czwartek, 11 czerwca 2015

Gdyby tylko smakowało, tobym zjadła: Nip+Fab – Pistachio Sundae

Od paru tygodni próbuję być na diecie. Próbuję też ćwiczyć z Chodakowską, dźwigać coraz cięższą sztangę, a nawet kupiłam sobie wrotki (sic!). Bieganie zawiesiłam po dwóch tygodniach z powodu bardzo dziwnej kontuzji, dlatego staram się jeść jeszcze zdrowiej, wlewam w siebie mniej herbaty i więcej wody, jednym słowem: walczę. Aż tu nagle, na złotej tacy, wjeżdża pistacjowe masło do ciała – co za porąbany pomysł w tych trudnych dla łakomczucha-na-odwyku czasach. 


Niestety, na nikogo nie mogę zwalić winy, bo sama z wypiekami na i tak wypieczonych policzkach szukałam w internecie miejsca, gdzie będę mogła zakupić to głupie masło. Zachwycała się nim swego czasu Ewa z bloga nieobuty, sikała ze szczęścia również Magda na wakacjach. „Pielęgnuje średnio, ale ten zapach!” – no jasne, że zapach. Przecież wiadomo, że gdy Agata usłyszy hasło: „to pachnie jak najpyszniejszy deser świata”, zaraz się obsra z radości i poleci do sklepu. Tak właśnie było: najpierw pomyślna, mentalna defekacja, a potem klik, klik allegro pe el. Nie martwcie się, już go tam nie ma. Kupiłam ostatnie. Niestety, nie mogę obiecać, że nie powróci. A żeby chronić Wasze coraz szczuplejsze brzuchy, wcale nie wspomnę o tym, że z powodzeniem można je zamówić w zagranicznych sklepach wysyłkowych. Albo na brytyjskich wakacjach. Nic takiego nie powiedziałam. 


Masło Nip+Fab jest ślicznie zielone, ma idealnie gładką konsystencję kremu tortowego i bezwstydnie uwodzi zapachem. Oczywiście warto zaznaczyć, że uwieść może wyłącznie tych, którzy kochają zapachy żywnościowe w kosmetykach – w przeciwnym razie prawdopodobnie powąchacie Pistachio Sundae, a następnie odbije Wam się kwasem żołądkowym. Mój nos twierdzi, że dla takich zapachów warto żyć. Ktoś, kto je wymyśla, z pewnością jest jeszcze większym (w przenośni i dosłownie) łasuchem ode mnie. Masło przeznaczone jest do skóry suchej, ale ja napisałabym na opakowaniu: „for masochists and other deviants”. Bo jak można wąchać Coś Takiego i nie napychać tym brzucha? Nie do pomyślenia. 


Masło skład ma niespecjalnie atrakcyjny, choć nie można odmówić mu różnorodności. Jeżeli Twoja skóra lubi glicerynę (moja tak), masz trochę gliceryny, jeżeli woli zapychającą tłustość, wiedz, że wsmarowujesz również parafinę. Wzruszający wydaje się fakt, że zapach występuje przed masłem shea, a gdzieś na samiuśkim końcu, pomiędzy barwnikami, producent dołożył mikrokropelkę miodu. Po pistacjach ani śladu. Nawilża w takim stopniu, żeby nabywca nie miał poczucia zmarnowanej kasy i znalazł uzasadnienie dla nacierania się tym specjałem. Nic ponadto, ale szczerze? Gucio mnie to obchodzi, bo zawsze mam otwartych kilka kosmetyków pielęgnacyjnych jednocześnie, więc mogę stosować masło Nip+Fab wtedy, kiedy mam ochotę ponapawać się jego przesadzonym, słodkim zapachem.

Moim zdaniem do tego właśnie został wymyślony – by nieść radość wielbicielom chemicznych słodkości. Do skóry suchej na pewno będzie za słaby.
A jakie są Wasze słodkie urodowe pokusy? Podzielcie się nimi, ja zawsze chętnie zwęszę coś, co pysznie pachnie.

Pojemność: 200 ml
Cena: 8,5$, za 3$ można kupić wersję mini o pojemności 50 ml
Ocena: 4/6 (działanie), 6/6 (zapach)

21 komentarzy:

  1. Musiałaś?
    Musiałaś?!
    Musiałaś ożywić moje wspomnienia?????
    Siedzę nad miską truskawek i przestały mi smakować, chcę to masło znowu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znajdziemy coś podobnego, nie bój żaby!

      Usuń
  2. ileż to razy mijałam te kosmetyki w bootsie... nie ciągnie mnie do tej marki w najmniejszym nawet stopniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. simply, nawet nam nie mów, że masz to wszystko na wyciągnięcie ręki ;)

      Usuń
    2. jakbyś nie mogła wytrzymać z tęsknoty, daj znać,coś Ci tam podeślę ;)

      Usuń
    3. dziękuję, kochana, byłabym zachwycona tą wizją, gdyby z szafki nie straszyły mnie inne okazy ;) ale jaaaaak już kieeeeeedyś się ogaaaaaarnę... :D

      Usuń
    4. skąd ja to znam ;)
      no nic, jeszcze kilka dobrych lat w UK posiedzę, tak więc the offer stands ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. już pędzę. tylko po drodze wrzucę do koszyka krem nawilżający Eisenberga i jakieś serum La Prairie. dzień jak co dzień.

      Usuń
  4. mam jakies probki tej firmy ale grzes upchniete, musze odszukac. Moim najpiekniejszym dotad balsamem byl http://madziakowo.blogspot.com/2013/01/drops-ice-mask-body-lotion-balsam.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem na diecie i dostałam na urodziny suflet do ciała Farmony o zapachu cappuccino i tiramisu - nie polecam, bo ciągle chce mi się jeść. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakiś czas temu miało swoje pięć minut na YT. Chciałam kupić, ale skład mnie zniechęcił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widocznie nie jesteś tak bardzo łasuchowatym łasuchem jak ja ;)

      Usuń
  7. Uwielbiam wszystko co przypomina jedzenie w kosmetykach!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię się z parafiną aleee kogo to...pistacje!! orzeszki moje najzieleńsze mniamusie ..tak bym bardzo - bardzo bardzo fuck diet :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. orzeszki w deserku pysznym, tak tak! parafina by Ci nie była straszna, słowo.

      Usuń
  9. Ha! A ja chciałam wychwalać "Czekoladowo - pomarańczowy shake pod prysznic i do kąpieli" ze Starej Mydlarni, ale coś mi kołatało w głowie, że nie lubisz tego połączenia. Ale gdyby Ci się odmieniło (mi upodobania zapachowo - kąpielowe zmieniają się co i rusz) to polecam. Nie wiem, czy jest jakieś smarowidło z tej serii, pewnie tak, ale tak chodzić i pachnieć jak delicja? No chyba jednak nie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Och, naprawdę pamiętasz, że nie lubię tego połączenia? Wzruszyłam się! :)))
    Nie mówię ostatecznego nie, delicje czasem sobie podjadam :P

    OdpowiedzUsuń