niedziela, 28 czerwca 2015

Sephora – Outrageous Curl Dramatic Volume And Curve Mascara [recenzja]

Jeszcze do jutra w Sephorze obowiązuje promocja 2+1 (kupujecie dwa produkty Sephory, a trzeci jest za złotówkę), a do dziś do północy właścicielki karty Sephora Black mogą robić zakupy z 20-procentowym rabatem, dlatego spieszę do Was z recenzją tuszu do rzęs, który wzbudza spore emocje – zarówno u mnie o 8 rano, jak i u osób, które oglądają efekt końcowy. 


Tusz dostałam w prezencie od Mamy, która nie przestaje przynosić mi kosmetyków, mimo że wie, że te, które już posiadam, można liczyć w kilogramach. A ja, mimo że mam te kilogramy w szufladach, nie przestaję się cieszyć z kolejnych gramów. Szaleństwo. Nic nie poradzę. Tusz Outrageous Curl i tak zamierzałam wypróbować, a przed zakupem powstrzymywało mnie tylko... zgadnijcie, co. Gramy. Kilogramy. 


Zaraz po otwarciu opakowania trochę zmartwiła mnie konsystencja. Tusz jest bardzo mokry, a to – jak wiemy – oznacza kłopoty. Ze sklejaniem. Z odbijaniem. Ze wszystkim. Szczotka jest silikonowa, mała i z bardzo krótkimi włoskami (wypustkami?), co ma pewne zalety, ale nie ułatwia pracy z mokrym tuszem. Postanowiłam dać mu jednak szansę zarówno zaraz po otwarciu, jak i po kilku tygodniach. Aha, warto zwrócić uwagę na przyjemną pojemność: 15 mililitrów – to więcej niż standardowo. 

Na początku nasza współpraca układała się fatalnie. Odcień Ultra Black jest fantastyczny – to głęboka czerń, jedna z piękniejszych, jakie widziałam w maskarach. Cóż jednak z tego, skoro nie dało się ozdobić nią rzęs? Bez względu na... cokolwiek, kończyło się na kilku brzydkich, sklejonych kępkach. Zgodnie z przewidywaniami, nie obyło się też bez stemplowania powiek. Słabo, naprawdę słabo. Tusz odłożyłam do szuflady i wróciłam do niego po kilku tygodniach, mając w pamięci podobne przygody ze złotym Volume Million Lashes od L'Oréal, który ostatecznie bardzo polubiłam.

Po przerwie jest duuuuuuużo lepiej! Przynajmniej jeśli chodzi o efekt końcowy. Po kilkunastu tygodniach od otwarcia tusz wciąż jest bardzo mokry, ale maluje się nim już inaczej. Mam nad nim kontrolę, dzięki czemu mogę świadomie budować efekt pogrubionych rzęs. Raz udaje się to lepiej, a raz gorzej (mam wrażenie, że nie tylko włosy na głowie miewają bad hair day...), ale zwykle jest tak, że kiedy potraktuję rzęsy maskarą Outrageous Curl, ktoś zadaje mi w ciągu dnia magiczne pytanie: „Jaki to tusz?”, co zwykle jest najpiękniejszym komplementem, jakiego tusz mógłby oczekiwać. Oczywiście niektóre tusze nie mają tyle szczęścia i pada: „Jaki to tusz? Wygląda do dupy”, ale tego z Sephory jeszcze to nie spotkało. 


Łoooo matko, ile agatowych łoooczów. Mam nadzieję, że nie będą Wam się śniły koszmary po obejrzeniu tego niepokojącego kolażu. Z jakiegoś powodu aparat nie oddaje w 100% tego, co widzę, gapiąc się w lustro. Może ktoś, kto się na tym zna, wytłumaczy mi, dlaczego tak jest, że na zdjęciach rzęsy wydają się bardziej sklejone, niż są w rzeczywistości? Tak więc na żywo jest nieco lepiej, co nie znaczy: idealnie. Nie udało mi się nigdy pomalować rzęs tak, żeby w ogóle nie były posklejane i pewnie ma na to wpływ skąpo owłosiona szczoteczka. Da się nią dokładnie wymalować rzęsy aż po same końce, ale nie wyczesze ich tak pięknie, jak potrafią to zrobić nylonowe, gęste szczotki. To, czy taki efekt uznacie za dobry, jest kwestią gustu, ale na pewno warto od początku wiedzieć, z kim się mierzycie. Ten koleś nie rozczesuje, on tylko maksymalnie obkleja rzęsy głęboką czernią i robi to całkiem porządnie i trwale. Tusz po całym dniu jest nieruszony, nie osypuje się i trwa, dopóki nie potraktujecie go płynem do demakijażu. Nie jest wodoodporny, więc zmywa się łatwo, choć przy zmywaniu robi nieco syfu, bo macie go na rzęsach naprawdę dużo. Ja potrzebuję czasem trzech wacikowych kolejek, żeby zmyć go do zera. Niestety, jego niewodoodporność sprawia, że nie nadaje się na dni deszczowe – końcówki rzęs zawsze odbijają mi się wtedy nad powiekami. 

Na koniec chciałam jeszcze ostrzec wszystkie kosmetyczne hiperalergiczki – tusz może podrażniać. Nawet ja, zwykle mało wrażliwa na niszczycielską moc kosmetyków, czasem potrafię się zryczeć z jego powodu, jeżeli załaduję go za blisko oka. Na co dzień nigdy nie robi problemów, ale uważajcie.

I jak, podoba Wam się taki efekt? Macie swoich pogrubiających, mniej sklejających faworytów?


Pojemność: 15 ml
Cena: 59 zł
Ocena: w zależności od dnia – umiarkowana do fantastycznej
Dostępność: stacjonarne drogerie Sephora, sklep internetowy

24 komentarze:

  1. Efekt wygląda spoko. Ja bym się pewnie spłakała przy nim;) Mialam kiedyś od nich tusz w złotym opakowaniu i robił mi trzy rzęsy więc więcej nie planuję :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. efekt trzech rzęs – powinni to zacząć reklamować, może ktoś lubi ;))

      Usuń
  2. Jak ja robie zdjecia rzes na blog, to tez wychodza sklejone i nie do konca oddaja efekt jak ja widze w lusterku... Well :) Co do tego tuszu, to wiesz ja mialam pare takich co musialy 'dojrzec' od otwarcia i efekt pozniej uzyskany byl 100% lepszy od tego na poczatku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och, już mi lepiej, dzięki! czyli nie tylko mój aparat kłamie :D

      Usuń
  3. Piękne oczy :) A co do tuszu, nie miałabym chyba do niego cierpliwości. Nie lubię tak krótkich włosków-wypustek. Z drogeryjnych tuszów u mnie najlepiej sprawdza się Catchy Eye od Gosha, a z perfumeryjnych Overcurl od Diora. Obydwa tusze nie sklejają rzęs :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :)*
      a co do Twoich typów, nie znam żadnego, ale już notuję, że są do sprawdzenia (o Diorze czytałam parę pochlebnych opinii, więc muszę go przetestować)

      Usuń
  4. Nienawidzę robić zdjęć rzęs, zawsze mi wychodzą do dupy nawet jak tusz jest super!:D ech. Tutaj mi się efekt podoba, choć nie lubię jak tusz musi poleżeć i dojrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam i chyba się z nim polubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jest łatwo orzec jednoznacznie, czy jest świetny, czy niekoniecznie. a Ty go już otworzyłaś, czy leży w zapasach i czeka na swoją kolej?

      Usuń
  6. Bardzo ładny efekt uzyskałaś na rzęsach, ale nie przepadam za silikonowymi szczoteczkami. O wiele lepiej radzę sobie przy pomocy tradycyjnych "włochaczy":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chyba też wolę tradycyjne szczoty, ale coraz więcej tuszów widuję z silikonowymi, więc pora się i z nimi zaprzyjaźnić na dobre :)

      Usuń
  7. Bardzo dobry efekt! Chociaż na moich mikro-rzęsach raczej nieosiągalny ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubie sylikonowe szczoteczki, ciekawe jak by się sprawdził u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo podoba mi się ta malutka szczoteczka, daje niezły efekt, słyszałam natomiast, że lubi sie odbijać na górnych powiekach

    OdpowiedzUsuń
  10. Ładny efekt daje, ale właśnie ilość maskar w zapasach powstrzymuje mnie przed kupnem :D

    OdpowiedzUsuń
  11. nie podoba mi się ani szczotka ani efekt ;/

    OdpowiedzUsuń
  12. Moim faworytem jest tusz Eyes to Kill Excess - Giorgio Armani. Trochę drogi, a nawet bardzo, ale idealny. Pogrubia, wydłuża, podkręca i co ważne, nie wysycha w opakowaniu, jest trwały, no i nie podrażnia ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahaha, najbardziej spodobała mi się Twoja ocena "w zależności od dnia" :D Ciekawy wygląd ma ten tusz, a właściwie - jego opakowanie. Co do efektu - świetna sprawa, że jest na tyle trwały - dla mnie to bardzo wazne :)

    OdpowiedzUsuń
  14. maskary bardzo ciężko się fotografuje niestety :/
    mnie efekt się podoba i narobiłaś mi ochoty na wypróbowanie tego tuszu.
    ciekawe opakowanie ma to cudo :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ZAWSZE pytam, co masz na rzęsach, gdy masz właśnie to. Zniewalająco wygląda u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń