środa, 13 kwietnia 2016

Kobo – Matte Lips nr 402 Saint Tropez

No i co, miałam nie kupować pomadek, bo po szufladach walają się tryliony, ale wystarczyła jedna, mała, głupia promocja w Naturze i już poleciałam obślinić się przed szafą KOBO. Cud, że zakupy były niewielkie (pokazywałam je swego czasu na FB, naprawdę nic szczególnego), bo to był wyjątkowo zakupowy dzień. Z tych najzakupowszych. 


Kolekcja Matte Lips składa się z 6 kolorów. Kiedy ładowałam moją Saint Tropez do koszyka, była świeżutka jak pizza z pieca węglowego, ale, no cóż, taka ze mnie blogowa pierdoła, że dopiero udało mi się zająć tym tematem. Mimo wszystko liczę na brawa, jeszcze niedawno raczyłam Was tekstami o rzeczach wycofanych, trudno dostępnych i przeterminowanych, więc postęp jest ogromny.


Pewnie już wiele blogerek Wam o tym nakablowało, ale ja też muszę, dla porządku: Matte Lips wcale nie są takie w 100% matte. Pomadka jest kremowa i ma satynowe wykończenie, dopiero czas działa na korzyść matu. A propos czasu: upływa i upływa, a Saint Tropez tkwi dzielnie na ustach, może tylko trochę bledszy. Super, jakość porównywalna do Golden Rose i słynnej serii Velvet Matte. Aha, jeśli bardzo zależy Wam na szybkim matowym wykończeniu, uprzejmie donoszę, że odciśnięcie nadmiaru w papier toaletowy lub chusteczkę pomaga. Ja lubię satynę, więc zazwyczaj niczego nie odciskam (i przez to zostawiam stempelki na szklankach).


Niezła z niej żarówa. Nie widać tego może w tym wyrwanym kontekście, ale kiedy jest na ustach, oczy automatycznie kierują się w stronę Saint Tropez. Także jeśli macie brzydkie zęby, nie polecam :D. Kolor określiłabym jako żywy róż z rodziny koralowców. Fantastyczny, wiosenno-letni odcień, który nada się zarówno na co dzień, jak i na co_wieczór (randka, te sprawy).
Ma dużo mniej wysuszającą formułę od Velvet Matte, może to za sprawą emolientów z pestek moreli i wosku z palmy kopernicji? Nie wiem, ale jest dobrze. W ogóle pod każdym względem. Lepszą trwałość widziałam tylko w MAC-u – kolekcja Pro Longwear (i moja ukochana Unlimited), ale różnica wcale nie jest aż tak wielka, mimo że to inna półka cenowa.

Na koniec jeszcze raz o trwałości: po ośmiu godzinach noszenia cień koloru wciąż jest widoczny na ustach, a sama szminka w ciągu dnia ściera się estetycznie i równomiernie, mimo jedzenia i picia. Jestem z niej bardzo zadowolona i niewykluczone, że wybiorę się do Natury po jeszcze jakiś odcień (o nie, powiedziałam to!).

Ile: 4,5 g
Cena: 15,99 zł
Ocena: 5+/6
Dostępność: drogerie Natura

44 komentarze:

  1. chyba podoba mi się najbardziej z całej kolekcji. stwierdzam po naoglądaniu się miliona zdjęć :)

    u mnie też szminek mieszka mnóstwo, a i tak dziś przyczłapały ze mną do domu trzy kolejne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na żywo też najbardziej przykuła uwagę chociaż czaiłam się też na tę nude (401 chyba?), bo ponoć na ustach lepiej wygląda niż na swatchach.

      Ciekawe, co przytargałaś :D

      Usuń
    2. a, żadną nowość. trzy balm stainy z Revlonu :)

      Usuń
  2. bardzo! bardzo fajne są te pomadki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię to zdanie z zębami - dlatego unikam mocnych pomadek (w zasadzie większości haha):D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam dość żółtą płytkę (mimo że nie palę i nie piję kawy, może to od herbaty?), więc unikam bardzo ciepłych odcieni, które sprawiają, że zęby są już nawet bardziej pomarańczowe niż żółte.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Ja już mam od nich właściwie wszystko, co chciałam, a jedyne, co ciągle mnie nęci, to ich kosmetyki do ust :)

      Usuń
  5. to zdecydowanie mój kolor i wykończenie, bardzo mi się podoba. nie lubię bladych jasnych ust a mocno podkreślone

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo takiej długowłosej blondynce pasują mocniej podkreślone usta!

      Usuń
  6. Pięęękny odcień, lekko ciepły - takie lubię najbardziej. Jestem pewna, że by mi pasował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie do końca nie byłam w stanie stwierdzić, czy on ciepły, czy nie, ale chyba masz rację, że bliżej mu do cieplejszych niż chłodniejszych :)

      Usuń
  7. Dobrze wiedzieć, że Kobo rozwija swoje skrzydła i wypuściło na rynek takie cudo. Nie zwracałam uwagi na wpisy odnośnie tych pomadek, nie wiem jaka jest paleta kolorów, lecz prezentowany odcień Saint Tropez pięknie leży na Twoich ustach. Całuśnie :) a ktoś narzekał ostatnio na swoją skórę ust?! :P

    Lubię takie kolory, przywołują lato i wakacje <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko 6 odcieni, więc nie bardzo jest w czym wybierać niestety, ale są bardzo różne, włącznie z wściekłym, jasnym fioletem :). Skóra ust mi się poprawiła, co ciekawe, dzięki balsamom z Pszczelej Dolinki, ale nie przeskoczę naturalnych bruzd, których u Ciebie W OGÓLE NIE MA! :D

      Usuń
  8. Jaki śliczny kolor i wykończenie! No i opakowanie też bardzo mi się podoba :) A cena to już w ogóle miód cud :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, zaskakująco dobry produkt jak na taką cenę!

      Usuń
  9. też kupiłam ten kolor i jestem zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń
  10. piękny odcień, nie widzę tu "żarówy". W opakowaniu wygląda na pomarańcz! a na ustach bosko!

    OdpowiedzUsuń
  11. Pojęcia nie mam dlaczego, ale oferta Kobo totalnie do mnie nie trafia. Miałam kiedyś taką żarówiastą koralową pomadkę, kupiłam jakiś cień na wyprzedaży, w szufladzie mam jeszcze pomarańczową śminkę na wypadek gdyby mnie poniosło, ale mimo to załącza mi się jakieś takie 'noooope' jak się zbliżam do ichniej szafy. Już My Secret jest dla mnie bardziej atrakcyjne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi do MySecret w ogóle przestało bić serce, od kiedy się okazało, że ich matowe cienie mono znikają mi z powiek w trybie ekspresowym :/

      Usuń
    2. Do MySecret też się już rzadko zbliżam, ale matowy beż zużywałam intensywnie swego czasu. Pamiętam jak w 2008 zauważyłam istnienie MySecret w Naturach (i kosmetyków w ogóle), oszalałam na punkcie mocno naigmentowanego, granatowego cienia. Niestety chyba ani razu noe wyszłam w nim do ludzi, bo sypał się jak pojebion, a każda, najdelikatniejsza nawet próba usunięcia pyłu z policzków kończyła się otrzymaniem barw wojennych na tychże. Brrrr.

      Usuń
  12. całkiem ładnie wygląda, i jeszcze cena przyjazna:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a do tego dobrze się nosi – czego chcieć więcej? wiem! więcej odcieni do wyboru :D

      Usuń
  13. Spadaj z tymi zebami, ja mam jakze nieidealne, a nosze zarowy, a co! Jakis zebofaszyzm mamy teraz czy jak? Tluste laski pokazuja mi latem swoje tluste dupy, to ja bede im pokazywac moje dwa nierowne kly, A CO.

    Bede w Wawce za dni pare, wiec jakbys miala nastroj/czas/ochote na kawe czy cos tam i moze jakies paryskie marzenie do spelnienia (do 100ml, bo podrozuje po taniosci), to wiesz, gdzie mnie znalezc :) :*

    P.S. Kupilam sobie szmineczke MACa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co Ty masz nieidealnego z zębami? poza tym mówiłam o brzydkich zębach, a nie o nieidealnych :> no wiesz, popękane szkliwo, żółto-czarne od fajek, ułamane... :P

      Paryskich marzeń nie mam, ale nawet bez takiego powodu możemy się spotkać, czyż nie?
      Umieram z ciekawości, KTÓRY MAC.

      Usuń
  14. Nie idź, nie kupuj! XD Ogólnie śliczny kolorek wybrałaś i lubię pomadki o satynowym wykończeniu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeny, jakie piękne opakowanie... <3 Jak dla mnie to KOBO zbytnio nie wie, co to mat - wszystkie ich matowe produkty do ust wcale nie są matowe. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam, że u Ciebie było o tych płynnych i pisałaś, że zupełnie niematowe :)

      Usuń
  16. Bardzo ładny kolor, koniecznie musze się skusić na te pomadki a opakowanie jeszcze takie ładne ! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kolor świetny! I opakowanie słodkie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja właśnie szukam, które pomadki z Kobo warto kupić, bo jest promocja. :D Zobaczę, jakie jeszcze inne kolory mają w swojej ofercie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest czerwień, jagoda, wściekły jasny fiolet i nude. Na pewno któraś z nich będzie warta grzechu :)

      Usuń
  19. Osiem godzin, powaga?
    Cieszę się, że napisałaś o papierze toaletowym. Niby wiem, że na bank każda laska to robi, tak samo jak każda laska robi kupę (sorry, chłopaki), ale jakoś mi raźniej z takim nieglamour zachowaniem jak odciskanie ust w coś innego niż chusteczka, jak wiem, że jest nas więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No serio serio. Sama się zdziwiłam. Ostatnio byłam taka zdziwiona właśnie przy Pro Longwearze MAC-a. I nie wiedziałam, że wycieranie ust w papier toaletowy może być niezgodny z savoir-vivre'em :D. Robię tak od zawsze! :>

      Usuń
    2. Srawuar wiwr, ale no przyznaj, "odciśnij nadmiar szminki w papier toaletowy" to nie jest zdanie, któe pojawia się w tutorialach.

      Usuń
    3. :D fakt. raczej nie widuję.

      Usuń
  20. Jak tylko moje zapasy się kiedyś skończą to chętnie się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń