poniedziałek, 5 stycznia 2015

Projekt denko, odc. 21

Zamiast wstępu będzie bezsensowna piosenka: Zima, zima, zima, pada, pada śnieg, śmieci lecą do śmietnika i rozlega się muzyka: brzdęk brzdęk brzdęk, brzdęk brzdęk brzdęk, brzdęęęęk brzdęęęęk brzdęęęęęk. Bez sensu, nie? Przecież śniegu w Warszawie nie ma. Śmieci: a i owszem.


Z dnia na dzień wydoroślałam. Przestałam ulegać szaleństwu denkowania za wszelką cenę i jak coś się wydaje beznadziejne, to leci dalej w świat lub ląduje w koszu. Za stara jestem na paćkanie się byle czym. To w sumie smutne, bo kto lubi być na coś za stary? To również wesołe, bo... wesołe. Oto, co wygrzebałam z mojej ekotorby robiącej za śmieciowisko.


Kallos – Placen(t)a – maska do włosów z wyciągiem z łożysk roślinnych – byłam ogromnie rozczarowana, gdy okazało się, że owe łożyska nie pochodzą od krowy czy prosięcia, tylko od nudnych roślin. Nie od dziś wiadomo, że w łożysku żywej istoty jest najwięcej wartości odżywczych – więc myślałam... źle myślałam. Maska nie robiła na moich włosach nic nadzwyczajnego, pod koniec zaczęła niezdrowo śmierdzieć, więc wywalam połowę. Ale to nie łożyska zdziwiły mnie najbardziej. Jej nazwa to „Placenta”, a na moim słoiku ktoś zjadł T. W opisie również jest placena. Maskę kupiłam w hurtowni z produktami do włosów, niestety, nie potrafię jej już zlokalizować, żeby zapytać właścicieli, o co kaman. Podróbka maski do włosów za kilka złotych? Bardzo nie sądzę. O co więc chodzi? To jedna z większych zagadek ludzkości, z jaką przyszło mi się zmierzyć. 

Yves Rocher – Anti-Chute – Szampon stymulujący przeciw wypadaniu włosów – ten gramatycznie bezsensowny szampon bardzo mi się nie spodobał, bo: przyspieszał przetłuszczanie (myję głowę co drugi dzień, a po tym szamponie już następnego dnia wieczorem włosy wyglądają źle, a rano – okropnie), śmierdział świeżo wyrwanym chwastem i był kolejnym szamponem YR, który się u mnie nie sprawdził, mimo że wiele osób chwali ichniejsze produkty do włosów. Włosy oczywiście jak wypadały, tak wypadają, ale nie spodziewałam się cudu, więc wszystko jedno. 

Batiste – suchy szampon w wersji Fresh – przeprosiłam się z suchymi szamponami po tym, jak kilka razy uratowały mnie przed kompromitacją, między innymi po użyciu kolegi wyżej. Wersja Fresh odpowiada mi zapachowo, podobnie jak wersja dla blondynek. Pozostałe jakoś mi nie leżą – dziwnie się czuję, gdy mam na głowie żar tropików lub fantazję wiśniową. Kiedyś używałam Klorane, ale jest dużo droższy, a efekt ten sam, więc zdradziłam i nie żałuję.


Stara Mydlarnia – Chocolate Bath Gel – minus za idiotyzmy z tyłu: „Doskonale oczyszcza, ujędrnia i wyszczupla ciało”. Po co oni to robią? Startują w konkursie na wygłup epoki? Ich marketingowcy są tak głupkowaci, że naprawdę myślą, że ktoś się na to nabierze? Nie mam pojęcia. O tym żelu warto wiedzieć tyle, że: 1) ma konsystencję pasującą do szklanego opakowania i sprawnie wypływa na dłoń, 2) pachnie jak delicje z galaretką pomarańczową. Ja nie przepadam za czekoladą z pomarańczową nutą, ale fani umrą z zachwytu, bo aromat jest najprawdziwszy z prawdziwych.

I Love... Cosmetics – Coconut & Cream – peelingujący żel pod prysznic – pachnie jak pyszny budyń kokosowy, ale funkcja peelingująca to żart. Pisałam o nim tu: klik.

Perfecta Femina – Probiotyczny preparat do higieny intymnej FRESH – żele do higieny intymnej Perfecty to najlepsze, co kiedykolwiek przytrafiło się moim cipkowym okolicom. Ostatnio Dax Cosmetics mocno zamieszał w swoim Perfectowym świecie, w wyniku czego żelowe byty zmieniły etykiety i rozmnożyły się. Dotychczas używałam żelu Perfecta Mama – bezzapachowego, delikatnego, wydajnego i świetnego. Tym razem skusiłam się na coś z nowej oferty i cipkowe okolice nie zgłosiły protestów, a u mnie podniósł się komfort z powodu delikatnego, odświeżającego zapachu, który dla odmiany ta wersja posiada. Wydajność nieco gorsza niż u poprzednika. Polecam te żele, moim zdaniem są dużo lepsze od słynnego Lactacydu. 

Yves Rocher – żel do mycia rąk Czerwone Owoce – nie ma go na zdjęciu, bo opakowanie oddałam Mamie nr 2, która potrzebowała czegoś niskiego z dozownikiem pod lustro w łazience. Mniejsza. Żel pochodzi z tegorocznej świątecznej edycji, a czerwone owoce to po prostu żurawina. Właśnie nią pachniał ten żel, bardzo ładnie zresztą, a jedyną wadą okazała się bardzo niska wydajność. 


Yves Rocher – Active Sensitive – tonik łagodzący do cery wrażliwej – bardzo go polubiłam za delikatny zapach i uczucie ukojenia po użyciu. Beznadziejna jest butelka – płyn leje się z szerokiej dziury, co bardzo obniża wydajność, no i łatwo się oblać, szczególnie rano w wersji półprzytomnej. Więcej napiszę o nim niebawem, ale wiedzcie, że a) polecam, b) obecnie jest do kupienia online za pół ceny (16,50 zł; w regularnej się zupełnie nie opyla). 

Pat&Rub – Tonik do twarzy – to również tonik łagodzący i również dla cery wrażliwej. Tyle się o nim naczytałam w blogosferze, że kiedy przy zakupach odkryłam, że znajduje się wśród próbek do wyboru, gęba się mnie roześmiała aż. Tonik okazał się doskonały, dokładnie jak blogerki nagadały. Ma ziołowy zapach, który jest wyraźny, więc jeśli takich nie lubicie, nawet nie zaczynajcie dumać nad zakupem. Koi, nawilża, tonizuje, a moja skóra go pokochała. Na pewno kupię pełny wymiar, jak tylko P&R łaskawie uzupełni zapasy w sklepie online.

Organic Shop – Organic Algae & Mud – błotna maska do twarzy, będąca ciekawym połączeniem glinki i alg, czyli dwóch składników, które moja cera (i nie tylko moja) bardzo lubi i docenia. Zaskakujący okazał się męski zapach. Była okej, trochę rozjaśniała cerę, ale nie planuję powrotu, bo zauważyłam, że zarówno algi, jak i glinki dużo lepiej działają solo. 

Balea – pianka do mycia twarzy – jej krótką recenzję znajdziecie TU, a ja na szybko powiem, że pachnie dość intensywnie, domywa przyzwoicie, ale napina skórę i nadaje jej (szczególnie na czole) mocno przesadzony połysk, co niekoniecznie mi odpowiada. Było nam razem nieźle, ale nie planuję powrotu. 

Bandi – Young Care – Oczyszczający tonik antybakteryjny – już kiedyś zrzędziłam przy okazji recenzji płynu micelarnego Bandi (klik) na głupie opakowanie ze spryskiwaczem. Tu mamy taką samą plastikową butelkę z atomizerem, który męczy i jest zupełnie niepotrzebny. Poza tym tonik jest piekielnie wydajny, ma intensywny (ale ładny) zapach i przez pewien czas po przetarciu nim twarzy skóra nieco się lepi. Niewątpliwym plusem jest brak alkoholu w składzie – niestety, w większości toników „oczyszczających” i „antybakteryjnych” gorzała siedzi w czołówce INCI (przekonałam się o tym niedawno, kiedy odnalazłam alcohol denat. w składzie kupionego online nowego toniku marki Korres). Bandi używał głównie mój mąż i był zadowolony, czego nie może powiedzieć o swoim nowym prezentowym nabytku z wyższej półki, czyli wspomnianym Korresie, który, cytuję: „ładnie pachnie, ale ma właściwości śliwowicy”. 


Yves Rocher – Elixir 7.9 – roll-on pod oczy – recenzja tu: klik, więc nie będę się rozpisywać. Miło jest przejechać pod oczami zimnymi kulkami o poranku, dlatego jeździłam nimi dosyć długo, ale brak sensownych właściwości nawilżających i irytujący różowy połysk, który po sobie zostawia, sprawiły, że Elixir leci do kosza, niezużyty do ostatniej kropli (sic!).

Douglas Beauty System – Seathalasso Body Cream – zdecydowanie za drogi (89 zł za 200 ml) krem do ciała, który pachnie tym słynnym, zmyślonym kosmetycznym morzem i ma niezłe właściwości nawilżające, choć na kolana nie rzuca (a za tę cenę powinien). Pełna recenzja tu: klik. Powiem tylko, że bardzo miło się go używało, bo takie słoiki są magiczne, spodobała mi się też półżelowa konsystencja. Z powodu nieuzasadnionej zbytdrogości powrotu nie planuję, ale i tak dziękuję za miły prezent, Mamo!

BeBeauty – Ultranawilżający krem wygładzający – nie robię zakupów w Biedronkach. Kiedyś nie robiłam, bo nie do pomyślenia było dla mnie, że nie można płacić tam kartą, a teraz nie robię, bo żarcie i chemię kupuję głównie online (tak mi wygodniej w codzienności z Tomaszem). Raz zrobiłam wyjątek i poszłam do Biedronki po słynny micel, ale go nie znalazłam, więc wyszłam z kilkoma innymi kosmetykami na spróbowanie. Krem BeBeauty to... nie to. Śmierdzi babcinym kosmetykiem sprzed ćwierć wieku i to główny powód jego dyskwalifikacji. Poza tym przyzwoicie nawilża i jeśli komuś smrody niestraszne, za te kilka złotych z pewnością zrobi dobry interes.

Laura Conti – Chocolate Vaseline – mimo że na kartoniku były jeszcze cztery miesiące ważności wazeliny, po odpieczętowaniu okazało się, że jest zepsuta i do niczego się nie nadaje. A czekolada sztuczna i paskudna. Omijajcie, a zamiast tego kupcie fantastyczną wazelinę Flos-Leku w tak samo fajnym, metalowym słoiku. 

Pat&Rub – Rewitalizujący balsam do ciała – balsam żurawinowo-cytrynowy pachnie podobnie jak wersja kokos i trawa cytrynowa, a ten z kolei pachnie identycznie jak linia Orzeźwiająca. Aromat zły nie jest, wręcz przeciwnie, orzeźwia i w ogóle. Nawilża dobrze, ale i tak moje serce należy do patandrubowych maseł. Nic nie poradzę. Porównanie trzech balsamów P&R znajdziecie tu: klik.


Na koniec mamy świetny, acetonowy zmywacz Isany, moją ulubioną maskarę Maybelline One By One (według mnie o niebo lepszą od słynnej żółtej) i trzy lakiery, wśród których Manhattan jest pradziadkiem, Color Club rozwarstwił się jak ostatni frędzel (jestem wkurzona, bo kochałam jego soczysty chabrowy odcień), a Kobo stracił ważność i zaraz po tym baza na dobre rozstała się z pigmentem (prezentacja odcienia tu: klik). Krem Organique zamierzam kupić i wypróbować, bo zapowiada się dobrze, a fluid Clarins był jak zwykle o trzy odcienie za ciemny (o niechlubnej tradycji za ciemnych próbek pisałam w tym tekście). 

Jeśli dotarłyście do końca, gratuluję i życzę przemiłego wieczoru/dnia :). 

50 komentarzy:

  1. Z Pat&Rub jeszcze nic nie miałam i wciąż nie mogę się zdecydować, co powinnam wypróbować jako pierwsze :) Podkład z Clarins jest na mojej liście zakupów jak tylko się skończy mój obecny. Z próbkami niestety tak jest, że nigdy nie wiadomo jaki kolor...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masło, wypróbuj masło! ;) jeśli lubisz słodkie zapachy, to weź to z linii Otulającej, a jeśli orzeźwiające – którekolwiek inne poza Rozgrzewającym :).

      Usuń
  2. Przez Ciebie zaczęłam nucić :P
    ooo, pamiętam, jak próbowałyśmy tę placenową zagadkę rozwikłać ;)
    Dużo tego, ale ja zużyłam jeszcze więcej w grudniu i jestem zrozpaczona z tego powodu. Kto to wszystko obfoci i opisze, ja się pytam? Jak o tym pomyślę, to mnie depresja łapie :P idę po słodycze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, o co mogło chodzić z tą placeną. Google nie słyszał o czymś takim.
      ach, ile przed Tobą pracy, biedna blogerko kosmetyczna. będę Cię wspierać myślami w tych trudnych chwilach :*

      Usuń
    2. Proszę Cię, może jutro to ruszę, ale aż boję się do pudła z pustakami zaglądać ;)
      Lepiej przyjedź i mi pomóż!

      Usuń
  3. Piosenka pewnie zostanie mi w głowie do jutra:P Denko spore, ale już nie raz widziałam na blogach większe i zawsze się zastanawiałam czy dziewczyny zjadają te kosmetyki czy co? Ja przedwczoraj w ramach postanowienia noworocznego zrobiłam mały przegląd kosmetyków i część pewnie też wyląduje w koszu:>
    Btw bardzo lubię Twój styl pisania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie zwykle jest dużo rzeczy otwartych naraz i potem zdarza się miesiąc, w którym wszystko wykańczam i też wygląda, jakbym się polewała namiętnie kremami i innymi miksturami :D.
      ja w ramach postanowień noworocznych zabrałam się do tego samego co Ty – to, co się może przydać komuś innemu, spróbuję wcisnąć Czytelniczkom, a reszta podzieli los dzisiejszego bohatera zbiorowego :)

      dziękuję za miłe słowa <3

      Usuń
  4. Jedynie znam zmywacz i bardzo go lubię ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi tylko czasem nie odpowiadają jego rozmiary, ale chyba jest też do kupienia mniejsza pojemność?

      Usuń
  5. Poprosiłam znajoma o zakup tej pianki Balea hm, ciekawe jak u mnie sie sprawdzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha, właśnie napadało - chyba przywołałaś ten śnieg :)

    A szampon z YR ten z zielem ma w składzie silikon czy tam jakiś polimer - generalnie coś, co oblepia i u mnie też powoduje mega przyklap i tłuszcz na głowie na drugi dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas ciągle tyle co kot napłakał, a zamiast tego -8 stopni i wiatr. nie mam słów, żeby opisać moją nienawiść do tej pogody.

      a widzisz, czyli jednak moje włosy się nie mylą, że coś nie halo z tym YR. szkoda, myślałam, że chwasty zrobią im dobrze ;(

      Usuń
  7. A u mnie śniegu tyyyle, za to zużyć brak ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. u mnie ostatnio same zapasy, coś denek brak ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. wow, ile żeś śmiecia naprodukowała :)

    jak mówisz, że glinki i algi lepiej działają solo, wezmę pod wzgląd Twoje doświadczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może jakby je pomieszać ręcznie – czyste algi i czystą glinkę? w wydaniu Organic Shopu nic specjalnego.

      Usuń
  10. Tonik z P&R uwielbiam i może niedługo do niego powrócę? Bo trochę się stęskniłam ;) Chociaż woda uriage działa u mnie również nienagannie ;) Balsamów P&R nigdy nie miałam bo jakoś jednak wolę mazidła do ciała w słoiku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja z kolei nie widzę mocy w wodach termalnych. są mokre i tyle ;) właśnie jedzie do mnie woda winogronowa Caudalie – może ta coś zmieni w tym temacie? heh

      Usuń
  11. Za stara jestem na paćkanie się byle czym - tez ostatnio dochodzę do tego wniosku:) A szampony z YR w tych butelkach się u mnie sprawdzają znakomicie :) choc moj ulubiony z nasturcją wycofali gamonie:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gamonie do kwadratu, że nie zostawiają gruszki w karmelu w stałej ofercie ;) no chociaż niechby byłą w sprzedaży przez całą ohydną zimę!

      Usuń
  12. Myślałam, że ta maska z Organic Shop spiszę się doskonale, ale niestety, a miałam ją w chciejliście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jest zła, po prostu nic nadzwyczajnego.

      Usuń
  13. Gratuluję zużyć :) A ten szampon YR o zapachu chwastów (zapach dzieciństwa!) mi szalenie odpowiada - jestem w trakcie 3-ciego opakowania :) Jak widać co człowiek, to inne potrzeby ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje dzieciństwo jakoś ładniej pachniało :P
      ale fakt, z kosmetykami nigdy nie wiadomo!

      Usuń
  14. A u mnie tyle śniegu, że chętnie oddam :D
    Jeszcze się za to z denkiem nie uporałam ;/

    OdpowiedzUsuń
  15. przy projekcie denko jest sporo roboty, doceniam Twój wpis, ja ostatnio zdjęcia z pustakami wrzucam jedynie na fejsa . bardzo lubię ten zmywacz isany i suche szampony, choć tej wersji akurat nie miałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za uznanie, Żaneto ;) szkoda, że nie opisujesz swoich pustaków, naprawdę fajnie się czyta takie zbiorcze wpisy, przynajmniej ja lubię.

      Usuń
  16. Ładnie poszło ;) Nie ma śniegu ale brzdęk, brzdęk samo też ładnie dźwięczy :)
    Nie znam niestety nic z Twoich śmieciuchów co pozwoliłoby na konstruktywne zagajenie gatki ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. ja też ostatnio już nie męczę się z kompletnymi niewypałami. oddaje albo wywalam wraz z denkiem. po co się męczyć skoro coś nam nie służy? znam jedynie batiste, zmywacz isany.. i chyba więcej z Twojego denka nie poznam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się tak zachwyciłam zużywaniem do ostatniej kropli i tą dumą na koniec miesiąca, że przesłoniło mi to sensowność denkowania. ale już się opamiętałam i mi lepiej, a wielkie porządki w zapasach trwają ;)

      Usuń
  18. Nie mialam zadnego z tych porduktow ! Mam wielka uraze do marki Pat&Rub niestety....ale pisalam juz o tym. I masz racje one wszystkie pachna tak samo. Probowalam otulajacy balsam, ale kompletnie mi nie podszedl niestety. Podziwiam wytrwaloasc w opisywaniu - mnie tez to czeka - jakos se nie moge zabrac niestety...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak, pamiętam, że nie pasuje Ci P&R. ja miałam odpisać na Twój tag, ale nie umiem odpowiedzieć na połowę z tych, pozornie błahych, pytań!

      Usuń
  19. Tonik P&R jest genialny, też właśnie przymierzam się do zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Lubię tu zaglądać, poprawiasz mi humor :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Sporo tego poszło ;) Narobiłas mi ogromnej ochoty na czekoladową kąpiel ze Starą Mydlarnią. Muszę gdzieś dopaść ten żel.

    OdpowiedzUsuń
  22. hah.. faktycznie w YR mogliby się bardziej postarać;) Chyba nabrałam ochoty na tonik z P&R, bo dotychczas żyłam w przeświadczeniu, że pachnie różami, a tu proszę - ziołowy czemu nie:) Uwielbiam masła z P&R, ale i baslam świetnie się sprawdzil na wyjeździe:)

    witam się serdecznie i życzę wielu dobroci, zdrówka, i uśmiechu dnia codziennego w Nowym Roku:)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do działania balsamu P&R nie mam zastrzeżeń, po prostu zawsze wybieram masła :)
      dziękuję za życzenia, Patrycjo, Tobie również udanego roku!

      Usuń
  23. Uwielbiam suche szampony Batiste, miałam już chyba wszystkie wersje :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Ahahhahah kocham Twoje wpisy! I nawet przy 'głupim' denku można się uśmiać po pachy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooj, Marti, dziękuję za takie piękne i budujące słowa :D

      Usuń
  25. Uwielbiam Twoją bezpośredniość w pisaniu ^^ Z Twojego denka znam jedynie szampon z Batiste (inna wersja), który nie powalił mnie na kolana oraz zmywacz z Isany, który wysuszył moje paznokcie :]

    OdpowiedzUsuń