poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Czy mama byłaby zadowolona? Ziaja – Jaśmin w kremie pod oczy i na powieki 50+ [recenzja]

Ziaja nie jest moją ulubioną firmą. Była nią kiedyś, ale działo się to w epoce, w której moja wiedza kosmetyczna była porównywalna z wiedzą na temat zjawiska dyfrakcji i interferencji dla cząstek z niezerową masą spoczynkową (w tym miejscu pragnę pozdrowić wszystkich fizyków kwantowych, jesteście niemożliwi). Lubiłam Ziaję za łatwą dostępność, przystępne ceny i zupełnie nie przeszkadzały mi nieciekawe składy (okej, nawet nie próbowałam ich czytać) oraz przeciętne właściwości  pielęgnacyjne poszczególnych kosmetyków*.

W blogerskich czasach rzadko spoglądam na półkę z Ziają. Kusi mnie tyle innych firm, że rodzima marka w naturalny sposób została wykopana z towarzystwa. Ominęło mnie nawet szaleństwo na czyściki z wyciągiem z liści manuka, co do dziś wydaje mi się dziwne, bo przecież połowa blogosfery o tym huczała. Jedyne, co w ostatnim czasie mnie zainteresowało, to „Jaśmin w kremie” – krem pod oczy i na powieki dla gorących pluspięćdziesiątek, chwalony przez dwie miłe mi osoby: Magdę i Ewę. Ja na szczęście jestem jeszcze daleką minuspięćdziesiątką, podobnie jak wspomniane dziewczęta, ale ten, kto choć przez chwilę zadumał się nad tematem, wie, że kremy dla starszaków często mają dużo fajniejsze właściwości niż lekkie, niczemu niesłużące kremy dla małolat. 


Jaśmin w kremie Ziai trafił do mnie w świątecznej przesyłce od wspomnianej Magdy. Ucieszyłam się ogromnie (cała paczka była mega!), bo akurat kończył mi się krem Kiehl'sa i (wiem, trudno w to uwierzyć) nie miałam nic innego w zapasach.

Producent obiecuje wiele: liporegenerację, nawilżenie, poprawienie gęstości skóry, spłycenie istniejących zmarszczek i ograniczenie powstawania nowych, a do tego wyrównanie kolorytu. I to wszystko ma zadziałać na panie w średnim wieku i na te w podeszłym także. Z tego prosty wniosek, że na stosunkowo mało zdezelowanej skórze trzydziestolatki efekty powinny być świetne. Łatwizna, Ziajo, prawda?


Krem jest bezzapachowy i ma odpowiednią konsystencję – nie jest zbyt gęsty, ale też nie spływa. Dobrze się aplikuje, a to, co mnie mile zaskoczyło, to obiecana na pudełku „aktywność tonująco-korygująca”. Brzmi intrygująco, ale w praktyce działa to w najzwyklejszy sposób świata: krem nie jest biały, tylko beżowy, a po delikatnym rozsmarowaniu pozostawia na skórze ledwo widoczną, beżową powłokę, która w niewielkim, ale zauważalnym stopniu maskuje cienie pod oczami i drobne zaróżowienia. Doceniam ten fakt w przymusowych dniach bez tapety, ale na co dzień też nie ma co narzekać – to dobra baza pod korektor, szczególnie jeśli postawimy na mniejsze krycie i większe rozświetlenie.

Wreszcie dochodzimy do najważniejszej części, czyli działania na skórę. No cóż, mojej nie jest źle po tym kremie, ale nie zamierzam odpalać fajerwerków na jego cześć. Zarówno drogi Kiehl's, jak i jeszcze droższy Bobbi Brown nawilżają lepiej. Okej, wiadomo, kosztują nieporównywalnie więcej. Ziaja nie podrażnia, nałożona na noc grubą warstwą utrzymuje skórę w niezłej kondycji, ale nawilża tylko przeciętnie. Dużo lepsze efekty (również w kwestii liporegeneracji) daje czysty olej z awokado. Jaśmin aplikowany na dzień pod makijaż sprawia tylko, że korektor trzyma się lepiej, niżby to robił na suchej, niezapodkładowanej skórze. Trochę mało.

Nie zauważyłam spłycenia moich niewielkich zmarszczek pod oczami, nie zostałam oszołomiona jakością tego kosmetyku. Mam wrażenie, że krem jest zbyt mało treściwy, by mógł skutecznie dbać o delikatną skórę pod oczami – szczególnie tę po pięćdziesiątce. Nie poleciłabym go mamie, ani tym bardziej babci, a jedyna grupa użytkowniczek, która mogłaby być prawdziwie zadowolona, to według mnie całkiem młode dziewczyny, używające kremu pod oczy w ramach prewencji.

Jaśmin jest tani, niezły, a do tego bardzo wydajny, ale na pewno nie nadaje się dla grupy wiekowej wskazanej na opakowaniu. Ja nazwałabym go „Jaśminową bazą” i sprzedawała jako krem CC pod oczy. Może to jest jakiś pomysł? 

Pojemność: 15 ml
Cena: ok. 12 zł
Ocena: 3/6


*Co ciekawe, używałam wtedy regularnie dwóch kosmetyków, które teraz wydają mi się słabe: jednofazowego płynu do demakijażu (umiarkowanie skuteczny, podrażnia!) i żelu do higieny intymnej, który miał piękny konwaliowy zapach, ale mam wrażenie, że bardzo przeszkadzał mi w walce z pewną wkurzającą, uporczywą dolegliwością...

25 komentarzy:

  1. Zupełnie nie rozumiem po co kierować tego rodzaju krem do 50+? I zgodzę się z Tobą, że powinnyśmy dobierać krem do potrzeb swojej skóry, a nie kierować się kategoriami typu, 20, 30, 50+ bo to w praktyce zwyczajnie nie działa :) Nigdy nie miałam żadnego kremu pod oczy Ziaja... i jakoś nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby go sobie sprawić :) a na liściach manuka zwyczajnie się przejechałam - seria niewiemdlakogo!!! moim zdaniem problematyczne cery powinny wręcz jej unikać, a jeśli bardzo pragną Ziaji, to lepiej kupić coś z serii med, np. żel i tonik ziaja med do skóry tłustej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja patrzę na pozycjonowanie wiekowe producentów i wyciągam zwykle takie same wnioski: o, krem dla 50+, trzeba obejrzeć skład, bo może być dobry!; o, krem dla 20-25-latek – czyli słabiutki, nie dla mnie (zresztą ja już po trzydziestce ;)).

      Ojej, dobrze, że mnie odwodzisz od tych liści manuka (w ogóle czy ktokolwiek słyszał o nich w pielęgnacji??? jakby były takie świetne, toby inni producenci też się nimi chwalili!), bo po napisaniu tego tekstu jakoś zaczęłam krążyć myślami wokół tych manuków hyhy

      Usuń
  2. Moja teściowa go używa od lat i powiem Ci, że się jeszcze nie sypie mimo wieku... ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. No to klops. Mój ukochany Iwostin w roll-onie powoli się kończy, jest wycofany z produkcji, nie mam nic pod te swoje wielkie gały. Co robić, jak żyć, co kupić, AGATO URATUJ MNIE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pod oczy pokochalam idealie od Vichy - chociaz sklad ma, jaki ma - i jestem zachwycona jak na razie. Ale żadna ze mnie Agata, słuchaj sie jej bardziej niz mnie, ja ostatnio zaniedbywalam okolice okolooczne haniebnie i tak naprawde nivea soft pewnie tez by mnie zachwyciła.

      Usuń
    2. a co Ci jest potrzebne, Luizeńko najdroższa? olej z awokado odżywi Ci okolicę pod gałami tak, że się zesikasz, a jeśli pragniesz czegoś drogiego jak Ty, ma Jedyna, to kup se w Kiehl'sie krem z awokado. Będę niedługo testować serum pod oczy w kapsułkach (GAL), ciekawe, jak to się będzie sprawdzać. tylko muszę je powyciskać i przelać do jednego opakowania, bo po cholerę mi wielka kapsułka na drobne poduszki pod oczami. głupio wymyślili.

      Zuzanno, a czemu Idealia taka doskonała? co robi? rozświetla czy tylko dobrze nawilża? czy napina może?

      Usuń
    3. Tylko drogie, by zadowolić mój wewnętrzny snobizm. Ale w Kiehl'sie trzeba grzebać paluchem, co nie? Wymyśliłam sobie Uriage na razie, o ten:
      http://bezrecepty.doz.pl/produkty/p57492-Uriage_Aquaprecis_zel_intensywnie_nawilzajacy_pod_oczy_15_ml
      (Niezłą mają na DOZ przebitkę cen.)
      Choć wolałabym krem niż żel. No i co ja biedna zrobię?

      Vichy jest u mnie skreślone. Poza antyperspirantem. Z zieloną zakrętką.

      Usuń
  4. też nie byłam z niego zadowolona;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a czy ja dobrze pamiętam, żeś młoda? szkoda, że i u Ciebie bez rewelacji

      Usuń
  5. silikon tak wysoko w skladzie to nie dla mnie :) a seria manuka tez mnie ominęła - nawet przez chwilę nie planowałam jej w zakupach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. silikon pod oczami? przecież to nic strasznego :D
      ja nie mówię nie, ale oczywiście wolałabym, żeby krem wygładzał swymi naturalnymi mocami, a nie tak na łatwiznę.

      Usuń
  6. Moja mama była z tego kremu zadowolona. Ja też mam w planach go przetestować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawa jestem, jak się u Ciebie sprawdzi, daj znać na blogu :)

      Usuń
  7. Też nie miałam serii manuka, jakoś z Ziają mi nie po drodze i po Twojej recenzji tylko utwierdzam się w tym przekonaniu. Tak mi się wydaje, że już za stara jestem na niewiele-robiące kosmetyki.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurde, czyli już jednak stare jesteśmy obie, co? DAMN, czas na wampirzy lifting, moja droga! :P

      Usuń
  8. Jestem po dwudziestce, ale też nie byłam zadowolona. Na mojej skórze ten krem nic nie robił, oczekiwałam nawilżenia, a miałam uczucie, że równie dobrze mogłabym nie kłaść pod oczy nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm, u mnie aż tak źle nie było, ale – jak widać – do szczęścia daleko.

      Usuń
  9. miałam jakiś ich inny krem pod oczy i też był przeciętny :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie to już nawet zbrzydły dawno temu ich wielkie żele pod prysznic za kilka złotych – kiedyś lubiłam kakaowy, a teraz mi się wydaje duszący.

      Usuń
  10. ja go nawet lubię, ale pewnie dlategpo, że rzadko po niego sięgam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ahhh, ziaja, mokry sen początkujących kobiet. Potrafiłam z uporem maniaka używać ich kremów nawet jak mi robiły kaszę na brodzie - bo tak. Ich kremy pod oczy są (a jak nie, to powinny być) legendarnie nijakie. ALE żele pod prysznic są ok (lubię tę "orientalną" serię w jasnych butlach), a moja twarz z bliżej nieznanych przyczyn upatrzyła sobie krem pt. Bio Olej Arganowy, czy coś, jako kojący kocyk zimą (wysuszona ogrzewanirm chłepce go jak gąbka). I seria Ulga pomogła, chociaż jak czytam teraz skład, to wydaje mi się, że siłą woli chyba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jeszcze dwufazowy płyn do demakijażu jest zaskakująco przyzwoity (choć podwójna warstwa tuszu do rzęs wymagała kilku podejść).

      Usuń
    2. Opisałaś moją historię z Ziają, jest naprawdę taka sama. Tego kremu z arganem nie znam, on już chyba z nowej ery (sądząc po tym, że olej arganowy jest w modzie dopiero od kilku sezonów). Dwufazówkę akurat wspominam miło, choć tak dawno jej używałam, że już naprawdę nie mam pojęcia, jak się ma jej jakość np. do mojego ulubionego Pur Bleueta z Yves Rocher.

      Usuń
    3. Tak, tak, argan mi służy od zimy lub dwóch. Jest tłuściutki i np. jak stare biuro ogrzewaliśmy klimą (!) i grzejniczkami na prąd (suuuucho), a potem wychodziłam na mróz (ziiimno), a później wsiadałam do nagrzanego autobusu (goroąąąco), to ostatecznie w umiarkowanym klimacie domu płakałam nad płonącymi policzkami, którym (jestem pewna) pękły wtedy wszystkie (wcale nie) możliwe naczynka. I wtedy właśnie ów dziwny krem dawał skórze buzi. A później seria Ulga (lepiej, niż Tołpa, Tołpa to była jakaś poracha).

      Dwufazówka mogłaby być bardziej wydajna, ale ja wymagam od takich rzeczy dużo, bo na codzień zmywam tapetę dwoma kroplami oleju, więc się rozbestwiłam.

      Usuń