piątek, 7 listopada 2014

Douglas – Beauty System – Seathalasso Body Cream [recenzja]

Wyroby pielęgnacyjne Douglasa dotychczas bardzo źle mi się kojarzyły. Dawno, dawno temu zaopatrzyłam się w kosmetyki z serii aloes & opuncja figowa, otworzyłam krem do ciała, wycisnęłam kleksa kremu do rąk i... myślałam, że rzygnę. Kiedy więc w moje ręce wpadł ten estetyczny, przyjemny dla oka kartonik, byłam trochę wystraszona. Czy paw pójdzie nosem? A może skończy się na lekkich mdłościach? Okazuje się jednak, że to dwie różne historie. Fetor kaktusów pochodzi od  staroświecko wystylizowanej marki J.S. Douglas Söhne. Tu zaś mamy nowoczesną serię Douglas Beauty System. 


Krem dostałam od mamy ot tak, bez okazji, chyba na poprawę humoru. Na potrzeby tej recenzji sprawdziłam cenę: 89 zł za 200 ml. Mamo, doprawdy jesteś szalona. Myślę, że sporo płacimy za to, co tygryski lubią najbardziej: słoik z wekiem. Plastikowy. Nie mam pojęcia, czemu to jest takie sexy w kosmetykach pielęgnacyjnych, ale dla mnie jest, bez dwóch zdań. No jest i już. Na swoją obronę powiem, że weki kręcą mnie również w kontekście miodu, konfitur i ogórków kiszonych. Wyobraziłam sobie właśnie idealną randkę z którymś z hollywoodzkich przystojniaków: – Agato, może ogóreczka z weczka*? Wracając jednak na Ziemię...


Krem ma nawilżać i ujędrniać. Przeznaczony jest dla skóry normalnej. Seria Seathalasso – jak twierdzi Jaśnie Producent – przynosi nam na chatę „morską siłę” (dablju ti ef?) i rozpieszcza zmysły naturalnymi składnikami: solą morską, algami i delikatnym piaskiem morza (jak zakładam, piasek uwięzili w słoju z peelingiem). Z rzeczy bardziej przyziemnych w składzie znajdziemy jeszcze masło shea, kofeinę, ekstrakt z ziaren arabiki, a nawet ekstrakt z yerba mate. 

Zapach jest intensywny i bardzo charakterystyczny. Spokojnie można go uznać za piękny i orzeźwiający, ale trzeba lubić takie mocne nuty – mięczaków szybko zm(i)ęczy i kto wie, może nawet wywoła ból głowy lub innego kolana? Producent nazywa ten aromat „wodnym”, ale nie wiem, cóżby to miało oznaczać. Woda nie pachnie, o ile mi wiadomo. Może to takie nowoczesne określenie zapachów, które od zarania dziejów ludzie zwykli nazywać morskimi, mimo że morze pachnie solą, glonem, rybą i rozkładającymi się flakami mewy? Tak przypuszczam. W wydaniu Douglasowym wodność tudzież morskość kremu to po prostu mocne Parfum w składzie, trochę męskie, a trochę nie.  Według mojego nosa ładne, rześkie, ale na pewno nie na co dzień. Zbrzydłoby. 


Konsystencja jest przyjemna. Hmmmm... maślano-żelkowa? Krem jest zbity, trzyma się pojemnika niczym na sztywno ubite białko. Życzyłabym sobie, żeby wszystkie treściwe masła do ciała miały podobną konsystencję – na tyle zbitą, że zasługiwałaby na miano masła, a jednocześnie przyjemną w aplikacji, niesuchą. Taki właśnie jest ten krem: łatwo się go rozprowadza, nic nie spływa między palcami, a i mucha nie siada. Wchłania się bardzo szybko, nie roluje, nie uprzykrza życia w żaden inny sposób. Zapach utrzymuje się dość długo, dlatego lepiej, żebyście powąchali to cudo przed ewentualnym zakupem. Wydajność całkiem w porządku, chociaż wiadomo – z 200 mililitrów kremu do całego ciała nie wyciśniemy wielu długich tygodni spa&wellness. 

Bajki o ujędrnianiu zostawmy w spokoju, przyjrzyjmy się lepiej właściwościom nawilżającym, które są... przeciętne. Ani słabe, ani nadzwyczajne. Dokładnie tak, jak napisał producent: dla skór normalnych w sam raz. Moja od wielu miesięcy zalicza się do normalnych (hurra, hurra, łydki w sezonie grzewczym też!), a poza tym kremu używam raz na kilka dni na przemian z mocniejszymi zawodnikami, dlatego nie przeszkadza mi brak efektu wow. Ale gdyby to miał być mój jedyny kosmetyk do nawilżania ciała, nie ufałabym mu. Taka ze mnie podejrzliwa cipa

Na koniec niezobowiązujący rzut okiem na skład:

„Wyłączny DystryBOTOR” hehe. 

No i cóż. Warto? Nie warto? Oceńcie sami. Sama bym sobie nie kupiła tego kremu, ale jako że to prezent, narzekać nie będę. Zużywa się miło. Dziękuję, mamusiu :)

Pojemność: 200 ml
Cena: 89 zł
Ocena: 4+/6
Dostępność: tylko perfumerie Douglas

*Tak naprawdę za to zdanie byłaby u mnie całkowita dyskwalifikacja. Nienawidzę zdrobnień. Poza tym hollywoodzcy aktorzy nie umieliby zdrobnić tak po angielsku. Poza tym, do diabła, po cóż mieliby częstować mnie kiszonym ogórkiem? Agato, ogarnij się.  

30 komentarzy:

  1. Z Douglasowych produktów lubie krem do rąk, poza tym nie miałam zbyt wiele do czynienia. Troszkę drogo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie właśnie jednym z rzygogennych produktów był aloesowo-opuncjowy krem do rąk, zakładam, że miałaś inną wersję ;)

      Usuń
  2. też nie rozumiem, czemu tego typu zapachy nazywa się "morskimi". kto to wymyślił?

    nie ufam douglasowej pielęgnacji. ani sephorowej. tak mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie ufam jednym i drugim za bardzo, chociaż może czasem to nieufność na wyrost, bo zarówno ten krem jest dość przyjemny, jak i próbki sephorowego balsamu do ciała, które zużyłam jakiś czas temu. inna sprawa, że nie wiem, czemu roszczą sobie prawa do takich cen z kosmosu, skoro nie mają wcale specjalnie atrakcyjnych składów czy składników. ale wiadomo, trzeba trzymać cenowy fason ;)

      Usuń
    2. cena za markę, tylko i wyłącznie. jak napisałaś, w składach nic specjalnego nie ma.

      Usuń
  3. Oddaj mamę! :D Z pielęgnacją Douglasa nie znam, nie lubię Douglasa, strasznie się osaczona w nim czuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorzej przerażają mnie panie konsultantki :c

      Usuń
    2. ja tak naprawdę źle się czuję i w Douglasie, i w Sephorze, i jeszcze w salonach MAC. najchętniej robię w tych sklepach zakupy online, nawet jeśli mam brać kolorówkę w ciemno, tylko na podstawie swatchy z internetu.

      Usuń
  4. Jakoś bardziej mnie przekonują sephorowskie chociaż i za tymi nie przepadam jakoś szczególnie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, że Sephora ma naprawdę fajne produkty do makijażu, chociaż tyle :)

      Usuń
  5. Nie przepadam z Dauglasowymi produktami, ale też nie pogardziłabym takim prezentem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach ta mama :) z jednej strony wytarmosiłabym za uszy, że kupuje takie drogie kremy, a z drugiej - to przecież ogromnie miłe!

      Usuń
  6. hy hy:) Niby 9 dyszek za krem do cielska to lekka przesada, ale 9 dyszek za poprawę nastroju brzmi już rozsądniej! Także brawa dla Mamy, wie jak rozsądnie lokować pieniądze!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie bede Cię czytać nigdy wiecej o tej porze;) Zawsze kogoś obudzę śmiechem ;D i zawsze sobie powtarzam, żeby nocą tu nie wchodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, najmocniej przepraszam, postaram się wrzucać wieczorową porą posty o grobowym wydźwięku ;P

      Usuń
  8. uwielbiam tak zapakowane kosmetyki jak ten krem do ciała, rewelacyjny słoik, który można później wykorzystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sobie zawsze mówię, że potem go wykorzystam, ale nigdy nie wiem, do czego :D

      Usuń
  9. Piękny słoiczek i świetna konsystencja -ale ta cena nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Trochę drogo, ale lubię tzw. "morskie" zapachy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. morskie kojarzą mi się głównie z kostkami do kibla, ale w sumie... czemu nie krem do ciała? ;)

      Usuń
  11. Miałam ;) a zapach to czysty fiołek dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale fiołek-fiołek czy to taka wspaniała metafora? :D

      Usuń
  12. Co jak co, ale kolor ma bardzo fajny :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Też uwielbiam wieczka! Tak porządniej to wygląda :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale wygląda ślicznie. Jak turkusowy kremik do kanapek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się taki kolor kojarzy wyłącznie z lodami smerfowymi o smaku gumy balonowej

      Usuń
    2. Pierwszy raz spożywałam takie w Ząbkach i kiedy spróbowałam ich pierwszy raz, miałam ochotę jeść je codziennie. I jadłam. Aż wróciłam z wakacji do domu.

      Usuń