poniedziałek, 30 maja 2016

Too Faced – Better Than Sex – serio, producencie?

Deklaracja producenta, jakoby tusz do rzęs miał być lepszy od seksu*, jest równie ciekawa, co... głupawa. Rozumiem, że miało być śmiesznie i lekko, ale... no nie wiem. Po prostu nie wiem. Może gdyby ten tusz był absolutnym ideałem, podśmiewałabym się pod nosem i z radością go używała, ale tak się składa, że ideałem nie jest. Choć wiele na to wskazywało.


czwartek, 26 maja 2016

Garść minirecenzji: Organique / Balea / Organic Therapy / Apis / Vintage Body Oil

Nie ustaję w porządkowaniu mojej kosmetycznej rzeczywistości, a ostatnio zabrałam się nawet za zalegające w blogowym folderze zdjęcia. Jak na nie patrzę, to trochę mi smutno, że tak często nie potrafię się zebrać i wykonać fotek, które zaprą dech w Waszych piersiach. Co więcej, nie mam też dziś dla Was zapierających dech kosmetyków, dlatego zrozumiem, jeśli zamiast czytania tego tekstu, wybierzecie rozrywki outdoorowe.

wtorek, 24 maja 2016

Pod oczy, wokół ust: Caudalie Polyphenol C15 /recenzja/

Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy i na kontur ust od Caudalie kupiłam i rozpakowałam z wielką radością. Wyobraziłam sobie, że będzie działał super, bo przecież Caudalie też jest super. No i cóż.

czwartek, 19 maja 2016

Secrets Of Beauty V – byłam tam i ja!

Secrets Of Beauty miało się odbyć w Ustce, ale – z powodu niepowagi właścicieli pewnego hotelu – Michał, organizator imprezy, w ostatniej chwili musiał wszystko odkręcić. SoB przeniósł się z kwietnia na maj i znad morza do Warszawy. Urodowy weekend przymusowo zamienił się w kosmetyczną sobotę na Saskiej Kępie. Ach, przynajmniej miałam blisko!

Jacek, właściciel marki Polskie Świece, obsypał nas swoimi wyrobami. Najbardziej spodobał mi się zapach świecy okolicznościowej. Cóż za szczęśliwy zbieg okoliczności, że jest największa i posłuży mi najdłużej! 

czwartek, 12 maja 2016

M・A・C – Mineralize Rich – Pure Pout

Moja kolekcja MAC-owych pomadek zawiera tylko jedną sztukę z serii Mineralize Rich. Pure Pout zobaczyłam kiedyś u Obsession i z miejsca się zakochałam. Na ustach Kasi wyglądała lekko i szlachetnie – wiedziałam, że muszę ją mieć. 

wtorek, 10 maja 2016

Wyniki konkursu urodzinowego

W niedzielę Tomasz wrócił wreszcie z dłuuuugiej majówki z dziadkami. Podobno było świetnie. No cóż, synu, my też się dobrze bawiliśmy :D.

Skoro młodociany już w domu, najwyższy czas rozstrzygnąć konkurs z okazji trzecich urodzin bloga! Przypominam, że nagrodą jest kosmetyk MAC-a wybrany przez zwycięzcę. Zgodnie z przewidywaniami, świetnie było czytać Wasze MAC-owe marzenia. Udało mi się nawet znaleźć inspiracje do kolejnych zakupów. Wiedziałam, że mogę na Was liczyć! To co, zaczynamy?


poniedziałek, 9 maja 2016

Yves Rocher – Beauté des Pieds – lawendowy balsam regenerujący do stóp /recenzja/

Złuszczyłam sobie niedawno stopy. Użyłam do tego skarpet kwasowych z Hebe*, bo wszędzie czytałam, że są najlepsze. Po moich pierwszych doświadczeniach ze złuszczaniem miałam już nigdy do tego pomysłu nie wracać, ale przez zimę tak zapuściłam pięty, że się nie dało. Chyba poszło okej, bo obecnie stopy mają się dobrze, skóra jest zadbana i postanowiłam nie dać im się znowu zepsuć. Odgrzebałam z dna szuflady zapomniany krem do stóp i... dobrze, że to akurat ten, bo działa.

czwartek, 5 maja 2016

Pamiątka z Czeskiego Cieszyna: Alpa LUNA Vlasová Voda Bylinná

Tę czeską wcierkę do włosów kupiłam w trakcie jednej z wycieczek na południe Polski. Kiedy jestem blisko granicy z Czechami, nie odmawiam sobie przekroczenia jej i odwiedzenia któregoś z czeskich DM-ów. Bo wiadomo. Czy to w ogóle trzeba tłumaczyć? Bardzo nie sądzę.

Wcierka była śmiesznie tania (kosztowała niecałe 4 złote), a moje włosy straciły już wtedy co najmniej połowę objętości, dlatego byłam w stanie łykać i wcierać wszystko, co tylko, byle sytuacja się poprawiła. Włosowa woda bylinna w wersji łopianowej to wcierka mająca przeciwdziałać wypadaniu i łupieżowi. Brzmi świetnie, wchodzę w to – pomyślałam, kupiłam i weszłam. 



wtorek, 3 maja 2016

Projekt denko, odc. 37

Majówka wciąż trwa, Tomasz wdycha górskie powietrze, jara się Bulwarami Słowackiego i przeciska w krupówkowych tłumach, a ja wreszcie mam czas na nadrabianie blogowych zaległości. Jeśli jesteś rodzicem i obawiasz się zostawić dziecko z dziadkami na dłużej niż dwa dni, wiedz, że to bardzo poprawia relacje z młodocianym i nie ma nic złego w tym, żebyście trochę od siebie odpoczęli. Ja po takich rozstaniach zawsze jestem bardzo stęskniona, mam więcej energii, cierpliwości i pomysłów na wspólne zabawy. Poza tym odpoczynek od kurdupla to świetny czas dla starych, którzy mogą się ze sobą lepiej zintegrować. Polecam: 6/6. 


Integracja integracją, ale sprzątać trzeba. W kwietniu zabrałam się za wykańczanie tego, co było otwarte od dawna lub zbyt dawna. Po wielu miesiącach walki z nadmiarem zakolejkowanych kosmetyków wreszcie widzę światełko w tunelu (oczywiście nie mówimy o kolorówce, bo tu nie mam nic przeciwko mojemu rozpasaniu). W każdym razie z przyjemnością zaglądam do szafki z zapasami, bo coraz mniej tych nieszczęsnych kolejkowiczów – w niektórych kategoriach nic już na mnie nie czeka, a to oznacza jedno: ZA-KU-PY!

niedziela, 1 maja 2016

Batiste: mój powrót z podkulonym ogonem

Zanim wysypię na Was tonę denkowo-porządkowych śmieci, muszę wspomnieć o tym, jak przestałam się dąsać na suche szampony. A dąsałam się na nie bardzo! Bo to przecież nieprawdziwe, bo nie myje, tylko udaje, bo nie pozostawia włosów świeżych i lekkich...