poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Pędzle GlamBrush: jakość, trwałość, użyteczność

Nie śledzę YouTube'a zbyt namiętnie, bo brakuje mi na to życia. I tak ledwo ogarniam ulubione blogi i w ogóle... blogi. Czasem podglądam jednak nasze czołowe beauty-vlogerki, żeby nie być całkiem w tyle. Jedną z nich jest Hania Knopińska, znana na YT jako digitalgirlworld13 /klik/. Kiedy zaczęłam oglądać Hanię, szybko zauważyłam, że używa pędzli, które sama zaprojektowała. Oczywiście od razu musiałam się dowiedzieć, co to za pędzle, bo inaczej nieprzyjemnie gniotłoby mnie w boczku. 



Zdecydowałam się na cztery sztuki: trzy do twarzy i jedną do oczu. Nie pamiętam już, według jakiego klucza dokonałam wyboru modeli, bo rzecz działa się półtora roku temu. Czasem przy okazji tego typu zakupów nachodzą mnie mroczne myśli, że może mam za dużo pędzli i może nie powinnam, że moje nieprofesjonalne ręce są niegodne tylu wspomagaczy. A potem odpalam film Maxineczki i dowiaduję się, że jej pędzlowa kolekcja zamyka się w okolicach okrąglutkiego tysiąca sztuk i – mimo że wiem, że ona jest pro, a ja nie – od razu mi jakoś lepiej. 


Pędzle Hani mają oznaczenia T i O (O jak ojejku, a nie że zero) i jest to oznaczenie bardzo sensowne. T = do twarzy, a O – do oczu. Prościej się nie da, a i tak duża grupa użytkowniczek nie może się z tym pogodzić i pędzle do pracy przy makijażu oka nazywa zero-jeden, zero-dwa itd. Lata tłuczenia nam do głowy oznaczeń zero-którychś robią swoje. Sama na początku brałam do ręki zero-ósemkę, zresztą nie wiem, kogo ta cała nomenklatura może obchodzić, więc przejdźmy dalej.

Podoba mi się jakość drewnianych trzonków: są nie tylko estetyczne – ta biel jest czarująca, nie sądzicie? – ale też solidne. Napisy się nie ścierają, a lakier nie kruszy. Miło, ładnie, brawo. 


Pędzle GlamBrush są wykonane zarówno z włosia naturalnego, jak i syntetycznego, mają też niestety różną jakość. Z tego właśnie względu zdecydowanie nie polecam kupować całego zestawu Hani, tylko skupić się na odszukaniu tych najlepszych (jeśli oczywiście w ogóle macie ochotę je wypróbować). 


T10 – to skośny, dosyć gruby, miły w dotyku syntetyk, który dobrze sprawdza się jako nakładacz różu i bronzera. Hania przeznaczyła go do płynnych podkładów, wszystkich kosmetyków w kremie (podkład, róż, bronzer) i do minerałów, czyli właściwie nadała mu bardzo uniwersalny charakter. Jest skośny i jednocześnie pełen krągłości, dlatego już sama jego natura sugeruje, że służy do wstemplowywania i rozcierania. Rzadko używam kosmetyków kremowych, dlatego u mnie T10 w ogóle nie pracuje z kremowymi formułami, ale przy pudrowych (w tym sypkich) sprawdza się bardzo dobrze. Jest na tyle duży, że można nim omiatać całą twarz, a jednocześnie da się wcisnąć jego miękkie, obłe boczki w okolice pod oczami, przy skrzydełkach nosa i pod kości policzkowe. Wielokrotnie myty, nie pogubił włosia. Jest bardzo porządnie wykonany i z czystym sumieniem mogę go Wam polecić.

/cena: 33 zł/


T8 – pędzel z naturalnego, koziego włosia, niezbyt duży i nieszczególnie gęsty, niestety ostry w dotyku. W porównaniu z kozą Maxineczki wydaje się równie delikatny co szczotka ze świńskiej szczeciny (no ale nie zapominajmy, że to dwie odległe półki cenowe). Wykorzystuję go tylko do aplikacji różu w kamieniu, ale jeśli ktoś lubi nieduże, okrągłe pędzle do konturowania, spokojnie może go użyć również do bronzera i rozświetlacza. Mimo że jest niemiły w obejściu, dobrze rozciera i cenię go za skuteczność: żaden mój pędzel nie radzi sobie lepiej z mało lub średnio napigmentowanymi, twardymi zawodnikami. Dzięki T8 udało mi się skompletować zestaw, który podoła absolutnie każdemu różowi świata. Mam więc: T8 do twardzieli, Blush Brush z Real Techniques do miękkich i mocno napigmentowanych zawodników, którymi normalnie łatwo zrobić sobie rumieńce w klimacie Grubej Berty, a do tego resztę pędzli z naturalnego i syntetycznego włosia, które potrafią wiele, ale przy skrajnościach raczej kiepsko sobie radzą (albo ja kiepsko sobie nimi radzę). 

/cena: 28 zł/


T16 – wykonany z syntetycznego, gęstego, niewiarygodnie milutkiego w dotyku włosia pędzel, który jest najgorszym, jaki spotkałam na swej pędzlowej drodze. Ma ciekawy kształt... hmm... skośno ściętego flat topa – nie miałam nigdy w rękach czegoś podobnego. Przeznaczony do aplikacji podkładów, korektorów (jakim sposobem? jest za wielki!) i produktów w kremie, ale naprawdę ciężko mu znaleźć jakiekolwiek zastosowanie. Włosie jest najmilsze na świecie – kiedy po raz pierwszy wyjęłam ten pędzel z pudełka, nie mogłam przestać się nim miziać. I w zasadzie na tym powinnam była zakończyć, bo jest beznadziejnie niefunkcjonalny. Najpierw dwukrotnie spróbowałam zaaplikować nim płynny podkład, ale za każdym razem nastąpiła wielka skucha: fluid został starannie wessany w obfitą pędzlową czuprynę i trzeba było zużyć kilka pompek do opędzlowania całej twarzy. Wydajność podkładu spadała o jakieś 70%, a pędzel i tak marnie sobie radził z równym rozprowadzaniem. Po drugim nieudanym podejściu postanowiłam spróbować z formułą musową. Zabrałam T16 do kąpieli wraz z resztą brudasów i... rozpadł mi się w rękach. Włosy wyłaziły z niego garściami i natychmiast skończył w kuble na śmieci. Czyli został nie tylko źle wymyślony, ale i źle wykonany. Że nie wspomnę o tym, jak ciężko było takiego ufajdusa domyć. Obecnie jest w przecenie i można go kupić w promocji za 20 złotych, ale ja nie brałabym go do rąk nawet za darmo. Naprawdę szkoda nerwów. 

/cena: 33 zł/


O8 – mały, syntetyczny pędzel do ogarniania okolic oczu. Jest miękki i czubaty, ale nie nadaje się do blendowania cieni w załamaniu. Jest od bazowo-korektorowej roboty. Dobrze się nim rozprowadza zarówno sypkie, jak i mokre produkty – ja używam go wyłącznie do rozcierania płynnych korektorów pod oczami i wokół nosa. Jest moim pędzlem drugiego wyboru (czyli używam go, jeśli mój ulubieniec z Zoevy nr 142 jest upaprany), ale jakość ma bardzo przyzwoitą. Wolę Zoevę, bo jest gładko zakończoną kuleczką i robi dokładnie to, czego sobie życzę, a O8 trochę smuży tym swoim wyostrzonym ogonkiem, ale to są szczegóły – zarówno jednym, jak i drugim bez problemu da się zaaplikować mokry korektor. Przy suchych kompletnie nie ma różnicy.

/cena: 22 zł/ 

Jak widzicie, bardzo różnie bywa z pędzlami GlamBrush. Warto poczytać opinie i zastanowić się przed zakupem konkretnych egzemplarzy. W sklepie Hani kupiłam też silikonowe osłonki do pędzli – niezwykle przydatne po myciu, bo pomagają wysuszyć pędzel w taki sposób, żeby utrzymać jego pierwotny kształt. Osłonki polecam Wam serdecznie – po ponad roku użytkowania nic złego się z nimi nie stało i są naprawdę pomocne.

40 komentarzy:

  1. Mi te pędzle nie pasują wizualnie, dlatego się na nie nie skusiłam i w sumie nie żałuję. Za to przypomniałaś mi o pędzlu Maxi...marzy mi się jeden, ale ten złoty trzonek, który mi do niczego nie pasuje;((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Tyyyy, słodziaki z nich :) ale GlamBrush to nic – koniecznie olej niechęć do złotego trzonka Maxi i kup jej pędzel (który Ci się marzy?), one są naprawdę doskonałej jakości!

      Usuń
  2. Mam 3 sztuki i nie używam: nie odpowiada mi włosie (drapie) i coś mi ogólnie w nich nie odpowiada. Kupiłam tez dużą szczotkę Oval tak żeby zobaczyć o co chodzi ze szczotkami i niby jest ok ale też jakoś nie sięgam po nią za często. Bardzo natomiast polubiłam się z glamspongem, który dla mnie jest o wiele lepszy niż różowy beauty blender, który jest moim osobistym rozczarowaniem kosmetycznym;) A teraz czekam na cienie Hani, których 5 sztuk zamówiłam z ciekawości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tylko ten jeden do różu jest drapiący, reszta na szczęście bardzo miła w dotyku. Ja już nie sięgam po gąbki, pędzlem szybciej mi idzie i nigdy nie chce mi się bawić z BB czy innym jajem, ale szkoda, że BB Cię rozczarował, bo przecież kosztuje niemało. Ciekawe, jak się sprawdzą cienie, koniecznie opisz na blogu, jak przetestujesz!

      Usuń
  3. chce kupić moje pierwsze pędzle i nie wiem jakie wybrać :( hakuro, beauty crew, glambrush za dużo tego i nie wiem co wybrać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny, polecam na początek Hakuro. Do rozcierania H74 jest genialny! podobnie jak flat topy do podkładu i różne większe puchacze :)

      Usuń
    2. Potwierdzam! H74 jest świetny :)

      Usuń
  4. Syntetyki są fantastyczne, a tych z naturalnego włosia pozbyłam się najszybciej jak to tylko było możliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli rozumiem, że inne kozy od Hani też mogą posłużyć do masażu antycellulitowego? ;)

      Usuń
  5. Wyglądają pięknie, ale opinie o nich są bardzo podzielone :) A osłonki muszę w końcu kupic, bo jednak niektóre pędzle się odkształcają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś sobie myślałam, że osłonki są niepotrzebne, ale widzę, że jednak bardzo się przydają. Co ciekawe, bardzo mi się przydają przy okazji prania... pędzli Maxineczki ;)

      Usuń
  6. Glam Brushe zbierają mieszane recenzje, sama nigdy się nie skusiłam ;) Po Twojej recenzji widzę, że nie ma czego żałować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie to nie ma. Mają ciekawe kształty, ale liczyłam na inną jakość.

      Usuń
  7. Zastanawiałam się nad nimi jak tylko pojawiły się na rynku, ale ostatecznie zrezygnowałam. I tak mam juz za dużo pędzli wszelkiego typu i rodzaju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie jest tego aż tak dużo, a już na pewno nie wtedy, gdy wszyscy ulubieńcy są brudni, gdy akurat ich potrzebuję :)

      Usuń
  8. "odpalam film Maxineczki i dowiaduję się, że jej pędzlowa kolekcja zamyka się w okolicach okrąglutkiego tysiąca" Pędzle Maxineczki kosztują 600, teraz niecałe 700 złotych a nie tysiąc, wiem bo dokonałam takiego zakupu tuż po premierze. To spora różnica. Poza tym to są porządne pędzle a nie jakiś patyk z którego lecą włosy albo który już z wyglądu włosia odstrasza tak jak choćby te pędzle o których piszesz. Jestem osobą prywatną, nie makijażystką i wolę mieć jeden komplet tych za 600 złotych niż 15 zestawów słabej jakości, które łącznie będą kosztować więcej. I właśnie to się nazywa minimalizm a nie kupno taniochy co pół roku byle było tego mało i tanio. Ta cena za zestaw i tak nie jest wyśrubowana, to koszt jednego pędzla Hakuhodo o identycznej jakości i brzydkich trzonkach (mam na myśli S100 chociaż to już kwestia gustu). W drugą stronę to nie działa, Zoeva to ułamek jakości MBrush, podejrzewam, że Glambrush też.

    Narzekacie wszystkie jakie to MBrush drogie a samie przyznajecie, że macie masę pędzli i ciągle kupujecie nowe zamiast odłożyć i kupić coś lepszego. Dzieczyny naprawdę nie potrzebujecie xxx zestawów, kupcie jeden porządny set.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zupełnie nie zrozumiałaś tego, co napisałam :). Maxineczka w jednym z ostatnich filmów mówiła o tym, że kolekcja posiadanych przez nią pędzli to około 1000 sztuk! Jeśli chodzi o pędzle stworzone przez Maxi, sama mam ten komplet i napisałam na jego temat pean pochwalny, możesz sobie przeczytać tutaj: https://smaruje.blogspot.com/2016/01/m-brush-by-maxineczka-pierwsze-wrazenia.html

      Usuń
    2. Żeby już nikt się nie pomylił, dopisałam w tym zdaniu, że chodzi o sztuki!

      Usuń
  9. No ja też nie ograniam You Tube, oglądam tylko od czasu do czasu. Jak za tę cenę, to mogą być te pędzle. Nawet nie będę się przyznawać jak wygląda moja kolekcja pędzlowa, bo mnie wyśmiejecie. Mam 3 pędzle, do różu, pudru i brązera a jeszcze do cieni. łał 4 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tyle Ci wystarcza, to super :) Przynajmniej masz dobry motywator do tego, żeby je regularnie szorować.

      Usuń
  10. o ile glam brushe jakoś nie wzbudzają mojgo pożądania, tak nowe glam shadows Hani wyglądają naprawdę interesująco. zwłaszcza duochromy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cienie wyglądają ładnie. ja sobie na razie robię pauzę, bo naprawdę mam się czym malować :D

      Usuń
  11. Maxi ma 1000 pędzli? O kutwa o.O Muszę sobie chyba kilkaset jeszcze dokupić :D lol

    Boska ta Berta! Czasem mi się zdarza do niej mocno zbliżyć przy początkach znajomości z mocnymi mocarzami :D hyhy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, też znam niestety z autopsji efekt Berty :D

      Usuń
  12. Mam kilka pędzli GlamBrush i na szczęście dobrze trafiłam. Mamy jednego wspólnego ancymonka, którym jest o8.
    Ode mnie- polecam Ci T13, świetny do konturowania twarzy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem, czy jeszcze będę brnąć w temat pędzli Hani, ale dziękuję za rekomendację!

      Usuń
  13. T16 miałam bardzo długo na liście zakupów i cieszę się, że zrezygnowałam z zakupów, bo nie przeczytałam ani jednej pozytywnej recenzji na temat tego modelu. Co do reszty - odkąd tylko dowiedziałam się, że Hania ma w planach stworzenie linii pędzli, chciałam kupić chociaż jeden. Kupiłam kilka i mam mieszane uczucia. Syntetyki są przyzwoite, chociaż te, którymi nakładam produkty płynne sporo wchłaniają i zwiększają zużycie. Lubię T13 za kształt. Pędzle z włosia naturalnego to na początku była tragedia - twarde i śmierdzące. Dopiero po którymś z kolei myciu okazało się, że są wśród nich perełki takie jak T5, O2 i O15. Mam nadzieję, że długo mi posłużą, bo są naprawdę fajne. Teraz na liście zakupów mam pędzle Maxineczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to, włosie Ci się zmiękczyło po kilku myciach??

      Usuń
  14. Mnie sie one nie podobają wole czarne Mac hakuro i sephory :) wizualnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa tam, miła odmiana z tymi białymi trzonkami, choć faktycznie pasują do kolekcji jak majtki do głowy :D

      Usuń
  15. W ogóle mnie one nie kuszą, nie podobają mi się :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to nie będę Cię do nich specjalnie namawiać :)

      Usuń
  16. Ciary mnie przeszły kiedy weszłam na stronę Grubej Berty ;)
    Pędzli od Hani nie mam, bo jakoś nie wzbudziły mojego zainteresowania. Za to pocieszyłaś mnie informacją, że Maxi ma taką pokaźną kolekcję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, no mocna postać z tej Berty, fakt! :D

      Usuń
  17. Pędzle Hani mnie nie kuszą w przeciwieństwie do jej cieni, ale jeszcze nie czytałam żadnych recenzji, więc nawet nie wiem, jak z jakością. :D Widziałam tylko kolory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolory piękne, też czekam na jakieś sensowne recenzje :)

      Usuń
  18. A ten powycinany jakoś najbardziej mi się spodobał :D no ale nie kupię, bo jak ma być do niczego to dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. liiipa, naprawdę. Chyba że potrzebujesz pędzel do miziania się po twarzy czy... czymś tam :P

      Usuń