piątek, 5 grudnia 2014

Przyjrzyjmy się wspólnie kosmetykom Yves Rocher ze świątecznej edycji

Coooooraz bliżej Święta, coooooraz bliżej Święta... jeśli nie wiecie, co kupić nie tyle bliskim, co tym dalszym (dla bliskich możecie postarać się bardziej!), zachęcam do skierowania patrzałek w stronę świątecznych kolekcji kosmetyków Yves Rocher. Zeszłoroczne czekolady z dodatkami niespecjalnie mnie przekonały – wersja z pistacją okazała się zbyt dusząca i jednowymiarowa, czekolady z pomarańczą nie lubię, o malinie czytałam niepochlebne opinie, więc odpuściłam... Myślałam, że w tym roku też nie będzie się czym podniecać, ale istnieją pewne jasne punkty tegorocznej świątecznej oferty. 


Pokażę Wam, co sama kupiłam dla siebie, dla rodziny. Po pierwsze, wcale nie najpiękniejsze: czerwone i czarne owoce. Te czarne to słodziutka jeżyna, na szczęście nie mdła, mojemu mężowi przypomina czarne frugo, a mnie fioletowe skittlesy. Taki aromat wita nas z butelek, ale wyraźnie zmienia się w kontakcie z wodą. Soczysta, obfita piana ma nagle zupełnie delikatny i prawie pozbawiony słodyczy zapach, który szybko (chyba zbyt szybko) się ulatnia. Czerwone owoce w butelce pachną jak owocowa galaretka, taka w cukrowej posypce i okrągłym opakowaniu, pewnie ją kojarzycie? Pod prysznicem czerwone owoce również tracą swoją zapachową moc, pozostając jedynie mało intensywnym, choć wciąż miłym, żurawinowym żelem pod prysznic. Jeśli lubicie intensywne aromaty w kąpieli, nie zachęcam i nie polecam, choć dać tego typu kosmetyki na prezent np. cioci to żaden wstyd. Myślę, że z powodzeniem mogą umilić wspomnianej cioci zimowe wieczory. 


Z jeżynowej serii dla siebie kupiłam jeszcze krem i puder do ciała. O tym drugim za chwilę, a o pierwszym na razie się nie wypowiem, bo jeszcze go nie otwierałam (zapasy, ach, zapasy...). Nie mogłam się również oprzeć mydłom w płynie – butelki wyglądają estetycznie, a takich mydeł przecież nigdy w domu za wiele. Na pewno jedno z nich wystawię w łazience tuż przed Świętami, żeby nawet tam zbudować choć odrobinę świątecznego nastroju. Skoro nie planuję zakupu papieru toaletowego w renifery i nie będę podziwiać w kiblu migoczących kolorowych lampek, niech będą chociaż te owoce.


Ale wiecie, co w tym sezonie pachnie absolutnie fantastycznie? Karmelizowana gruszka! Zakochałam się w tym zapachu tak bardzo, że sprawiłam sobie gruszkową wodę toaletową. Wiecie, czym pachnie karmelizowana gruszka? Karmelizowaną gruszką. Tak po prostu. Kosmetyki z tej serii pokazują całą swą gruszkowatą gruszkowość, okraszoną odrobiną świątecznej słodyczy. No odlot po prostu, oczywiście – jak to bywa przy zapachach tego typu – dla wybrańców. To zapach nietypowy, bardzo specyficzny i choć dla mnie piękny, nie wiem, czy odważyłabym się polecać Wam go do kupienia w ciemno. Bardzo zaskoczyła mnie, niewidoczna na zdjęciu (z powodu mojego gapiostwa), woda toaletowa, która również pachnie karmelizowaną gruszką i mimo że nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym taki zapach nosić na sobie, okazało się to bardzo przyjemne. Nie na co dzień, nie na zawsze, ale dla odmiany – jak najbardziej. Nigdy nie wąchałam niczego podobnego – ani w kosmetykach, ani w perfumach. Eksperyment z wodą toaletową (która, przy okazji mówiąc, utrzymuje się na skórze dłużej, niż sądziłam) zachęcił mnie do eksplorowania innych niezobowiązujących owocowych zapachów Yves Rocher. Bo te klasyczne kompozycje perfumiarskie są mi znane i, pełna samozdziwienia, doceniam.


Wracając do gruszki, kremowy żel pod prysznic i balsam do ciała mieszkają w dużych, 400-mililitrowych butlach, których sporą wadą jest brak dozownika. Zarówno balsam, jak i żel leją się prosto z szerokiej dziury, co niekoniecznie mi odpowiada. Pamiętam, że na stronie Yves Rocher można kupić oddzielnie dozownik do tego typu butelek, ale umówmy się, takie pojęcie ekologii jest cokolwiek gówniane. Przynajmniej w kosmetykach świątecznych, które co do zasady mają oczywiste przeznaczenie prezentowe. Co mam zrobić – zapakować dwie ładne butelki i dołożyć folię z dozownikiem? A może z dwoma? Może zrobię z tych dozowników cukierki, tylko jak, skoro takie one niewymiarowe? Niniejszym wysyłam do producenta (niezbyt wysoką, ale jednak) falę hejtu. 


Na zdjęciu powyżej jeszcze dwa kremy do rąk i jeżynowe mleczko do ciała, które przeznaczyłam na prezenty, więc nie odkręcam i nie oceniam ich pielęgnacyjnych mocy. Wiedzcie jednak, że da się skomponować tematyczny zapachowo zestaw jeżynowy lub, hm, galaretkowy i wybór kosmetyków, jakie można ze sobą zestawić, wcale nie jest mały. Poniżej jeszcze bardzo świąteczna i radująca me oko kula z żelem pod prysznic, który kryje w sobie drobinki o nie do końca jasnym dla mnie przeznaczeniu. Rozpuszczą się? Zostawią brokat na ciele i ręczniku? Tego dowie się przyszły właściciel połyskującej kuli. W każdym razie wizualnie ten przedmiot bardzo do mnie trafia. Bombka do powąchania i się_umycia. Czemu nie.


A na koniec intrygujący bohater świątecznej kolekcji: połyskujący puder do ciała. Szczerze mówiąc, przed wrzuceniem go do koszyka, nie zastanowiłam się zbyt głęboko. Miałam rabat -100 zł na cały koszyk, więc ewentualny niewypał był mi niestraszny. Nie miałam nigdy pudru do ciała i nie bardzo wiedziałam, czego się po nim spodziewać. Przede wszystkim ubzdurałam sobie, że będzie w kamieniu. Nie jest. 


Opakowanie kryje w sobie silnie mieniący się pyłek o wyraźnym, słodkim, jeżynowym zapachu. Pyłek po otwarciu radośnie fruwa po pokoju. Do jego aplikacji wytypowany został tandetnie wyglądający puszek, który ma dokładnie taką samą wartość aplikacyjną jak maskotka przedstawiająca krótkowłosego kota rasy europejskiej. Miało wyjść słodko – niestety, w praktyce jest dość żałośnie. Pyłek na skórze iskrzy jak pogrzany, szczególnie w sztucznym świetle. Na sylwestra będzie idealny, no dobrze, może w blasku wigilijnych świec również znajdzie się dla niego uzasadnienie. Nie wiem, czy wymyślę mu zastosowanie, bo na bal sylwestrowy się nie wybieram. Może zachęcę Tomasza do posypywania nim gołębi na spacerze – tak, żeby mieniły się w słońcu i przestały wyglądać szaro i smętnie. Depresyjne gołębie. Nie cierpię ich. Ponadto mam teorię, że w ostatnich latach pozjadały większość wróbli. Biedne wróble, głupie gołębie.

Podsumowując: jeśli chcecie się mienić w Święta i w karnawale, dużo lepszym pomysłem będzie zakup obłędnie wyglądających pudrów do ciała, które w swej ofercie ma Douglas. Cena praktycznie taka sama, a jakże inne wykonanie... KLIK.

Jeśli zaś chodzi o świąteczną kolekcję Yves Rocher, do kupienia są jeszcze balsamy do ust z czerwonymi i czarnymi owocami, które podejrzewam o pielęgnacyjną przeciętność, bazując na posiadanej przeze mnie malince z ubiegłego sezonu. Nie jest zła, ale sztyft jest sztywny, balsam barwi usta na różowo i w porównaniu choćby z wazeliną Flos-Leku wypada średnio. Podejrzewam więc, że tegoroczne sztyfty będą odpowiednie wyłącznie dla niewymagających ust w czasie nietrzaskających mrozów.

Nie powiem Wam nic o zapachu określanym jako „pomarańcza zanurzona w gorącej czekoladzie”, ponieważ ani trochę mnie on nie interesuje, więc nie kupiłam, nie wąchałam, nie znam się. Widzicie tu coś potencjalnie interesującego?

52 komentarze:

  1. Ja się skusiłam na wodę karmelizowana gruszka i świecę;) a z czerwonej linii mydło, ale jego jeszcze nie uzywalam. W sumie zwykle nie lubie takich zapachów, ale KG naprawdę mi przypadła do gustu, aż sie dziwię;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten puder Douglasa bardzo mi się podoba tylko nie wiem czy bym używała!:)

      Usuń
  2. oo, właśnie buszowałam po Twoim blogu, a tu komentarz od Ciebie :D
    puder z Douglasa to ja rozważałam dla siebie ze względu na wygląd – w najgorszym razie byłby durnostojem na mojej toaletce. jakże urodziwym durnostojem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha to się zgrałymy;) ten wygląd właśnie kusi mnie niemiłosiernie:D nawet jakbym nie używała za czesto to kurcze tak ładnie by się prezentował;P ech odkryłam w sobie pokłady natury pustaka;)

      Usuń
    2. ja ten etap dawno mam za sobą :D

      Usuń
  3. Ja ostatnio korzystając z promocji minus 100 zł, zakupilam sobie 5zeli z gruszką i 2 swieczki, i mydelka i zele po 1 zapachu kazdego (pomarancza, jezyna, malina)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo rozsądne zamówienie, ja – gdybym nie była taka w gorącej wodzie kąpana – teraz też inaczej bym skonstruowała swój koszyk :)

      Usuń
  4. Nie kupują mnie ich kosmetyki, omijam salon obojętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak miałam, dopóki po raz pierwszy nie dałam się skusić ich ofercie internetowej :)

      Usuń
  5. Wtręty ornitologiczne made my evening! ♥ teraz mogę zasnąć szczęśliwa, mając w głowie wizję pudrowych gołębi ^^
    Mnie jakoś w ogóle te limitki z YR nie ruszają, owszem, ładne są i w ogóle, ale nie ;) Aczkolwiek teraz, po Twoim opisie wiem, że pójdę zwąchać karmelizowaną gruszkę, choć nie mam pojęcia jak owa pachnieć może ;)
    Jak wczoraj w galerii handlowej przechodziłam obok sklepu YR, widziałam na wystawie te połyskujące kule z żelem, prezentują się świetnie :) Nie wiem, czy Sephora nie miała kiedyś czegoś w ten deseń?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, wtręty ornitologiczne, jakie ładne określenie :D
      No gruszkę powąchaj, bo może akurat Ci się spodoba? naprawdę jest nietypowa. Resztę możesz spokojnie olać. Sephora chyba faktycznie miewała takie połyskujące kule, to naprawdę ślicznie wygląda jako drobny upominek.

      Usuń
    2. No przecież nie ptasie wtręty, jak to brzmi? Ptasie to może być gówno ;P
      A zwącham, a wszelkie ewentualne zakupy będa Twoją winą! ;)

      Usuń
  6. Te "bombki" mi się podobają, dobre na drobny prezent - atrakcyjne wizualnie i nawet mają jakieś zastosowanie :) Jeśli chodzi o świąteczne serie, to chyba nie jestem zainteresowana. No, może wejdę przy okazji powąchać karmelizowaną gruszkę ;)

    Proszę mi nie wyzywać Panów Gołębiów (błąd w odmianie celowy) - mi ich tak szkoda, codziennie widzę, jak marzną biedaki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gruszkę warto powąchać, bo jest na tyle nietypowa, że chociażby po to dobrze jest się z nią zapoznać :)

      Panowie Gołębiowie to stare szuje, nie daj się zwieść!

      Usuń
  7. Nie spodziewałam się, że właśnie te owoce będą głównymi składnikami produktów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie mogli wytypować dowolnie – i tak te kosmetyki pachną po swojemu ;) no, poza gruszką.

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. szkoda, że w kilku tematach nie ostudziłam własnego, zanim kliknęłam "zapłać" :D

      Usuń
  9. gołębie może i głupie, ale mewy głupsze. wierz mi. obrzydliwe ptaszyska, potrafią nam w śmietniku grzebać, ble

    na kosmetykach YR za bardzo się nie znam. powąchałabym tą gruszkę. lipton ma przepyszną herbatę gruszka i karmel,skończyła mi się, a ciągle zapominam skoczyć do polskiego sklepu po kolejne opakowanie. a pachnie tak samo pysznie, jak smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mewy takie się wydają sympatyczne i... romantyczne nad morzem ;) ale wierzę, że są okropne, ja podobne uczucia żywię wobec łabędzi. złośliwe bestie, przekonałam się o tym na spływach kajakowych. czasem trzeba było je pierdyknąć w kuper wiosłem, a potem uciekać :D

      gruszka jest warta uwagi, choć faktycznie nie dla każdego. nie znam tej herbaty Lipton, muszę poznać koniecznie!

      Usuń
    2. oj, mnie mewy nigdy nie będą się romantycznie kojarzyć....

      wyobrażam sobie łabędzi atak, oj! łabędzie są trochę jak gęsi, a gęsi bywają agresywne

      herbatę bardzo polecam. a dziś znalazłam jeszcze herbatę Lloyd śliwka i cynamon, i też jestt pyszna! idealne na zimne dni ;)

      Usuń
  10. Drobinki zostaną na dnie wanny i będę połyskiwać jak się dobrze przyjrzymy :D Na ręczniku czy na ciele ich nie uświadczyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, dziękuję za relację :D czyli żel po prostu ozdabia świątecznie łazienkę. niech będzie i tak :>

      Usuń
  11. Mi gruszka tez przypadla do gustu, dzis podskocze po zel pod prysznic:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja to już po nic nie skaczę, więc jak zużyję to, co teraz kupiłam, będę wspominać: "a w 2014 to był piękny zapach w Yves Rocher..." ;)

      Usuń
  12. do mnie nie przemawia ta firma, nie wiem nawet czemu, ale jakoś nigdy nie mam ochoty tam wejść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie wchodzę do sklepów stacjonarnych, tylko odwiedzam sklep internetowy i korzystam z rozlicznych, przebrzydłych promocji :D

      Usuń
  13. Aha, to już wiem, co dostanę od Ciebie na urodziny...

    Czy mogłabyś już ODSTOSUNKOWAĆ SIĘ od zeszłorocznej pistacji?
    Podoba mi się bardzo ta gruszeczka też, może sobie zasunę pomadeczkę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tym razem nie skusiłam się na żaden "sezonowy" kosmetyk Yves Rocher, choć przyznaję, że gruszka kusiła ... ostatecznie postawiłam na inne marki i chyba dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. inni producenci pewnie też mają fajną ofertę, ja z kolei wolę już tego nie zgłębiać...

      Usuń
  15. Agggggaaaaata:) rozwaliłas mnie wielkim dziurami żelu i balsami :) Łaj oł Łaj!:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale że co, zburzyłam Twój świat? myślałaś, że są dozowniczki? :P

      Usuń
  16. Skuszę się chyba na coś z jeżyn i koniecznie gruszkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam miniaturkę kremu do rąk z czarnymi owocami - cudownie pachnie, pielęgnacja niestety zerowa. Skusiłam się też na wodę o zapachu karmelizowanej gruszki i zakopałam ją w szufladzie, muszę ją wywlec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem zaskoczona trwałością tej wody, szkoda że krem do rąk nic nie robi :/ ale w sumie czasem warto się posmarować dla samego zapachu

      Usuń
  18. Ja i moja mama wykupiłyśmy praktycznie całą serią z karmelizowaną gruszką :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie dziwię się! absolutnie warta grzechu :)

      Usuń
  19. Za karmelizowaną gruszką chodziłam przez 3 tygodnie, zanim znalazłam ją w salonie YR. No i bardzo się rozczarowałam, bo zapach zupełnie nie dla mnie... Niczym mnie nie uwiódł i wróciłam do domu bez niczego, tego zawodu nie naprawiły nawet owocowe nowości. Niestety, nie dla mnie święta w YR :D
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to nie jest zapach dla wszystkich – szkoda, że akurat Ciebie rozczarował :(

      Usuń
  20. ja jestem fanka YR ale ta kolekcja w ogóle mnie nie kusi, i w sumie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ciągle mi jakoś nie po drodze z YR, ale ta karmelizowana gruszka strasznie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, no idź ją chociaż powąchać ;)

      Usuń
  22. Dziękuję za wyczerpującą analizę :) Teraz już wiem, że odpuszczę sobie jeżyny (a na puder nawet nie spojrzę). Natomiast gruszkę chętnie bym kupiła w wersji żelu pod prysznic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, proszę, polecam się ;)
      tak, gruszkowy żel pod prysznic pachnie cudnie, choć warto powąchać przed zakupem

      Usuń
  23. YR ma bardzo fajne zapachy kosmetyków. Kiedyś sporo używałam i nadal mam kilka takich, do których wracam np. krem do rąk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nigdy nie próbowałam ich kremów do rąk, ale inne kosmetyki rzeczywiście pięknie pachną – zdecydowanie warte grzechu!

      Usuń