sobota, 15 listopada 2014

Kiehl's – Creamy Eye Treatment – krem pod oczy z awokado [recenzja]

Mój krem pod oczy Kiehl'sa kupiłam na Truskawce, ale świat gna do przodu i od niedawna Wy możecie pognać do salonu firmowego Kiehl's w warszawskiej Arkadii. Takiego stacjonarnego. Z paniami pytającymi: „W czym mogę pomóc?”. Nie wiem, jak wygląda na żywo taki salon, bo widziałam go tylko na zdjęciach, ale w wersji zdjęciowej zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Imitacja prastarej apteki, sprzedawcy w białych fartuchach, od podłogi do sufitu pełno wszystkiego – to lubię! 


O marce Kiehl's nie wiedziałam nic. Właściwie nadal wiem niewiele, bo dane mi było używać tylko tego jednego kremu. Do zakupu namówiła mnie autorka bloga On The White Couch, która zachwalała tego Kiehl'sa, jakby co najmniej sama go kręciła. No to wzięłam, gdyż okolice podoczne są mi miłe, a już zaczynają się psuć. Przy tej okazji chciałam Wam powiedzieć, jak ważne jest noszenie okularów, gdy słoneczne promyki wesoło smażą nam gałki oczne. No więc jest to ultraistotne. Kropka. Ja przez większość życia nie nosiłam okularów przeciwsłonecznych, bo jakoś się nie składało. Zapominałam, gubiłam, niszczyłam (niepotrzebne skreślić), a bez okularów latem wyglądałam jak ślepawy szczurek, który pobiera obraz świata przez wąskie szpary, okalane marszczącą się skórą. Efekt jest taki, że jako trzydziestka mam na stałe to umarszczenie pod oczami, a piękne, gładkie czasy przeszły do historii. Teraz noszę ciemne pingle nawet zimą, mając nadzieję, że jeszcze przez kilka chwil gorzej nie będzie. No i wcieram kremy. Mądra Agata po szkodzie.

Krem Kiehl's, mimo że z awokado w nazwie, powstał na bazie masła shea. Po pierwszym zerknięciu na INCI wywaliłam oczy ze zdumienia: pięć składników? A gdzie awokado? No tak, blondi, odwróć kartkę. Odwróciłam, a tam zagubione awokado. I parę innych rzeczy. Nawet paręnaście. Nie jest źle, ale na pewno nie idealnie – wolałabym nie widzieć tutaj palmitynianu izopropylu, który ma właściwości zapychające, a sporo z Was pewnie wolałoby też nie oglądać listy parabenów. Tak czy siak najważniejsze jest działanie, rajt?


Niehigieniczny słoik z uhigieniczniającą osłonką skrywa w sobie bardzo gęsty, z pozoru tłusty krem w cudnym, pistacjowym kolorze. Krem nieperfumowany, ale posiadający delikatny, naturalny, niedrażniący zapach. Najdziwniejsza jest konsystencja, która niespecjalnie przypadła mi do gustu, ale z pewnością zasługuje na uwagę. Pierwotnie całkiem gęsty i tępy w aplikacji, po chwili w magiczny sposób wydobywa z siebie wodę i gładko sunie po skórze. Trochę to niepojęte dla mojego mózgu, przyzwyczajonego albo do gęstych, treściwych formuł, albo do lekkich i wodnistych. Tu mamy jedno i drugie. Ot, kremowa niecodzienność, której nie popieram ze względu na ten pierwotny opór przy rozprowadzaniu.

Creamy Eye Treatment wchłania się szybciej, niż się spodziewałam, nie pozostawia też żadnej wyczuwalnej warstwy ochronnej. Nie roluje się, dlatego świetnie nadaje się pod makijaż, a właściwości pielęgnacyjne odbierają mi możliwość narzekania, które tak lubię (za to zabieram co najmniej pół gwiazdki!). Krem naprawdę dobrze nawilża okolice oczu, trochę mi tylko brakuje fizycznego poczucia tego nawilżenia. Nie wiem, czy rozumiecie, o co mi chodzi – zwykle przy dobrym kremie nawilżającym skóra wydaje się prawie wilgotna, jest taka świeża, chłodna (?). Tu tego nie ma, pielęgnacja odbywa się w sposób dyskretny, jednocześnie jest niezwykle skuteczna. Aha, krem jest niewiarygodnie wydajny. Używam i używam, a końca nie widać. Do aplikacji wystarcza naprawdę odrobina.


Chciałam porównać ten krem z Hydrating Eye Cream od Bobbi Brown, ale to trudne. Oba dobrze wykonują swoją robotę, są wydajne, oba nie są tanie. Bobbi Brown działa klasycznie – smarujesz, wchłania się, czuć nawilżenie, jest nawilżenie. Ale nie pachnie za pięknie i kosztuje ponad 200 zł. Kiehl's uskutecznia cuda przy aplikacji, nie daje poczucia nawilżenia, mimo że nawilża, jest za to tańszy i nie drażni nosa. I choć kiedyś myślałam, że bez wahania wybiorę Bobbi, teraz bardziej skłaniam się ku Kiehl'sowi.

Drogie warszawianki, byłyście już w salonie Kiehl's? Jak wrażenia?

Pojemność: 14 g lub 28 g
Cena: ok. 100 zł za 14 g
Ocena: 5+/6

26 komentarzy:

  1. W ogóle nie znam tej marki, ale musze się jej przyjrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam ten krem i bardzo lubię :) Sprawdź też krem z awokado Martiny Gebhardt, ma lepszy skłąd a podobne działanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, zapiszę sobie. w sumie to ostatnio rozważam aplikację pod oczy samego oleju z awokado :)

      Usuń
  3. Mam wielką chrapkę na ten krem i kilka innych produktów tej marki (m.in. słynne serum na noc). Odkąd jest salon w Warszawie porzuciłam myśl o zakupach online i czekam najbliższej wizyty w stolicy żeby zobaczyć to wszystko na własne oczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. serum na noc też kiedyś będzie moje!

      Usuń
  4. Pierwszy raz spotykam się z tym kremem. Cena jest dosyć wysoka, ale skoro tak skutecznie nawilża to pewnie go kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno znajdzie się na rynku dobry, tańszy nawilżacz, po prostu ja go jeszcze nie spotkałam :)

      Usuń
  5. Mam go na oku od jakiegoś czasu, i teraz chyba go kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie znam marki, ale na razie ich kosmetyki zbierają pozytywne noty w blogosferze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mało opinii widziałam póki co, ale to się pewnie zmieni, jak się dziewczyny obkupią w stacjonarnym ;)

      Usuń
  7. Musimy się wybrać na rekonesans. Dlaczego Arkadia jest na drugim końcu świata?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. metrem nigdy nie ma drugiego końca świata, moja droga.

      Usuń
  8. widzialam go na truskawce ale poki co mam sporo zapasów;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja sobie do salonu nie pognam, prędzej pobuszuję po truskawce :). Zaciekawiłaś nie tym kremem. Może się skuszę, choć też lubię, gdy czuć coś na skórze po aplikacji.
    Z okularami przeciwsłonecznymi mam na pieńku. Zwykle nie chce mi się zdejmować korekcyjnych i nakładać tych "gwiazdorskich", żeby po chwili znów dokonywać zmiany :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz na Truskawce widziałam tylko dużą pojemność tego kremu, nie wiem, gdzie zawinęli małe słoiki. ja, mimo wad wzroku, nie noszę okularów korekcyjnych ani kontaktów, ale mogę sobie wyobrazić tę niewygodę :)

      Usuń
  10. próbowałam się wbić na konsultacje organizowane w Arkadii, ale niestety... zainteresowanie marką było bardzo duże a ja jestem jej bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też jestem jej ciekawa, krem pod oczy zachęcił mnie do dalszych eksperymentów :)

      Usuń
  11. A Ty nie jesteś czasem z W-wy, Agato?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem, jestem :D może zabrzmiało to we wstępie inaczej, ale chodziło mi o to, że ja kupiłam swój słoik online, ale teraz wszystkie warszawianki mogą już kupować na żywo :) sama nawet raz się wybrałam z Tomaszem do Arkadii, ale z nim do galerii jeździ się po to, żeby biegał jak szaleniec po korytarzach, więc... nawet nie widziałam, gdzie jest ten salon, a co dopiero wizyta w nim :>

      Usuń
  12. Jeszcze nie byłam, ale mam w planach zakup tego kremu oraz serum. Tylko najpierw zużyję zapasy, czyli jak w czerwcu przyszłego roku tam dotrę to będzie dobrze :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Z Kiehl's ostatnio sobie trochę romansuje i podoczne okolice rozpieszczać wersją Midnight Recovery. Ten krem z awokado chcę kupicgdy skończę używany na dzień SkinCeuticals bo kusząco wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie rozpoczęłam testowanie tego kremu pod oczu - zapowiada się bardzo przyjemnie, Pozdrawiam :) :*

    OdpowiedzUsuń
  15. dla mnie porażka co do kremu ;)
    jezeli chodzi o wpis to bardzo fajny
    tu jest moj http://myszkaa2016.blogspot.co.uk/2016/10/czesc-wszystkim-dzisiaj-chciaabym.html

    OdpowiedzUsuń