środa, 6 kwietnia 2016

Yves Rocher – Tradition de Hammam – balsam odżywczy z olejkiem arganowym i kwiatem pomarańczy /recenzja/

Yvesrocherowy słój niedawno dobił dna, więc czas podzielić się wrażeniami. Aż się zdziwiłam, że ten balsam wciąż jest w sprzedaży, bo ja tu sobie powoli zużywam zapasy, których duża część to gratisy z pradawnych zamówień w sklepie Yves Rocher, a tymczasem marka stopniowo i cichcem przewala swój asortyment. Zmienia składy, nazwy, wycofuje całe linie, wprowadza nowe... Świat idzie do przodu i inne tararara, a ja jak zwykle ledwo nadążam. 


Z balsamem z serii Tradition de Hammam zdążyłam się elegancko rozprawić zarówno w kontekście daty ważności (halo, zostało jeszcze parę miesięcy do oficjalnego się_zepsucia, jest postęp!), jak i bycia na czasie: mieniący się złotem i brązami kartonik ze słoikiem w środku wciąż wdzięczy się do nas na półkach w salonach Yves Rocher! To niewątpliwy sukces, dalej nie poszło już tak dobrze: używam obecnie kremu pod oczy i kremu na dzień z serii Ovale Lifting i w międzyczasie dowiedziałam się, że te kosmetyki oficjalnie już nie żyją – Ovale Lifting została zastąpiona linią Serum Végétal*, która – sądząc po kilku przeczytanych recenzjach – wcale lepsza nie jest. Delikatnie mówiąc.  

Wróćmy do Hammamowej tradycji. Na pewno warto pochwalić estetykę opakowań, które cieszą oko i zachęcają do zanurzania nosa i paluchów w tych wszystkich orientalnych smakołykach. No właśnie, jeśli o Oriencie mowa – spodziewałam się, że po wsadzeniu nosa w słoik dotrą do mnie piękne, korzenne nuty. Niestety, zamiast nich do nozdrzy doleciał cierpki zapach kwiatu pomarańczy (który nie ma absolutnie nic wspólnego z zapachem owocu). Wygląda na to, że nie przepadam za kwiatem pomarańczy, ma w sobie coś z lat 90. Może pachnie jak świeżo podlane pelargonie? Albo jakieś szpetne wiechcie, które stroiły nam peerelowskie wnętrza? Nie mogę sobie teraz przypomnieć, ale to bardzo nie mój aromat. To nie są oczywiście jakieś odrażające nuty, ale jakbym powąchała coś takiego w sklepie, nigdy nie zdecydowałabym się na zakup akurat tego kosmetyku. Tyle jest na świecie atrakcyjniejszych kompozycji. W sumie nie powinnam się dziwić, że poległam w starciu: imagination vs. reality, bo to nie pierwszy raz (tylko drugi). Po spotkaniu z maseczką do twarzy i włosów z tej samej serii byłam podobnie rozczarowana, tyle że tam zderzyłam się z dużo ładniejszym zapachem pieczonego jabłka (bez cynamonu, naprawdę zero konotacji ze Wschodem). 
Skoro zapach nie taki, dla uratowania honoru balsamu odżywczego YR wypadałoby zachwycić się resztą. Tylko że to trudne. 


Jak widać na załączonym obrazku, skład daleki jest od natury, więc te wszystkie pierdoły Yves Rocher o naturalnych kosmetykach są bardzo mocno na wyrost. To znaczy oni pewnie nie kłamią i składniki aktywne faktycznie pochodzą z ekoupraw, ale nie wiem, po co właściwie ten wysiłek, skoro konsumenci, którym zależy na ekologii i bliskich spotkaniach z naturą, i tak odrzucą tego typu kosmetyk po obejrzeniu INCI (a bo parabeny, a bo PEG-i, a bo alkohol denaturowany, itd. itp.). Dla mnie trochę wszystko jedno, bo używam zarówno mikstur naturalnych, jak i napakowanych chemią po kokardy, ale świadomi eko-naturalni wyborcy będą raczej zniesmaczeni. Na plus: woda różana zaraz po wodzie zwykłej i olej arganowy w trzeciej, a nie w ostatniej linijce. Hmm, tylko dlaczego olejek z kwiatu gorzkiej pomarańczy, który jest tu obok arganowego flagowym składnikiem balsamu, znajduje się na najostatniejszym z ostatnich miejsc? Odpowiedź brzmi: bo może.

Niespecjalnie podoba mi się też połączenie szerokiego, ładnego słoja z bardzo lejącą konsystencją. Kilka razy balsam wylądował na naszej niewydarzonej desce barlineckiej, bo ześlizgnął się z palców w czasie lotu na moje cielsko. No ale podobno najważniejsze jest działanie. I tu mam najlepsze wieści. Balsam wchłania się szybko, nie zostawia tłustej warstwy okluzyjnej, za to zostawia skórę świeżą i zadbaną. Poziom nawilżenia prawdopodobnie nie będzie szałowy dla klasycznego suchara, ale mniej wymagająca skóra powinna być usatysfakcjonowana. U mnie balsam działał dobrze, ale w tym sezonie grzewczym nie miałam problemów z utrzymaniem dobrego poziomu nawilżenia nóg i ramion (zwykle tam bywało najnędzniej).

Biorąc pod uwagę wady balsamu Tradition de Hammam, cena regularna 67 złotych wydaje się być paskudna. Promocje w Yves Rocher oczywiście hulają aż miło, ale według mnie to wciąż za dużo (halo, pojemność to tylko 150 ml! sporo mniej niż w standardowych kosmetykach do pielęgnacji ciała). Ogólnie chyba nie warto. Tyle innych wspaniałości na tym świecie.

Pojemność: 150 ml
Cena: regularna 67 zł, ale YR oferuje klientom niekończące się promocje i rabaty (obecnie ten balsam można kupić w promocji za 47 zł)
Ocena: 3/6


*To nie koniec złych wiadomości. Nie ma też z nami mojej ulubionej linii do cery wrażliwej – Active Sensitive. Została zastąpiona serią Sensitive Végétal, w której nie ma już żadnego toniku dla wrażliwców, a ja właśnie darzyłam wielkim uczuciem tonik Active Sensitive i nie mam go czym zastąpić. Mojej mamie YR zabrało jakiś czas temu ulubiony podkład i zastąpiło go innym, dużo ciemniejszym. Czy mi się wydaje, czy to bez sensu?

25 komentarzy:

  1. Z tej serii uwielbiam scrub do ciała - BIG LOVE, maskę, olejek do masażu oraz pod prysznic. Balsam to nieporozumienie ;) Nawet pisałam o nim wieki temu na blogu, LOL to było ponad 5 lat temu. Najgorszy był dla mnie zapach i żelowa konsystencja przypominająca żel niż balsam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scrubu nie próbowałam i żałuję, ale jakoś nam się nie złożyło. Do nadrobienia! Pisałaś o nim ponad 5 lat temu? I jeszcze go nie wycofali?! Łał. To zrobiło na mnie wrażenie :D.
      Zapach faktycznie kupa, ale może się nie znamy na orientalnych klimatach ;).

      Usuń
    2. PS Przeczytałam najpierw Twój komentarz i myślę: hmmm, scrub Big Love? Nie widziałam nigdy takiego w szeregach YR ;> Jednak blondi to blondi – przecież postawiłaś piękną półpauzę, żeby było jasne, o co chodzi!

      Usuń
    3. Taaak, peeling z tej serii jest cudowny (ale dla mnie głównie przez zapach, chcę takie perfumy, dajcie mi)

      Usuń
    4. @madam z. swojego czasu szukałam takich perfum, niestety bez sukcesu :(

      @Agata, nie zapeszaj ;) mam nadzieję, że scrub nie zniknie z oferty.

      Usuń
    5. Żebyś miała pewność, że nie zniknie, nie mogę go dotykać. Mam zdecydowanie zły dotyk – jak coś pokocham, natychmiast to wycofują :D

      Usuń
  2. miałam z tej serii maskę do twarzy i niestety mnie podrażniała, a po jej użyciu rumień trzymał sie na twarzy przez długie godziny. z tego tytułu zniechęciłam się do serii, ale i do samej marki niespecjalnie mnie ciągnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu, u mnie nic takiego się nie działo, ale ogólnie coraz mniej mi się chce zaglądać w nieskromne progi sekty YR...

      Usuń
  3. Też tak mam, że zużywam kosmetyki na ostatnią chwilę, gdy dawno zniknęły już z półek sklepowych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z tym KOŃCZĘ, jak tylko... eee... wszystko wykończę? ;P

      Usuń
  4. z tej serii mialam olejek pod prysznic i byl swietny i chyba 2 samoopalacze jeden jasniejszy drugi ciemniejszy mialy podobne opakowania z tym ze akurat jesli o nie chodzi to nie mam pewnosci czy to ta sama seria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samoopalacze? Nigdy nie widziałam :O.

      Usuń
    2. Samoopalacze, a raczej samoopalacz do nóg był przez długi czas moim faworytem. Nie wiem, czy nadal jest bo nie śledzę już tak oferty i to było dawno temu. Za to sam kosmetyk był genialny, a ja nie przepadam za takowymi więc to już był sukces sam w sobie :D

      Usuń
  5. Ja w ogóle nie lubię tej marki. Testowałam kilka produktów i wszystkie mnie podrażniały. :( Ale zapachy mają różnorodne, niektóre bardzo ładne. :) Ten balsam ma niestety dużo glikoli, więc na pewno dostałabym po nim wysypki. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swego czasu uwielbiałam robić u nich zakupy, o czym napisałam nawet dłuuugi, pełen zwrotów akcji tekst ;). Ale kiedy emocje opadły, okazało się, że żeby dogrzebać się do perełek YR, trzeba najpierw przekopać się przez tonę średniaków i co najmniej kilku słabiaków.

      Usuń
  6. Znam tylko olejek pod prysznic z serii Hammam, zapach i działanie - jeden wielki plus! Szkoda, że balsam to takie dno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, z tym olejkiem już mi narobiłyście smaka :)

      Usuń
  7. Jak inne komentatorki - miałam olejek z tej serii. Zapach zupełnie nie trafił w mój gust, a ramiona, na których mam i rogowacenie okołomieszkowe i zaskórniki ogłosiły foch, bojkot i wysyp. Poszedł w lepsze ręce.
    Kosmetyków YR zresztą prawie nie kupuję, bo ich polityka cenowa doprowadza mnie do szału. Kup za 100 zł, dostaniesz zniżkę 50% i gratisy warte 200 zł. To ile są naprawdę warte te kosmetyki? Jedyny, który rzeczywiście zamierzałam kupić - słynny krem pod oczy w brązowym słoiczku (cena regularna - prawie jak Clinique) zniknął z oferty i został zastąpiony czymś w tubce o nieznanym składzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, powiedziałaś bardzo ważną rzecz o ich polityce cenowej. Fajnie się robi tam szałowe zakupy (szczególnie online), bo potem przychodzi wielkie pudło pełne wszystkiego, ale jak się człowiek chwilę zastanowi, to się okazuje, że ma w domu pełno rzeczy, których właściwie nie chciał, a stówa tak czy srak wywalona. Ja od dłuższego czasu obserwuję ich mailing (dostaję maile co kilka dni, ale Ty pewnie też) i widzę, że spece od marketingu stają na ch••u, żeby wymyślić nową, świetnie brzmiącą promocję, ale ABSOLUTNIE KAŻDA z nich sprowadza się do tego, że trzeba zostawić na koncie YR co najmniej 100 złotych.

      Usuń
    2. Krem pod oczy znam i bardzo polubiłam, ale przez dwa lata zmienili mu skład dwa razy (w tym ostatnio również opakowanie, jak zauważyłaś). To też bardzo mi się nie podoba. Dobre kosmetyki znikają, słabe zostają, brakuje ładu i składu w tych działaniach.

      Usuń
  8. Och, też nie znoszę takiego lansowania się na eko, nature, bio fiu bzdziu... Podobnie robiło jakiś czas temu Oriflame z jedną z linii.
    Jednak lubię kilka produktów YR i przyjmuję je świadomie z całym dobrodziejstwem (?) inwentarza. Ale szału nie ma.

    Agato, jakiś czas temu pytałaś, czemu już nie prowadzę bloga - prowadzę, ale inny (: Zapraszam na https://agwordsandcrafts.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, już biegnę na Twój nowy blog <3 :)

      Usuń
  9. Mnie też przerażają te maile z promocjami, ofertami last minute, choć w glowie świta myśl "przecież w zeszłym miesiącu była podobna promocja" - mnie to niestety (bądź stety) odrzuca i w efekcie rzadko kupuję w YR ostatnimi czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zrobiłam sobie teraz dłuuuugą przerwę w zakupach u nich, a i tak mam jeszcze co zużywać. Mnie bardziej od tych promocji wkurza to, że ciągle maglują te kosmetyki i wywalają z oferty naprawdę fajne rzeczy.

      Usuń