :P Jako bazę pod cienie, i trzyma cienie ładnie :) Innych kolorków nie miałam, więc się nie wypowiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niezawodną bazą jest Eyeshadow Helper z Lime Crime (niewykańczalna!), więc mniej mnie gna w stronę nowych baz.

      Usuń
  6. U mnie Taupe sprawdza się całkiem, całkiem, ale bez bazy jakoś 24 godzin nie wytrzymuje, a nie mogę narzekać na jakoś strasznie tłuste powieki. :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, a wydawałoby się, że jak to takie tępe w konsystencji, to będzie trzymać i trzymać, aż Ci się przypomni, że czas zrobić demakijaż.

      Usuń
  7. Ja mam permanent taupe i używam do brwi czasem i innych kolorów nie planuje nabyć jakoś nie widze potrzeby

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie odwrotnie - miałam Permanent Taupe jako jedna z pierwszych rzeczy do stylizacji brwi, a teraz jak poznałam inne, to do tego bardzo rzadko wracam.

      Usuń
  8. mam cztery sztuki i każda jest inna pod względem konsystencji i łatwości przenoszenia na powiekę. moim ulubieńcem jest on and on bronze - piękny, metaliczny, złotawy brąz. kremowy, łatwo przenosi się na powiekę, dobrze napigmentowany. polubiłam też matowy creme de rose, bo nie sprawia mi problemów w aplikacji. po cream beige prawie nie sięgam, sama nie wiem czemu. jest może trochę suchszy niż creme de rose, ale też dość łatwo się aplikuje. permanent taupe jest zdecydowanie suchszy i twardszy, niemal plastelinowaty.

    aha, miałam kiedyś fiolet endless purple i to dopiero była plastelina, której nie dało się nałożyć na powiekę bez prześwitów. brrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie pamiętam, jak mi opowiadałaś w Gdyni o On And On Bronze – już prawie dałam się skusić! ale jednak tyle mam tych cieni, a Color Tattoo tak mi zalazły za skórę, że... odpuściłam. Może kiedyś :).

      Usuń
  9. Jak to dobrze, że się na nie nigdy nie skusiłam :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też ich nie lubię ale wstydziłam się przyznać, myśląc że jak zawsze jestem inna niż inni a nawet inniejsza :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Do brwi uwielbiam na powieki nawet nie próbowałam go nakładać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to dlatego, że czytasz blogi i wiesz, że Permanent Taupe jest świetny do brwi. A pomyśl o tych wszystkich konsumentkach żyjących w niewiedzy i wywalających do kosza nieudany zakup :)

      Usuń
  12. Ja miałam wersję srebrną i też ostatecznie znalazła nowy dom. Czasem mnie kusi jeszcze ten słynny On and on bronze, ale boję się już ryzykować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że On And On Bronze to bezpieczny wybór – tyle dziewczyn poleca konkretnie tę sztukę. Ale rozumiem Cię, ja też nie mam już ochoty na eksperymenty z Color Tattoo.

      Usuń
  13. Jedną jedną z niewielu osób która nie zakochała się w Pernament toupe - szybko powędrował do innego domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już rzadko wracam, ale jako produkt do brwi lubię. Szkoda, że konsumentki nieczytające blogów nie mają pojęcia, że ten słaby cień w kremie, który kupiły, można w ten sposób wykorzystać.

      Usuń
  14. Ja mam dwa kolory - Creme de Rose oraz Creme de Nude - i nie wyobrażam sobie bez nich żywota :D Moje powieki to takie tłuściochy, że żadna baza nie utrzyma na nich cieni, poza tym wredne świnie radośnie świecą się cały boży dzionek jak latarnie morskie. Trochę beznadziejnie szukałam sobie nawet nie cienia, ale czegoś, co ten blask nad blaski trochę zmatowi i wyrówna kolor. I trafiłam na to to - owe color tatoo. Od tamtego czasu już nie straszę społeczeństwa na ulicach :D Rose jest bardziej miękki, Nude trochę twardszy, ale paluchem rozprowadzają się znakomicie! Póki co wykańczam kolejne słoiki i nasz związek kwitnie <3 Ponadto moja córka (14 miesięcy) potrafi się nimi bawić bez szkody dla zdrowia długie minuty i mam chwilę spokoju, więc jak ich tu nie kochać?! ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Taupe używam do brwi i sprawdza się idealnie w tej roli :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja przerobiłam już wiele odcieni Color Tattoo i jednym z moich ulubieńców jest Permanent Taupe. Oczywiście nie do oczu, a do brwi. Co do Eternal Gold, mam podobne zdanie, co Ty - jest dość tępy, daje mało pigmentu dużo brokatu. Podobno ten typ wykończenia nazywa się "sparkle", ale nie jestem pewna czy to było zamierzenia producenta. Na oczach trzymał się dobrze, ale używałam go tylko do wewnętrznego kącika. Inne kolory dobrze sprawdzały się jako bazy pod cienie, ale ostatecznie czyszcząc kosmetyczkę zostawiłam sobie jeden kremowy cień bazowy i jest to odcień Creme De Nude. Podobno zastępca Paint Pot z Mac, ale nie mam porównania. Niemniej u mnie się sprawdza jako baza pod cienie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Miałam na nie ogromną chęć, ale nigdy nie było stacjonarnie mi dane dostać odcieni, które chciałam :) ale widzę, że nie mam czego załować :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo dobrze wiem co masz na myśli pisząc o Permanent Taupe. Nie tylko dlatego, że mam taki egzemplarz; konsumuję właśnie z okazji śniadania chałkę z twarożkiem kanapkowo-sernikowym i dżemem truskawkowym i ta partia twarożku jest jakby mniej udana niż zazwyczaj: bardziej sucha. Zamiast rozsmarowywać się kremowo po pieczywie, kruszy się i rozsypuje na talerzu.
    Do brwi go (cienia, nie serka) nie użyłam nigdy, bo to kompletnie nie mój kolor. W ogóle mam wrażenie że maty z pierwszego rzutu CT średnio wyszły - mam też czarny. Leży. Za to matowe kolory z typowo_matowej serii lubię bardzo, podobnie jak kolory z błyskiem (pomegranate punk <3). Nie wiem czy kiedyś będzie okazja, ale jeżeli się nadarzy, mogę ci podrzucić do sprawdzenia. Howgh.

    OdpowiedzUsuń