wtorek, 27 września 2016

Tołpa dla leniwych: Dermo Face, strefa T – Matujący płyn micelarny-tonik 2w1 do mycia twarzy

Do Tołpy od lat podchodzę jak kot do jeża. No dobrze, tak naprawdę nie bardzo wiem, jak kot podchodzi do jeża, bo nigdy nie widziałam kota i jeża razem. EDIT: już zobaczyłam, YouTube forever. Wszystko się zgadza: ja to kot, a jeż to Tołpa. Obserwuję markę, interesują mnie różne produkty, ale z organoleptycznymi sprawdzianami już gorzej. Dlaczego? Nie mam pojęcia.


Jeżeli któremuś z moich Czytelników wydaje się, że każdego dnia sumiennie nakładam na twarz i ciało wszystkie niezbędne mikstury, na czas wykonuję depilację (Mamusiu, dzięki za gen jasnych włosów na nogach!), a żaden etap pielęgnacji twarzy rano i wieczorem nigdy nie jest pomijany, już pędzę ze sprostowaniem: fałsz ci to! Przez większość czasu oczywiście staram się odpowiednio walczyć o to, żeby moja skóra miewała się jak najlepiej, ale zdarza się, że walczę sama ze sobą, żeby chociaż zmyć makijaż przed pójściem spać. Właśnie na takie okazje powstał płyn Tołpy. Producent oferuje aż 400 ml produktu, co mogłoby sugerować, że nie wierzy w naszą sumienność jeszcze bardziej niż my same. 


Płyn ma usuwać zanieczyszczenia i nadmiar sebum, zwężać rozszerzone pory i odświeżać, tonizować, nawilżać, zapewniać długotrwały efekt matowej skóry... bla bla bla. I jeszcze pewnie domywać z owadów przednią szybę w samochodzie. Generalnie chodzi o to, że mamy sobie tym kosmetykiem zrobić demakijaż twarzy, ale możemy też potraktować go jako tonik. Czyli to właściwie tonik z funkcją demakijażu. Świetne rozwiązanie – to załatwia co najmniej dwa kroki pielęgnacyjne, a jeśli uwierzymy w jego moc nawilżającą, kto wie, może damy się namówić na odpuszczenie sobie kremu na noc? (nie, nie idźcie tą drogą!)

Kluczowe składniki, które mają zbawiennie działać na naszą skórę, to: tołpowy, jedyny i wyjątkowy torf, ekstrakt z kory cynamonowca, ekstrakt z mirry i hialuronian sodu. W składzie znalazłam też wroga wszystkich cer, czyli alkohol denaturowany, ale jest na liście obecności na tyle daleko, że nie czuje go ani mój nos, ani skóra. Płyn pachnie bardzo ładnie – jestem pewna, że znam ten zapach z jakiegoś innego tołpowego kosmetyku. Jest świeży, niezbyt intensywny i zupełnie nie do opisania.

Jak możecie zauważyć na prawie każdym zdjęciu ilustrującym dzisiejszą recenzję, produkt mocno się pieni, co zapewne zdyskwalifikuje go u niektórych z Was. Niejednokrotnie czytałam, że przeszkadzają Wam pieniące się micele i toniki. Nie bardzo wiem, dlaczego, bo mi to nie przeszkadza ani trochę, ale zaznaczam dla porządku. 


Jeżeli chodzi o działanie, nie mam się do czego przyczepić. A nieeee, znalazłam! W idealnym świecie płyn mógłby nie mieć w sobie ani odrobiny lepkości do momentu wyschnięcia. A ma. Odrobinę. Uff, dobrze, że coś się trafiło, dzięki temu recenzja zyskała na wiarygodności. A tak serio... to dobry kosmetyk przy założeniu, że nie uwierzymy we wszystkie moce, jakimi obdarzył go na etykiecie producent. Wiadomo, że na co dzień nie zastąpi nam żelu czy pianki myjącej – to znaczy może, ale nie da efektu idealnie czystej skóry, do jakiej przyzwyczajeni są wszyscy codzienni doszorowywacze. Jest jednak całkiem porządnym micelem i – co ciekawe – nieźle radzi sobie z demakijażem oczu (dla mnie micel, który nie zmywa oczu, jest raczej bezużyteczny). Już miałam Wam pisać, że jedyną zauważalną wadą matującego płynu-toniku Tołpy jest fakt, że czasem (podkreślam: czasem) zaszczypie w oczy, ale kiedy przygotowywałam się do tej recenzji, doczytałam, że producent zaleca omijać te okolice. Blondie power! Zakaz zmywania oczu nieco obniża sensowność tego kosmetyku, ale jak widać na moim przykładzie, można to olać i używać po swojemu, choć oczywiście oficjalnie nie rekomenduję tego rozwiązania. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę również demakijaż oka, mogę Wam powiedzieć, że płyn Tołpy jest zaskakująco skuteczny i słabo radzi sobie tylko z jakimiś trudniejszymi, wodoodpornymi tuszami do rzęs. Aha, oczywiście działalność matującą i zwężanie porów możemy włożyć między bajki. Czy ktoś w ogóle wierzy w takie pierdolety z etykiety?

W moim przypadku płyn sprawdził się w dwóch sytuacjach. Pierwsza to taka, kiedy nagle robi się bardzo późno i sennie, głowa śpi już właściwie, ale niestety obleczona jest skórą z nieświeżym makijażem. W tych trudnych chwilach dotaczam się do łazienki, włączam światło, z ledwością otwieram kawałek lewego oka i ostatkiem sił z szafki wyjmuję Tołpę, wacik, a potem zmywam tapetę przez sen. Dalej nie ma żadnego kremu, nie ma niczego, jest tylko poduszka i ciepła kołderka. Rano pielęgnacyjny moralniak jest zminimalizowany, bo przecież byłam taka heroiczna i nie poszłam spać z podkładem na twarzy!

Druga sytuacja jest o wiele częstsza i bardziej standardowa. Do tego zużyłam większość zawartości butelki. Jeżeli nie biorę rano prysznica, tylko spędzam bezcenny poranny czas nad umywalką, nie szoruję twarzy żelem. Nie mogę jednak przejść do czynności pielęgnacyjnych i wykonywania makijażu bez starcia resztek wieczorno-nocnych kosmetyków – do tego idealnie nadaje się płyn Tołpy. Skóra po nim jest oczyszczona, ale bez oznak przesuszenia. Kilka pociągnięć wacikiem i już mogę przechodzić do kolejnych, mozolnych etapów robienia się na bóstwo.

Tonik, micel, micel, tonik. Dla mnie to faktycznie 2 w 1. Oczywiście bez problemu wymienię bardziej lubiane płyny micelarne i sympatyczniejsze toniki. Zwykle wolę też rozdzielnie stosować takie kosmetyki. Nie zmienia to faktu, że płyn z serii Dermo Face / strefa T pozytywnie mnie zaskoczył. Wyjęłam go z zapasów bez wielkich nadziei, a potem było o wiele milej, niż zakładałam! Jeżeli pielęgnacja Tołpy Wam służy, spokojnie możecie go wypróbować, tym bardziej że widziałam go dzisiaj w Super-Pharmie w promocyjnej cenie (duża butla w cenie małej).


Pojemność: 200 lub 400 ml
Cena: 28 zł za 200 ml lub 38 zł za 400 ml
Ocena: 5/6

25 komentarzy:

  1. Nigdy nie używałam nic z Tołpy, może czas najwyższy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam teraz płyn micelarny topla hydrativ do twarzy i oczu i jest cudowny - zmywa i nie podrażnia i moja skora po nim swietnie sie czuje

      Usuń
    2. Z tego co zauważyłam, Tołpa ma kilka swoich mocnych produktów, ale też niestety sporo przeciętniaków lub wręcz słabiaków. Jest dość nierówna, ale mimo wszystko robi na mnie dobre wrażenie.

      Usuń
  2. tołpa ma fajne kosmetyki:) jakiś micel tołpy miałam, ale dawno, jednak z tego co kojarze, fajnie się sprawdzał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Micel też kiedyś miałam. U mnie nie sprawdził się tonik matujący, nafaszerowany alkoholem :(.

      Usuń
  3. Miałam go kiedyś, to były czasy jak byłam bardziej tolerancyjna jeśli chodzi o składy kosmetyków ;) Był całkiem ok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tołpa rządzi. Już chyba ze dwa lata korzystam z ich koncentratu do czerwonej japy i kocham go nad życie. Krem pod oczy tylko z amarantusem. Ich maseczka do gęby idealic - cudeńko. A ten peeling borowinowy w saszetce? Moc! Bomba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale on nie jest taki genialny, skoro czerwona japa nadal jest czerwona (a przynajmniej: czerwonawa :D). Czy on cokolwiek robi poza tym, że pasuje Ci jego konsystencja, zapach i takie tam? Peelingu nie znam, za to z saszetek spodobała mi się kiedyś maska (nazywa się chyba maska-kompres)

      Usuń
    2. Mam buzię miękką jak pupcia niemowlaka. Jakiekolwiek zmiany pojawiają się mega rzadko.
      Maska kompres to chyba z tych na zaczerwienienia?... Ona akurat mi średnio podpasowała.

      Usuń
  5. jeszcze nie trafił w moje łapy, ale to pewnie kwestia czasu :)
    ja póki co mam w użyciu kolagenowy micel Bielendy i jestem bardzo zadowolona. ma ciekawy skład (składniki przeciwstarzeniowe, np. niacynamid, kwas hialuronowy, kolagen), jest skuteczny i ładnie pachnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do Tołpy, mam niestety złe doświadczenia z ich kosmetykami: serum antycellulitowe - fail (NIC nie robiło), krem-maska do rąk - fail (NIC nie robiła), krem pod oczy z hibiskusem - fail (za słabo nawilżał); krem do twarzy do cery naczynkowej był OK. stąd ich oferta niespecjalnie mnie przyciąga, ale micelowi kiedyś dam szansę

      Usuń
    2. No właśnie byłam ciekawa, jak ta Bielenda Ci się sprawdza. Ja z kolei po naszym rozstaniu poszłam do Rossmanna i... kupiłam Mixę! :D Bardzo, bardzo mi się podoba!

      Szkoda, że tylu kiepszczaków z Tołpy zaliczyłaś. U mnie nie sprawdził się tonik matujący, który capił alkoholem z daleka :/

      Usuń
  6. myślałam o zakupie tego produktu - żel nawet mi się spodobał ale w oko i do koszyka w sklepie internetowym wpadło mi coś zupełnie innego i kupiłam inne kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię tołpę, bardzo cenię linię rosacal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jej nie poznałam, ale dużo dobrego słyszałam, więc dni, kiedy się nie znamy, są policzone! ;)

      Usuń
  8. Przypomniało mi się, jak mój pieseł podchodzi do jeża, jest zabawniej niż z kotem :D A co do Tołpy, to ja też mam z nimi trudną relację i do tej pory nic mojego serca nie skradło ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. z Tołpą mam różne doświadczenia, chyba najbardziej zadowolona byłam z ich płynu micelarnego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sporo mają tych miceli i toników, ciężko się połapać!

      Usuń
  10. jakos z kosmetykami tej marki mi nie po drodze i nigdy nic nie kupuję :) nie wiem czemu w sumie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja też tak nie wiem, czemu do mojego koszyka Tołpa nigdy nie wpada (ten płyn to nie wiem, czy nie z jakiegoś boxa :D)

      Usuń
  11. Nie miałam okazji używać kosmetyków Tołpa. Może kiedyś zaryzykuję, tak jak z kuracją serum LIQ CG z kwasem glikolowym (w tym przypadku się opłaciło) ;) Póki co dam skórze odpocząć od eksperymentów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liq CC to już duża gwiazda! też mam na nie oko, pewnie w przyszłym sezonie wypróbuję.

      Usuń