niedziela, 24 stycznia 2016

Nieee chceeee miii sięęęęę... myśleć, czyli mój zimowy makijażowy niezbędnik

W ostatnich tygodniach rzadko miałam ochotę na eksperymenty w makijażu. Głównie dlatego, że nie znoszę mrocznej, syfiastej zimy i nie mam wtedy energii do niczego (sama również jestem do niczego). Był też drugi powód: wyjazdy. Tak oto, poniekąd przypadkiem, powstała kosmetyczka pełna kolorówki, będącej moją makijażową bazą, do której z łatwością mogę dobierać pojedyncze kosmetyki według potrzeb. Fajnie, dla zniedźwiedziowanej, zimowej mnie – ideał!


Gdy rano mi się spieszy lub się nie chce, po prostu wyciągam tę całą rupieciarnię zamkniętą w jednym miejscu, stawiam lusterko, obok niego ikeową osłonkę doniczki Skurar, wypełnioną po brzegi pędzlami (czy ktokolwiek używa tego czegoś zgodnie z przeznaczeniem??) i rozpoczynam codzienną procedurę numer dwieście czterdzieści osiem. Kiedy mam więcej czasu, zapału lub czegoś tam, zaglądam do niezliczonych kolorówkowych zbiorów i poszukuję w nich makijażowego szczęścia.

A co takiego zalega od tygodni w mojej, wcale nieidealnej, kosmetyczce? Taaadaaaaaam:


Kolejność omawianych kosmetyków mniej więcej zgadza się z kolejnością proceduralną.

1. Guerlain – Lingerie de Peau w odcieniu 01 Beige Pale – to akurat nówka sztuka, którą kupiłam, bo bardzo byłam ciekawa, o czym mówią wszystkie pozytywne recenzje, a poza tym używany przeze mnie wiosną i latem podkład Guerlain o tym samym numerze z serii Tenue de Perfection jest ciemniejszy (i jeszcze się utlenia), więc nie nadaje się na tę porę roku. W Lingerie de Peau czasem brakuje mi krycia. Mimo że wygląda naturalnie, to jednak zwykle zostawia moje odnaczynkowe czerwoności na widoku. Nie rzucają się w oczy, ale ja je widzę i to wystarczy, by nazwać go nieidealnym. Pewnie za jakiś czas wysmażę mu bardziej szczegółową recenzję, podobnie jak koledze Tenue de Perfection, którego ostatecznie bardzo polubiłam, mimo że nasze początki były oburzające. Plusem Lingerie de Peau jest SPF 20 – to załatwia sprawę zimowego filtra, o którym pewnie i tak bym zapominała.

2. Flormar – Perfect Coverage Liquid Concealer nr 01 Fair – jeden z moich ulubionych korektorów pod oczy – tu w odcieniu z różowymi podtonami. Pasuje zarówno do żółtawych, jak i różowawych podkładów, i naprawdę jest jasny – wbrew temu, co możecie obejrzeć na fotkach w recenzji (zdjęcia były robione przy zachodzącym słońcu, totalnie przekłamane, niestety). Należy do grupy dobrze kryjącej, może zbierać się w zmarszczkach. Jedynym sposobem, by tak się nie działo, jest dobre nawilżenie skóry pod oczami i wklepanie odrobiny korektora w jeszcze nie całkiem wchłonięty krem.

3. Smashbox – Second Skin Long Wear Concealer, odcień light – wrzuciłam do kosmetyczki ten korektor, bo od dawna grzeje miejsce w mojej szafie (hmmm... regale? magazynie?) z kolorówką i postanowiłam sprawdzić, czy jest do zużycia, czy do wywalenia. Byłam pewna tego drugiego, bo pamiętałam, że moje z nim początki nie były najlepsze: zbierał się w zmarszczkach (miałam wrażenie, że nawet tworzy nowe, specjalnie po to, by się w nie wcisnąć) i ze dwa razy doprowadził mnie do łez (podrażnienie). Mniej więcej półtora roku później zachowuje się przyzwoicie, co niezmiernie mnie dziwi. Mimo że wciąż jest gęstym, wymagającym porządnego nawilżenia złośliwcem, doceniam jego trwałość i bardzo fajny, uniwersalny kolor, który przede wszystkim dobrze zgrywa się z podkładami w żółtych tonacjach.

4. MAC – Blot Powder, odcień Medium – na razie nie poznałam lepiej matującego pudru w kompakcie. Latem wciąż za słaby, by nazwać go idealnym, ale w chłodnych miesiącach daje radę. Nie przestaję szukać czegoś lepszego, a póki co z Blotem żyję w symbiozie. Odcień Medium zdecydowanie dla bladziochów.

5. Grashka – baza pod cienie – znam lepsze bazy pod cienie, ale ta jest na tyle dobra jesienią i zimą (gdy pot nie spływa mi po dupie i powiekach także), że postanowiłam ją zużyć do końca. Może to baza zimowa? Hej, powinniście to zaznaczyć na opakowaniu! PS Przypomniałam sobie, że producent przeznaczył ją również do gruntowania ust. Please, do not try this at home.

6. MySecret – matowy cień nr 505 – kupiłam go wiele miesięcy temu po przeczytaniu kilku pozytywnych recenzji i miał mi służyć do gruntowania powieki. Służy w istocie, choć do zachwytów daleko, bo mimo że kolor odpowiednio cielisty, to pyli cholerstwo okrutnie.

7. Urban Decay – Naked 2 Basics – pokochałam tę paletę od pierwszego wejrzenia, mimo że już na starcie złamała mi serce, bo przyjechała do domu lekko ukruszona. Sześć bajecznych matów, w większości chłodnych, którymi codziennie robię delikatne, acz zauważalne cieniowanie oka i nawet gdy rozetrę wszystko byle jak i na odwal, wyglądam zadowalająco. Da się nią zrobić wszystko: zagruntować powiekę, pomalować oko delikatnie i mocniej, rozetrzeć najciemniejszy cień na dolnej powiece, a nawet wykonturować twarz (zdarzyło mi się kiedyś), choć to ostatnie z oczywistych względów idzie ciężko (hmmm, trójkącik nie pasuje do prostokąta?)

8. Sephora – wodoodporna kredka do oczu nr 03 – 5th Avenue – niesamowicie kremowy, matowy grafit. Używam głównie do dolnej linii rzęs, ładnie się rozciera lub – według potrzeb – zastyga na wieki. Uwielbiam kredki Sephory (zarówno te cienkie, jak i grubasy Jumbo) i gorąco polecam.

9. Sephora – Ourageous Curl Dramatic Volume And Curve Mascara, odcień Ultra Black – ma poważną wadę: jest całkowicie niewodoodporny, ale to jedyna znana mi maskara, na którą ludzie reagują euforią i pytaniami: „Co to?!”. Jeżeli robię lekki makijaż dzienny, nie potrzebuję aż tak intensywnie zaznaczonych rzęs i wtedy stawiam na mniej pogrubiające, ale lepiej wyczesujące tusze, jednak przy mocniej zrobionym oku nie wyobrażam sobie użyć czegoś innego. PS Fotki w recenzji w ogóle nie oddają pięknego efektu. Zapytajcie Luizę, jak ten tusz działa naprawdę!

10. Philosophy – Divine Volumizing – tusz idealny, ale nie ma o czym gadać, bo już wycofany. Zużywam przedostatnie schomikowane opakowanie.

11. Hean – Giga Shock XXL Volume – właściwie już powinien leżeć w koszu, ale jeszcze używam, bo wciąż ładnie maluje dolne rzęsy. Jest suchy, ale nie wysuszony, nie skleja, lubimy się, choć nie jest bez wad.

12. Benefit – Gimme Brow w odcieniu light/medium – nie ma prostszego i szybszego sposobu na skuteczne podkreślenie i wyczesanie rzęs. Idealna, mikra szczoteczka, trwałość i dobry, chłodny odcień sprawiają, że to mój kosmetyk do brwi pierwszego wyboru. Dopiero kiedy mam czas i ochotę na jakieś większe brwiowe swawole, wyciągam z szuflady np. duo Catrice. Ach, to się może zmienić w najbliższym czasie, bo dzięki przyjaciółce z Kanady kilka dni temu w moje ręce wpadła Anastasia Beverly Hills!

13. NYX – róż w odcieniu Taupe – chyba nikt nie używa tego różu jako różu, bo to idealnie chłodny, matowy bronzer, świetny do konturowania bladych twarzy. Kupiłam go na wyprzedaży u Ani z bloga Po tej stronie lustra i jestem bardzo zadowolona z mojego nabytku. Nie jest to odcień dla wszystkich, bo jest tak chłodny, że może wydawać się szary. Pigmentacja średnia, więc zły dotyk nie boli.

14. Astor – Pure Color Perfect Blush w odcieniu 008 Brown Berry – jeśli chodzi o róże Astor, moje serce należy do kolegi z tej samej serii: 006 Golden Sand. Udało mi się nawet rozkochać w nim wakacyjną Magdę. Golden Sand niestety został już wycofany ze sklepów (to nic, to nic, mam jeszcze trzy w zapasie), ale w sprzedaży wciąż dostępny jest odcień Brown Berry – urokliwy, jasny róż o satynowym wykończeniu. Okazało się, że bardzo ładnie komponuje się z moją bladą, zimową cerą, a jego wykończenie (bez brokatu, piękna tafla) pozwala pominąć etap rozświetlania kości policzkowych.

15. Catrice – Bouncy Eyeshadow w odcieniu C01 Strike A Rose – cień w kremie z limitki Sense Of Simplicity u mnie występuje wyłącznie w roli kremowego rozświetlacza. Jest chłodny i daje efekt idealnej tafli bez wściekłych brokatowych drobinek. Rzadko go używam, bo połysk od różu Astor plus moje naturalne pokłady smalcowego blasku w zupełności wystarczają, ale od czasu do czasu pozwalam sobie na pełen odlot (np. gdy wyjmę z kosmetycznego magazynu matowy róż). Moim zdaniem ten cień Catrice to kremowy rozświetlacz idealny. Jeżeli zobaczycie go jeszcze gdzieś w sprzedaży (limitka weszła latem, więc jest spora szansa, że zalega w odpadach w Naturze), bierzcie koniecznie.

16. MAC – Patentpolish Lip Pencil w odcieniu Spontaneous – uwielbiam te kredki do ust! Mają mokre wykończenie i dzięki temu chronią przed wiatrem i, od biedy, nawet mrozem. Odcień Spontaneous idealnie komponuje się z moim chłodnym zimowym makijażem.

17. MAC – Satin Lipstick, odcień Faux – to równie chłodny jak reszta, półmatowy beż, który do opalonej twarzy nie bardzo pasuje, ale na teraz wydaje się akurat. Przy mocniejszym oku mile widziany. Nie polecam kobietom dojrzałym i właścicielkom suchych skórek, bo mam wrażenie, że podkreśla zmarszczki wokół ust i ogólnie postarza. Królewny Śnieżki powinny być zachwycone.

18. Golden Rose – Velvet Matte nr 12 – tyle już o tych pomadkach napisano na blogach, że nie będę się rozwodzić. Dwunastka to piękny, brudny, ciemny róż, który na mnie prezentuje się jako bardzo intensywny odcień. Dodaje pewności siebie i pozwala cieszyć się kolorem przez pół dnia, mimo picia, jedzenia i gadania. Niemożliwe, że kosztuje tylko 12 złotych. Jedyna wada: wysusza usta, dlatego nie używam jej zbyt często.

To już wszystko. Pokażcie swoje zimowe kosmetyczki! Jeżeli blogujecie i wrzucałyście już tego typu wpis u siebie, koniecznie zostawcie link w komentarzu.

31 komentarzy:

  1. Moja zimowa kosmetyczka nie jest nawet warta wyciągania aparatu: SPF 50 + podkład mineralny AM, matujący, odcień Sunny Cream.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak jesteś ładna z natury, to nic dziwnego ;)

      Usuń
    2. To by było zbyt piękne :D Po prostu łuszczę się jak łuszczyk, komplemenciaro, zaatakowałam bowiem twarz atredermem i makijaż by odpadał kawałkami. Nieopłacalna robota.

      Usuń
  2. Fajna gromadka, w praktyce znam tylko maskarę Sephora i kredkę GR, mam ten sam odcień :) Lubię obydwa :)
    MAC zamierzam "odkryć" w tym roku, takie tam makijażowe plany :) Na Basic Naked czaiłam się kilka miesięcy temu, ale brak zdecydowania którą wybrać - 1 czy 2 - ostatecznie nie nabyłam żadnej :)
    Podoba mi się taki wpis, w planach mam aktualną pielęgnacją twarzy, ale kto wie? może pokuszę się o "prezentację" kolorówki :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, fajnie, że Tobie też pasuje maskara Sephory! wiele osób się jej boi :)
      MAC-a naprawdę polecam wypróbować, zacznij od polecanych wszędzie pewniaków i zobaczysz, czy to coś dla Ciebie.

      Co do UD, do mnie od razu przemówiła dwójka, właśnie z powodu chłodnych, delikatnych odcieni. Takich mocniejszych mam w zbiorach więcej, a prawdziwego nude jakoś zawsze za mało...

      Usuń
  3. ciekawy zestawik i wcale nie wygląda jakby Ci się nie chciało ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mnie się tylko nie chce... wybierać :D

      Usuń
  4. Ja w 2015 roku zrobiłam wielki zwrot w kierunku makijażu naturalnego i mineralnego.
    Ale ta paletka bardzo mnie kusi!

    OdpowiedzUsuń
  5. całkiem pokaźny zestawik jak na leniwy makijaż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko lenistwo związane z dokonywaniem wyborów i kreowaniem nowych makijaży ;)

      Usuń
  6. ja też kocham sephorowe kredki! są idealne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! muszę odgrzebać moją jumbo w odcieniu khaki, został mi jeszcze obrzynek, a śliczna jest <3

      Usuń
  7. Nie znam żadnego z tych produktów. U mnie praktycznie przez ostatni rok powtarzają się te same produkty. Czasami tylko lekko modyfikuję swój makijaż. Stawiam na delikatne maty, lekkie rozświetlenie i nudziakowe usta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to znalazłabyś w moim zbiorze sporo ciekawych rzeczy dla siebie :)

      Usuń
  8. Fajna gromadka. W swoich zbiorach również miałam Blot Powder ale niestety u mnie nie spisał się na 5. Na pomadkę Faux czaję się od jakiegoś czasu i koniecznie muszę ją zobaczyć na żywo aby podjąć ostateczną decyzję:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, obejrzyj, bo to nie jest idealny odcień dla każdego. U mnie potrafi wyglądać lepiej lub gorzej w zależności od tego, jakiego podkładu użyję.

      Usuń
  9. Przysięgam Wam na wszystkie możliwe świętości, że jak Agatka ma na sobie ten sephorowy tusz, to ja muszę usiąść na jej widok. Robi cuda z rzęsami, są gęste, wielkie, puszyste i jak na mój gust zupełnie niesklejone, ale jak wiemy, Agatka lubi się czepiać szczegółów i czasami narzeka, że "o tu się skleiło". A gówno tam.

    Wiadomo, że jak masz Anastasię, to walić to, ale gorąco polecam Brow Artist z L'Oreal. Moim zdaniem efekt jest łudząco podobny, jeśli nie identyczny, do Gimme Brow, a jednak zaoszczędzić nieco można. (I kupić za oszczędności uzbierane podkład Gerlę.)

    No chyba nie polecasz mi Faux.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D no dobra, może nie siadaj.
      Brow Artist kupię w końcu kiedyś. pewnie jak mi się Gimme Brow skończy.

      Faux dla Ciebie? piękna katastrofa :)

      Usuń
  10. Świetny post! Czytało mi się bardzo przyjemnie i z taką ciekawością :D i chyba przekonałaś mnie do zakupu maskary Sephora. W sumie to miniaturkę już mam, ale sama też tak reaguję na moje rzęsy jak inni na Twoje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Karolino! Maskara Sephora to niełatwy zawodnik, ale jak się znajdzie na niego sposób, jest pięknie :))

      Usuń
  11. Gdy chciałam kupić słynnego NYXa w odcieniu Taupe, to oczywiście był niedostępny, a teraz, gdy jest dostępny, to już mnie nie kusi :P Ot, bycie kobietą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i dobrze, kasa zaoszczędzona :). podobny odcień mają bronzery KOBO :) Tak tylko mówię... ;P

      Usuń
  12. Też ostatnio kupiłam ten podkład z Guerlain i jestem nim oczarowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo porządny, fakt, ale u mnie lepiej się sprawdzał Tenue de Perfection. Gdyby tylko nie ciemniał...

      Usuń
  13. paletka basic mnie kusi, ale jeszcze nie wiem na którą wersję się zdecyduję; 1 czy 2:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej pomacać w Sephorze, wybór trudny, chociaż ja od razu wiedziałam, że chcę chłodną dwójkę, bo po prostu taka była mi potrzebna.

      Usuń
  14. Matko ile kosmetyków! Jeśli ja się umaluję to jedynie krem CC lub BB i do tego tusz, tyle :P

    OdpowiedzUsuń
  15. ja nabylam parure de lumiere na truskawce ale grzecznie czeka w zapasach. Jak mi sie nie chce to nakładam albo nic albo krem bb mishha :) i w sumie tyle. Jestem wiekszym leniem od Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też z Truskawki mam mój egzemplarz! Wiesz, od piątku nie da się z mojego laptopa wejść na ich stronę, podobno za dużo przekierowań. Ciekawe, czy u wszystkich taki problem, czy tylko na moim macu :(

      A moje lenistwo dotyczyło tylko wyboru kosmetyków i wymyślania nowych makijaży, a nie malowania samego w sobie ;)

      Usuń