niedziela, 5 października 2014

Projekt denko, odc. 18

Naszą rodziną wstrząsnęły ostatnio krytycznie złe nowiny, które zaważą na reszcie naszego wspólnego życia i od których człowiek ledwo daje radę oddychać. Miałam przez chwilę pomysł, żeby – jak rok temu – porzucić bloga przynajmniej na czas najostrzejszej, najświeższej fazy dramatu, ale doszłam do wniosku, że, paradoksalnie, blog może mnie uratować. Nasz dramat będzie trwał do końca świata i jeden dzień dłużej, a ja – jako przedstawicielka rasy kobiet prawie niezniszczalnych – muszę go przyjąć na klatę i żyć z tym dalej. Dziś jest początek dalszej części tego nowego życia, powitajmy je więc stertą śmieci. Przy okazji przepraszam, że jest mnie na Waszych blogach mniej niż kiedyś. Za jakiś czas to powinno się zmienić. 


We wrześniu zużycia osiągnęły poziom średni, acz wystarczający. Co my tu mamy...


Balea – krem do ciała z masłem shea i olejem arganowym – nieprędko wrócę na zakupy do DM-u, ale kiedy już to zrobię, na pewno nie zapomnę o tym kremie. Uwielbiam jego zapach i działanie, pojemność i cenę. Prawie ideał, mógłby być tylko nieco gęstszy (recenzja).

Pat&Rub – Balsam do Ciała Rozgrzewający – balsam nie rozgrzewa, pachnie korzennie (w sensie goździkowym, nie cynamonowym) i jest to zapach na tyle intensywny, że może drażnić nosy nielubiące goździkowych nut. Okazał się bardziej wydajny od wersji hipoalergicznej, która z kolei dużo bardziej podoba mi się zapachowo. Wszystkie balsamy Pat&Rub przyzwoicie nawilżają, więc komu miłe airlessy, ten niech je weźmie pod uwagę przy najbliższych zakupach (tu recenzja zbiorcza trzech balsamów P&R). Ja mimo wszystko oddałam serce patandrubowym masłom do ciała. 

Yves Rocher – Elixir 7.9 – krem na noc – znowu słoik mi się zaplątał z poprzedniego denka, ale ten miał dobry powód – jest utrzymany w nurcie eko, a więc wielorazowy i na te dalsze razy go zostawiłam (recenzja).


Perfecta Mama – żel do higieny intymnej – jakiś czas temu wpadłam w panikę, kiedy żele Perfecty zniknęły z półki w moim Super-Pharmie. Byłam pewna, że wycofali, bo – jak część z Was być może pamięta – wszystko, co kocham, w podskokach znika z oferty firm rozmaitych. Ten żel na szczęście tylko zmienił etykietę (plus dla nich, nowa jest dużo ładniejsza), Dax Cosmetics dołożył jeszcze kilka innych intymnych wariantów i wszystko wskazuje na to, że mój ukochany, bezzapachowy, ultradelikatny żel o bardzo dobrym składzie pozostanie ze mną na długo. Na wszelki wypadek kupiłam trzy butelki przez internet – przezorny zawsze... żelami obłożony. 

Hipp – Żel do mycia ciała i włosów dla niemowląt – bardzo fajne rozwiązanie dla mam, które cenią sobie życiową prostotę i nie lubią być absorbowane w swoim spokojnym macierzyństwie takimi pierdołami jak fakt, że skończył się szampon do włosów, a żelu do kąpieli zostało jeszcze trochę. Testowałam różne rozwiązania i to wydaje mi się najfajniejsze – żel Hipp jest w dużej butli z pompką (która u nas pod koniec zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach), pachnie delikatnie i przyjemnie, pieni się względnie dobrze, jest gęsty, a przez to bardzo wydajny, no i faktycznie nadaje się do mycia włosów. Ja byłam zadowolona. Tomaszowi zwisało.

Original Source – Mango & Macadamia Shower – kupiłam tego OS-a we wrześniu na weekendowym mazurskim wyjeździe, po tym jak okazało się, że zabraliśmy ze sobą wszystko. Prawie. Perspektywa mycia się mikrokostką hotelowego mydła zagnała mnie do sklepu wielobranżowego i zdziwiłam się, że można tam znaleźć Original Source – myślałam, że to raczej drogeryjny luksus. Wersja Mango & Macadamia ma ładny, choć pospolity zapach, nie wysusza i nie szkodzi, ale okazała się absurdalnie niewydajna – wystarczyła na niecałe trzy tygodnie, dla dwóch osób, w dodatku po powrocie była przez te trzy tygodnie używana na zmianę z innymi żelami.  

Aquolina – Bath Shower Cream – Chocolate &Vanilla – mój mąż uwielbia zapachy deserowych aquolin, ja mam z kilkoma czekoladowymi wersjami naprawdę złe wspomnienia (biała czekolada = rzyg, czekolada z orzechami = przepocona skarpeta, ale absolutnie najgorsza jest biała czekolada z orchideą – recenzja). Wersja czekoladowo-waniliowa dla odmiany zrobiła na mnie dobre wrażenie. Zapach jest właściwie odtworzony, nie zawiera żadnych podstępnych, fałszywych nut. Mimo wszystko w temacie pachnących deserami kosmetyków niepokonany pozostaje dla mnie grecki Bodyfarm. 


Balea – Jeden Tag Shampoo, wersja malinowa – pisałam o nim niedawno, to dobry, apetycznie pachnący szampon bez silikonów do codziennego stosowania. Nadaje włosom miękkość i puszystość, bardzo go polubiłam, ale to i tak nie ma znaczenia, bo to edycja limitowana (recenzja).

Balneokosmetyki – Biosiarczkowy szampon – miniatura, która zachęciła mnie do kupienia pełnego wymiaru. Ma ładny, grejpfrutowy zapach, dobrze działa na moją przetłuszczającą się skórę, nie plącze i pozostawia włosy w naprawdę dobrym stanie. Zobaczymy, jak sprawdzi się duże opakowanie. 


Stenders – Feel the Grace – Rose Shower Souffle – o ile zakupy w sklepie Stenders online uznałam za wyjątkowo sympatyczne (klik), o tyle ten suflet bardzo mnie rozczarował. Głównie ze względu na nieprzyjemny zapach: niby róża, ale podszyta czymś obrzydliwym i ten obrzydliwy aromat pogłębiał się z dnia na dzień. W pewnym momencie pianka stała się całkowicie nieakceptowalna dla mojego nosa i postanowiłam zużyć ją do mycia pędzli. Dawała radę, ale... pędzle w kontakcie z twarzą przypominały mi, dlaczego suflet dostał fuchę na zmywaku. Konsystencja też nie porywa – produkt jest zbity i ma się nijak do puszystych chmurkowych pianek Organique. No i popatrzcie, co się stało z ładnym opakowaniem po kilku tygodniach mieszkania w wilgotnym miejscu... Na pewno już się nie spotkamy (pełna recenzja tu: klik).

Chanel – Demaquillant Yeux Intense – tyle się naczytałam o magii dwufazówki Chanel, że postanowiłam wywalić z portfela prawie 100 zł na ten płyn magiczny i przekonać się, co w nim nadzwyczajnego. Pełna recenzja już wkrótce, powiem tylko, że... w obrocie jest już kolejna butelka mojego ulubionego płynu Yves Rocher. I tak to.

bareMinerals – Flawless Definition Volumizing Mascara – niestety, nie dowiedziałam się, jak działa maskara bareMinerals (a miało to być moje pierwsze spotkanie z tą marką), bo po otwarciu okazało się, że nie nadaje się do użycia. Była całkiem wyschnięta, a ja przy tej okazji pragnę przestrzec Was przez zakupami tuszów do rzęs w szalonych promocjach w Strawberry.net. Do tej pory mi się udawało (vide: mój ukochany tusz Philosophy), ale po tym bM nieprędko zdecyduję się na tego typu zakup w moim ulubionym truskawkowym sklepie.


Wibo – Super gładkie paznokcie – odżywkę z proteinami pszenicy od Wibo bardzo polubiłam, bo świetnie nadawała się jako baza pod kolorowe emalie, a dzięki mlecznemu wykończeniu można było też nosić ją solo. Niestety, po roku zrobiła się rzadka i już nie nadaje się do użycia, dlatego się żegnamy.

Sensique – Zmywacz do paznokci z gąbką – całkiem dobry zmywacz o ładnym, kokosowym zapachu, ale jak to bywa z gąbkowymi zmywaczami, po pewnym czasie nie da się już z niego korzystać, bo gąbka jest tak ufajdana lakierami, że nawet nie ma sensu jej czyścić. Chętnie wrócę do Sensique, bo to i tanie, i działające.

Essence – Studio Nails – Nail & Cuticle Butter Stick – zupełnie zbędny gadżet, już niedostępny w sprzedaży, pisałam o nim tu: klik.


Ziaja – Bloker – ten antyperspirant widziałam w wielu zestawieniach ulubieńców i... kompletnie tego nie rozumiem. Jak „perłą rynku kosmetycznego” można określić coś, co ma odświeżać i regulować potliwość, a cuchnie tak ohydnie, że już chyba wolę smród własnego potu? W jednym z moich konkursów któraś z Was wymieniła Bloker Ziai jako swój niewypał i niestety, muszę się z tym zgodzić. Bloker leci do kosza, a ja z przyjemnością wracam do pięknie pachnącej i dobrze działającej kulki Nivea Dry Comfort Plus.

Auriga – Flavo-C Forte – serum z wysokostężoną witaminą C to wygrana w konkursie u Hexxany (jeszcze raz dziękuję :*). Wcześniej używałam wersji 8% i byłam zadowolona z działania, ale 15-procentowe Forte zupełnie mnie oczarowało. Używałam go pod kątem zmniejszenia zaczerwienień, a ono zaskoczyło mnie silnymi właściwościami napinającymi i... prasowaniem zmarszczek! Pełna recenzja niebawem, a ja powiem tylko, że kilka dni temu kupiłam kolejne opakowanie. 

La Roche-Posay – Effaclar Duo – miniaturka, którą przytargała do mnie L., żebym sobie sprawdziła, czy moja skóra polubi się z Duo. Reklamacji nie było i mam nadzieję, że z Duo+ również się dogada, bo niedługo planuję zakup pełnego wymiaru. 


Saszetek i próbek w tym miesiącu niewiele: maska-kompres Tołpy, którą bardzo lubię za nawilżająco-wygładzającą kołderkę, próbka ekspresowo wchłaniającego się mleczka do ciała Bodyfarm o pięknym zapachu drzewa sandałowego (nie mam pojęcia, czy pachnie tym drzewem, na pewno jest to męski zapach wart grzechu), próbka masła do ciała Sephory (właściwości nawilżające dobre, zapach też w porządku) i to, co ciekawiło mnie od dawna – słynne Le Petit Marseiliais. Tyle szumu na blogach, ja z wielkimi zapasami prysznicowymi, no znikąd nadziei na sprawdzenie, co w blogosferze piszczy. Aż tu nagle przybyła do mej skrzynki gazetka Super-Pharm, a z niej wysypały się różne różności, w tym widoczna na zdjęciu, sensownej wielkości próbka żelu pod prysznic o zapachu kwiatu pomarańczy. Próbka starczyła na dwa solidne siebie_umycia i cóż mogę rzec: żel jak żel, zapach jak zapach (trzeba lubić tę charakterystyczną, wcale nie cytrusową, nutę), nie pokochałam, nie wyśmiałam, na razie nie wrócę, bo znajomi z szafki przepychają się w kolejce pod prysznic.

Tyle ode mnie. Miłej niedzieli, dziewczęta.

48 komentarzy:

  1. Niezłe zużycia:) Ja planuję zakup tego płynu do demakijażu z Chanel, ale skoro nie wróciłaś do niej, tylko do YR, to mniemam, że nie jest taki najświetniejszy na świecie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest bardzo delikatny i łatwo rozpuszcza makijaż, ale u mnie ZAWSZE rano i tak jest panda...

      Usuń
    2. A to mnie zaskoczyłaś! U mnie ten płyn rusza najtrudniejsze egzemplarze, a zazwyczaj lubię kosmetyki wodoodporne i mocno napigmentowane.
      YR także lubię, podobnie jak Garniera tylko, że one jakby szybciej mi się kończą niż dwufaza Chanel :czary-mary:

      Usuń
  2. Miałam ochotę na ten suflet stenders ale po przeczytaniu tego, co napisałaś - odpuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lepiej zainwestuj w pianki Organique, są naprawdę doskonałe, a można je już kupić online :)

      Usuń
  3. Kurde...zatkał mnie i nie mogę oddychać.. nie mogę się skupić na razie na zużyciach - cokolwiek się dzieje to zawsze możesz na mnie liczyć.
    Przyjdę później w celu kosmetycznego bajdurzenia

    OdpowiedzUsuń
  4. Denko zacne:) Parę rzeczy mnie zainteresowało i muszę się nim bliżej przyjrzeć:) np to masło z Balea:)

    I blog w moim przypadku też paradoksalnie pozwala zapomnieć o problemach. Na chwile ląduje się w świecie który się zna i rozumie, i raczej nie wiele rzeczy potrafi cię zaskoczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baleę polecam bardzo, jeśli lubisz lekko męskie zapachy na sobie. Ten jest uniseksowy, według mojego nosa niesamowicie przyjemny.

      Usuń
  5. Agatko, smutek we mnie wzbiera i jakoś tak nie doczytałam o tych kosmetykach...
    Jak Gosia, napiszę, że jeśli tylko jest coś, w czym mogłabym Ci pomóc - nie wahaj się i pisz / dzwoń! ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. bloker ziaji podrażnił moje pachy, czułam palenie przez 3 dni, zamierzam kupić sobie flavo c.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mialam bloketa z Ziai i byl okay!

    OdpowiedzUsuń
  8. też bardzo lubie ten krem do ciała balea :)

    OdpowiedzUsuń

  9. Donoszę, że w szałowej douglasowej promocji zakupiłam żel pod prysznic o zapachu sandałowca z Bodyfarm. Faktycznie jest szałowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (to serce oczywiście znaczy, że jesteś niezniszczalna i kocham Cię i jestem tu na zawsze)

      Usuń
  10. Tak strasznie kusi mnie to Flavo C a tak bardzo nie mam na niego na razie pieniędzy. Eh :<

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam dokładnie żadnego z tych kosmetyków. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. To serumz Auriga kocham miłością wielką i odwzajemnioną :)
    Trzymaj się Agato, niezniszczalna kobieto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że u Ciebie też się tak świetnie sprawdza!
      a co do trzymania – robię, co mogę. dziękuję :*

      Usuń
  13. Oj kurcze, no podtrzymam Ci tę klatę - cholera to zawsze trochę boli... Ale wiem, że dasz radę, bo nie ma wyjścia... I dobra decyzja, gadaj do nas, z nami - to zawsze jakaś odskocznia...
    Twoje denko jest imponujące, chyba nie sięgnę po ten zapach do P&R - chwilowo tkwię zaczarowana serią otulającą i tę na jesień-zimę gorąco polecam:)

    ściskam
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będę gadać z Wami, już widzę, że to pomaga, bo co innego człowiek ma zrobić: zamknąć bloga, odciąć się... i zostać sam z własnymi myślami? mnie by to zmasakrowało. także podtrzymuj klatę, Patrycjo, w miarę możliwości - będę wdzięczna :)

      co do serii Otulającej – znam dobrze zapach i nie mogę się doczekać powtórki :)

      Usuń
  14. Super denko ! Blog to odskocznia od rzeczywistości - najlepszy na "deprechę" :)
    Pozdrawiam ciepło i wytrwałości życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Agnieszko, co do funkcji terapeutycznej bloga - zgadzam się w zupełności

      Usuń
  15. Jest tyle świetnych kosmetyków z Chanel, choćby jakiś ładny lakier, który możnaby kupić za 100zł, że chyba micel byłby ostatnią rzeczą o której bym pomyślała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie mam nic z Chanel, nigdy nie czułam potrzeby, ale o tej dwufazie huczało na blogach, więc nie mogłam się jej oprzeć...

      Usuń
  16. bardzo, bardzo mi przykro z powodu rodzinnej tragedii. trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, simply, najgorzej jest, gdy chodzi o własne dziecko :(

      Usuń
    2. o nie, miałam nadzieję, że to nie to :(

      Usuń
  17. Bardzo mi przykro :-* nie zostawiaj jednak bloga, będzie miłą odskocznią od problemów.
    BareMinerals ma raczej słabe tusze do rzęs, nie straciłaś wiele. No, oprócz pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      no to na razie zawieszam eksperymenty z bM w kwestii tuszów.

      Usuń
  18. Te serumz Auriga kusi mnie już od jakiegoś czasu i woła do mnie "Mamo, mamo.."

    Mam nadzieję, że prywatne sprawy poukładają się a Ty wyjdziesz z tego tylko silniejsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, nie poukładają się, ale można próbować poukładać je sobie w głowie...

      Aurigę polecam gorąco, chociaż słyszałam, że wersja Forte dla niektórych wrażliwszych cer może być drażniąca.

      Usuń
  19. Mnie OS nie zachwycają, ani zapachem, ani niczym innym, za to potrafią podsuszać na wiór. Aquolinę wolę w wersjach wody toaletowej :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Z Pat&Rub miałam z tej serii krem do stóp. Faktycznie nie rozgrzewa w ogóle (mi to nie przeszkadza) ale tak wspaniale dba o stopy że z przyjemnością wypróbowałabym pozostałe wersja bo ta niestety mnie troszkę drażniła pod względem zapachowym.
    Serum z Auriga zostało wyprzedane z okolic moich sklepów/aptek a niestety nie miałam czasu zamówić je przez internet będąc w PL czego bardzo żałuję. Z niecierpliwością czekam na jego pełna recenzję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba twórcom chodziło o rozgrzewanie wszystkich zmysłów poza dotykowym :)

      Usuń
  21. jak ładnie! mam chrapkę na ten balsam z pat rub :)

    OdpowiedzUsuń
  22. bloker jest bezzaapchowy i niestety chłonie smrodek naszego potu;/

    OdpowiedzUsuń
  23. Życzę Ci dużo siły :* bo z tego, co wyczytałam sprawa jest bardzo poważna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety bardzo :( czekamy na diagnozę Tomka, będzie za kilka tygodni.
      :*

      Usuń