wtorek, 29 marca 2016

Szwajcarski szarak: Mavala nr 152 – Mauve Cendré

Zanim wiosna rozkręci się w pełni, pokażę Wam jednego z moich ulubionych lakierowych smutaśników. Akurat ja używam tego typu odcieni przez cały rok, ale wiem, że na blogach w słoneczne miesiące królują wszystkie kolory tęczy, a bardziej stonowanych, ciemniejszych i nudniejszych egzemplarzy należy poszukiwać w półroczu jesienno-sraczkowo-zimowym.


Wiecie, że kolekcja miniaturowych lakierów Mini Color szwajcarskiej Mavali ma 54 lata? Sama firma jest jeszcze bardziej emerycka, bo już w 1959 roku wprowadziła na rynek swój pierwszy, rewolucyjny (przynajmniej jak na tamte czasy) utwardzacz do paznokci, który do dziś pozostaje bestsellerem marki. Mavala specjalizuje się w artykułach do manikiuru, ale sprawy zaszły tak daleko, że przyszedł moment, w którym na rynek posypały się produkty pielęgnacyjne do twarzy i ciała, akcesoria, a nawet szminki. Szaleństwo, chociaż zastanawiam się, czy firmie wyszło to na dobre i czy opłacało się inwestować w nowe kosmetyczne technologie i receptury w czasach, gdy konkurencja jest ogromna, a marka kojarzy się wyłącznie z produktami do paznokci. No ale to jakby nie mój problem.

Na stronie producenta można obejrzeć kolekcję prawie 200 lakierów Mini Color w różnych kolorach i wykończeniach, a numeracja kończy się na 399, co pozwala przypuszczać, że dokładnie 399 formuł zostało wypuszczonych na rynek przez te wszystkie lata (brawo, geniuszu, jak na to wpadłaś?). Dużo. Fajnie. Czy warto się zainteresować? Mój szarak podpowiada mi, że tak. 


Do malowania paznokci jestem totalnie niezdolna, dlatego szczególnie ważne są dla mnie: wygodny pędzelek, nielejąca formuła i szybkie wysychanie. Mavala oferuje wszystkie niezbędne luksusy –  pędzelek jest wąski, idealnie przycięty i łatwy w obsłudze, a lakier ma odpowiednią gęstość i schnie w przyzwoitym tempie, szczególnie jeśli wspomożemy go przyspieszającym wysychanie top coatem. Na dnie pływają zawsze chętne do pomocy dwie stalowe kulki, a lakier przez dwa lata mieszkania w mojej szufladzie nie zmienił koloru ani gęstości. Postanowił się też nie rozwarstwiać. Miło z jego strony, prawda?

Odcień Mauve Cendré to taki kremowy, nieoczywisty szarak, który bardzo przypomina mi mojego innego ulubieńca – Chinchilly od Essie. Jest szaro-brązowy, przełamany fioletem, a przy nieoptymalnym świetle potrafi zmienić się nawet w czekoladowy brąz. Pasuje do wszystkiego, co mam w szafie (nietrudno się dopasować, bo w mojej szafie mieszkają głównie ciemnogranatowe rurki i pełno czarnych bluzek różnego typu) i mogę pomalować paznokcie raz a dobrze, a potem przestać się nad nimi zastanawiać. Nie rozpraszają – to dodatkowa zaleta.

Nie wiem, czy powinnam wypowiadać się na temat trwałości, bo na moich paznokciach rzadko który lakier dobrze sobie radzi, a już absolutnie każdy migusiem ściera się z końcówek. Ten końcówkom też nie odpuszcza, ale często pokazuję mu faka i obcinam paznokcie na krótko. Jeżeli końcówki nie istnieją, a więc nie dają się wytrzeć, Mauve Cendré trzyma się co najmniej trzy dni. Zwykle zmywam go w okolicach dnia piątego, co naprawdę dobrze o nim świadczy, a nieco gorzej świadczy o mnie, bo lakier, niestety, nie wygląda już wtedy najlepiej.

Ciekawe, czy na sali jest jeszcze jakaś miłośniczka takich mało emocjonujących kolorów. Jeśli tak, niech da znać i uściśnijmy sobie dłonie. 

Pojemność: 5 ml
Cena: 29 zł
Dostępność: Douglas.pl

16 komentarzy:

  1. Uwielbiam te słodkie maleństwa mam 3 odcienie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam lakiery tej firmy, ale jakoś kiepsko się u mnie trzymały :(

    OdpowiedzUsuń
  3. no kolor niestety nie dla mnie :) ale zawsze byłam ciekawa lakierów tej firmy, a nigdy ich nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. swojego czasu miałam piękną czerwień tej marki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szaraki są fajne, ja lubię "babciny" jak to określa mój facet Sand Tropez, ale to nudziak nad nudziakami, przy nim Twój lakier to kolorowe szaleństwo;)
    Ja pędzelki lubię szerokie, zaokrąglone, tymi małymi zawsze muszę się namachać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolorek akurat nie na moje pazurki ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ej ej, szaraki są fajne! Bardzo je lubię, choć wyżej od nich w mojej hierarchii stoją wszelkie odcienie niebieskiego. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie kolory i mam do nich ogromną słabość. Chinchilly znam, ale z Essie akurat wybrałam Smokin Hot.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękny kolor. Niby szary, a trochę w odcieniach brązu i ciemnego beżu. Dla mnie idealny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam szary od yves rocher kolor cudowny zreszta pół mojego mieszkania jest szaro biała, nie znałam tej firmy bo u mnie głownie essie. Nie żuzylam jeszcze żadnego lakieru niestety

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie miałam tak ładnej szarości na paznokciach :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Spodoba Ci sie tez kolor marron glacé, PRZEPIEKNY.
    Jestem fanka Mavali, bo pryznajmniej mam pewnosc, ze skoncze buteleczke i bede mogla radosnie pobiec i dokupic sobie kolejnego srako-szaraka, bo takie to moje ulubione. I czerwienie tez (french cancan jest super), ale ostatnio odpuszczam sobie wszystko, co rzuca sie w oczy, bo moje paznokcie przechodza ewidentny kryzys.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, swatche tego Marrona bardzo zachęcają. Z tego samego powodu co Ty jestem fanką kurdupli L'Oreala.

      Usuń