poniedziałek, 30 maja 2016

Too Faced – Better Than Sex – serio, producencie?

Deklaracja producenta, jakoby tusz do rzęs miał być lepszy od seksu*, jest równie ciekawa, co... głupawa. Rozumiem, że miało być śmiesznie i lekko, ale... no nie wiem. Po prostu nie wiem. Może gdyby ten tusz był absolutnym ideałem, podśmiewałabym się pod nosem i z radością go używała, ale tak się składa, że ideałem nie jest. Choć wiele na to wskazywało.



Wspominałam już w marcu o tym tuszu, ale była to tylko minirecenzja przy okazji opowieści o całym  zestawie świątecznym Le Grand Palais de Too Faced, wydanym w kooperacji z Sephorą. Już wtedy zgłaszałam pewne zastrzeżenia, ale po paru tygodniach przerwy znów sięgnęłam po Too Faced i stwierdziłam, że warto poświęcić tej sprawie nieco więcej miejsca.

Moja maskara jest w wersji podróżnej i podobno to ma znaczenie, bo pełen wymiar jest gorszy. Różnica ma polegać na gęstości owłosienia szczoteczek, ale czy tak jest naprawdę – głowy nie dam, bo dużego Better Than Sex nie macałam, więc weźcie pod uwagę, że tylko rozpuszczam ploty. Jestem w stanie uwierzyć w to duże i gorsze, bo ten sam problem zgłaszała mi moja droga Luiza z tuszem Benefit They're Real. 


Zarówno szczotka, jak i konsystencja są zadowalające. Tusz jest odpowiednio mokry i w duecie z gęstymi, niechlujnie wyglądającymi silikonowymi włoskami fantastycznie rozprowadza się na rzęsach. Czerń jest niezwykle głęboka i piękna – to wielka zaleta Better Than Sex, bo rzadko można spotkać czarny tusz, który na rzęsach byłby tak bardzo... czarny. Według producenta maskara ma bardzo szerokie zdolności: podkręca, wydłuża i zwiększa objętość. Na temat podkręcenia się nie wypowiem, bo moje rzęsy są naturalnie mocno wywinięte, wydłużenie jestem w stanie zaobserwować przy odpowiedniej technice tuszowania, której Wam nie streszczę, bo to jak tańczenie o śpiewaniu, a najprościej można moją technikę opowiedzieć tak: yyy, nooo, tuszuję te moje rzęsy jakoś inaczej i potem są takie  bardziej wydłużone. I wszystko jasne. Za to jeśli chodzi pogrubianie... uuuu, to dopiero przygoda!

Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć dwie warstwy Better Than Sex. Pojedynczą tuszową szpachelkę pokazywałam w poście o Le Grand Palais: klik


Według mnie efekt jest super. Jak zwykle zdjęcia trochę przekłamują rzeczywistość, bo rzęsy na żywo wyglądają o niebo lepiej, są mocno pogrubione i wcale nie sprawiają wrażenia posklejanych. Chętnie malowałabym się nim nawet na noc, żeby poduszka i kołdra mogły się cieszyć tym pięknym widokiem, ale jest z tym tuszem mały, cholerny problem: osypuje się jak wściekły. Co więcej, nie robi tego za każdym razem, tylko... w około 90% przypadków. Czyli prawie zawsze, a jednak nie zawsze. Od czego to zależy, jak to możliwe? Nie mam najzieleńszego pojęcia. Niestety, osypywanie jest krytyczne, generuje pod oczami sypką, a pod koniec dnia rozmazaną pandę i nie mam pojęcia, co można na to poradzić. Gdybym wiedziała, od czego to zależy, bardzo bym się postarała, by wyeliminować to osypywanie, bo efekt na rzęsach jest naprawdę piękny. Jedna warstwa daje ładnie rozczesane, lekko pogrubione firanki, a dwie – efekt wow, pasujący do mocniejszych makijaży i pięknie ozdabiający „gołe” oko. Byłabym bardzo szczęśliwa, gdybym mogła ogłosić ten tusz moim ideałem i cieszyć się nim, dopóki go nie wycofają (czyli pewnie ze trzy kolejne miesiące, jak to u mnie). Niestety, szukam dalej i jak na razie najlepsze, co znalazłam, to Twist Up The Volume od Bourjois, ale o nim – wiadomo – inną razą.


Cena: 39 zł za moją wersję mini i 97 zł za pełnowymiarowy produkt
Ocena: za efekt: 5+/6, za trwałość: 2/6
Dostępność: w Polsce wyłączność ma Sephora

PS Wakacyjna Magda zgłaszała mi ostatnio, że u niej osypywania nie odnotowano, więc może dla innych jest nadzieja?


*a jeśli nie sam tusz, to co, gapienie się na moje ubrane w Better Than Sex oczy miałoby być dla faceta bardziej atrakcyjne od wszystkich lubieżnych rzeczy, jakie moglibyśmy zrobić po tym, jak już się pogapi? No haloooo!

60 komentarzy:

  1. Przypis mnie rozwalił:P u mnie też na zdjęciach zawsze wychodzi gorzej niż na żywo. Mam ten sexy tusz w zapasie. Wkurzę się jeśli będzie się sypał;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie pamiętam, jak się kiedyś ucieszyłam, jak zobaczyłam u Ciebie na blogu podobny tekst: że nie wychodzą Ci fotki testowe tuszów na rzęsach :). Czyli to nie ja pierdoła, tylko to po prostu trudno oddać!

      Ciekawa jestem bardzo, jak się u Ciebie sprawdzi. Będę węszyć za recenzją.

      Usuń
    2. Trudno jak cholera, podobnie z ustami. A cieni do powiek to już w ogóle nie mogę uchwycić robiąc zdjęcie w pomieszczeniu :P No zobaczymy, na razie zachwycam się tym L'Oreal Wings Sculpt. Dziwak w sam raz dla mnie;)

      Usuń
  2. Już któryś raz czytam, że chyba producent nie wie co to dobry sex :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozumiem, że reklama dźwignią handlu, ale to naprawdę obciach, żeby takiego osypującego się dziada porównywać do dobrego bzykanka ;)

      Usuń
  3. ja polubilam double wear tusz miniaturke e.l.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusz Double Wear? pierwsze słyszę :O

      Usuń
  4. Tusz tuszem, ale dopisek przy gwiazdeczce rozwala:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację, efekt jest super, ale mimo wszystko za tą cenę osypywania się bym nie zniosła. W zasadzie za żadną. Produkt od razu ląduje w koszu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię, sama zazwyczaj dyskwalifikuję osypujące się tusze (i cienie, które migrują pod oczy w ciągu dnia tak samo), ale ten ma tak piękną czerń i tak mi pasuje efekt, że jakoś ciągle do niego wracam, a potem tylko przy każdej wizycie w łazience sprawdzam, jak bardzo idiotycznie już wyglądam ;)

      Usuń
    2. hahahahahahahahhaha :D ale coś w tym jest, czasem niedogodności jakiegoś kosmetyku z działu 'kolorówka' jesteśmy w stanie zaakceptować za efekt końcowy. Ja mam tak z matowymi pomadkami, które niestety wysuszają :D

      Usuń
  6. Ten tusz mnie nie kusi, za dużo negatywnych recenzji się naczytałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie przyszedł poniekąd przypadkiem, więc przynajmniej nie płaczę nad wydaną kasą. Najbardziej to ja się wkurzam na to, że MARZĘ o tym, by był lepszej jakości, bo efekt tak bardzo mi odpowiada.

      Usuń
  7. Co za tusz! Nie cierpię osypywanie sie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w ogóle nic na to nie wskazuje na pierwszy rzut oka – idealnie mokry, idealnie zasycha na rzęsach!

      Usuń
  8. Mam pełną wersję. Przez pierwsze dwa tygodnie był zachwyt, a teraz nawet na niego patrzeć nie mogę. Osypuje się na potęgę. Po kilku godzinach na mieście mam pandzie oczy, nawet nie chce myśleć co będzie gdy lato będzie szalało na potęgę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to co, przez pierwsze dwa tygodnie się nie osypywał, czy nie zauważyłaś tego po prostu? Jeśli to pierwsze, to trochę drogo wychodzi ta impreza – tusz zdatny do użytku przez dwa tygodnie :)

      Usuń
  9. Boże jaka cena, nie do wiary :D i jeszcze się osypuje? Straszne :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cenę bym nawet przeżyła, gdyby cała reszta była ekstra.

      Usuń
  10. U mnie na wszystkie tusze pomaga nakładanie ich na tę zielono-białą odżywkę z Eveline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, nigdy nie próbowałam. Dzięki za trop! Gdyby ona uratowała ten tusz... :))))

      Usuń
  11. I tak mnie kusi, chociaż osypywanie się mnie przestraszyło.
    Za to kupiłam Twist up the volume i nie widzę szału, albo nie mogę go rozgryźć :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twist Up The Volume nie jest jakimś ósmym cudem świata, ale to pierwszy tusz drogeryjny od dawna, który zrobił na mnie tak dobre wrażenie.

      Usuń
  12. Osypuje die okrutnie... To jest nie do zniesienia :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka wyżej polecała odżywkę Eveline – może ona coś pomoże?

      Usuń
    2. Weronkika, u mnie to samo! i to zadna wina kremów pod oczy czy rzes! to po prostu bubel i tyle!

      Usuń
  13. w moim przypadku tusze L'Oreal sie tak osypują, a tego w tuszach po prostu nienawidzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, u mnie żadna wersja VML tego nie robi (a innych to już chyba daaaawno nie próbowałam)

      Usuń
  14. Myślałam kiedyś o tym tuszu, ale większość opinii odnośnie różnic pomiędzy miniaturą, a pełnowymiarowym produktem skutecznie mnie zniechęciło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniatura wystarcza na całkiem długo – tak mówię jakby co ;)

      Usuń
  15. świetny wpis :) jakiś czas temu przez jakiś czas, kiedy było głośno o tym tuszu, bardzo mnie kusił i ostatecznie go sobie odpuściłam. Należę do osób, które potrafią wydać na setną pomadke 150zł, ale 50zł na jeden tusz mi szkoda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swój punkt przegięcia, ale faktycznie, chyba blisko mi do Ciebie, bo kupuję drogie pomadki, a tusz wydaje się taki za bardzo... użytkowy? Nie wiem, w każdym razie też jakoś ciężej mi wywalić na niego więcej kasy :)

      Usuń
  16. Smaruj recenzję Bourjois, ale już :D! Szczoteczka Too Faced mnie przeraża, nie lubię tych włochatych i powyginanych we wszystkie strony świata. Ale efekt wart grzechu. Tylko to osypywanie... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę, bo dostałam ten tusz jako maminy nieudaniec i jest taaaaaki obdrapany! jak ja zrobię mu zdjęcia? muszę kupić nowy :D

      Szczotka Too Faced nie jest taka wielka – mniejsza od Sexy Pulp Yves Rocher. I naprawdę fajnie się nią manewruje. Gdyby tylko ten debilny tusz miał lepszą formułę.

      Usuń
  17. Potwierdzam, genialny efekt i straszne osypywanie! Ale warta jest swojej ceny i bardzo ją lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jesteś z tych bardziej wybaczających ;)

      Usuń
  18. Odpowiedzi
    1. Eeeeee, bywało gorzeeeeeej ;). A miniatura starcza na całkiem długo. Nie, żebym miała szczególnie zachęcać do zakupów – tak mówię dla porządku ;)

      Usuń
  19. Ja mam dużą ;D ale szczota się nie różni :P u mnie lepiej sie spisuje jedna warstwa ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Odpowiedzi
    1. No tak, robi wrażenie, ale miniatura wystarcza na dość długo, więc jeśli nie pełen wymiar, to zawsze można eksperymentować z wersją podróżną!

      Usuń
  21. Co jest z tymi tuszami? Lata całe używałam taniochów od Miss Sporty i średniaków z Maybelline (Colossal z efektem oka kota, był kotem!) i było super. Ostatnio wszystko mi się sypie jak podupcone, od Lovely, przez Loreala, na cholernej Sephorze kończąc (to ostatnie to tragedia, bo minutę pięć po pomalowaniu jest wszystko ąę i rzęsy do nieba). Co za fekał. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem właśnie, co jest z tymi tuszami. Jakby mnie teraz ktoś zapytał (i niestety, czasem pyta), jaki jest mój tusz idealny, to... nie mam odpowiedzi na to pytanie. Z każdym coś jest nie tak. Miss Sporty i Maybelline to ja do dzisiaj używam, ale już tam nie znajduję żadnego, który robiłby odpowiednio duże wrażenie. Jest na półkach mnóstwo poprawnych przeciętniaków dla wielbicielek naturalnego looku i rozczesywanka :)

      Która Sephora Ci się osypuje?? Chyba nie moja ukochana?!

      Usuń
    2. Ona właśnie, do cholery.

      Usuń
  22. U mnie też się osypuje i okropnie rozmazuje (mam tłuste powieki, ale większość tuszy wytrzymuje, a ten robi pandę po godzinie)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, i jeszcze rozmazywanie do tego?!

      Usuń
  23. Szczoteczka bardzo mi się podoba, może jednak skusze się na miniaturkę o ile można kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można kupić bez problemu w Sephorze :)

      Usuń
  24. Zwróć uwagę czy nakładając krem pod oczy/na twarz nie zahaczasz przypadkiem o rzęsy - słyszałam, że to tez może być powodem obsypywania się przy niektórych maskarach :D
    A jeśli problem będzie dalej to polecam bazę z Eveline 8w1 niebieską (10-15zł) lub zieloną ale nie pamiętam nazwy :) Ja mam niebieską i fajnie dodatkowo pogrubia i rozdziela rzęsy nawet przy problematycznych tuszach no i baardzo ogranicza obsypywanie. Używam ją z Growing Lashes Stimulator (8 zł) z Wibo i to mój ideał (mimo że bez bazy okrutnie się obsypuje).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nakładam kremy zawsze tak, żeby nic się nie mazało po rzęsach, ale dzięki za trop – komuś może bardzo pomóc. Bazę Eveline już ktoś wyżej polecił, więc chyba czas ją wypróbować (a nawet je) :)

      Usuń
  25. Dla mnie to okrutny bubel! Tak samo jak u Ciebie osypuje sie tak okrutnie, ze w polowie dnia wygladam jak panda! tragedia! okropne gównienkooooo!
    i tez mam ta mini wersje!
    zastanawiam sie tylko, czemu tyle ochów i achów ten tusz w blogosferze nazbieral? hmmm?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ominęły zarówno dobre, jak i złe recenzje tego tuszu, więc podeszłam do sprawy jako świeżynka :) Podejrzewam, że zachwyty są od dziewczyn, którym podoba się efekt na rzęsach tak jak mnie i może nie zauważyły związku między podkrążonymi oczami a tym tuszem :D

      Usuń
  26. może masz szalone rzęsy ?;)
    czytałam i takie opinie i zachwyty - czyli powracamy znowu do tej samej opcji: wypróbować przed zakupem :)
    Karo pisze, że zastanawia się czemu tyle achów i ochów - dla mnie był ok, po prostu ok i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  27. Tak sobie myślę, że chyba nigdy nie miałam tak podkreslonych mocno rzęs :) Ale osypywania nie trawię...

    OdpowiedzUsuń
  28. Mój, pełnowymiarowy, też się sypie. A szkoda, bo efekt jest naprawdę zacny i kiedy zmywam go wieczorem to mnóstwo czerni zostaje jeszcze na waciku.

    Co do nazwy, podobno kiedy jeden z panów od Too Faced pomalował klientce rzęsy dziewiczą wersją tego tuszu, zachwycona wykrzyknęła że 'OMG, IT'S BETTER THAN SEX'. A że to chwilę po wymalowaniu było, to może mamy wyjaśnione skąd jej radocha.

    OdpowiedzUsuń