niedziela, 1 maja 2016

Batiste: mój powrót z podkulonym ogonem

Zanim wysypię na Was tonę denkowo-porządkowych śmieci, muszę wspomnieć o tym, jak przestałam się dąsać na suche szampony. A dąsałam się na nie bardzo! Bo to przecież nieprawdziwe, bo nie myje, tylko udaje, bo nie pozostawia włosów świeżych i lekkich...  



Mojej przygody z suchymi szamponami nie zaczęłam od słynnego Batiste. Pierwszy był Klorane, który nie miał zapachu wiśni czy tropików, ale skutecznie odświeżał fryzurę – i o to się mnie przecież rozchodziło, proszę szanownego państwa. To, co odstraszało od Klorane, to cena (22 zł + wysyłka lub 25–27 zł stacjonarnie), dlatego szukałam dalej. Tak oto w moim życiu pojawiła się marka Batiste, a niedługo potem pojawiła się też w szerokiej świadomości konsumentów. Sieci drogeryjne wywęszyły biznes, zaprosiły Batiste na swoje półki i marka stała się łatwo dostępna. I właśnie wtedy, gdy miałam suche szampony w niezłej cenie na wyciągnięcie ręki, coś zaczęło się psuć... Z jakiegoś powodu zaczęło mi bardzo przeszkadzać to oszukaństwo. Psikanie zamiast mycia? Odrażający pomysł. Tym bardziej odrażający, że w moje ręce trafiały kolejne, coraz intensywniej pachnące wersje suchych szamponów. Jedyną, która nie wywoływała na mojej twarzy miny kogoś, kto właśnie sztachnął się zasraną pieluchą, była Original – nieperfumowana, pachnąca w zasadzie podobnie do pokrzywowego Klorane. Ale i do niej coraz rzadziej wracałam. Wiecie, to naprawdę do dupy mieć przetłuszczającą się skórę głowy. Dzięki nadmiarowi łoju otrzymałam 2w1: ulizane tłuścielce na co dzień plus wzmożone wypadanie. Z tym wypadaniem była dłuższa historia, w każdym razie skupiłam się na tym, by mu zapobiegać, odstawiłam więc wszystko, co nienaturalne i co oblepia mi włosy. Suche szampony również. 


Ruszyła faza odżywiania, mycia włosów w delikatesach i suplementacji biotyną, tranem i czym tam jeszcze. Tak bardzo się w to wciągnęłam, że nie zauważyłam pewnej istotnej zmiany – zaczęłam myć włosy codziennie. Każdego dnia namaczałam, mydliłam, spłukiwałam i tak dalej, co doprowadzało mnie do szału, rozwalało mi poranek i w dodatku dołowało kolejnymi wyrzucanymi do kibla kępkami włosów. Niestety, nie miałam wyjścia, bo gdy mijała doba od umycia, włosy były tłuste, oklapnięte, strąkowały się. Po kilkunastu tygodniach udało się ograniczyć wypadanie, ale skalp wciąż przetłuszczał się za bardzo. Któregoś poranka, kiedy wyjątkowo mi się spieszyło, otworzyłam szafkę w łazience, spojrzałam spode łba w stronę Batiste i dokonałam pierwszego od tygodni rytualnego psiknięcia. Zrobiłam wszystko zgodnie z instrukcją, nie chciałam przesadzić z białym pyłem, a do tego bardziej skupiłam się na wmasowaniu proszku w skórę głowy (wcześniej mniej się do tego przykładałam) i nagle... wow. Szok. Jeśli używacie Batiste regularnie, pewnie Was to nie dziwi, ale ja byłam pod wrażeniem – włosy przechodziły wielką przemianę i nagle zyskiwały świeżość, dobrze się układały, coś pięknego. Wciąż przeszkadzało mi, że nie są świeże jak po umyciu, ale wyglądały idealnie, to musiało wystarczyć. Psikałam Batiste za każdym razem, kiedy w dniu niemycia głowy nie mogłam się ogarnąć z tym, co zastałam, i wiecie, co było dalej? Skalp przestał wariować. Mogłam wrócić do mycia co drugi dzień, bo dopiero trzeciego dnia rano włosy wyglądały źle. Dla kogoś, kto nie ma problemów z przetłuszczaniem, to pewnie niespecjalnie zachwycający wynik, ale dla mnie – rewelacja. Suche szampony naprawdę uratowały mi tyłek i już nigdy nie zamierzam na nie psioczyć.


Obecnie unikam tych najintensywniej pachnących, a w stałym użyciu jest wersja Original i ta dla blondynek (niewidoczna na zdjęciu). Zapach Cherry też nie jest jakiś bardzo męczący, więc może być, za to jeśli tak jak mnie, przeszkadza Wam głowa pachnąca tanią wodą toaletową, nie polecam eksperymentów z nowymi zapachami. Limitowana wersja Eden, którą kupiłam w Hebe w czasie ostatniej wyprawy do Trójmiasta, ma bardzo świeży, kwiatowo-owocowy aromat, ale niestety, ciągnął się za mną przez długi czas po psiknięciu. Kiedy przyjrzałam się opakowaniu, odkryłam przerażający komunikat: „New long lasting fragrance”, a pod spodem dopisek, że możemy się cieszyć zapachem nawet do czterech godzin. O mamusiu, tylko nie to! Jeśli mam oszałamiać ludzi na ulicy zapachem, niech będzie to zapach wybranych przeze mnie perfum, a nie odświeżacza tłustych włosów. Mimo wszystko.

Jak widać, nie warto odwracać się dupą od suchych szamponów, bo naprawdę mogą być przydatne. Pozostawiam Was z tą złotą myślą, jednocześnie życząc radosnej celebracji Święta Pracy. Aha, wyniki MAC-owego konkursu niestety się opóźnią, bo jeden z członków komisji udał się na tydzień w góry z dziadkami.

29 komentarzy:

  1. WYŁAŹ Z MOJEJ GŁOWY!
    Rano napisałam notkę z denkiem, opublikuje się jakoś za godzinę. I wiesz co? W niej też przeprosiłam się z suchym szamponem. Wiedźma, daję słowo :D!
    Przetestowałam wersję Blush, Wild, Tropical, Original, XXL oraz Cherry i Sweetie - te dwie ostatnie polecam (Sweetie jest słodziutkie, ale nie w taki męczący, ulepny sposób), reszta męczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh, zaraz nas posądzą o utajoną współpracę ze służbami Batiste :D
      A że jestem wiedźmą, to już prawie zapomniałam, dawno nie używałam swych wiedźmowych mocy ;). O, może Sweetie kiedyś wypróbuję, dzięki za cynk.

      Usuń
  2. Łączę się w bólu bo mam podobny problem z przetłuszczaniem. Batiste jest niezastąpiony. Zwłaszcza wersja brunetkowa :-) Testuję teraz bardzo drogi suchy szampon i mam mieszane uczucia, co do tego produktu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dla ciemnych włosów to chyba tylko ten brązowy puder będzie naprawdę dobry i niewidoczny, prawda? Jaki teraz testujesz?

      Usuń
    2. Coś bardzo drogiego, ale na razie nie chcę się marką popisywać, bo czas pokaże czy się polubimy czy nie.....

      Usuń
  3. Wzrusza mnie ta ciężarówka EMERGENCY. Ślicznie to sobie wymyśliłaś.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja lubilam klorane ale i tak nie uzywam takich szamponow ze wzgl na skore glowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojej skórze na szczęście źle nie robi, a Tobie jakie się dzieje kuku?

      Usuń
    2. Mam wrażliwa skore głowy z lzs i same przeboje z nią a talku nie cierpi raz jest ok a raz szaleje swędzi i nic nie jest w stanie jej wyciszyć wiec raczej
      Omijam suche szampony

      Usuń
    3. Uuuu, to kiepsko Ci się wylosowało :/

      Usuń
  5. gdy miałam czarne włosy nie polubiłam się wgl z tymi suchymi szamponami a gdy jestem blondynką je natychmiast pokochałam < 3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja od zawsze jestem blondynką, więc problem białego proszku na ciemnych włosach na szczęście mnie nie dotyczy :)

      Usuń
  6. A ja się z Batiste nie polubiłam, w ogóle jakoś mój skalp nie lubi suchych szamponów :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może źle reaguje na talk, tak jak u Magdy z komentarza wyżej?

      Usuń
  7. haha ja Eden lubię, ludzie wąchają mi włosy czasem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D no nie dziwię się, że wąchają, bo sadzi na kilometr :P

      Usuń
  8. Używam Batiste sporadycznie, bo wątpię, by zbawiennie zadziałał na mój wrażliwy skalp ;) Ale nieraz ratował mi tyłek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mieć takiego ratownika. Żałuję, że w moim życiu nie było suchych szamponów w podstawówce, kiedy hormony mi szalały i potrafiłam mieć tłuste, brzydkie włosy po kilkunastu godzinach od umycia :/

      Usuń
  9. Ja mam swój pierwszy suchy z Balea pachnie cudoniw ;D a Batiste mnie nie kusi ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, ciekawe, ja nigdy nie próbowałam Balei (jak to możliwe? :D)

      Usuń
    2. Gdzieś Ty się uchowała w takim razie?;D

      Usuń
  10. czyśby Tomasz przyłożył rękę do aranżacji pierwszeego zdjęcia?

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię suche szampony, wielokrotnie uratowały mi tyłek w awaryjnych sytuacjach. Ale również bardzo nie lubię się z mocno pachnącymi wersjami :) Zdecydowanie bardziej wolę te bezzapachowe lub delikatnie pachnące :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Eden uwielbiam, kupiłam kolejne opakowanie:)
    Ps.co robisz z wolną chatą?! Spisz do budzika w telefonie? I kawa bez pośpiechu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooooo raj na ziemi :D Wyspana, z laptopem przy leniwej herbacie o poranku – jeszcze przed wyjazdem latorośli zebrałam się i posprzątałam, żeby nie wpaść na idiotyczny pomysł porządkowania mieszkania w tym ekstremalnie fantastycznym wolnym czasie :D i wieczorami oglądamy filmy głośno, co np. przy wczorajszym Whiplashu było bardzo istotne :D

      Usuń
  13. Ja unikam Batiste, bo u mnie powoduje wysyp suchego łupieżu....ale nie używałam go chyba z 2 lata już, zobaczę czy nadal tak na mnie działa ;)

    OdpowiedzUsuń