sobota, 18 października 2014

Yves Rocher – Elixir 7.9 – Rewitalizujący roll-on pod oczy [recenzja]

Są na świecie rzeczy, bez których zupełnie łatwo się obejść: przyrząd do usuwania gniazd nasiennych z jabłek, kieliszki do grappy, papier toaletowy z sudoku, roll-on pod oczy od Yves Rocher... 


Mimo całej sympatii, jaką darzę francuską markę, muszę przyznać, że sporo jest w ich ofercie kosmetyków średnich, a czasem nawet słabych. Ja akurat uwielbiam te zakupy w ciemno z milionem rabatów, a potem odbieranie od kuriera pudła pełnego skarbów (o przykładowej zakupowej ekstazie z Yves Rocher pisałam TU), ale fakty są takie, że bez czytania opinii królików doświadczalnych typu Agata smarująca łatwo przepalić w ich sklepie trochę gotówki.
Roll-on pod oczy kupiłam w jednej z comiesięcznych promocji życia w sklepie online za 52 złote. Cena regularna to 73 zł, ale aktualnie możecie kupić ten produkt za jedyne 49 zł! Cóż, wygląda na to, że przepłaciłam... 


Elixir 7.9 to kosmetyki, których wspólnym zadaniem jest rewitalizacja i usuwanie oznak zmęczenia. Według producenta żel pod oczy usuwa opuchliznę, redukuje cienie, rozświetla spojrzenie, przywraca komfort, a tym samym minimalizuje objawy zmęczenia i/lub niewyspania. Brzmi świetnie – wiecznie niedospana matka Tomasza powinna być zachwycona. Ale nie jest.


W składzie kilku znanych pewniaków: sok z aloesu, hydrolat z oczaru wirginijskiego, gdzieś daleko również kofeina, ale jeśli zajrzymy na stronę sklepu, naszym oczom ukazują się prawdziwe cuda dziwy: mangiferyna z aphloi (czymkolwiek jest, chroni komórki skóry), wyciąg z ziaren tara (walczy z wiotczeniem skóry), inositol z zielonego ryżu (pierwsze słyszę, ale ponoć poprawia oddychanie komórkowe), oligozydy z jabłka (poprawiają komunikację i spójność międzykomórkową – nie wnikam), betaina glicynowa (chroni komórki przed stresem – komórki należą do mnie, czy ja też będę odstresowana? przydałoby się). Słowem (a nawet kilkoma): cała długa lista składników, które powinny uczynić wiosnę pod moimi oczami, a jeśli nie ją, to chociaż odrobinę słonecznego blasku – że tak poetycko z siebie wyduszę. A propos duszenia – po odebraniu oddechu dość sztywnemu plastikowemu opakowaniu, z wnętrza wydobywa się z pozoru zwyczajny żel, który można rozprowadzić wokół oczu przyjemnie chłodnymi metalowymi kulkami:


Kulki okej, konsystencja w porządku, zapach delikatny i ładny, ale najdziwniejsze dzieje się po wyschnięciu. Żel zostawia na skórze bardzo widoczną, różową poświatę, która ma rozświetlać, ale u mnie nie wygląda to dobrze. Natura podarowała mi dosyć widoczne cienie pod oczami – są różowo-fioletowe. Kiedy dołożę do nich różowy, perłowy połysk, robi się dziwnie i nienaturalnie (czytaj: błyszczę się jak rybia łuska). Próbuję sobie wyobrazić, komu mogłyby pomóc takie efekty specjalne i nie wiem. Naprawdę. Na pewno nie tym, którzy mają zmęczone oczy i na pewno nie bez solidnej porcyjki korektora. Dla mnie to bez sensu, ale może na innych pod-oczach taki sens by się odnalazł?

Żel się nie roluje, dlatego nadaje się pod korektor. Nie warto aplikować go na noc, bo nie ma żadnych właściwości nawilżających czy regenerujących. Trochę napina skórę, przyjemnie chłodzi o poranku (polecam trzymać go w lodówce), pomaga zwalczać poranną opuchliznę i byłby całkiem niezły, gdyby nie miał w sobie tego dziwacznego blasku. Dużo lepiej wypadł krem na noc z tej serii (recenzja: klik). Do mniejszego kolegi na pewno już nie wrócę.

Nie macie wrażenia, że roll-ony tylko w teorii są fajne? To już kolejny kosmetyk w tej formie, który nie przypadł mi do gustu.

Pojemność: 15 ml
Cena: 73 zł (cena jak zwykle podana dla porządku – kosmetyki YR są w wiecznej promocji, teraz np.  do kupienia online za 49 zł)
Ocena: 3/6

35 komentarzy:

  1. Lubię Yves Rocher, mam kilka ich pewniaków, ale zgodzę się, że czasem coś im nie wychodzi - delikatnie rzecz ujmując :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właściwie trudno się dziwić, mają tak bogatą ofertę, że zawsze może się trafić coś fatalnego. chociaż ten roll-on bublem nie jest, po prostu za mało dobrego robi.

      Usuń
  2. Podobają mi się te kulki, ale chyba działanie by mnie nie usatysfakcjonowało..

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam raz roll on z garniera, taki gadżecik, chyba nic więcej ;) Ten wygląda przyjemnie, szkoda, że nie byłaś zadowolona przez tą różową poświatę... Może faktycznie u innych wyglądałoby to lepiej, choć nigdy nic nie wiadomo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pod korektorem nie widać poświaty ;) ale fakt – gadżecik, to samo o tym YR mogę powiedzieć

      Usuń
  4. nawet nie wiem, co to grappa. wygugluję i poszerzę swoje horyzonty :]

    co do żelu, opisane przez Ciebie efekty wizualne i mnie nie przekonują...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też nie wiedziałam, co to, dopóki nie dostałam takich kieliszków z okazji ślubu. zostały użyte raz, ślub był trzy lata temu... :)

      Usuń
  5. Hmmm... Ja roll ony lubię, ale nie takie zwydziwiane ;) Miałam raz całkiem przyjemny z Yes To... Bleberries i mile go wspominam, a ostatnio używam jakiegoś zwyklaczka za kilka złotych z apteki z wyciągiem ze świetlika. Lubię sobie rano pomiziać skórę pod oczami tą zimną kulką, a potem nałożyć krem. Cudów nie ma, ale jest to przyjemne i opuchlizna trochę schodzi :)
    Wszelkim podoocznym zmarowidłom z drobinkami / poświatą, mówię stanowcze nie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i właśnie też bym nie miała nic przeciwko tym kulkom YR, gdyby nie dawały różowego blasku. samo poranne chłodzenie jest okej, oczywiście pod warunkiem, że włożymy między bajki te niesamowite opowieści producentów, które snują na opakowaniach :)

      Usuń
  6. To dobrze, że się na niego nie skusiłam. U mnie spora część pielęgnacji YR sprawdza się średnio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie różnie to bywa i właśnie ze względu na to "różnie" ciągle próbuję od nich nowych rzeczy :)

      Usuń
  7. Niestety ta poświata o której mówisz również u mnie nie zdała egzaminu i właściwości pielęgnacyjne były marne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe, jakie Ty masz cienie pod oczami, że i u Ciebie nie zadziałało to dobrze

      Usuń
  8. o, a u mnie dziś recenzja kremu z tej serii :) roll onu nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja go trzymam w lodówce i używam po ciężkiej nocy, ale szału nie robi. Wolę wygładzający krem z serii Serum Végétal :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety nie mam zaufania do kosmetyków zwłaszcza pod oczy, gdzie skład to niekończąca się opowieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja dla odmiany niejednokrotnie przekonałam się, że dobrze uwarzona chemia potrafi zdziałać na mojej cerze cuda! niestety, nie tym razem ;)

      Usuń
  11. Z YR kupuję jedynie szampony, ale i tak czekam na efekt wow. Na razie go nie doświadczyłam :P

    OdpowiedzUsuń
  12. No dobra, co z tymi kieliszkami? Kiedy pijemy?
    Ja miałam roll-on z Iwostinu i byłam zachwycona, chyba najlepszy produkt pod oczy, jakiego używałam.

    OdpowiedzUsuń
  13. i ja nie byłam zachwycona, serum z tej serii mnie strasznie piekło ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o-o, czuję się uprzedzona, chciałam je wypróbować, ale chyba poczekam, aż kiedyś rzucą je jako gratis :)

      Usuń
  14. Roll-on który sprawdził sie u mnie to np. ten od Sampar. Z Yves Rocher mam bardzo mała styczność, ale w tym wypadku nie żałuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie używałam nic marki Sampar, zapamiętam Twoją rekomendację :)

      Usuń
  15. Roll-on dostałam gratis do zakupów i sama jestem ciekawa jak się sprawdzi u mnie. Ostatnio doszłam do wniosku, że większość kosmetyków z YR wypada przeciętnie, dlatego przestałam u nich kupować. Obecnie używam Riche Creme i też jakoś bez szału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, ja wciąż mam kilku ulubieńców i nie mogłabym przestać do nich wracać! no ciekawe, że Riche Creme średnio Ci podpasował, u mnie bardzo fajnie działał, a z drugiej strony jak ocenić z największą pewnością o jego dobrym lub niedobrym działaniu krem przeciwzmarszczkowy???

      Usuń
  16. Połączenie metalu z kremem szczególnie pod oczy jakos mi sie nie widzi. Mam awersję bo wydaje mi sie ze jest to jakos tak niezdrowe (?) Medyny produkt ktory tego typu jestem w stanie użyć to krem z ceramiczna końcówka masująca z EL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doczytałam, że to jest ponoć stal chirurgiczna, jeśli to coś zmienia.

      Usuń
  17. Kiedyś miałam roll on z Garniera, lubiliśmy się :) Potem z metalowym aplikatorem było cudo z Vichy, które do tej pory wspominam mile, zaliczyłam też spotkanie z Eveline. Wychodzi na to, że takie końcówki lubiłam i mile wspominam, teraz za to wolę sobie opuszkiem palca robić dobrze w okolicy oczu. Za stara jestem na takie wynalazki :D
    Z YR czasami jest dziwnie, na tyle produktów mają tyle przeciętnie działających kosmetyków, ale promocje robią swoje. Z braku dostępu stacjonarnego rzadko coś kupuję teraz w ciemno, zostaję przy pewniakach. Jednak, że miałam możliwość odwiedzić niemieckie salony YR, to przepadłam za świątecznej gruszki - o rany! jak TO pachnie i JAKA trwałość ♥ Mru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, no daj spokój, jeszcze nie jesteś stara, ale fakt, coś w tym jest, że najlepiej takie kulki sprawdzają się u niepomarszczonych małolat ;P
      Ja wciąż nie mogę oprzeć się magii YR – za każdym razem, gdy wydaje mi się, że już koniec, już więcej nic nie kupię i nie obchodzi mnie ich oferta, w skrzynce pojawia się mail z promocją, której po prostu nie mogę się oprzeć :D

      Gruszki nie znam!

      Usuń
    2. Gruszkę polecam sprawdzić, jak tylko lubisz takie aromaty :) O dziwo paczka przyszła migiem i już zaliczyłam gruszkową kąpiel oraz otulam się EDT :)

      Usuń