sobota, 2 lipca 2016

Projekt denko, odc. 39

Czerwiec upłynął mi dość nieprzyjemnie, bo już trzeci tydzień zmagam się ze swoim podejrzanym statusem zdrowotnym i wciąż nie wiem, co mi jest (lekarze, skierowania, terminy, 12 prac Asteriksa). W tym wszystkim mniej było czasu na dopieszczanie ciała, dlatego moja pielęgnacja okazała się nieco chaotyczna, ale za to zupełnym przypadkiem zajęłam się kolejnymi butelkami i tubkami, które leżą otwarte trochę za długo i zmęczyły mnie nawet swym widokiem. Mówię: papa & buziarrr również kilku ulubieńcom – jednemu, niestety, bezpowrotnie.



Kneipp – Radość życia – żel pod prysznic – pierwszy raz poznałam go dzięki próbce i zakochałam się w intensywnie cytrynowym zapachu. Proste, że pod prysznicem znalazła się w końcu tuba pełna Radości życia, skoro faktycznie paszcza się raduje od polewania się zawartością. Recenzja jest już na blogu, więc powiem tylko tyle: cukiereczek!

Yves Rocher – Jardins du Monde – Migdał z Kalifornii – a tego mi się jakoś wyjątkowo źle używało. Nie wiem, może mój nos znudził się już nutami migdałowymi, bo o tej konkretnej nic złego powiedzieć nie mogę, ale mimo wszystko jakoś było przyciężko. Podprysznicowe nieszczęście nie trwało długo (jak zwykle w przypadku serii Jardins du Monde), bo: za duża dziura i za rzadka konsystencja.

Cussons Carex Splash – mydło antybakteryjne – po raz pierwszy mydło Carex kupiłam wiosną, a zainspirowała mnie kochana Lulu i jej mikrobowa schiza. Luizka dezynfekuje ręce regularnie, ba – dezynfekuje również swój telefon! Sama bym na to nie wpadła, ale od kiedy jestem w posiadaniu dziecka w liczbie jeden o właściwościach przeziębiająco-się-kaszlących, temat dezynfekcji stał mi się podejrzanie bliski. Mydło Carex jest super, bo niby myje jak wszystko inne, ale jakoś tak LEPIEJ, z antybakteryjnym rozmachem. Moja głowa w sezonie jesienno-zimowym jest dzięki niemu spokojniejsza, a to bardzo ważne, bo Tomaszowi wylosowała się matka z nerwicą lękową, więc lęka się ona chorób niezwykle. Mydło Carex Splash ślicznie, świeżo pachnie i latem jest równie przydatne, bo myje ręce oraz rączki LEPIEJ, w czasie gdy owe rączki dotykają na dworze wszystkiego, a potem chętnie grzebią w buzi. W gruncie rzeczy srakorzyg czai się za rogiem przez cały rok, więc chętnie dorzucam do żelu antybakteryjnego również antybakteryjne mydło.

Nivea – Creme Care – kremowy żel pod prysznic (miniatura) – jedna z czterech miniatur, które dostałam kiedyś w gratisie do zakupów w Hebe. Kosmetyki Nivea po kilku latach blogowania wydają mi się takie... hmmm... zwyczajne? Angielski zbiera to dobrze w trzech słowach: casual, basic i regular. Nie wiesz, co kupić? Bierzesz Niveę. Nie zachwyci, ale nie powinna też zaszkodzić. Kremowy żel pod prysznic jest właśnie taki: ma perfekcyjny, idealny dla wszystkich zapach, nie za gęstą i nie za rzadką konsystencję i... myje. Niczym nie zachwyca, nikomu nie wadzi. Czasem to nawet przydatne. 


Yves Rocher – Beauté des Pieds – peeling do stóp – jest gruboziarnisty, skuteczny i bardzo lubię jego rześki, lawendowy zapach. Chętnie wracam, choć warto zaznaczyć, że nie na wiele się zda w przypadku zaniedbanych, słoniowych podeszew z odciskami. Najpierw należy trochę się wysilić i reanimować odnóża, a potem z najwyższą przyjemnością można zająć się pielęgnacją z pomocnikiem w postaci tego peelingu. Dobrze radzi sobie za to z odrażającymi piętami. Warto zwrócić na niego uwagę przy okazji zakupów w Yves Rocher. 

Kompleks Urody – Peeling do dłoni Avocado – kupiłam kiedyś ten wynalazek w hurtowni kosmetycznej i przeleżał w nieszczęsnych zapasach co najmniej dwa lata. Otworzyłam go ubiegłej jesieni i zaczęłam używać nieśmiało, mimo że nie miałam pojęcia, jaka jest jego data produkcji i/lub ważności. Peeling okazał się tłustym kremem z drobinami i najskuteczniejszy był po podlaniu wodą ubabranych nim rąk. Ogólnie zupełnie bez rewelacji. Wywalam pół opakowania, bo pachnie pudrem babci i naprawdę czas się pożegnać. 

Essence – 24h Hand Protection Balm – Banana Dark Chocolate – bardzo lubię kremy do rąk z Essence, bo – choć tłuste – da się je wmasować w skórę, a działanie mają zacne. Dla mnie to raczej kremy zimowe – wersja bananowo-czekoladowa pachniała obłędnie, podobnie jak zeszłoroczna wakacyjna limitka Cookies&Cream. Żałuję, że Cosnova nigdy nie przywraca ich do sprzedaży, tylko ciągle zapodaje nowe wersje zapachowe z lekko różniącymi się składami, bo banan był wyjątkowo uroczy. Wyrzucam resztkę zagubioną w torebce, bo po ponad dwóch latach krem wreszcie dał sobie spokój z byciem wspaniałym i trochę zmienił zapach. 

Opakowanie po starej wersji żelu antybakteryjnego BBW wrzucam tylko po to, by znów oficjalnie zirytować się na Bath&Body Works i jego fatalną decyzję o wprowadzeniu nowych opakowań w tych samych pojemnościach i z dużo wyższą ceną. Nowe pachną tak samo ślicznie, ale jestem głęboko zniesmaczona. Phi&Pff.


Yves Rocher – Organic Vanilla – peeling do ciała – tych opakowań już nie zobaczymy, a na stronie producenta wyprzedają się resztki starej linii kosmetyków Les Plaisirs Nature. Przyszło nowe i świetne, o czym niedawno pisałam, a stare... no cóż, należy pożegnać słodkim buziakiem w etykietkę. Opakowanie peelingu bardzo mi się spodobało, ale zawartość była przeciętna – delikatny, waniliowy zapach, mało zachwycająca moc zdzierania (trochę lepiej było po rozrobieniu z wodą). Niewart grzechu, resztkę wywalam. Zobaczymy, jak sprawdzi się jego następca. 

Yves Rocher – 3min. Cranberry Cooling Effect Mask – od miesięcy próbowałam zużyć tę maseczkę, ale motywację miałam marną, bo nie robi nic. Lekko chłodzi – tyle zresztą obiecywał producent. Bez sensu.

Yves Rocher – Ovale Lifting – krem na dzień – kolejny zalegający w zapasach gratis, za który w końcu się zabrałam, a potem chciałam napisać recenzję i... klops, nie ma go już w sprzedaży. Serię Ovale Lifting zastąpiła Serum Vegetal, której jeszcze nie sprawdzałam, ale jeśli pachnie tak samo kiepsko jak Ovale Lifting, to nie wiem, czy w ogóle się za to zabiorę. O tym kremie nie ma sensu pisać, skoro już nie istnieje w przyrodzie.  


Alverde – Beauty & Fruity – krem matujący – jabłkowo-cytrynowy zapach i przyjemna konsystencja nie rozwiązały niestety problemu posiadania twarzy wykończonej na wysoki połysk. Kremu swego czasu próbował używać mój mąż, ale potem sprawy się skomplikowały (ŁZS), więc przejęłam go ja. Po kilku użyciach wiedziałam już, że to nic specjalnego, więc odstawiłam i tak sobie stał w łazienkowej szafce za lustrem i czekał na przeterminowanie. Doczekał się!

Eisenberg Homme – żel hydrolipidowy z kompleksem przeciwstarzeniowym dla mężczyzn – piszę o nim dlatego, że kosztuje TYYYYYYLE, a mojemu mężowi zrobił masakrę na twarzy. Mąż ma łojotokowe zapalenie skóry, więc różne syfiaste tematy mogą się na jego ślicznej buźce wydarzyć, ale pomyślałam, że warto mieć na uwadze tę historię, kiedy planuje się zakup żelu hydrolipidowego za prawie 400 złotych. A miał być taki świetny prezent... 

Balea – Aqua – nawilżający krem-żel pod oczy – tu niestety kolejny niewypał, który leci do kosza prawie w całości. Ogólnie instytucja kremu-żelu jakoś do mnie nie przemawia, ale w zakupowym DM-owym szale nie spojrzałam, wrzuciłam do koszyka i... wyszło jak zwykle. Słabe nawilżanie, a do tego w gratisie delikatne pieczenie. Pod oczami – niewybaczalne!


Garnier – Płyn Micelarny 3w1 do skóry wrażliwej – myślałam, że nic nie dorówna skutecznością różowej Biodermie, ale Garnier działa na tyle dobrze, że już prawie zapomniałam, jaka Bioderma jest mocarna. Wciąż pamiętam za to gorzki smak droższego konkurenta, dlatego z przyjemnością wrócę do sklepu po kolejną wielką butlę Garniera, który bardzo pomaga, a nie uprzykrza. 

The Body Shop – Rainforest Volume – szampon zwiększający objętość – o, a to jest dobre. Dawno nie miałam w rękach tak beznadziejnego kosmetyku. Szampon do włosów, który ma zwiększać objętość, nie tylko tego nie robi, ale też okropnie zbija w strąki i sprawia, że kilkanaście godzin po wyschnięciu włosy kwalifikują się już tylko do ponownego mycia. Zapach bardzo ładny, ale skład mocno średni. No i kto miałby ochotę wyglądać jak szczur świeżo wyjęty z kibla? 

Biolaven – Żel myjący do twarzy – najbardziej rozczarowałam się zapachem. Miała być lawenda, a czuć głównie duszące, sztucznie winogronowe coś z odrobinką lawendowej nuty. Żel oczyszcza dobrze, nie wiem, czy nie za dobrze – zdaje się, że może wysuszać, choć u mnie tak się nie stało. Butelka jest śliczna i z przyjemnością gościłam ją na podprysznicowej półce, ale dopóki producent nie zrobi czegoś z zapachem, nie wrócę. 


Bourjois – maskara Twist Up The Volume – zachwyciła mnie, ale mam teraz drugie opakowanie i do miłości jakby dalej. Być może tusz musi swoje odleżeć (pierwszy egzemplarz zabrałam niezadowolonej mamie), więc zanim wydam osąd, zrobię to, czego nie cierpię: po-cze-kam.

Philosophy – Divine Volumizing Mascara – najlepszy tusz ever. Niedostępny, bo już nieprodukowany. To był ostatni egzemplarz z zapasów. Na pamiątkę zostawiam sobie szczoteczkę, która wygląda zupełnie zwyczajnie i klasycznie, więc nie sądzę, żeby miała kiedykolwiek pomóc innemu tuszowi stać się ideałem. No ale... nadzieja umiera ostatnia.

Yves Rocher – Stylo Regard Waterproof – czarna kredka do oczu – przez kilka lat to była moja ukochana kredka, ale w międzyczasie poznałam inną, z Max Factor (ciekawe, czy jeszcze jest w sprzedaży?) i Yves Rocher poszła w odstawkę. Kilka tygodni temu znalazłam resztkę w kosmetyczce i nawet próbowałam używać, ale nie działała jak kiedyś. Wniosek? Zepsuta.

To tyle w dzisiejszym odcinku. Życzę Wam przemiłego weekendu!

48 komentarzy:

  1. Sporo. Ładnie ci poszło. Szkoda, że Eisenberg zawiódł. Do tej pory to co miałam okazję stosować było zachwycające :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie przy problematycznej cerze nic tu nie pomogą drogie składniki czy w ogóle luksusowa otoczka. Nie skreślam marki, ale trochę odechciało mi się eksperymentów.

      Usuń
  2. Oprócz Garniera nie miałam żadnego z pokazanych kosmetyków ;) Ten płyn uwielbiam i kupuję za każdym razem jak tylko mi się skończy. Mam ochotę wypróbować produkty z Biolaven i pewnie kiedyś to zrobię jak tylko trochę odgruzuję się z tego co mam ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem ciekawa, czy pozostałe produkty Biolaven też tak intensywnie pachną. Żal mi rezygnować ze wszystkiego z powodu zapachu, skoro to takie przyjemne kosmetyki, w dodatku tak ładnie prezentujące się na łazienkowej półce :)

      Usuń
  3. Ej ale ten Ejs szujowaty ;/ tak mi się wydawało po zalaniu przez nasze gwiazdeczki entuzjastycznych peanów na cześć wszystkiego sygnowanego tą marką. Miałam kiedyś odlewkę czegoś do twarzy...wysuszył i skończył tak jak zawsze czyli do prania skarpetek :D
    Mnie zapach Biolavenu bardzo się podobał :) ale za to radość życia ni w ząb! Te nosy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, widać nasze nosy nadają na innych falach :D
      A Eisenberg... ja zawsze miałam podejrzenia, że jest przeciętniakiem w mocno wygórowanej cenie ;)

      Usuń
  4. Ten radosny żel mnie przekonuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ma mocny zapach, więc uwaga! :)

      Usuń
  5. Gigantyczne denko, zwłaszcza w zestawieniu a moim :D Znam tylko żel Biolaven i micel Garniera - oba sympatyczne, ale nie na tyle by zająć stałe miejsce w mojej pielęgnacji. Mi akurat zapach żelu Biolaven bardzo się podobał, ale pod względem działania bardziej przypadł mi do gustu tymiankowy Sylveco i to do niego ostatnio ciągle wracam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie miałam Sylveco, choć ostatnio myślałam o zakupie. Jak kiedyś skończy się wielka butla pianki Caudalie, to ruszę po Sylveco :D

      Usuń
  6. Rozbawiłaś mnie opisem szamponu :) Rzeczywiście niezły bubel :) Płyn micelarny z garniera uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, sama prawda w temacie TBS-owego szamponu!

      Usuń
  7. Jak widzę kosmetyki Balea to aż się uśmiecham:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już przestałam aż tak się szczerzyć, bo jednak kilka z nich okazało się średniakami :)

      Usuń
  8. Chyba wszystkie krem- żele pod oczy wypadają przeciętnie. Przynajmniej ja jeszcze nie trafiłam na taki, który faktycznie by działał. A co do idealnych tuszy, to zauważyłam pewną prawidłowość - zostają wycofane :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, i nawet nie tylko pod oczy, bo nie przypominam sobie, żeby mnie jakiś krem-żel do twarzy zachwycił. Ech, Twoi ulubieńcy też już przeszli do historii? Szkoda :(

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Szkoda, że zakupy też mi tak dobrze idą ;)

      Usuń
  10. Dobra, teraz jestem pewna że przerzucam się na Garniera do demakijażu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy jest równie zachwycony, jeśli już pokochał Biodermę, więc nie obiecuję, że się zakochasz, ale spróbować na pewno warto, bo to bardzo porządny micel!

      Usuń
  11. Mam Twist up the Volume i nie widzę szału....nie wiem co robię źle, może też dam mu odleżeć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj, daj, ja mam nowy egzemplarz i to zupełnie inny tusz niż ten, który wzięłam od mamy.

      Usuń
  12. Uwielbiam wszelkie kosmetyki zawarte w takich słoiczkach :)
    Na moim blogu recenzja podkładu Marc Jacobs, zapraszam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że chodzi Ci o te z metalowym zatrzaskiem?

      Usuń
  13. Micel Garniera również polubiłam, a w peeling do stóp YR chętnie się zaopatrzę. Chodzi za mną od dawna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kup kup, peeling robi dobrze stopom i tak przyjemnie, nietypowo pachnie :)

      Usuń
  14. kiedyś zdrowie zaczynało się sypać po 60... dziś koło 30 mamy problemy :( mam nadzieję, że w końcu postawią Ci diagnozę. ja mam problem laryngologiczny (zaczęło się 2 miesiące temu), a przypisane mi leczenie (przez polskiego lekarza, żeby nie było) niestety nie działa, a jeśli działa, to ślimaczo wolno :/

    ten szampon TBS też miałam i też klapa. z peelingów do stóp fajny jest z evree :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety :( Mam wrażenie, że straciłam gwarancję, kiedy skończyłam 30 lat. Chociaż może jak urodziłam Tomasza? Cztery lata i wieeeeele stresu robi swoje.
      Ty też zdrowiej!

      Usuń
  15. Też muszę podebrać siostrze micel Garniera, bo została mi ostatnia butla Biodermy i będę szukała zamiennika. Też przeszkadzał mi ten smak ;/ nie dało się oblizać jak człowiek haha. Tusz Bourjois mam z białym cyplem to nie wiem czym się różni od złotego ale mam ten sam problem z nim. To znaczy ja nie mam a byłam pewna że będę miała bo mam strasznie wrażliwe oczy a spisuje się świetnie u mnie, a u siostry, która mi go oddała, powodował spływanie z rzęs i odbijanie się wszędzie gdzie się da mimo, że ona nie ma raczej z tym problemów, więc to mnie powinno spotkać jako cerę tłustą i ciągłe tarcie i łzawienie oczu. Dziwny typ :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, też się nie mogłam porządnie pooblizywać ;) Czekajmy więc, aż nasze tusze podeschną!

      Usuń
  16. Kochana życzę Ci Obelixa by pomógł przejść Ci z tymi kłopotami!

    OdpowiedzUsuń
  17. Żele YR zazwyczaj mają ładne zapachy, ale wydajnością nie grzeszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś się cieszyłam, jak mi się z szafek wysypywały zapasy, ale teraz sobie myślę, że to jednak niefajne, że te ich żele tak szybko schodzą. Może nie kosztują fortuny, ale mimo wszystko to trochę przesadza, że trzy osoby potrafiły zużyć butelkę w półtora tygodnia.

      Usuń
  18. BBW tez mnie zirytował tymi nowymi opakowaniami na żele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tańsze Carexy też dobrze dezynfekują i ładnie pachną :D

      Usuń
  19. Micel z Garniera jest moim ulubionym zmywaczem makijażu. A żel Biolaven po;ubiłam, ale ja za to nie lubię zapachu lawendy, więc to pewnie dlatego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lawenda rzadko bywa ładna w kosmetykach. Sama się już zaczęłam zastanawiać, czy lubię ten zapach, a kiedyś mi się wydawało, że jest taki wspaniały :)

      Usuń
  20. Kneipp jest super. Przywiozłam sobie z Berlina zapach arbuzowo-miętowy (wakacyjna edycja), powoli dobijam do dna - aż łza kręci się w oku. Zastanawiam się, czy znów wybrać coś od nich czy zaburżuić na Korresa, bo ich żel mnie zachwycił.

    Złocista, dlaczego zdradzasz moje bakteriologiczne sekrety?! Co nie zmienia faktu, że Carex rządzi i wcale nie wysusza rączek.

    Nowe ceny żeli antybakteryjnych z B&BW to jeden z powodów mojej rosnącej frustracji, szczególnie, że latem idą u mnie jak woda. Ale co zrobić. Jestem ich niewolnicą.

    Ostatnio kupiłam litr Biodermy za 5 dych. Deal życia. Nigdy jej nie opuszczę.

    Ja właśnie przerzuciłam się na Twist Up the Volume z VML... mam mieszane uczucia. Robi piękny efekt, ale trzeba się naharować i narozczesywać, bo tusz jest totalnie MOKRY. Mam nadzieję, że jak podeschnie to stanie się ideałem. Ale ile to może potrwać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arbuz z miętą na lato brzmi wspaniale. Ciekawe, kiedy u nas Kneipp poszerzy ofertę. Który Korres taki świetny? Ja ostatnio zużyłam na wyjazdach miniaturę gruszki z bergamotką – bardzo ładny, ale słono sobie każą za to płacić, a to tylko zapach Palmolive z lat 90.

      Ja to w ogóle jestem jeszcze ciekawa tej ciemnoniebieskiej wersji Biodermy. Próbowałam tylko różową i tę taką błękitną/morską, a o trzeciej jakby ludzkość zapomniała? Hmm, to może oznaczać, że jest marna. W sumie.

      VML też jest dość mokry i to przez cały okres użytkowania :D. A wiesz, że udało mi się wczoraj zrobić Collistarem coś pięknego na rzęsach? Jeszcze muszę z nim trochę powalczyć, może wcale nie jest taki zły...

      Usuń
    2. Ku mojemu zdziwieniu znalazłam żele pod prysznic Kneipp w Rossmannku dziś! Capnęłam Aloe Vera. Był jeszcze ylang ylang i pomarańcza z czymś. Dostałam od Basi tego Korresa - http://www.sephora.pl/Cialo-i-Kapiel/Kapiel/Zele-Pod-Prysznic-/Zel-pod-prysznic-o-zapachu-lilii-wodnej/P2140002 - przepadłam. Korci mnie Santorini, za każdym razem wącham w Sephorce... http://www.sephora.pl/Cialo-i-Kapiel/Kapiel/Zele-Pod-Prysznic-/Zel-pod-prysznic-o-zapachu-kwiatu-winorosli-z-Santorini/P1964010

      A próbowałaś białą? White objective chyba się nazywa.

      Co Ty mówisz? VML mi ładnie podsycha, nie jest aż cieknący jak Burżuj. NIE NAMAWIAJ MNIEEEEEEEEEEEEEEEEEE

      Usuń
    3. Lu, w sąsiadującym z Bath & Body Works bodyszopie też mają żele anty-, na pewno tańsze, chyba nawet większe.

      Usuń
  21. Oj nie, dla mnie Bioderma jest absolutnym numerem jeden i żaden inny micel jej do pięt nie dorasta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślałam, a Garnier mnie bardzo miło zaskoczył :)

      Usuń
  22. Konkretne denko, muszę wypróbować micelka z Garniera :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Czy Pan Mąż próbował okiełznać ŁZS kremem Kerium DS La Roche? U mnie dało radę, ale na początku piekło i szczypao.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie teraz używa Kerium DS LRP i faktycznie gębula ma się dużo lepiej. Jak mu wspomniałam o Twoim komentarzu, to od razu się ożywił: oo-oo, mnie też piekło i szczypało, a potem przeszło! czyli że tak ma byyyć?

      Uf, co za ulga, dowiedzieć się, że innej buźce też niewesoło. Przynajmniej na początku :)

      Usuń
    2. Tak ma być! A jak będzie chciał wspomóc działanie kremu, to polecam maść Pimafucort do tego.
      Moja wielka jak patelnia japa pomieści wiele: trądzik, azs, łzs... Polecam się :P

      Usuń