niedziela, 15 lutego 2015

[TAG] Alfabet

Znamy się już trochę, więc pora na zwierzenia. Tag z alfabetem jest ku temu świetną okazją, dlatego weźcie kubek herbaty i wpadajcie na podwieczorek zapoznawczy. Zaprasza Agata, która teraz smaruje, wciera i maluje, ale kiedyś bywało z tym różnie... 

A jak Astygmatyzm. Jestem najgorszym na świecie fotografem widoczków z wyraźnie zaznaczoną linią horyzontu, w półmroku nie trafiam kluczem do zamka, a jeśli nie macie ochoty na uczciwą rywalizację, koniecznie musicie ze mną zagrać w rzutki lub bilard. Możemy też postrzelać z łuku lub zagrać w ping-ponga. Obiecuję, że przegram wszystko. To jak, gramy?

B jak Blog. Nie jestem mamą z serii tych, które rozpływają się godzinami nad konsystencją kupy potomnego i opowiadają wszystkim wokół, jaki potomny jest słodziuśki, miluśki i mądruśki. Kocham Tomasza, ale kiedy był bardzo mały i bardzo ryczał z powodu kolek i innych pomniejszych nieszczęść (dodajmy, że zajmował się ryczeniem przez dużą część doby), miałam go serdecznie dość, a raczej miałam po kokardy naszej wspólnej, pełnej udręki codzienności. Teraz jest już bardzo fajnym małym facetem, ale wtedy było koszmarnie, serio. I kiedy już traciłam poczytalność, przyszedł mi do głowy zupełnie odjechany pomysł: a gdyby w ramach relaksu zacząć pisać bloga? Niech będzie, że o kosmetykach, bo to łatwy, przyjemny i wdzięczny temat. Całe moje życie przed Tomaszem składało się z pisania i po prostu musiałam do tego wrócić. Teraz już tak łatwo się mnie nie pozbędziecie. Blogowanie jest super! Nie przypuszczałam, że tak świetne okaże się pisanie o beznadziejnym tuszu czy wklepywaniu kremu w zadek. 

„Tick tick tick... that's the sound of your life running out” 

C jak Ciekawość świata. Chciałabym poznać tyle rzeczy, faktów i miejsc i już czuję, że nie zdążę, bo życie jest za krótkie! Wiem już dziś, że nie starczy mi czasu na przeczytanie wszystkich interesujących mnie książek i że nie dam rady odwiedzić wszystkich zakątków na Ziemi, które bym chciała. Staram się jednak nie poddawać i cieszyć tym, co udaje się realizować, a do tego odkrywać różne mniejsze rzeczy, które dają radość. Pięknie pachnący krem, przytulna knajpa z ciekawym menu, a nawet poszerzanie wiedzy na temat polskiego więziennictwa – uwierzcie, to wszystko daje radość i satysfakcję. Najważniejsze, by nigdy nie stracić zainteresowania. Stąd do marnowania życia przed tv dosłownie kilka kroków.  

D jak Dosypianie. Spanie bez dosypiania się nie liczy! Jestem skłonna nastawić budzik o godzinę za wcześnie, tylko po to, by odbyć rytualne poranne drzemki. 

E jak Elegancja. Uwielbiam facetów w garniakach. Zadbanych, pachnących, z trzydniowym zarostem. Dla mnie to kwintesencja męskości i coś dużo bardziej seksownego od naoliwionej, wyrzeźbionej klaty prosto z siłki. Na co dzień najfajniejsza jest sportowa elegancja, czyli marynarka i dżinsy. 

F jak Fatum. Chodzi o fatum kosmetyczne. Za KAŻDYM razem, gdy pokocham jakiś kosmetyk, on w popłochu ucieka ze sklepowych półek. To się wydarzyło już tyle razy, że uwierzyłam w teorię o  parchatej wiedźmie, która rzuciła na mnie kosmetyczną klątwę. Znikają żele pod prysznic (fioletowy Lirene), tusze (pogrubiający Catrice, boski Philosophy) i kremy (jabłkowo-gruszkowy Dax Cosmetics). Producenci wycofują najlepsze zapachy perfum (Michael Kors Island), a nawet całe stoiska (Flormar z Promenady) – wszystko po to, żeby mi zrobić na złość. Wszyscy są podejrzani, a światem rządzą spiskowcy. Philip K. Dick byłby ze mnie dumny. 

G jak Grunge. Zanim stałam się pindeczką z toną kosmetyków w szufladach i milionem przemyśleń na ich temat, przez lata byłam królową wyciągniętych swetrów i zlumpionych dżinsów. Nie przeszkadzało mi to oczywiście w uskutecznianiu mocnego makijażu oka czy chodzeniu na randki w czarnych kolanówkach i minispódniczce, ale powiedzmy to wprost: nie czarowałam wyglądem (rety, gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że istnieją lekkie podkłady i korektor pod oczy...). Musiałam za to być na tyle słodka i pocieszna w kolanówkach, glanach (zawsze przed kostkę!), z rozwianą blond czupryną i wachlarzem przeintelektualizowanych prawd i mądrości, że mimo wszystko chłopcy chętnie umawiali się ze mną na randki i tworzyli Bardzo Poważne Związki, również Te Na Odległość. To dość niebywałe.

Herbaciana kulka. Mała rzecz, a jak cieszy!

H jak Herbata. Towarzyszy mi każdego dnia i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Koniecznie w jak najwyższym kubku i bez cukru. Najlepiej smakuje wieczorem. Lubię każdy rodzaj i prawie każdą kompozycję smakową. Nie toleruję Lipton Yellow Label, bo wygląda i smakuje jak zmielona psia buda, ale na szczęście coraz rzadziej spotykam ją w restauracjach i zaprzyjaźnionych domach. Kawy nie piję, bo mnie po niej mdli (nadrabiam redbullem i kawowymi słodyczami). 

I jak Internet. Gdyby nie internet, w moim życiu nie wydarzyłoby się mnóstwo ważnych rzeczy. Był i jest dla mnie źródłem wzruszeń, podniet i ataków śmiechu, kopalnią wiedzy chcianej i niechcianej, głównym narzędziem komunikacji ze światem zewnętrznym i... wieloletnim uzależnieniem. Jestem z pokolenia 0202122 i nikt mi nigdy nie odbierze wspomnień z początków internetu w Polsce, kiedy każdy mail był wielkim świętem, a każda sesja na IRC-u – najlepszą imprezą. Przez internet poznałam kilka najważniejszych dla mnie osób, w tym Tomaszowego ojca. Internet kojarzy mi się z samymi świetnymi rzeczami i nie wiem, jak ludzie mogą tęsknić za komuną. Przecież wtedy nie było internetu!

A jednak specjaliści od języka wciąż potrzebni?

J jak Językoznawstwo. Jestem magistrem językoznawstwa, zrobiłam specjalizację edytorsko-wydawniczą i mimo że bardzo kocham język i redagowanie tekstów, praca w zawodzie na dłuższą metę okazała się zabójcza. Przede wszystkim dla życia prywatnego. Moje poprzednie związki nie były w stanie powstrzymać mnie przed siedzeniem w redakcji do drugiej w nocy, ale gdy zaczęłam być z P., bardzo szybko rzuciłam to wszystko w cholerę. Czasem tęsknię za stawianiem korektorskich znaczków i upiększaniem beznadziejnych tekstów od beznadziejnych dziennikarzy, ale wtedy przypominam sobie, jak to naprawdę wyglądało i pokornie wracam do mojego pełnego kwiatków, chmurek i serduszek życia rodzinnego. 

K jak Kindle. Na nowo pokochałam czytanie książek. Myślałam, że nic nie zastąpi mi zapachu papieru, pięknych okładek i leniwego przewracania stron, ale się myliłam. Kindle wygrywa wszystko, bo jest: bardzo lekki, a przy tym pozwala mi nosić ze sobą świetnie zaopatrzoną bibliotekę, ma niekończącą się baterię, dobrą jakość elektronicznego druku, możliwość zmiany czcionki i robienia notatek, a przede wszystkim pozwala na luksus, który z książką papierową nie jest możliwy: mogę czytać w absolutnie każdej pozycji. Czasami zdarza mi się przeczytać coś analogowego (ostatnio był słynny „Marsjanin” Weira), ale potem z jeszcze większą miłością wracam do Kindle'a. 

L jak Luksus. Dla jednych luksus to krem za tysiaka, dla innych jedzenie króliczych uszu w sosie lawendowo-malinowym, a dla mnie luksusem jest możliwość pospania rano dłużej niż do 7.30 i zjedzenie śniadania w łóżku. Na spokojnie. Luksus to również dwugodzinna pieszczota stóp fundowana przez męża i obłędnie pachnąca herbata zaparzona z najwyższą starannością specjalnie dla mnie. Doceniam oczywiście rzeczy drogie i piękne, ale moim prawdziwym luksusem jest szeroko pojęty relaks i oderwanie od nieco skomplikowanej codzienności.

Podwójny róż KIKO. Radość.

Ł jak Ładny. Uwielbiam ładne przedmioty (np. róż w ślicznym opakowaniu i z estetycznym tłoczeniem), bardzo mnie cieszy oglądanie ładnych ludzi. „Ładny” nie równa się „idealny” – ideały często bywają nudne. Jeśli więc zacznę zachwycać się Tobą w mocno ekspresyjny sposób, nie uciekaj i nie podejrzewaj mnie o bycie dupolizem. Ja po prostu cieszę się, że masz w sobie coś ładnego!

M jak Mama. To moja najlepsza przyjaciółka. Niezwykle trudno byłoby mi podjąć decyzję o wyprowadzce z miasta czy kraju, gdybym nie była w stanie zabrać Jej ze sobą. Życzę Ci, Mamo, żebyś żyła w zdrowiu kolejnych 150 lat, bo nie wyobrażam sobie świata bez Ciebie. Życie dało mi bonus w postaci Mamy nr 2, która również okazała się fantastyczną osobą. Mama nr 2 byłaby kiepską bohaterką dowcipów o teściowej. Jest świetna, a do tego... młodzieżowa! Żeby nie było, Tatowie też są spoko, ale litera T jest już zajęta. Sorry. 

N jak Niezdarność. Tego nie da się do końca opowiedzieć. To trzeba zobaczyć. Nabijanie siniaków o framugi, wypadające z rąk przedmioty, rozlewanie płynów, przypadkowe psucie – to moja codzienność. Bliscy zamiast współczuć, naigrawają się z największą przyjemnością, a ja – mimo że niekiedy bardzo się staram – nie mam szans być poważną panią Agatą. Ot, chodzący komediowy monodram.

O jak Opadająca powieka. Nie znoszę mojego nadmiarowego fałdu skóry nad oczami. Nie da się w tych warunkach nosić zmyślnych kresek z jaskółką, zgłębiać tajników makijażu i robić czarnego smokey. Chętnie dałabym się skorygować chirurgowi plastycznemu, ale boję się, że nasze wizje efektu końcowego będą różne, on wytnie trochę za dużo i moje rysy twarzy zmienią się na zawsze, a wtedy przestałabym być sobą.

P jak Piotr. Mąż. Najlepszy Facet Świata. Już kiedyś pisałam Wam, jak się poznaliśmy. Człowiek, z którym postanowiłam spędzić resztę życia, jest wyjątkowy z wielu powodów i regularnie mnie zaskakuje. Zaspokaja moją C jak Ciekawość świata wspólnymi wyprawami i długimi opowieściami o... wszystkim. Jego wiedza na milion tematów jest równie seksowna jak Piotr w garniturze (vide: E jak Elegancja). Jest prawdziwym opiekunem stada, dba o mnie i naszego syna, jest na bieżąco z każdym najmniejszym szczegółem dotyczącym swoich najbliższych i codziennie dziękuję losowi za to, że się spotkaliśmy. 



R jak Radiostacja. 101,5 FM to moja młodość. Kawałek podstawówki i całe liceum. O tym, jak wspaniali ludzie tworzyli to miejsce, niech świadczy fakt, że bez problemu udało mi się namówić jednego z moich ulubionych prezenterów Radiostacji do udzielenia wywiadu dla... licealnej gazety. W ten sposób miałam nie tylko hitowy materiał, ale też możliwość poznania idola! Dziś, po tylu latach od rozpadu „Radiostacja Hard Core Crew”, wspomniana crew wciąż przeżywa i wspomina dawne dzieje, tworzy playlisty, zgrywa audycje z kaset i cierpi na wielki ból dupy, że było, minęło i nigdy nie wróci. To radio ukształtowało muzycznie i społecznie tysiące młodych dusz. Jak na tamte czasy było czymś absolutnie wyjątkowym, a były dyrektor programowy dziś mówi o Radiostacji, że „powstała za wcześnie”. Wiele w tym prawdy – rynek nie był gotowy. Ale my, drogi Pawle, tak!

S jak Szminki. Przez długie lata nie używałam pomadek. Na moje usta trafiały wyłącznie balsamy ochronne i błyszczyki. Nie widziałam sensu w malowaniu ust, skoro tak łatwo to wszystko zetrzeć/zjeść/rozmazać. A kto by pamiętał o poprawkach w ciągu dnia? Na pewno nie ja. Dlatego inwestowałam wyłącznie w makijaż oka. Dzięki blogerkom-kusicielkom poczyniłam pierwsze nieśmiałe szminkowe zakupy i nagle okazało się, że podkreślenie ust ROBI różnicę. Dziś mam w domu kilkadziesiąt egzemplarzy w różnych kolorach, wykończeniach i z różnych półek. Uwielbiam moje pomadkowe królestwo! 

Ś jak Ślady. Zostawianie śladów po wszystkim, co robimy, to znak naszych czasów. Scrobblowanie przesłuchanych utworów na Last.fm, zaznaczanie rozgrywek planszówkowych na BoardGameGeek,  obejrzanych filmów na Filmwebie i przeczytanych książek na LubimyCzytać – to wszystko obsesja ludzi XXI wieku. Każda z wymienionych rzeczy dotyczy również mnie, a jedyne, co mnie ominęło, to regularne dzielenie się zjadanymi posiłkami na Instagramie ;). Ale pracuję nad sobą, chcę trochę wyluzować. Chyba czas rąbnąć się w głowę encyklopedią dzikich zwierząt.

Tomasz z tatą. „Ludzik do domku!”.

T jak Tomasz. Prawie trzyletni koleś, który właściwie od momentu poczęcia dawał nam znać, że teraz to on jest najważniejszy i że mamy nasze sprawy wsadzić sobie... w buty. Lub głębiej. To była ciąża z problemami, poród w 36. tygodniu, który mógł się dla mnie skończyć sześć stóp pod ziemią, a potem cała kolekcja mniejszych i większych awarii, z czego największą okazał się udar niedokrwienny mózgu, kiedy Tomek miał półtora roku. Nie miałam pojęcia, że to możliwe u tak małego człowieka. Udar odebrał naszemu synowi sprawność i beztroskie życie malucha, a nam kilka lat z życiorysu (stres zabija, wiecie o tym, prawda?), ale najważniejsze, że Niewielki wciąż jest z nami, bawi się autobusem i kolejką, jeździ dindą dogury i naduł i opowiada o swoich przygodach w coraz sensowniejszy sposób. 

U jak U2. Muzyka towarzyszy mi od najmłodszych lat i jest dla mnie bardzo ważna. Dziś słucham wielu gatunków, w tym dużo elektroniki (nawet nie chce mi się zaczynać opowieści na ten temat), ale od wczesnej podstawówki byłam wielbicielką gitarowego brzmienia. Dzięki Tacie poznałam U2 i to był chyba jedyny zespół, któremu oddałam prawdziwe, fanowskie serce. Podkochiwałam się w Bono (szczególnie zachwycił mnie w 1997 roku przy okazji wydania płyty „Pop”) i często wyobrażałam sobie, że jest moim mężem – napisałam nawet opowiadanie na ten temat! Muzyka U2 przestała być dla mnie interesująca po 2000 roku, ale wciąż uważam, że Paul Hewson to jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci w historii popkultury. 

W jak Włosy. Mogę wytopić z siebie ostatni mililitr sadła, wyrzeźbić sylwetkę, ubrać w najfajniejsze ciuchy w kosmosie i zrobić perfekcyjny makijaż, a i tak będzie źle. Przez włosy. Z natury są cienkie i kiepskie, ale teraz wypadają od miesięcy prawie non stop i zanim zdążę zahamować jedną falę uderzeniową, druga już szykuje się do natarcia. Wszelkie porady, jak to opanować, mile widziane. Tak, słyszałam o Jantarze i łykam biotynę. Pomagają, ale niewystarczająco. Aha, od preparatów z cynkiem jest mi niedobrze. Tak, 95% suplementów diety na wzmocnienie włosów zawiera cynk. 

V, X, Y Zamiast tych trzech liter, które musiałabym wpisać na siłę, przedstawię Wam jeden z moich ulubionych cytatów. Pochodzi on z książki Douglasa Adamsa „Życie, wszechświat i cała reszta” i pozwoli Wam bliżej zapoznać się z moim ulubionym rodzajem humoru. 

– Jestem od ciebie, lekko licząc, inteligentniejszy trzydzieści bilionów razy. Dam ci przykład. Pomyśl sobie jakąś liczbę, zupełnie dowolną.
– Eee... pięć – spróbował materac.
– Źle! – ocenił Marvin. – Widzisz?
Zrobiło to na materacu niesamowite wrażenie i zrozumiał, że przebywa w towarzystwie nie byle jakiego umysłu.

Chcę taką torbę.

Z jak Z gęby cholewy robienie. To ta mroczna część mojej natury. Wyobraźcie sobie dziewczynę w eleganckiej sukni, wysiadającą z limuzyny prosto na czerwony dywan i w blasku fleszy potykającą się o własną piętę (vide: N jak Niezdarność). W tym momencie świat zwalnia, wszystkie spojrzenia kierują się na nią, a ona... „No kurwa!”. Mówi. Jak najprawdziwsza dama. Tak, to ja. Nigdy nie byłam na czerwonym dywanie, ale na czterysta osiem procent tak by to wyglądało. Na co dzień przeklinam sama do siebie, pod nosem, w myślach, ale też przy absolutnie najbliższych mi ludziach, którzy – podobnie jak ja – lubują się w cudownych zastrzykach endorfin, jakie aplikujemy sobie przy każdym soczystym przekleństwie. Język polski jest bardzo bogaty w satysfakcjonujące bluzgi i bardzo doceniam tę sferę leksykalną. Za bardzo. T jak Tomasz uczy się od nas języka i jestem przekonana, że mimo iż staramy się nie przeklinać przy nim, będzie dokładnie tym kolesiem, który opowiada w przedszkolu kolegom na ucho wszystkie najpiękniejsze wulgaryzmy, jakie wymyśliła ludzkość. 

56 komentarzy:

  1. Ale jak to jest z tym dosypianiem? Ponoć to niekorzystne dla organizmu. Ja, jak wiesz, w ogóle nie robię rzeczy niekorzystnych dla organizmu, dlatego pytam.

    Dziś mam w domu kilkadziesiąt egzemplarzy w różnych kolorach, wykończeniach i z różnych półek.
    Ale kłamstwo o tych kolorach!!!
    (Hehe.)

    Lepiej walnij się w łeb tym albumem Witkacego, to będzie miało podwójny wydźwięk (walisz się od razu za mnie, a ja dziś nie mogę nabić sobie siniaka, bo wychodzę na szaloną imprezę).

    Czy winda nie jest już tak ważna jak ludzik do domku?

    EJ CHCĘ PRZECZYTAĆ TO OPOWIADANIE O BONO! Na pewno je gdzieś masz, dawaj je.

    A nie myślałaś, żeby wcierać we włosy olej rycynowy? Skoro rosną od niego rzęsiwa i briwa, to włosy nagłowne pewnie też.

    Ograniczanie przeklinania też nam nie najlepiej wychodzi, co? ;) ANYWAY JA WCZORAJ BYŁAM NA CZERWONYM DYWANIE! Opowiem Ci zaraz.

    Low ju!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza! MUAHAHAHA.

      Usuń
    2. Cwaniara L.

      Gdy bylam dziecięciem, włosów natura mi nie dała w nadmiarze - ba, niemal w ogole mi nie dała. Mama długo winiła geny taty, przez które wyłysiał dobrze jeszcze przed ślubem, ale w końcu sie pogodziła. Gdy w wieku niemal dwóch lat w końcu coś mi się na głowie wykluło, mama od razu przystrzygla, "żeby wzmocnić". I całe moje dzieciństwo pachnialo w domu naftą, niemal codziennie mi ją wcierala, w walce o normalność córki. Spróbuj moze tej nafty. Jakieś włosy koniec końców wyhodowałam.

      I piąteczka, siostro-jezykoznawco! Chociaż po mnie to moze nie widać, brak czasu i technologie nie sprzyjają ani składni, ani interpunkcji.

      Usuń
    3. Luizo, oczywiście że dosypianie jest niekorzystne, ale mam to w nosie. Całe moje życie jest mało korzystne, a poranne półświadome przewalanie się z boku na bok to jedna z większych przyjemności, jakie jestem w stanie sobie zafundować. A MOJE POMADKI SĄ ZUPEŁNIE RÓŻNE!!!! Winda jest równie ważna jak ludzik w domku, to prawdziwa obsesja. A opowiadanie nie przetrwało, ale było mało fascynujące – opisywałam moje trudne życie z gwiazdą rocka, rozumiesz. Wieczna tęsknota, ale też miłe powroty :). Olej rycynowy? A on nie wysusza? Wetrę wszystko, byle przestały wypadać. Przemiłego koncertu <3

      Zuzanno, naftę też chętnie wetrę, będę ją wcierać na zmianę z olejem rycynowym. Mam nadzieję, że te Wasze specyfiki zdążą zadziałać, zanim stanę się łysa.
      Piąteczka! A po Tobie widać świadomość językową jak najbardziej!

      Usuń
    4. Ja za nafte recze! Na serio bylam lysym dzieckiem, a pozniej to tak trzy wloski na krzyz, az w koncu mama dala czadu z ta nafta. I mam wlosy, bez szalu, ale przynajmniej gdy je zwiaze, to kitka jest grubosci palca, a nie wkladu do olowka. Teraz wspomagam sie jeszcze drozdzami (100% drozdzy piwowarskich) i skrzypem (moj skrzyp jest bez cynku), ale w celach skornych, a na wlosy to dziala przypadkiem, ale dziala. I niby szampony wiele zrobic nie moga, ale odkad uzywam klorane z pokrzywa i na zmiane z mleczkiem migdalowym, przestaly tez tak bardzo wypadac.

      Jak tak sobie czytasz te moje komentarze, to naprawde musisz dojsc do wniosku, ze u mnie nic nie jest w porzadku. Ale zauwaz, ze na wszystko szukam remedium!

      Wciaz licze na te moja swiadomosc, bo tez wciaz nazywam siebie korektorem, choc od pol roku zadnego tekstu nie mialam w rekach. ZYCIE.

      Usuń
    5. Dobra, zamawiam naftę, będę lać po głowie, na Twoją odpowiedzialność! Ech, porównanie kitki do ołówka takie prawdziwe. Moja kitka zmniejszyła przez półtora roku objętość mniej więcej o połowę :/ Rosyjska maska drożdżowa przybyła dziś właśnie do naszego domostwa wraz z ShinyBoxem, więc ją też na wszelki wypadek będę aplikować :).

      Myślę, że u Ciebie nie w porządku tylko trochę. A remedium to jedno z moich ulubionych słów! No i co, żeby go używać, trzeba mieć problemy.
      Ja profesjonalnie nie poprawiałam już ze dwa lata albo lepiej, ale ciągle komuś jakieś przysługi robię, bo mi tak przykro, że te teksty takie niepoprawione...

      Usuń
  2. Przyjemnie się czytało :) o tej niezdarności, framugach i siniakach liczonych w setkach to możemy sobie sztamę przybić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh, cieszę się, że nie jestem sama... ja sobie potrafię uszkodzić nawet duży palec w stopie, wciskając go jakimś cudem w tę szparę pod drzwiami w trakcie owych drzwi otwierania...

      Usuń
    2. i mnie takie uszkadzanie palców jest niemal na porządku dziennym :( podejrzewam, że to przez to mam brzydkie, nierówne paznokcie u stóp :(

      Usuń
  3. Oh ja tez klne - mysle ze lepiej niz niektorzy faceci, choc to nie jest cos czym powinnam sie chwalic;)
    Jestem ciekawa jak wygladalas w glanach i na czarno:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam obecnie dostępu do moich starych zdjęć, ale jeśli kiedyś się dokopię, to pewnie się pochwalę. Niezapomniana moda ;)) A przeklinanie jest bardzo oczyszczające.

      Usuń
  4. Jest trochę rzeczy, które nas łączą. Gitarowa muzyka (choć ja bardziej poszłam w stronę metalu co nie zmienia faktu że swetry i glany nie są mi obce), znam last.fm. że mężczyznę mojego życia poznałam przez Internet (8 lat temu), że uwielbiam facetów w garniarku, marynarce, z lekki zarostem.
    nie mam jeszcze dziecka, ale nie sądzę bym potrafiła rozpływać się - jak to napisałaś - nad jego kupami itp ;) moja siostra ma małe dzieci i uważa mnie za sztywniarę, bo nie ciuciam do nich i nie robię z siebie idiotki. nie dziwię się, że masz takie podejście do dziecka... zaskoczyło mnie raczej, że otwarcie o tym napisałaś, bo niejedna kobieta bałaby się potępienia. udar Tomasza musiał być koszmarnym przeżyciem dla Was wszystkich. ciesze się, że jednak ten rozdział Waszego życia dobrze się skończył.
    Mam wrażenie, że spoko babka z Ciebie. Niezbyt często natrafiam na osoby konkretne, a jednocześnie sympatyczne. Niestety, to często nie idzie ze sobą w parze.
    Bardzo przyjemnie czytało się Twój alfabet... w pewnych momentach czułam się, jakby to było o mnie ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie sporo nas łączy! Udar Tomka był faktycznie koszmarem, do dziś zastanawiam się, jak my to przetrwaliśmy. Dziękuję za tyle miłych słów, jest mi taaaaaaaak ciepło na duszy dzięki Tobie :)

      Usuń
    2. w tak trudnych chwilach często okazuje się, że człowiek jest silniejszy niż przypuszczał :) wcześniejsze i późniejsze problemy wydają się błahostką - a więc po wygranych przejściach człowiek wydaje się szczęśliwszy, silniejszy... i bardziej docenia to co ma. Po tym poście widać, że Ty doceniasz. życzę wszystkiego dobrego! Super, że jesteś sobą :)

      Usuń
    3. dziękuję, Kasiu i... masz rację ze wszystkim!

      Usuń
  5. High five za przeklinanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, okazuje się, że klub rzucających mięsem jest całkiem pokaźnych rozmiarów!

      Usuń
  6. Pu Bu! Jesteś sexi Blondi - uroczym blondaskiem z charrakterkiem :))
    Chcę na herbatkę :*
    Ju tuuu - naprawdę ??? juuu tuu ...ech :/ złamałaś mi serce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadaj na herbatkę, byle prędko! mam tyyyyyyle różnych do wyboru :)
      No U2 to już od etapu pieluch ze mną było, więc wiesz, nic się nie dało z tym zrobić, moja punkowa duszo :D

      Usuń
  7. Nie skupiałam za bardzo uwagi na tym TAGu, ale przeczytałam z prawdziwą przyjemnością i jeszcze tutaj wrócę. Nie raz i nie dwa.
    Uwielbiam Twój styl pisania, podejście do życia a zwłaszcza względem dzieci. Tak mało kobiet PISZE/MÓWI otwarcie o tym, jak wygląda prawdziwe macierzyństwo i nie zawsze jest słodko i kolorowo. Daleka jestem rozpływania się nad dziećmi, zwierzętami itd. i nie oznacza, to braku empatii. Nie, po prostu to nie ja. Za to większa część populacji chce być aż do bólu połączona z lukrem i jest źle widziane, gdy druga strona tego nie podziela.

    Czerwony dywan hahahah może nie miałam czerwonego dywanu, lecz sytuacja była bardzo poważna w nobliwym towarzystwie. Niestety małe potknięcie wywołało lawinę mało fortunnych zdarzeń. Teraz z tego się śmieję. Wtedy nie było zabawnie. Mam niewyparzony jęzor :) Czasami staram się nad tym zapanować.

    Grunge przez chwilę mnie omamił, ale ze mnie była zawsze Gotycka Dusza. I tak pozostało, aczkolwiek zaliczyłam okresy fascynacji punk rockiem, a wszystko to przez pewnego basistę :) Długo miałam ciągoty do niegrzecznych Panów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hexx, Ty to naprawdę umiesz mnie uskrzydlić komplementami <3 dziękuję! Co do podejścia do dzieci, to wiesz, czasem się boję, że ktoś pomyśli, że nie kocham mojego syna albo nie widzę, jaki jest słodki, a to nieprawda! Uwielbiam go, tylko nie umiem zamęczać tym świata, i faktycznie pamiętam te wszystkie chwile, kiedy daleka byłam od uwielbienia, bo po prostu nie miałam na to siły. Cieszę się, jeśli komuś zrobi się lepiej, gdy to przeczyta i odnajdzie w tym również swoje niepopularne emocje.

      I pasujesz mi do gotyku! A historia basisty pewnie jest bardzo ciekawa... może zdradzisz co nieco, hmmm? ;)))

      Usuń
    2. Wiem o czym mówisz, bo najczęściej to ja spotykałam się z dziwną reakcją w stylu "no dlaczego nie chcesz się przywitać" - a dziecko miało kilka miesięcy, "no zobacz, przecież jest taki słodki" - a ja widziałam urocze dziecko, ale dziecko tak po prostu. Małego człowieka :) A kiedyś usłyszałam, że w ogóle nie nadaję się do dzieci bo nie mówię w ich języku... O dziwo TO dziecko wolało ze mną rozmawiać, bo traktowałam je jako partnera, a nie głupiutkiego stworzenia. Mogłabym mnożyć przykłady. Dlatego dobrze jest zachować równowagę i pokazywać wiele stron jednej sytuacji. Dzielisz się tym na swój sposób i właśnie! nie zamęczasz tym świata :))) Alleluja! ktoś w końcu rozumie na czym TO polega :)
      Nie jestem (jeszcze) matką, ale jeżeli taki moment nadejdzie, będzie mi bliżej do Ciebie niż do reszty Matek Polek.

      Gotyk opętał mnie bez reszty, TO były czasy. Teraz pozostało uwielbienie do tamtej muzy, choć przez jakiś czas byłam osadzona w The Doors, Janis Joplin itd. Mimo to zawsze ciągnęło mnie w inne rejony.
      Z basistą, to nie historia na szpalty blogowego świata :) Wyszłoby z tego coś a'la "fifty shades of..." ;) Może kiedyś pojawi się okazja do spotkania i plotek na długi wieczór. Powiem tylko tyle, że poszłam na koncert ze względu na perkusistę. Po czym kierunek zainteresowań szybko uległ zmianie i zaczęła się szalona historia. Dodam, że to ja pierwsza zrobiłam krok, zdobyłam numer telefonu i poszło :)

      Stres zabija.... przekonałam się o tym na własnej skórze i nikomu tego nie życzę. Dlatego też, dużo zdrowia dla Tomasza i dla WAS. Do tego czasami lekarze sami nie potrafią określić co/jak/dlaczego.... Mamy znajomych, którym druga córka urodziła się z opóźnieniem, doszło do niedotlenienia i w skrócie mówiąc, lekarz który odbierał poród nie dawał szans. Po czym maluch ocknął się po kilku minutach! NIKT nie wiedział, co będzie dalej. Mała przez pierwsze dwa latka rozwijała się w swoim tempie, bardzo wolnym. Pojawiły się problemy ze wzrokiem, ALE... dzisiaj ma 6 lat i jedynie okulary korekcyjne przypominają o tym, co BYŁO. Dziecko jest w pełni sprawne, a przeprowadzone badania wykluczyły jakiekolwiek powikłania.

      Co do włosów, próbowałaś może kaszy jaglanej? Wiem, że ostatnio ona jest znowu bardzo trendy i na fali, ale mnie bardzo pomogła. Może nie tylko ona, ale ogólne zmiany w menu pokazały, że warto połączyć przyjemne z pożytecznym. No i warto zrobić badania, wybrać się do trychologa.

      Usuń
    3. Oj, rozumiem Twoje problemy w kontaktach z kurduplami. Ja tak miałam przed urodzeniem swojego – czułam się jak odmieniec, mówiąc do nawet bardzo małych dzieci po dorosłemu. A one naprawdę to lubią i doceniają :).

      Koniecznie musisz mi opowiedzieć więcej o historii z basistą. Na żywo. Zdecydowanie! Ale gratuluję przebojowości, mi niestety zwykle jej brakuje i chyba trochę mnie przez to ominęło :).
      Dziękuję za pozytywną historię z córką znajomych, im więcej takich opowieści, tym mniej panikuję.

      Kaszę jaglaną zaczęłam jeść niedawno, ale za wcześnie, żeby powiedzieć o efektach – zresztą do tej pory nie zwracałam uwagi na jej działanie w innych rejonach niż brzuch ;). A o trychologu ostatnio myślałam z braku innych pomysłów – może to niegłupie.

      Usuń
    4. ja gorąco wierzę, że organizm dziecka potrafi w ogromnym stopniu się zregenerować. nie pamiętam tego, ale mój młodszy o dwa lata brat ponoć przez pięć pierwszych lat życia na wskutek niedotlenienia mózgu podczas porodu miał mętne oczy i bardzo wolno się rozwijał. rodzice myśleli, że będzie niepełnosprawny, a tak jakoś jako pięciolatek z dnia na dzień wydobrzał i jest świetnym facetem o normalnej inteligencji. z trzy lata potem zapadł na ciężką genetyczną chorobę, która atakowała jego układ nerwowy. nie mógł jeść, nie mógł chodzić, miał problemy z koncentracją, a lekarze dawali mu 50% szans na wyjście z tego. a wyszedł! trwało to jakiś rok, którego większość spędził w szpitalnym łóżku, ale teraz to wszystko to tylko złe wspomnienie z przeszłości.

      mój brat jest naprawdę dzielnym facetem. i mimo iż wiele przeszedł prowadzi normalne życie, ma fajną żonę, własną firmę, jest dobrze :)

      Usuń
  8. bardzo przyjemnie sie czytalo, piszesz w taki sposob, ze sie nie da oderwac!

    slicznego masz synka! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo miło było dowiedzieć się o Tobie czegoś więcej:) Ja chyba zbyt często przeklinam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie martw się, jak pokazują komentarze pod tym wpisem, nie jesteś w tym przeklinaniu osamotniona ;)

      Usuń
  10. Podobnie jak Ty jestem bardzo związana z mamą, lubię dzielić się z nią swoimi radościami i zmartwieniami, ponieważ wiem, że mogę zawsze na nią liczyć. W ogóle nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłoby jej zabraknąć.

    Również nie lubię kawy, za każdym razem przyprawia mnie o mdłości, ale nie toleruję też słodyczy, które ją zawierają.

    Straszna ze mnie niezdara, dlatego nie lubię tańczyć i stać w autobusie, ponieważ jest niemal pewne, że na kogoś wpadnę lub w coś uderzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rety, ile tu niezdar, nie jestem sama!!! :D
      A Mamy to takie nasze skarby, oby żyły jak najdłużej.

      Usuń
  11. Bardzo ciekawe odpowiedzi, aż przyjemnie się czyta... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że lektura okazała się miła :)

      Usuń
  12. Eeee, ale młody jest podobny do ciebie :D Hah:) Aż mi się polon przypomniał :)

    To ja z poradą. Weź no odżałuj 8 dyszek i zakup ten dziwny preparat. Na moim łbie zadziałał cuda, kiedy włosy wypadały mi garściami. Dosłownie. Może pomoże... http://www.alinarose.pl/2014/09/wcierka-na-baby-hair-start-nowej-ginvery.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, nawet go tu dobrze nie widać, a jednak podobny? tak, wszyscy to mówią, ma tylko honorowo kolor oczu po tacie, reszta chyba moja ;). i żebyś wiedziała – już lecę szukać Ginvery. będę polewać głowę na zmianę Ginverą, naftą i olejem rycynowym. no coś musi powstrzymać w końcu to wypadanie.

      Usuń
  13. O matulu, kończyłam tę samą specjalizację, świat jest mniejszy, niż mi się wydawało.

    A poloniści mogą przeklinać do woli, bo są świadomymi użytkownikami języka, heloł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kończyłaś na warszawskim polonie?
      a z bluzganiem polonistów masz zupełną rację, świadome rzucanie mięsem!

      Usuń
    2. Tak, na warszawskim (#hasztagduma). I też rzucam, jak chyba wszyscy bracia poloniści i siostry polonistki (a potem świat się dziwuje ;)).

      Usuń
  14. Kochana, po tym poscie przekonalam sie ze laczy nas wiecej niz tylko imie :) Tez jestem niezdara, kocham herbate, internet i facetow w garniakach + moje wlosy tez uwielbiaja wypadac i sa cienkie... Generalnie wyprobowalam wiekszosc wcierek do wlosow na porost i NIC :P Teraz testuje oleje moze cos pomoga...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo, witaj, imienniczko! :) faktycznie wiele nas łączy, choć akurat to, co wymieniłaś... nie wiem, czy dobrze ;).

      Usuń
  15. Z prawdziwą przyjemnością dowiedziałam się o tobie kilka fakcików - super się czytało tego taga!:-):-):-)
    Ja też jestem herbatowa, ale akurat czarna liptonowa to moja ulubiona ;-)
    Ale zakręciła mi się łezka w oku, gdy zobaczyłam logo radiostacji ;-) Ta stacja dokształtowała, że tak powiem, mój gust muzyczny, przysporzyła mi tyle wrażeń i pięknych chwil! Odkryłam ją dopiero w 2001, szczęście trwało tylko 2-3 lata, bo niestety stacja uległa komercjalizacji... No i kiszka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, Justynko! i wytłumacz mi, jak możesz pić Yellow Label? nie denerwuje Cię ten tłusty kożuch, który zostawia na kubku? i ten mocny smak? i drobne zmielenie? :D:D:D
      I tak się cieszę, że nie jestem tu sama z radiostacyjnej braci, piona!

      Usuń
    2. Agatko, my mówimy o tej standardowej czarnej herbacie Liptona, tak? :-)
      Tłusty kozuch nigdy mi się nie przydarzył ;-)
      A Radiostacji to mi strasznie brakuje, właśnie tej starej... Ach, to były piękne czasy... Pod względem muzycznym dla mnie chyba najpiękniejsze ♥

      Usuń
  16. U mnie ze szminka mi było identycznie :) poza tym literka A... mam to samo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najważniejsze, że już wyszłaś z bezszminkowego mroku ;)

      Usuń
  17. Cudownie, że przygotowałaś ten tag :) Czytałam z zapartym tchem, bo a) miło jest dowiedzieć się o Tobie czegoś więcej i b) uwielbiam Twoją pisaninę. Dla mnie możesz pisać o czymkolwiek (nawet kupach Tomasza) ;) Jedną z wymienionych przez Ciebie cech, którą odnajduję również u siebie jest niezdarność! Ciągle mi coś leci z rąk, a im bardziej staram się być cicho, tym bardziej się rumolę. Do tego zabijam się o własne nogi nawet na płaskiej drodze (stąd też pewnie niechęć do obcasów), a jak wyczuję, że ktoś na mnie patrzy, to już leżę na amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Aniu, dziękuję za miłe słowa! to Ty i Twój alfabet skłoniły mnie do napisania mojego – tak mi się dobrze czytało... ;). Mimo wszystko postaram się pisać o czymś ciekawszym niż kupy Tomasza hehe. I witam w klubie niezdarnych, wiesz, jest nas już tutaj całkiem sporo ;))

      Usuń
  18. Agato, CUDOWNIE poznać Cię bliżej. Bardzo się cieszę, że napisałaś tego posta. Za zdanie:

    Philip K. Dick byłby ze mnie dumny.

    mam ochotę Cię znaleźć i wyściskać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej ojej, jak mi miło!!! Ty też przepadasz za książkami pana z brodą, który lubił sobie od czasu do czasu napisać coś odjazdowego pod wpływem? ;) świetna, niepokojąca literatura.

      Usuń
  19. wow, ależ my mamy wiele wspólnego! przed laserem też miałam astygmatyzm i mimo że zabieg to naprostował, ciągle jakoś mam problemy z kątami, załamaniami i liniami (tak jakby astygmatyzm został mi w głowie). i to astygmatyzm winię za niezdarność - ciągłe włażenie na meble, obijanie się o framugi, potykanie na prostej podłodze, itp. no i oczywiście mi też wszystko leci z rąk

    macierzyństwo jest fajne, ale mimo iż kocham Viktorię nad życie, potrafię przed sobą przyznać, że czasem mam jej dość i potrzebuję psychicznie od niej odpocząć. co jest dość trudne, bo tutaj jesteśmy z Justinem sami, rodzice daleko, a byle komu dziecka nie zostawię.

    blog to dla mnie odskocznia od rzeczywistości, dzięki której właśnie psychicznie odpoczywam. poza tym fajnie pogadać sobie z kimś, kto dzieli nasze pasje. ja nie interesuję się piłką nożną czy cricketem, więc nie rozmawiam z lubym na te tematy. a on z kolei nie podziela moich kosmetycznych zainteresowań ;)

    ja kocham kawę i bardzo dużo jej pijam. i uwielbiam kindle. dla mnie to urządzonko już dawno przebiło papier.pamiętam jak zwłaszcza je doceniałam w okresie karmienia piersią, kiedy trzeba było jedną ręką trzymać dziecko, więc przewracanie kartek odpadało ;)

    też mam kilkadziesiąt szminek. a dokładnie 51 :)

    przystojniak z Tomasza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha, zapomniałam dodać,że w czasie licencjatu na anglistyce byłam na specjalności językoznawczej :]

      Usuń
    2. Kingo, o rety, to naprawdę możliwe, że jestem aż tak niezdarna przez astygmatyzm?? wiele rzeczy na niego zwalam, ale nigdy nie odbierałam siebie jako tej obijającej się o meble i potykającej przez pryzmat mojej wady wzroku. A to przecież ma sens. I czy ja dobrze zrozumiałam, że laserowo da się usunąć astygmatyzm? To fantastyczna wiadomość!

      Zostawiasz Viktorię z Justinem i wychodzisz gdzieś sama czasem? Szkoda, że nie masz nikogo zaufanego do pomocy, ale taka zmiana warty przynajmniej może coś pomóc. Wiadomo, nie pójdziesz w tym czasie z ukochanym na romantyczny wieczór we dwoje, ale zawsze możesz iść na zakupy ;). Ile Twoja córa już ma? Ten czas tak szybko leci, że pewnie jak mi powiesz, to się bardzo zdziwię.

      51 szminek to wspaniała kolekcja. Ja na wszelki wypadek nie policzę swoich ;).
      Tomasz dziękuje za komplement!

      Usuń
    3. przyznam, że nie wiem, czy to możliwe. nie chciało mi się szukać naukowych dowodów. po prostu tak mi się wydaje, że jedno z drugim jest powiązane. mogę się mylić :)

      moja laserowa korekta obejmowała krótkowzroczność i astygmatyzm. jeśli chodzi o to pierwsze, różnica jest ogromna. co do astygmatyzmu, według lekarza i jego się pozbyłam, ale wciąż mam problemy z kątami. przez to np. nienawidzę parkować samochodu. nie wiem, być może mam ten problem w głowie.

      zostawiam, ale nie na długo. On jest palaczem, a jej nie można z oka spuścić (ma 15 miesięcy i WSZYSTKO ją ciekawi). ponieważ nie chcę, żeby palił przy dziecku, moje wyjścia są króciutkie :)

      weź policz i mi powiedz na ucho. ciekawa jestem ;)

      Usuń
  20. U mnie dosypianie zawsze popołudniowe drzemki :D
    I ja uwielbiam się otaczać pięknymi rzeczami ! :D Takie bibelociki ale co tam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Haha ja również kocham dosypiać! Bez tego życie nie ma sensu. :D Zawsze obiecuję sobie, że zamiast dosypiać po prostu będę spała godzinę dłużej, co będzie lepsze dla mojego organizmu, ale ostatecznie tego nie robię. :) A herbaty również piję jak w największym kubku. Narzeczony żartuje, że kiedyś poda mi herbatę w korytku. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jestem ciekawa czy w którymś z Warszawskich salonów kiko dostępne są jeszcze te róże :-)
    Jaka jest ich cena? :-)

    OdpowiedzUsuń