piątek, 15 maja 2015

M・A・C – Extended Play Gigablack Lash [recenzja]

O Extended Play Gigablack Lash po raz pierwszy usłyszałam w jednym z vlogów KatOsu. Zachwycała się nim i twierdziła, że to jej wielka tuszowa miłość. Moją miłością jest firma MAC,  nie znałam dotychczas ani jednej ich maskary, dlatego pomyślałam, że to się jakoś uzupełnia :). Tak naprawdę nie powinnam w ogóle słuchać opinii dziewcząt, które mają długie, gęste rzęsy, bo to tak, jakby poprosić obywatelkę Kamerunu o przetestowanie na sobie podkładu w odcieniu Ivory i o podzielenie się wrażeniami. No ale za późno. KatOsu powiedziała, ja się zainteresowałam, tusz trafił na moją ani-trochę-tajną-wishlistę i Zupełnie Niespodziewanie znalazłam go pod choinką*. 


Extended Play Gigablack Lash mieszka w małej butelce, która mieści w sobie niecałe 6 gramów sensownie czarnego produktu. Niewielkość opakowania możecie zbadać na ostatnim zdjęciu – położyłam tusz na touchpadzie (przepraszam: gładziku) mojego laptopa i tylko lekko wystaje poza kontur. Czyli że mały, naprawdę.

Konsystencja od początku była satysfakcjonująca, bo nie lał się ani nie był zbity i grudowaty, ale dopiero po kilku(nastu) tygodniach od pierwszego odkręcenia niebieskiej końcówki tusz ma prawdziwie idealną konsystencję. Nie jest to nic nadzwyczajnego – większość tuszów musi przejść przez trudny okres dojrzewania. 


Szczotka ma bardzo krótkie włosie, co kiedyś zrobiłoby na mnie złe wrażenie i najpewniej wywołałoby kilka pfff, phi i innych pomniejszych prychnięć pogardy. Mam już jednak za sobą ten pierwszy raz z krótkowłosymi szczotkami i powiadam Wam, że to naprawdę ma sens! Używałam swego czasu Inglota Long & Curly Mascara i mimo braku efektu wow, byłam z niego zadowolona. Krótkowłose, niesilikonowe (nylonowe?) szczotki dobrej jakości mają to do siebie, że elegancko rozczesują i unoszą rzęsy, jednocześnie ich nie pogrubiając. Gdyby pogrubiały, pewnie by sklejały. No i przede wszystkim: po co miałyby pogrubiać gęste firanki KatOsu i jej podobnych? U mnie rzęs tyle samo, co włosów na głowie, czyli: niewiele. Rzęsy są niepowalającej, ale przyzwoitej długości, za to jest ich raczej mniej niż więcej. Z natury nie potrzebują podkręcania, bo wystarczająco sterczą do góry – akurat, żeby z lekkością odbijać pod brwiami zbyt mokre maskary. Zazwyczaj szukam więc w tuszach mitycznego pogrubienia, które wyglądałoby naturalnie i bosko lub co najmniej niekiepsko. Tak się jednak składa, że tusze pogrubiające w 95% przypadków pogrubiają nędznie, a jeśli robią to dobrze, znikają z rynku w podskokach. No to czas dać szansę kandydatom z innej frakcji. 

Czy to jest dobry tusz, wart swojej ceny? Wszystko zależy od tego, czego od niego oczekujecie. Producent, zgodnie z przewidywaniami, obiecuje podkręcenie i uniesienie. A jak jest w praktyce?

Jak Wam się podoba mój dziwaczny kolor oczu? 

Prawdopodobnie nie widać tego na zdjęciu, ale tusz ładnie rozczesuje moje nieliczne rzęsy (ha, to nie może być trudne). Pewnie uniósłby je równie ładnie, ale nie ma już dokąd. Fantastyczny jest fakt, że można nim malować górę i dół – zwykle potrzebuję do tego dwóch różnych maskar – mniej fantastyczny fakt jest taki, że próba dobudowania grubości (z przyzwyczajenia...) kolejnymi warstwami generuje nieestetyczne sklejanie. Na fotce widzicie dwie warstwy i tyle musi wystarczyć. Tusz nie zostawia grudek, trzyma się dzielnie przez cały dzień, nie osypuje się i nigdy nie podrażnił moich oczu. Najmniej fantastyczna jest jego cena – 86 złotych i pewnie wiele z Was by jej nie przebolało. Ja dostałam go w prezencie, więc ciężar nadmiernego wydatku mi niestraszny, ale zanim zdecydowałabym się na zakup, musiałabym się bardzo poważnie nad tym zastanowić. Jestem niemalże pewna, że tusz o podobnych właściwościach i podobnej jakości da się znaleźć na drogeryjnych półkach. Na razie nie szukałam, więc może spotkamy się znowu?

Ile: 5,7 g
Cena: 86 zł
Ocena: 5/6


*Kochany Mikołajomężu, dwukropek + gwiazdka dla Ciebie.

32 komentarze:

  1. Nie dalej jak wczoraj zastanawiałam się, czy wziąć (bo promocja była, że jak się kupi dwa tusze dowolne, to dadzą minus 15%) jego, czy dwa inne, ale przeczytałam sobie, że on daje bardzo naturalny efekt, a ja naturalnego nie lubię, więc wzięłam te dwa, co to mają rzęsy do nieba zrobić. Zobaczymy:)
    Ja uważam, że on wygląda całkiem spoko na Twoich rzęsach, a do tego masz bardzo ładny makijaż:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ciekawa jestem Twojej opinii i trzymam kciuki za rzęsy do nieba :D
      A Twój komplement na temat makijażu jest bezcenny, bo ja w tym temacie wciąż laik. Dodałaś mi skrzydeł, dziękuję :)

      Usuń
    2. Dziękuję :) Moje rzęsy najgorsze nie są, ale wiesz, zawsze by się chciało więcej, mocniej, lepiej :) Tamte dwa też wzięłam z MAC, jeszcze nigdy nie miałam, także jestem ich ciekawa ogromnie, bo ostatnio mam fioła na punkcie MACa:)
      Nie jesteś taki znowu laik, oczko wygląda bardzo profesjonalnie :)

      Usuń
  2. Piękne masz ślepko! *.* Ładnie wygląda tusz na Twoich rzęsach! Ja go jednak nie polubiłam i dałam mamie. Jej z kolei bardzo podpasował :) Z MACowych kocham In Extreme Dimension! Zużywam 3 opakowanie, a w zapasie czeka oczywiście kolejne! Choć czasem go nienawidzę, to efekt jaki daje kocham nad życie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Marti <3
      a Extreme Dimension musi być mój!

      Usuń
  3. Na zdjęciu wygląda super. Miałaś ten tusz w czwartek, gdy przyszłam?
    Mnie korci z MAC Opulash, ale nie wiem, nie wiem, czy to wystarczająco snobistyczne dla moich snobistycznych upodobań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam, co miałam w czwartek, chyba tę nową Sephorę.
      Opulash nie znam, ale miejmy nadzieję, że okaże się godny, jeżeli zechcesz go wypróbować, o, królowo.

      Usuń
    2. Ta Sephorka u Ciebie wygląda czadowo, serio, właśnie tak myślałam, że to ona.
      Prawda?

      Usuń
  4. Witam. :-) Oczy masz piękne. Moja mama miała jedno oko zielone z brązową otoczką wewnątrz., drugie było koloru piwnego. :-) Kochana nie jesteś jedyna... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rety, takie połączenie musi wyglądać niesamowicie! u mnie jedno i drugie oko tak samo kolorowe, mam to po mamie, ale widziałam już u kilku osób. przez całe życie nie umiałam odpowiedzieć na pytanie, jaki to kolor, aż okazało się, że są po prostu wielokolorowe i czasem ludzie nazywają je zielonymi lub (zupełnie drugi biegun) piwnymi.

      Usuń
  5. Nieliczne rzęsy;D Ja z Maca miałam tusz In Extreme Dimension, dobrze go wspominam. A kolor oczu moim zdaniem ładny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no już mnie tu wszystkie skusiłyście na tego Extreme Dimension! ale najpierw w kolejce Collistar :)

      Usuń
  6. śliczna tęczówka i nie pozwalam się jej czepiać :)
    efekt, jaki daje tusz mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hyyh, dziękuję :) dobra, nikt się nie czepia zatem!
      a tusz daje fajny, delikatny efekt, a to właściwie bardzo miła odmiana od wszystkich moich pogrubiających eksperymentów.

      Usuń
  7. Kolor mi się podoba, efekt też, no i nie wiem jak bardzo są nieliczne, bo moich chyba nie ma wiele więcej (a może tylko ja tak je odbieram?) MAC to jest taki sklep, z którego zawsze wychodzę z niczym i zawsze jestem niezadowolona. Ze sklepu internetowego też. Tusz do rzęs petarda to dla mnie Mascara Infinito z Collistara. Brzmi luksusowo, używałam jej dwa razy i chcę do niej wrócić, może po skończeniu miniaturki Estee Lauder się uda. Drogeryjne maskary mają ten problem, że były otwarte zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, stri, piję sok z pokrzywy od kilku dni, liczę na to, że oprócz innych swoich zalet ma też moc produkowania dodatkowych włosów i rzęs :).

      Dziwna Twoja relacja z MAC-owymi sklepami i wielka szkoda, że taki! A Collistar już czeka w szufladzie!

      Usuń
  8. Efekt naprawdę ładny, ale osobiście jakoś nie przepadam za kosmetykami tej firmy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się efekt jaki daje ten tusz ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ładny efekt i oczko też :) mOże się kiedyś skuszę?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja kiedys mialam mascare z MAC, Zoom Lash czy jakos tak sie nazywala i byla do d... wiec moje zaintersowanie MACowymi mascarami zostalo zmniejszone :) Ale czytam na blogach ze Extreme Dimension jest niezla i ta Gigablack Lash tez ladny efekt u Ciebie dala, wiec hmm moze sie zainteresuje na nowo MACowa oferta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mimo wszystko wolę używać tuszów drogeryjnych, bo wśród nich da się znaleźć egzemplarze naprawdę dobrej jakości, a to jeden z kosmetyków kolorowych, które najczęściej odkupuję, więc szkoda każdorazowo rzucać stówę na stół, skoro można rzucić np. 40 i cieszyć się podobną jakością.

      Usuń
  12. Byłam ostatnio w MACu w Galerii Mokotów i co to była za przemiła odmiana po Złotych! Obsługująca nas kobieta była fantastyczna, miła, ani trochę snobizmu i patrzenia z góry. Będę do niej wracać, chociaż mam nie po drodze.
    (kupiła mnie pomarańczowym workiem na kapcie)

    Tak jak róże, podkłady, pomadki <3 i inne takie kuszą mnie bardzo, tak na macowe tusze kompletnie nie zwracam uwagi. Wystarczy mi żółty lovely za dysię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w Galerii Mokotów faktycznie są dużo milsze dziewczyny niż w Tarasach – w Złotych jest taka jedna wyniosła damulka, która szczególnie mnie odpycha: jak wchodzę do salonu, od razu wygląda, jakby naśmiewała się z mojego sebum w strefie T i tego, że nie mam tak pięknie i idealnie bordowych ust jak ona. Nie odwiedzałam jeszcze salonu MAC w Arkadii, ale ciekawa jestem, jak tam z obsługą.

      Usuń
    2. Ja w ogóle zapomniałam że w Arkadii jest MAC. Ostatnio specjalnie pojechałam do Galerii Mokotów po korektor i również było miło, chociaż mogło być lepiej trochę, albo może to ja jestem za bardzo uparta z moim 'ten podkład jest za ciemny'.

      Usuń
  13. Ładny efekt, ale chyba wolałabym coś tańszego o podobnym efekcie : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, z pewnością coś podobnego da się uzyskać o połowę tańszym tuszem :)

      Usuń
  14. Cena trochę masakryczna... Ale ładnie wygląda na Twoich rzęsach :) Takie droższe rzeczy najfajniej dostaje się w prezencie. Jakbym kupiła jakiś tusz za ok. 100zł i byłby do niczego, to bym chyba nie mogła przeboleć ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, stówka za słaby tusz już jest bolesna. kupiłam sobie ostatnio taką drożyznę (ze sporą zniżką, ale jednak) - Collistara i aż się boję otwierać i mierzyć z legendą :D

      Usuń
  15. Nie miałam jeszcze żadne mascary z MAC, ale ta wygląda całkiem fajnie.

    OdpowiedzUsuń