czwartek, 9 lipca 2015

Projekt denko, odc. 27

Zużyte opakowania po kosmetykach fruną do kosza niczym zgniłe, jesienne liście na szyby samochodów. Lub gołębia kupa na karoserię. Lecą niespiesznie, lecz nieuchronnie. Żegnajcie. Papa. Miłego dnia. Dziś transparent pożegnalny trzymam dla:


Intra – Noci di Karitè – balsam do ciała – kupiłam go kiedyś w Hebe, ale długo musiał czekać na debiut. Gdy już nastąpiło uroczyste naciśnięcie pompki, okazało się, że ani to ładnie nie pachnie, ani nie oszałamia jakością. 98%, które wali Wam po oczach z etykiety, nie dotyczy zawartości procentowej masła shea w balsamie, tylko tego, jak wiele jest natury w ciemnobrązowej, plastikowej butelce. Skład faktycznie przyzwoity, ale działanie tylko poprawne. Nawilża, ale zostawia wyczuwalną warstwę ochronną, a do tego nie umila nam życia zapachem. Nie dla mnie on.

Balea – balsam o zapachu figi i czekoladowego tortu – jeśli lubicie zapach kakaowego kremu do ciała marki Isana (który – nawiasem mówiąc – nawilża przecudownie!), balsam Balei zwali Was z nóg. A nie, już nie zwali, bo to była moja skitrana gdzieś w rogu szafki tuba z pradawnej limitowanej edycji. Jak ja nie znoszę limitowanych edycji kosmetyków pielęgnacyjnych. W tym miesiącu balsam stracił ważność, a ja zdążyłam go zużyć w ostatniej chwili. Zrobiłam to z wielką przyjemnością, bo aromat był wyjątkowy (to taka dużo przyjemniejsza, łagodniejsza i bardziej wysmakowana wersja Isany), ale cóż z tego, skoro było, minęło i nie wróci?

I Love... Raspberry & Blackberry – krem do rąk – bardzo lubiłam jego malinowy, nieco sztuczny zapach, a parafina służyła moim dłoniom, mimo że teraz jest moda na to, by jej nie lubić w każdych okolicznościach. Mnie było miło poznać, choć nie zamierzam wracać, a polska cena (19,90 zł w Douglasie online) też nie bardzo zachęca. /recenzja/

Auriga – Flavo-C Forte – serum z witaminą C (15%) – to witamina tak bardzo ce, że już przy odrobinę podrażnionej cerze potrafi obszczypać i sprawić użytkownikowi jawną przykrość. Poza tym jednym mankamentem ma same zalety: napina, lekko rozjaśnia plamy barwnikowe i podobno wzmacnia naczynka (to ostatnie u mnie nie do zweryfikowania). Ogólnie mówiąc: poprawia strukturę skóry, a więc i odbudowuje, i wojuje ze zmarszczkami. Efekty są wyraźne i jestem absolutnie przekonana, że warto lać sobie ten (za) rzadki płyn na gębę. Jedyną niedogodnością może się okazać niemiły zapach, ale mnie on ani trochę nie drażni. /recenzja wersji 8%/

Coryse Salomé – Competence Anti-Age Firming Throat Cream – z serii: czego to ludzie nie wymyślą, czyli krem do szyi. To mój pierwszy i na razie jedyny eksperyment tego typu. Pisałam o nim tutaj: klik. Wygląda na to, że faktycznie robi dobrze szyi i bruzdom na niej (to znaczy im w zasadzie robi źle). Przy pierwszym opakowaniu wcierałam regularnie i widziałam różnicę. Niestety, przy drugim mój zapał zakryty kupką słomy sfajczył się do cna. Wcierałam krem raz na kilka dni lub tygodni, więc całkiem bez sensu. Tymczasowo porzucam projekt odrestaurowywania szyi. Smarować w trybie „jak mi się przypomni” mogę ją czymkolwiek, co mi wpadnie w ręce.


Garnier – Essentials – Odświeżający płyn do demakijażu oczu – przeznaczony do skóry normalnej i mieszanej, ale jakie to ma znaczenie w kontekście delikatnej skóry wokół oczu? Producentów jak zwykle poniosła fantazja, musieli dopasować kolor butelki do istniejącej już serii i tak właśnie to wyszło. Sam płyn zmywa dość dobrze, ale znika z butelki, zanim zdążycie się zastanowić, czy na pewno kupiliście ją pełną. Lubię tę serię, tonik też jest bardzo spoko /recenzja toniku/

Yves Rocher – Pure System – Pore Minimizer – oczyszczający tonik do twarzy, choć bardziej pasowałoby do niego słowo „szczający”, bo obszczywa skórę swym galaretowatym, pełnym alkoholu jestestwem, co daje nam tyle, że nasza twarz śmierdzi i wcale nie jest czysta. Do dupy to, mówię Wam. /minirecenzja/

Balea – Augen Make-up Entferner – płyn do demakijażu oczu z DM-u kupiłam na jednym z krótkich wyjazdów, na który zabrałam tonę kolorówki „bo może się przyda”, a zapomniałam wrzucić do walizki czegoś, co tapety z gęby skutecznie się pozbędzie. „Bo może się przyda” też nie wypaliło – z tego co pamiętam, zamiast wystylizować się na gorącą kotkę i ruszyć z mężem w miasto o północy, wskoczyłam w kraciaste portki od piżamy i zaległam w hotelowym łożu w celach zupełnie nieerotycznych. Na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że na zewnątrz było zimno i ohydnie, ale i tak mi trochę głupio. Matka na baletach, dobre sobie. Zapominalscy muszą odbyć srogą karę, a moja polegała na tym, że płyn marki własnej DM-u zmywał makijaż opornie i jeszcze do tego potrafił obszczypać i tak już podrażnione bezskutecznym pocieraniem oczy. Nie planuję powrotu.

EDIT: chodzi o płyn jednofazowy, dwufazówka sprawdza się lepiej.

Shiseido – Benefiance – czy to tonik, czy inszy koszmar, nie mam pojęcia, ale ja już nie zamierzam go więcej dotykać. Był w jakimś kosmetycznym boksie (przestałam subskrybować, co za ulga) i cieszę się, że mogłam go przetestować, bo może kiedyś do głowy przyszłoby mi coś tak głupiego, jak kupienie tego czegoś w pełnym wymiarze za 166 zł/150 ml. Alkoholowa, klejąca i śmierdząca babcinym pudrem słabizna. Zużyłam z obrzydzeniem, mając nadzieję, że może długofalowo coś da mojej skórze.

Bioderma – Sensibio H2O – kategorię płynów do gęby ratuje jak zwykle niezawodna różowa Bioderma. Jest gorzka, ale poza tym to królowa demakijażu. Zamierzam ją zdetronizować czymś świetnym i niegorzkim – testy trwają.


The Body Shop – Banana Shampoo – uwielbiam zapach tej serii. Szampon i odżywka pachną po prostu oszałamiająco, w ogóle niechemicznie (czego nie można powiedzieć o koledze Kallosie poniżej), to bardziej suszone niż świeże banany, ale aromat jest boski! Duet bananowy wielbię, nie zważając na to, że lepiej sprawdziłby się na grubszych, bardziej mięsistych włosach, bo moich nie odbija od nasady, a bardzo bym chciała, żeby to robił (mógłby też tańczyć lambadę i zapalać świeczki  w sypialni). Szampon TBS będę kupować, dopóki go nie wycofają (znając moje szczęście, to już niebawem, więc róbcie zapasy!), odżywkę pewnie też, bo jestem uzależniona od bananowych kosmetyków i słodyczy. Oba kosmetyki są dobre i wspaniale wygładzają włosy, a to już wystarczający powód do zakupów (niestety, nie widziałam tego duetu na przecenach ostatnimi czasy, ale 25 zł za butelkę to jeszcze nie majątek).

Kallos – Banana Shampoo – w słoiku po czymś z Organique przybyła do mnie duża odlewka szamponu Kallosa (dzięki, Martyna!). Zapach syntetycznego banana mimo wszystko mi się spodobał, a już najbardziej działanie: moje włosy dawno nie były takie miękkie, sypkie i miłe w dotyku. Odżywka z tej serii cienkie piórka już trochę obciąża, ale szampon? Mistrz. Niestety, moje kosmetyczne fatum niepokojąco wysyła sygnały, że coś jest nie tak: pokochałam szampon bananowy, a więc ze wszystkich sklepów natychmiast zniknął, wszędzie widzę tylko odżywki. Kilkanaście złotych za wielką flachę tego czegoś do włosów zdecydowanie jest warte grzechu. Jedyny minus to zbyt lejąca konsystencja. Kocham bananowe kosmetyki. I bananowe haagen-dazsy. 

Joanna – Naturia – szampon z pokrzywą i zieloną herbatą – kupiłam go, bo widziałam kiedyś u Anwen, że poleca Naturie jako dobre szampony oczyszczające. Stosowałam go więc raz na tydzień lub półtora, i tak nie mając pojęcia, co robię, bo na pielęgnacji włosów guzik się znam. Wam mogę powiedzieć, że szampon jest tani, ale niewydajny i że pachnie identycznie jak zielona Elizabeth Arden, co akurat uznaję za niesamowitość i duży plus. 

Farmona – Radical – Serum ziołowo-witaminowe do włosów zniszczonych i wypadających – nie mam pojęcia, czy coś robi, ale ładnie pachniało ziołami. To chyba była miniatura.


Balea – mydło w płynie Mleko & Miód – kolejne opakowanie uzupełniające. Gdy tylko mam okazję być w DM-ie, zabieram ze sobą któryś worek – mleko z miodem ma miły, niedrażniący zapach, ale przyjemna jest też wersja brzoskwiniowa i kokos z nektarynką. Mydło Balei nie wysusza dłoni i niewiele kosztuje, czyli same plusy.

Yves Rocher – Red Berries Smoothie – kremowy żel pod prysznic – taaaak, wypowiedziałam wojnę zapasom i wychodzą takie kwiatki. Ta wersja żelu YR to jedna z limitek, których już dawno nie ma w sprzedaży, a szkoda, bo – podobnie jak w przypadku Baleowego balsamu – zapach i właściwości mnie urzekły. No ale nieważne. 

Marion – Body Therapy – Żel peelingujący do ciała, wersja mleczko kokosowe – pachnie dość sztucznym, ale nie najgorszym kokosem, peelinguje nędznie, lepiej wybierzcie peelingi pod prysznic Joanny z serii Naturia. Polecam drobnoziarnistego grejpfruta i gruboziarnistą gorzką pomarańczę. Czarna porzeczka jest cienka jak dupa węża. 

Isana – żel pod prysznic Mleko & Miód – właściwości przeciętne, ale zapach mnie rozczarował, więc nie planuję powrotu. 


Porządki w kolorówce idą pełną parą. W tym miesiącu do kosza poleciały produkty nie tyle zużyte, co... przeżyte. I w dużej części niestety beznadziejnie słabe. Mamy tu więc m.in. najgorszy base coat świata, pomarańczową bazę pod cienie, gówniany tusz do rzęs i fajnie opakowaną próbkę za ciemnego podkładu. Wart grzechu był jedynie błyszczyk Essence w kolorze Big Night Out. PS Pamiętacie marmurki LeMax? Użyłam każdego po razie, a ten widoczny na zdjęciu zgęstniał i zmniejszył objętość o 1/3. Ach ten blogerski owczy pęd... ;)


Powoli rozprawiam się też z próbkami i jednorazowymi maseczkami, a w tym miesiącu właściwie wszystko, czego się dotknęłam, działało dobrze. Wśród tej gromady najbardziej zainteresował mnie krem Malinowy Zdrój do cery z niedoskonałościami – myślę, że za jakiś czas zdecyduję się na pełny wymiar. 

To chyba koniec, aż trudno uwierzyć.
Dziękuję, że byliście ze mną. Dobrej nocy/miłego dnia!

38 komentarzy:

  1. Od dłuższego czasu "przyjaźnię" się z marką Yves Rocher i zdumiewa mnie fakt, że wycofują hity...Spore denko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, nie tylko oni. właściwie jeśli coś naprawdę bardzo mi się spodoba, to każdy producent jest w stanie to wycofać :D

      Usuń
  2. Ja miałam Flavo o tym mniejszym stężeniu i było ok;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też miałam (jest recenzja na blogu) i też mi się podobało, ale forte lepiej działa ujędrniająco.

      Usuń
  3. Domyślam się że balsam Balea pachnie cudownie. Akurat mam ten produkt Isany, ale u mnie daje marne nawilżenie.
    Gratuluję udanych zużyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę u kogoś może marnie nawilżać to kakao?? jakim cudem? może zmienili skład, hmmm, on serio był wyjątkowy te dwa lata temu, kiedy go używałam

      Usuń
    2. Też mnie to zdziwiło bo na ogół jest wychwalany. Zwłaszcza, że wersję dostałam od Chrzestnej z Niemiec, a tak zazwyczaj te produkty są jeszcze lepszej jakości.

      Usuń
  4. Nie wiedzialam, że Douglas ma kosmetyki I love... w ofercie! :) Dziękuję za informację. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widziałam je tylko online, ale może źle patrzyłam ;)

      Usuń
  5. Mam identyczne odczucia co Ty na temat Shiseido :P A Kalloska bananowego uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham balsamy Balei, ale tak samo nienawidzę limitowanej sprzedaży. Człowiek się przyzwyczaja, rozkochuje w sobie, a tu nagle bach, sajonara...
    Kuźwa, ostatnio kupiłam coś do oczu małego z Garniera, ale nie pamiętam koloru (nie chce mi się ruszyć czterech liter do szafki z zapasami:]). Małe, bo małe, ale stwierdziłam, że jak ma się nie sprawdzić, to po co się meczyć z większym dziadem. Ale skoro działa, bo to super :D
    Mam odżywkę bananową, która dzielnie czeka na swoją kolej. W sobotę byłam przy okazji w TBS i dalej była w standardowej cenie.
    Mam jednego srebrnego Lemaxa i jest to dla mnie cudeńko, ale strasznie śmierdzi :P Ja też przy okazji denka wzięłam się za porządki kolorówkowe i powyrzucałam starocie. Myślę, że przy następnym denku przyjdzie trzecia i ostatnia część porządków, bo tym razem sentymenty wygrały :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam różne sentymenty kosmetyczne, ale walczę z tym. już mnie wkurza, że mam wszystkiego w nadmiarze, nie mogę się ze wszystkim ogarnąć i... psuje mi to przyjemność z nowych zakupów ;)

      Usuń
  7. Faktycznie, calkiem sporo produktom pokazalas transparent bye bye :D Widze w 'przezytych' kosmetykach juicy tube z lancome, hehe, ostatnio o niej pisalam i mimo ze klejuch to jest, to niezle u mnie nawliza usta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja go kiedyś kupiłam w trzypaku (!) na nocance czy gdzieś, w jakiejś super promocji, bo normalnie nie dałabym 90 zł za klejucha :) miałam wcześniej jakąś wersję brzoskwiniową z tej serii i uwielbiałam, ale to był prezent, więc inna historia. a tutaj miałam trzy do zużycia i jakoś nie chwyciło, przerzuciłam się w międzyczasie na mniej klejuchowate produkty ;)

      Usuń
  8. Bananowy duet z TBS kupię na pewno, do tej pory miałam tylko odżywkę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. mam nadzieję, że jednak upolujesz ten bananowy szampon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak mi się nie uda, na otarcie łez będzie The Body Shop <3 :)

      Usuń
  10. ja wlasnie koncze balsam balea o zapachu ananasa i mam juz go dosc :P szkoda ze nie mam dostepu do body shop stacjonarnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja ogólnie nie przepadam za ananasami w kosmetykach, zbyt mdłe, więc nie dziwię się, że mógł Ci obrzydnąć :)

      gdybyś chciała coś kupić w TBS, daj znać, mogę pośredniczyć

      Usuń
  11. Takie już nasze życie zakupo-kosmetykoholiczek ;) Obkupimy się, a po roku zaczynamy używać, jak już nieaktualne. Staram się z tym walczyć, ale kiepsko mi idzie. Nie spodziewałam się że Lemaxy są tak słabe, tyle było tego zachwytu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ostatecznie nawet efekt nie powalił – moje niezbyt piękne paznokcie średnio się prezentowały.

      Usuń
  12. Takie już nasze życie zakupo-kosmetykoholiczek ;) Obkupimy się, a po roku zaczynamy używać, jak już nieaktualne. Staram się z tym walczyć, ale kiepsko mi idzie. Nie spodziewałam się że Lemaxy są tak słabe, tyle było tego zachwytu...

    OdpowiedzUsuń
  13. jak zawsze spore denko :) i jak zawsze się super czyta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak zawsze dziękuję i cieszę się ogromnie :)

      Usuń
  14. HEJ! HALO HALO! Ta dwufazowa Balea to miłość mojego życia. Planuj powrót, w takim sensie, że przekitrasz ze dwie butelki przez granicę specjalnie dla mnie. Jest przeboska!

    Gdyby coś miało Ci tańczyć lambadę w łazience, chyba zeszłabyś na zawał, kochanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, nie uściśliłam, to jest ta jednofazowa Balea. i ona jest słaba. dwufazowej używam teraz i nawet daje radę.

      Usuń
    2. Wiesz, w jakim stanie umysłu jestem. Wybaczże mnie.

      Usuń
  15. Denko na 6! Ach te zapasy kosmetyczne, kiedy już widać ich koniec, to nagle jak piorun z nieba okazuje się, że ślą Ci czy się to podoba czy nie... I weź tu człowieku kup sobie coś, co chcesz - ot, blogerskie dylematy.
    Nie mam dostępu do Balea, ale jak wpadnę w końcu za oddaloną od Wa-wy granicę, to obkupię się jaktalala ;) kiedy widzę na bazarze, że sprzedają te żelki i balsamy po 20-25zł, to niech sami tym smarują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ładnie, nie wiedziałam, że tak sobie rodacy chcą dorobić. na bogato. zdecydowanie warto ruszyć tyłek do DM-u ;)

      Usuń
  16. Z Twoich zużyć miałam tylko Biodermę i ten tonik z Shiseido, za pierwszym tak średnio przepadam, to znaczy jest ok, ale dla mnie działa tak samo,jak płyn z Garniera, za to ten tonik to była rewelacja, ale używałam z całą serią, wtedy miałam skórę jak marzenie dosłownie, wrócę do całej serii na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm, może to Shiseido z całą serią faktycznie ma jakiś sens, ale pewnie i tak wybrałabym inny tonik do reszty ich pielęgnacji :)

      Usuń
  17. Z zapachem kakaowego kremu Isany się nie lubię, ale bananowe debodyszopy, omamo <3 Ostatnio w złotych tarasach widziałam chyba przecenione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też niespecjalnie zachwycam się tym zapachem, właściwie to nawet jest mocno średni i bywa męczący, ale Balea akurat miała wszystko co najlepsze w Isanie, do tego była łagodniejsza dla nosa. cóż, to i tak już bez znaczenia.

      banany przecenione??? no way! PĘDZĘ!

      Usuń
    2. Tak mi się wydawało, chyba że to było myślenie życzeniowe. Aaaale weź pod uwagę, że od kilku dni nie wychodzę z domu, tylko smarkam w kołdrę.

      Usuń