środa, 22 czerwca 2016

Jest moc! Yves Rocher – Mango & kolendra – Energizujący żel pod prysznic i Energizujące mleczko do ciała /recenzja/

Najpierw mnie wkurzyli. Linia Les Plaisirs Nature była fajna i ją lubiłam, a oni znowu coś namieszali. W ogóle łatwo się przyzwyczajam i równie łatwo złoszczę, kiedy świat każe mi się odzwyczajać. Poprzednie zapachy odchodzą w zapomnienie, resztki magazynowe możecie jeszcze promocyjnie kupić online (a czy stacjonarnie, to nie wiem). Słowem: pozamiatane. 


Tylko czy to naprawdę takie złe? 
Niekoniecznie, Agato, niekoniecznie. W nowej odsłonie jest mniej kompozycji zapachowych, ale za to jakie udane! Postanowiłam tym razem nie zatracić się w zużywaniu zapasów i zdecydowałam się na zakup kilku kosmetyków z nowej Plaisirs Nature. Zapachy bardzo obiecujące, a dziś o moich już_ulubieńcach, czyli balsamie i żelu, których aromat powstał na bazie mango i kolendry, a ja odpłynęłam z zachwytu.


Kolendry w żarciu nie lubię. W smaku przypomina mi znienawidzoną natkę pietruszki, tylko jest mniej intensywna od podłego pietruszkowego krzaka. Okazuje się, że w kosmetyku może sprawdzić się dobrze, szczególnie jeśli producent zmieli i doda owoce zamiast liści. Mleczko do ciała pachnie jak mango lassi. Kto lubi hinduskie żarcie, ten wie, a kto nie lubi, temu zdradzę, że mango lassi to pyszny narodowy napój Hindusów, powstały na bazie jogurtu i pulpy z mango. Mimo że kuchnia indyjska kocha świeżą kolendrę, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek słyszała o dodawaniu jej do napoju z mango, a jednak: wcieram w ciało mango lassi, a na opakowaniu jak byk, że z kolendrą. Naprawdę wyszło wyśmienicie: aromat jest naturalny, owocowa nuta oddana idealnie, nie jest za słodko (a w temacie mango łatwo przedobrzyć), jednocześnie jakoś tak przyjemnie i otulająco... 

Żel pod prysznic zachował właściwości kosmetyków myjących z poprzedniej edycji: jest średnio gęsty, pieni się bardzo dobrze, za to cieszy fakt, że opakowanie – miast świecić nieprzyzwoicie szerokim otworem (do którego można było oddzielnie dokupić pompkę, ale nie każdy o tym wiedział) – pozwala podlewać nasze ciała w sposób kontrolowany. Kąpiel w asyście tego żelu to czysta (haaa, see what I did there?) przyjemność, a w związku z wprowadzeniem sensownej wielkości otworu dozującego poprawiła się też wydajność. Wśród składników coś_robiących mamy żel z eko-aloesu i roślinną bazę myjącą (Ammonium Lauryl Sulfate), a gdzieś na samiutkim końcu INCI kilka kropli ekstraktu z mango. Ciekawostką jest fakt, że pod prysznicem nuta zapachowa zmienia swe koleandrowo-mangowe oblicze i mój nos wyłapuje subtelny aromat... świeżych truskawek! Takich najprawdziwszych, dojrzewających w słońcu, pyszniastych truskawkowych bulw rozgniecionych widelcem i potraktowanych śmietanowym kleksem. Jest to jednocześnie pierwszy kosmetyk, który dał mi tak naturalne wrażenia truskawkowo-zapachowe (jakim cudem – się pytam?!), bo zazwyczaj truskawka w kosmetykach jest sztuczna i dusząca. Także bez względu na to, czy kochacie mango, czy truskawkę, powinniście być zadowoleni z tego, co wywąchacie. 


Mleczko do ciała rozkochało mnie w sobie jednak głównie zapachem, bo właściwości nawilżające ma raczej przeciętne (jak to mleczka mają w zwyczaju). Mango lassi utrzymuje się na ciele dość długo, więc wcieranie tego w ciało to najwyższa przyjemność, element domowego SPA. Ostatnio nie miewam problemów z przesuszoną skórą na odnóżach, dlatego taka forma pielęgnacji po kąpieli bardzo mi odpowiada, ale wiem, że kiedy nadejdą trudniejsze czasy dla mojej skóry, odstawię tego pachnącego przyjemniaczka i przybiegnę w podskokach po pomoc do starych, dobrych kumpli – maseł do ciała. Nie ma jednak co obwiniać mleczka, że jest mleczkiem – i tak nawilża lepiej od kilku innych lekkich kosmetyków pielęgnacyjnych do ciała, jakich zdarzyło mi się używać (to pewnie dzięki glicerynie na drugim miejscu w składzie). Ma też bardziej treściwą formułę od wielu mleczek, więc dla mnie to bardziej balsam do ciała – nie jest lejuchem. Zapach utrzymuje się długo, wchłanianie ekspresowe – czego chcieć więcej w letni wieczór lub poranek?

Ten duet jest naprawdę rewelacyjnym zestawem na ciepłe miesiące i chętnie zabiorę go jutro na nasz górski weekend. Wstępne węszenie w nowo przybyłych butelkach zachęciło mnie też do szybkiego powitania na podprysznicowej półce żelu o zapachu malin i mięty. Jak będziecie mieć możliwość, zajrzyjcie do salonu Yves Rocher i zbadajcie temat – naprawdę można się zauroczyć!


Pojemność: 200 i 400 ml
Cena: 11,90 zł i 16,90 (żel), 13,90 zł (mleczko o pojemności 200 ml)

20 komentarzy:

  1. Mleczka do ciała nie kupię, ale żel pod prysznic jak najbardziej :) Co prawda ja kolendrą nie przepadam, a w postaci dodatku do jedzenia to już w ogóle (źle się po niej czuję :( i większość hinduskiej kuchni potem muszę odchorować :/), ale mango uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kolendra mi wszystkie potrawy psuje. Zjem, ale tylko jeśli nie da się zdrapać z jedzenia ;).

      Usuń
  2. Mango, ja więcej nie musze czytać by kupić ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wersje w sam raz na lato :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie, chociaż zimą też czasem fajnie się tak ożywić zapachem, a nie tylko ciągle czekolada/ciastka/wanilia ;D

      Usuń
  4. Mam miniaturkę tego żelu, dostałam jako gratis w promocji jakiś czas temu - fajny zapach, ale kompletnie nie czuję w nim kolendry! Tylko mango.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, coś mało kolendry, a przecież na pierwszym miejscu nawet w nazwie! Dla mnie to wspaniale, ale ktoś może się poczuć rozczarowany :)

      Usuń
  5. Po prostu uwielbiam zapach mango w kosmetykach, więc te produkty pod względem zapachowych doznań byłyby dla mnie idealne :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to mango jeszcze nie jest przesłodzone! Naprawdę udana kompozycja :)

      Usuń
  6. Agato, nie lubisz kolendry? ani pietruszki?!!! ja uwielbiam. i koperek, i szczypiorek, i rzeżuchę też. mniam mniam, potrawy mają ciekawszy smak, a do tego jest zdrowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pffeee, blleeee... ale koperek, szczypiorek, rzeżucha, świeża bazylia czy rozmaryn... to zupełnie inna historia! Tylko te pietruszkowo-kolendrowe klimaty dla mnie nie do przejścia :(.

      Usuń
  7. Nie znam ale nabyłam ostatnio lawendowy żel do stop za twoim poleceniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żel? ja zachwalałam krem! taki tłusty, regenerujący :)

      Usuń
  8. mam z tej serii żelo peeling kocham jego zapach i działanie !

    OdpowiedzUsuń
  9. Już dawno nie byłam w sklepie YR, muszę się przejść w lipcu i zapolować na coś fajnego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolendra z zielonym curry - owszem <3 Ale to dlatego, że curry bardzo owszem.
    Malina i mięta zachęca, ale ja i myć się mam czym, i smarować. Trochę mi smutno.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chętnie poznam te zapachy, wiem jak pachnie mango, ale samo w sobie :P :)

    OdpowiedzUsuń