czwartek, 25 grudnia 2014

Co odkryłam w 2014?

Zamiast świątecznych życzeń postanowiłam podzielić się z Wami moimi kosmetycznymi i okołokosmetycznymi odkryciami, jakie poczyniłam w kończącym się już na szczęście 2014 roku. To kolejny trudny rok dla naszej rodziny – rok, w którym zbyt często powtarzałam sobie: „podobno co nas nie zabije, to nas wzmocni, ale to już, k**wa, przesada!”. Pierwszym, najważniejszym niekosmetycznym odkryciem, jakie przychodzi mi do głowy, jest fakt, że nie mam depresyjnej natury i w ekstremalnych sytuacjach przyjmuję postawę bojową. Myślę, że dzieje się tak dzięki wsparciu moich bliskich, bez których najpewniej gdzieś po drodze rozpadłabym się na milion kawałków. Na szczęście nadal jestem w całości i niech tak już zostanie! 

Co innego odkryłam w 2014 roku?  

1. Szczotkę Tangle Teezer

Gdy pierwszy raz wzięłam ją do ręki, pomyślałam: to nie może się udać. Plastikowe kolce wydawały mi się tandetne i byłam przekonana, że z moich cienkich, wypadających włosów zrobią masakrę. Z uwagi na osłabione łojotokiem i nadmiernym stresem cebulki linieję jak bernardyn na wiosnę. Okazało się, że tangle teezer jest w stanie rozczesywać mokre włosy bez niepotrzebnego ich wyrywania, a jedynym, do czego musiałam się przyzwyczaić, było poczucie nadmiernego drapania skóry. Dziś pod choinką znalazłam tangle teezera z facjatą baranka Shauna – połączenie idealne!


2. Pierwsze serio-zmarszczki pod oczami

To odkrycie ma sens, jeśli weźmiemy pod uwagę metrykę i długie lata zaniedbań pielęgnacyjnych tych okolic. Jest mi tak okropnie smutno, że gładka skóra pod oczami już nie wróci, wcale nie czuję, że mnie owe zmarszczki uszlachetniają, a już na pewno nie są szlachetne, gdy zroluje się w nich korektor. Wyglądam wtedy jak stara pudernica, choć rysy twarzy mam raczej dziewczęce. Dziewczynka z bruzdami. Taki tam psikus natury. 

3. Przyjemność z kolekcjonowania kolorówki z wyższej półki

Kiedyś nie bardzo mogłam zrozumieć, jak można kupić róż czy puder za 100+ zł. Po co, skoro podobne odcienie, wykończenia czy nawet jakość da się znaleźć na drogeryjnych półkach? Z czasem poczyniłam kilka szalonych zakupów, pod moje skrzydełka trafiły droższe kosmetyki kolorowe i okazało się, że... zupełnie inaczej się ich używa. Poza dobrą jakością zwykle mamy przecież do czynienia z eleganckimi, porządnymi i cieszącymi oko opakowaniami. Odkryłam, że taki kosmetyk wraz z przybyciem do domu zyskuje nie tylko wartość czysto użytkową – to swego rodzaju trofeum, eksponat, który z jakąś niespotykaną nabożnością podziwiam i dodaję do kolekcji. Ceremonia rozpoczyna się już przed zakupem – wiadomo, że zanim wrzucę coś droższego do koszyka, oglądam, czytam recenzje, słowem: nakręcam się. Gdy eksponat zostanie zdobyty, poświęcam mu więcej uwagi – głębiej analizuję działanie, trwałość, kolor. Nawet jakoś inaczej miesza się w nim pędzlem ;). To zupełnie nowe emocje! Na szczęście udało mi się zachować przy tym zdrowy rozsądek i potrafię dostrzec wśród wysokopółkowych produktów przeciętniaki, a czasem i słabiaki. To zawsze boli, ale cieszę się, że piękna oprawa i mało rozsądne kwotowanie producentów nie zaburzają mojej oceny. Ufff, to wciąż ja – często krytyczna i zrzędząca, ale jednak ja! 

To chyba najdroższa pomadka w mojej kolekcji. Okazało się, że odcień wcale nie jest nadzwyczajny
 i mimo że poprawna, zdecydowanie nie jest warta swojej ceny. Pozostaję wierna dużo tańszemu MAC-owi.

Warto wspomnieć, że przy tych coraz liczniejszych romansach z ofertą Sephory czy Douglasa nie straciłam zainteresowania tanimi markami. Wciąż uwielbiam testować produkty Catrice i Essence, używam regularnie ukochanego różu Astor i cieszę się jak wiewiórka z orzechem w gębie, gdy uda mi się upolować w internetowym outlecie coś potwornie taniego i jednocześnie fantastycznego (vide: błyszczyk Manhattanu). Hm, a może po prostu kocham kosmetyki? To dopiero byłoby odkrycie...

4. Balsam do ust Nuxe

Zwykle z pielęgnacją ust jakoś-to-było, choć sprawy nie ułatwiał fakt, że namiętnie obgryzałam suche skórki i wiecznie zapominałam włożyć do kieszeni płaszcza sztyft ochronny. Obecnie nie bardzo mam co obgryzać, bo do roboty zabrał się Reve de Miel. Nie wiem, co czarodziejskiego jest w tym niewielkim słoiku, ale fakty są takie, że balsam zaaplikowany niezbyt grubą warstwą na noc, rano wciąż jest obecny na wypielęgnowanych ustach. Teraz w wietrzne (bo przecież nie zimowe) dni wystarczy mi zwykła kolorowa pomadka o tłustej formule – dla mnie bomba. A wracając na chwilę do droższych kosmetyków kolorowych, wspomnijmy o tym...

5. ...że zakochałam się w MAC-u

Czy ja pisałam coś wcześniej o zdrowym rozsądku? Jeśli chodzi o MAC-a, mój rozsądek schował się pod łóżkiem i leży tam skulony od wielu długich miesięcy. Kiedyś nawet nie chciałam wejść do salonu MAC – onieśmielał mnie, wszystkiego było tak dużo, że nie wiedziałam, od czego zacząć, a ekspedientki w idealnych, wystrzałowych makijażach wcale nie zachęcały do rozmowy. Dzięki wielomiesięcznej pilnej lekturze blogów przełamałam się i kupiłam pierwszą pomadkę (Syrup). To był rok 2013, a ja nie miałam pojęcia, że pod koniec 2014 moja kolekcja będzie liczyła ich już ze dwadzieścia! Te kosmetyki są niesamowite. Większość z nich jest doskonałej jakości, a od mnogości odcieni, tekstur formuł i... limitowanych edycji można oszaleć. Mimo że z powodu VAT-u ceny w Polsce są mocno zawyżone względem USA i Kanady, a opakowaniom daleko do luksusowych, marka pozostaje dla mnie magiczna i wcale nie dziwię się Marti, że przez kilka lat tytuł jej bloga brzmiał Beauty&MAC. Można stracić głowę dla tego MAC-a, co niniejszym uczyniłam.


6. Lakiery Essie trzymają się również moich paznokci

W ubiegłym roku, gdy poznałam markę Essie, natychmiast spotkało mnie srogie rozczarowanie. Z jakiegoś powodu na moich paznokciach lakiery tej firmy się nie trzymały. Po dwóch dniach odpryskiwały, wyglądały beznadziejnie i nie dało się ich godnie nosić. Już myślałam, że nie dla mnie dziesiątki butelek z pięknymi odcieniami, gdy nagle okazało się, że... wystarczy zmienić bazę. Nie przyszło mi do głowy, że na mojej płytce lakiery Essie nie trzymają się na... bazie Essie. Na tej samej bazie lakiery innych firm trwały po kilka dni, ale Essie okazało się niekompatybilne samo ze sobą. 

7. Warto pisać bloga, bo komentować go może Twoja przyszła przyjaciółka

O przyjaźniach blogowych napisano już wiele, bo wiele z Was nawiązało takowe – od recenzji kremu do wspólnej kawy, od wspólnej kawy do wspólnej imprezy, od wspólnej imprezy do wspólnych zwierzeń o 4 nad ranem... Ja również znalazłam w blogosferze urodowej kilka fantastycznych dusz – niektóre udało mi się poznać osobiście (M., Esy, Agata), są też takie, które bardzo chciałabym zobaczyć, ale dzieli nas wiele kilometrów i nie będzie to łatwe (co nie znaczy, że niemożliwe :)). W tym roku zupełnym przypadkiem na mojego bloga trafiła Lu – blogerka absolutnie nieurodowa (chociaż absolutnie urodziwa), której niesamowite pióro i usposobienie bliskie Osiołkowi ze Stumilowego Lasu rozkochały mnie w sobie od pierwszego wejrzenia. Kiedyś kojarzyłam ją z blogowych komentarzy, dziś jest dla mnie jak siostra, mieszkamy niedaleko siebie (bo tak sobie wymyśliłyśmy), rzucamy mięsem w fejsbukowym oknie w środku nocy i wiemy o sobie tak wiele, że to aż nieprzyzwoite. Taka to Lu przytrafiła mi się przypadkiem, podobnie przypadkowa jak mój mąż odnaleziony dawno temu pomiędzy empetrójkami na Soulseeku. 

Oto moje tegoroczne odkrycia. Jestem bardzo, baaaardzo ciekawa, jakie są Wasze!

49 komentarzy:

  1. Moje tegoroczne odkrycia pokrywają się z Twoimi w dwóch przypadkach: genialny balsam NUXE Reve de Miel oraz szczotka Tangle Teezer :) posiadam wersję kompaktową ze złotym okryciem i jest ona wręcz eksponatem dla mojej 1,5-rocznej córeczki :)
    Dodatkowo w tym roku odkryłam, że uwielbiam różane zapachy w kosmetykach do pielęgnacji twarzy, którego np. w kąpieli nienawidzę! Przekonałam się również do pielęgnacji twarzy olejkami - tylko na noc, ale zawsze coś :)
    Aha, no i do kąpieli czy pod prysznic często w tym roku podkradałam kosmetyki córki ... przyjemniejsze składy, otulające zapachy, i praktyczne rozwiązanie - w końcu na mojej wannie nie stoi milion butelek! :)
    Zaczęłam blogować w tym roku, więc pewnie jeszcze wiele odkryć by się znalazło - z odkryciem Twojego bloga na czele :) ale wyliczankę u Ciebie zakończę PUT&RUB - nie wszystkie znam, a z tych, które poznałam, nie wszystkie mi odpowiadają, ale to zdecydowanie jedne z moich najbardziej ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych :)

    Święta jeszcze trwają, więc życzę Zdrowych ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że i u Ciebie, Agnieszko, Nuxe się sprawdził! co do róży, ja też nigdy nie byłam wielką fanką, ale udało mi się poznać kilka naprawdę pięknie pachnących różanych kosmetyków (wśród nich m.in. olejek pod prysznic Barwy). ja nie podkradam kosmetyków Tomkowi – jednak wolę moje pachnące, np. żarciem :).

      no i miło mi ogromnie, że mój blog jest jakimś odkryciem dla Ciebie :)

      Usuń
  2. Mnie TT nie oczarował chociaż robiłam do niego kilka podejść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każde włosy są inne, więc i tak się może zdarzyć, szkoda, że u Ciebie się nie sprawdziła

      Usuń
  3. Też ostatnio "odkrywam" Maca na nowo, chociaż mam ten minus, że w moim mieście nie ma salonu, także jak coś mi się podoba to albo trzeba poczekać, żebym mogła zmacać, albo kupić w ciemno... Marzą mi się pomadki, ale znowu swatche w necie nie dają mi pełnego wyobrażenia o odcieniach, także się waham. Odcień Syrup, o którym napisałaś mi się bardzo podoba:) Jak i inne z wykończeniem lustre :)
    Co do kolekcjonowania kosmetyków z wyższej półki to podpisuję się pod tym, co napisałaś obiema rękami :) Ten element wyszukiwania, zdobywania, także samego już posiadania. Coś wspaniałego:) Chociaż wiadomo, nie wszystko trzeba kupić, ale zawsze z całej nowej kolekcji jakiś jeden produkt mi się podoba:) I tutaj powrót do MACa, bo chocbym chciała coś z nowych kolekcji to niestety ledwo wejdę na stronę i już wszystko wykupione zanim na dobre się pojawiło, ale niestety to jest jeden z minusów mieszkania za granicą:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz, ja mimo że mam dostęp do salonów MAC, najczęściej robię zakupy MAC-owe online, często w Douglasie ;) jakoś tak milej mi jest na spokojnie poczytać recenzje, pooglądać swatche i "wklikiwać" do koszyka ;)

      a to, że nie możesz nic dostać z limitek, nie jest kwestią tego, że mieszkasz za granicą – u nas też większość limitowanych edycji schodzi na pniu, nieraz pisałam w komentarzach na blogach o tym, jak mnie to wkurza: zanim zdążę się zastanowić, czy czegoś chcę, i tak już tego nie ma. limitki MAC-owe są dla wyznawców...

      Usuń
  4. Moje odkrycia to tez kosmetyki z wyzszej polki - kiedys tez mi ciezko wyobrazic, ze na kosmetyk mizna wydac stowe albo i wiecej;) i rowniez pokochalam w tum roku Essie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam jeszcze różne opory przed wysokopółkowymi zakupami, np. błyszczyk za stówę – no jakoś ciężko się pogodzić z taką ceną za coś, co i tak słabo trzyma się ust :)

      Usuń
  5. Mac i mnie nakręcił, dotychczas natknelam się tylko na jeden słaby produkt. Do TT tez byłam negatywnie nastawiona a jednak działa;) z droższymi kosmetykami mam tak, że po prostu lepiej mi sie ich używa i tak np tanie pudry rzadko sie u mnie sprawdzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co się u Ciebie nie sprawdziło? coraz częściej czytam o zawodach przy Paint Potach, mam jednego o wykończeniu frost i też jakoś rzadko do niego wracam... hmmm.
      masz rację, mimo wszystko najczęściej w parze z ceną idzie jakość kosmetyku – na szczęście!

      Usuń
    2. To był transparentny puder prasowany Prep+Prime:) poza tym bez zarzutów, więc kasy nie żal:D

      Usuń
  6. Do Maca się powolutku przymierzam, biedny studencki budżet :) Kusi mnie Heroine. Strasznie mnie kusi i pewnie niedługo ulegnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. almond, jedna mała Heroinka - na pewno znajdzie się na nią trochę grosza... :D

      Usuń
  7. Ten rok a zwłaszcza końcówka to morze wsparcia od przyjaciół - których podobnie jak Ty część miałam przyjemność poznać a część jeszcze nie - ale wogóle to jest nieważne. Ich obecność i wsparcie które otrzymałam nie może się równać z żadnym kosmetykiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że masz wspaniałe osoby wokół siebie, to bardzo ważne w trudnych momentach życia - wiem coś o tym.

      Usuń
  8. Ja dopiero ostatnio się przekonałam do TT i też na początku zupełnie nie wiedziałam o co tyle szału, ale już wiem :) Mnie z mac marzy się pomadka Plumful, mam też kilka swoich faworytów cieni do powiek i powoli kończy się mój korektor prolongwear. Wzdycham cichutko do kosmetyków z wyższej półki, ale narazie to tylko takie podchody :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plumful – zawsze o niej zapominam przy kolejnych maczkowych zakupach. dzięki za przypomnienie, dopisuję do wishlisty :)

      Usuń
  9. Fajnie jest mieć blog, dzięki niemu człowiek dużo się dowie i zawiera przyjaźnie. :) Ufff w końcu coś innego niż post świąteczny. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, tak sobie właśnie pomyślałam, że nie ma sensu pisać życzeń – i tak wszystkim dobrze życzę, wiadomo :D

      Usuń
  10. Ja ostatnio wypuszczam się na zwiady w krainę droższych kosmetyków :). Balsam Nuxe też polubiłam.
    7 - to piękne, że blogi potrafią zbliżyć do siebie ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie też chyba wciąż zwiady – poza MAC nie szaleję z drożyzną (na razie :))

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. oj, u nich to jest wiele do odkrywania, prawda? :)

      Usuń
  12. Coś czuję, że moim kolejnym "blogowym" zakupem będzie balsam Nuxe :)
    Może pokusisz się o posta w stylu MAC dla początkujących? Przydało by się dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kup, spróbuj, może też się zachwycisz!
      MAC dla początkujących... hmmm, schlebiasz mi, moja droga. przecież żaden ze mnie ekspert :) mogłabym się skusić na coś takiego na podstawie moich doświadczeń, ale czy to będzie wartościowe?

      Usuń
  13. całe szczęście, że jesteś w całości. z całego serca Ci życzę, aby rok 2015 był fantastyczny :*

    też powoli odkrywam przyjemność płynącą z posiadania droższych kosmetyków... i planuję ich więcej ;)

    zmarszczki pod oczami odkryłam u siebie już w wieku 27 lat :/ nie sądziłam, że zdarzy się to przed trzydziestką, bu :/

    a MAC to w sumie jeszcze przede mną, na razie mam w kosmetyczce jedynie kilka zdobycznych odsypek pigmentów :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Kingo, oby się sprawdziło :*
      u mnie zmarszczki rozkręcały się przez jakiś czas, a teraz już widać je jak na dłoni :/ to nic, to nic, i tak jesteśmy piękne :P

      a że nie poznałaś lepiej MAC-a, to jakieś ogromne niedopatrzenie!

      Usuń
  14. TT to również moje tegoroczne odkrycie ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fantastyczne odkrycia, Kochana! Co do przyjaźni bloggerskich - zgadzam się z tobą :)
    nawet nie wyobrażałam sobie, że może się zrodzić taka więź :)
    Kosmetyki MAC odkryłam już wcześniej, ale nadal zachwycam się ich jakością, zwłaszcza szminek :)
    Szczotkę TT mam i byłam całkiem zadowolona, ale jednak i tak wróciłam do ukochanego grzebienia z szerokimi zębami ;)
    A co do kosmetyków z wyższej półki - owszem, bardzo chętnie kupuję i z większości jestem zadowolona, ale jednak nie zawsze... Kilka mnie mocno zawiodło. A niedawno odkryłam puder średniopółkowej marki Annemarie Boerlind, który kosztował niecałe 100 zł, a w moich oczach przebija nawet Chanelowski Les Beiges :)
    Kochana, życzę w Nowym Roku jeszcze więcej takich fajnych odkryć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, szminki z MAC-a to całkowity odlot! ostatnio znowu się zadziwiłam jakością serii Pro Longwear – kolor trzymał się nawet po wzięciu prysznica :D

      Dla mnie grzebień z szerokimi zębami zapewne byłby fatalny, bo co tu czesać – tych kilka splątanych włosków na krzyż? ;)

      Nigdy nie próbowałam produktów Annemarie Borlind, ale zaciekawiłaś mnie!

      Usuń
  16. Ja też mam zmarszczki pod oczami, mimo pielęgnacji od dość młodych lat, ale cóż....chyba nic z tym nie zrobię ;)
    Wesołych !!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdyby to był nasz jedyny problem, byłoby pięknie :D

      Usuń
  17. No takie podsumowania roku mogę czytać! :)
    Bardzo ciekawe odkrycia poczyniłaś :) Tak bez zbędnego zagłębiania się, dla mnie mega odkryciem jest szminka z MACa, Brave i po wieki wieków amen będę Tobie i Eskowi wdzięczna, że mnie namówiłyście :D Oprócz tego odkryłam ciężki rynek pracy i radość ze spotkań z super osobami :D btw, już z Eskiem wstępnie rozmawiałyśmy o wycieczce do Warszawy gdzieś w okolicachmarca / kwietnia! No chyba, że tym razem Kraków? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a propos Brave i porównań innych do niej – dziś paradowałam w Mehr i ona jednak jest sporo ciemniejsza od Brave, przypomina mi bardzo jedną z matowych Golden Rose, nie pamiętam numerka, ale jakość też porównywalna, a cena – wiadomo, przepaść. więc może w sumie... ;)

      Usuń
    2. a do Warszawy zapraszam! my do Krakowa najwcześniej, gdy będzie całkowicie ciepło, a i to jak wiadomo z kurduplem, więc nie będę miała za dużo czasu. zatem: wiosną na Centralnym, drogie Panie :D

      Usuń
  18. też zakochałam się w MAC-u :) A TT gości już u mnie 3 lata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawa jestem, jak TT prezentuje się po 3 latach :)

      Usuń
  19. Poczyniłaś, hihi.
    Lizodupku! Też Cię kocham bardzo i Twoją kolekcję identycznych szminek MAC również.

    Z miłością z zamarzniętego serca,
    ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. one są cholernie różne!!! te szminki.
      reszta wiadomo.

      Usuń
  20. Ja wczoraj znalazłam pod choinką TT, ale w wersji Salon Elite. ;) Zastanawiam się teraz, czy na urodziny zamawiać wersję kompaktową, czy jest jakiś sens... Dużo podróżuję i boję się, że te "kolce" po prostu się powyginają.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie mam jeszcze 23 lat a zmarszczki pod oczami zadomowiły mi się na dobre. Icotynato.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wielkie nieszczęście, a z filozoficznego punktu widzenia: co za różnica?
      trzymam się tej filozofii ostatnio.

      Usuń
    2. Ma to sens. Gdyby tylko nie ten korektor rolujący się namiętnie.

      Usuń
  22. A ja nadal MAC-odoporna :) Kupuję mocno wybiórczo, za to opętała mnie oferta Laury Mercier. Na pewno kupię też kilka rzeczy z Bobbi Brown, choć balsam do ust to największa zakupowa wpadka w tym roku. Jednak żel do brwi z BB jest genialny, podobnie jak żelowe eyelinery.
    Wychodzę z założenia, że bardzo wiele kontaktów wirtualnych przeszło na grunt prywatny i te osoby stały się w jakiś sposób mi bliskie. A na pewno spotkałam w taki sposób dwie prawdziwe Przyjaciółki z którymi na szczęście kosmetyki nie są jednym wiążącym Nas pomostem.

    OdpowiedzUsuń
  23. Z Twoich odkryc pod dwoam podpisuje sie obiema rekami :
    tez odkrylam glebsze zmarszczki (hyhy) no i warto pisac bloga bo poznaje sie super ludzi ! Pozdrawiam i zycze Udanego Nowego Roku ! :)

    OdpowiedzUsuń