czwartek, 22 października 2015

Yves Rocher – Les Plaisirs Nature – Avoine Agriculture Bio Organic Oats, czyli mydlany balsam w rozkosznym słoju

Ten śliczny, wekowany słoik ze zdjęcia poniżej niedawno opustoszał, dlatego czas podzielić się wrażeniami. Myślami jestem już z Wami na konferencji Meet Beauty, więc nie jest łatwo skupić się na blogowej robocie właściwej. Dziś będzie krótko i na temat, a Wy piszcie, kto się pojawi w sobotę w Warszawie :).


Balsam Yves Rocher z serii Les Plaisirs Nature to w istocie krem do ciała, który jest jednocześnie lekki i treściwy, o ile takie połączenie ma jakikolwiek sens. Skład jest o połowę za długi, by zasługiwać na miano naturalnego i eko, ale lista składników jakoś nie kłuje mnie po oczach i Was też nie powinna – pod warunkiem, że akceptujecie parabenowe konserwanty czy substancje podnoszące wartość użytkową kosmetyku (emolienty suche i tłuste). 

Na naszą skórę aktywnie działają: wyciąg z owsa z upraw ekologicznych (to ten fragment ekoukładanki, który producent tak aktywnie promuje), masło shea (też wersja eko), olejek ze słodkich migdałów, olej z awokado, żel z aloesu (eko, bio & gangsta) i roślinna gliceryna. Podoba mi się ten zestaw i mojej skórze też się spodobał, szkoda tylko, że... no właśnie. 


Producent na stronie nęci klientów „subtelnym i kojącym zapachem”. Muszę przyznać, że to sformułowanie ma tyle wspólnego z prawdą, co książki do historii sprzed '89. Prawdziwe jest to, że krem MA ZAPACH, ale do subtelnych i kojących na pewno bym go nie zaliczyła. Poznałam go już w żelu pod prysznic z tej serii i stwierdzam, że krem ma mniejszy zapachowy wypierd od myjącego kolegi. Nie zmienia to jednak faktu, że mydliny ukryte w tym urodziwym słoju psują mi bardzo przyjemność użytkowania, bo jest ich za dużo i są za mdłe (mdłoliny?). Zapach z worka o nazwie „toaletowe” mógłby się obronić, ale w tym jest jakaś niemiła nuta. Trochę mnie to zdziwiło, bo Yves Rocher słynie z pięknych aromatów i świetnych perfum. No nie wiem, może mój nos histeryzuje, ale z pewnością warto Was uprzedzić, że zapach jest wyraźny i może się nie podobać. 


Poza tym balsam/krem (niepotrzebne skreślić) przyjemnie rozprowadza się po skórze, jest lekki, szybko się wchłania, nie bieli, a jednocześnie nie można nazwać go dyskretnym, bo zostawia wyczuwalną warstwę okluzyjną, popularnie zwaną filmem. Mnie ona zupełnie nie przeszkadza, bo ani nie jest tłusta, ani klejąca, ale jeśli lubicie lekkie kosmetyki, które nie pozostawiają po sobie śladu, to ten produkt Wam się nie spodoba. Poziom nawilżenia w okresie wakacyjnym i wczesną jesienią był satysfakcjonujący, ale cieszę się, że krem się skończył, bo w sezonie grzewczym wolę cięższych zawodników.

Wydajność przeciętna, a wek tak naprawdę upierdliwy i pewnie gdyby nie jego uroda, nie chciałoby mi się grzebać w tym słoiku. Aha, właśnie, opakowanie jest z plastiku. Zapomniałam o tym wspomnieć, a może ma to znaczenie dla kogoś, kto planuje go potem użyć na przykład do przechowywania własnoręcznie przygotowanej konfitury z truskawek.

Chętnie wypróbuję wiosną i latem inne weki od Yves Rocher, a tymczasem z kremową owsianką żegnam się bez żalu.

Pojemność: 200 ml
Cena: 39,90 zł
Ocena: 4/6

14 komentarzy:

  1. Ten słoik mi się podoba, ale jakoś nie na balsam do ciała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co byś tam trzymała, nutellę? :D

      Usuń
    2. ja własnoręcznie skubane kwiatki lawendy na przykład :>

      Usuń
  2. Zapach faktycznie czasem skutecznie potrafi odstraszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie jest jakiś dramat, te mydliny yvesrocherowe, ale firma ma w ofercie dużo innych, ładniejszych zapachów, więc szkoda, że wersja z owsem dostała taki mało sympatyczny.

      Usuń
  3. Eko, bio&gangsta sprawiło, że parsknęłam niekontrolowanym śmiechem. Yves Rocher pamiętam jak przez mgłę, moja mama używała ich kosmetyków wiele lat temu a ja żyję przeszłością i nadal rozpływam się nad ichnią waniliową wodą toaletową, której używałam jakoś tak na samym początku gimnazjum. Założę się, że teraz pewnie uznałabym ją za smrodka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Eko, bio&gangsta sprawiło, że parsknęłam niekontrolowanym śmiechem. Yves Rocher pamiętam jak przez mgłę, moja mama używała ich kosmetyków wiele lat temu a ja żyję przeszłością i nadal rozpływam się nad ichnią waniliową wodą toaletową, której używałam jakoś tak na samym początku gimnazjum. Założę się, że teraz pewnie uznałabym ją za smrodka.

    OdpowiedzUsuń
  5. mdłoliny <3
    nie znoszę mydlanych nut zapachowych...

    OdpowiedzUsuń
  6. Olej YR. Kup sobie nasze niedobitki z Body Farm. Fajne są, ale bardzo lekkie.
    A zaczęłaś ten balsam ode mnie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Słoik mi się bardzo podoba, ale póki co jestem twarda i denkuje zapasy, nic nowego nie może się pojawić w mojej łazience;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapachowy wypierd - i od razu obrzydziłam sobie całą serię o tym zapachu, hahaha. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Odkad sie przeprowadzilismy i nie zmienilam w YR adresu, nie przychodza do mnie ich kusicielskie ulotki:) nie byłam tam dawno:) tego produktu nie znam a słoczek mam podobny po balsamie cien i sprawdza sie swietnie do przechowywania herbaty:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, ze zapach tak kiepsko wypadl, ale trzeba przyznac, ze sloj prezentuje sie uroczo :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A wydaje się że to szkło :P Dawno już nie odwiedzałam YR, może to i lepiej :P

    OdpowiedzUsuń