wtorek, 2 września 2014

Projekt denko, odc. 17

Od kiedy skończyłam wszystkie przewidziane ustawą szkoły, uwielbiam 1 września. Trochę dlatego, że cieszy mnie to szczególne cudze nieszczęście, które nie jest już moim osobistym, a trochę, bo z przyjemnością oglądam dzielnie kroczącą ku wiedzy młodzież. Bo jakaś ładniejsza ta młodzież niż za moich zbuntowano-grandżowych czasów. Drodzy uczniowie, życzę Wam, żeby ten rok szkolny był dobry. I byście go nie przegapili. I żeby zaraz po odpytce z biologii baba na matmie nie zrobiła  niezapowiedzianej kartkówki. I żeby na wuefie było coś więcej niż: serw-strata-przejście, a w sklepiku szkolnym nigdy nie zabrakło dla Was drożdżówek. Ja tymczasem wracam do mojej barwnej codzienności i pogrzebię sobie w worku ze śmieciami.


Wysypuję, patrzę i myślę sobie: to nie moje. Przecież moich jest zwykle tona i kilka miligramów. Tym razem będzie krótko i na temat, bo część pustaków opisywałam na bieżąco i nie chcę przynudzać. Któż kocha nudziarzy? (odpowiedź brzmi: nudziarzy kochają ci, którzy kochają nudziarzy).


Trussardi – My Land – Shampoo & Shower Gel –  My Land jest idealny w swej orzeźwiającej prostocie, należy do linii męskich zapachów, które zwykłam nazywać korzennymi. Korzenie jednak nie pochodzą z Dalekiego Wschodu, tylko z pobliskiego lasu zmoczonego przez deszcz (czy to ty, bergamotko?). To zapach seksownego faceta i nawet jeśli nosi go brzydal-idiota, odwrócę się za nim, kiedy mnie minie w trakcie spaceru. Żel pachnie tak samo jak woda toaletowa i zdecydowanie za szybko dobił dna (hmm, może dlatego, że regularnie go mężowi podkradałam?). O funkcji szamponu się nie wypowiem, bo żadne z nas nie lało go na głowę.

Balea – Street Art Shower Gel – wersja pomarańczowapisałam ostatnio, ale powtórzę: spośród wielu pięknych aromatów kąpielowych, z których słynie Balea i z którymi mój nos miał do czynienia, ten jest najgorszy. Nie powala brzydotą, ale to naprawdę nędzna pomarańcza – taka z cukierków w kształcie fasolki, z których wypływa słodki ulepek. Nie wiem, czy te cukierki wciąż istnieją, no ale co za różnica. Uliczna pomarańcza Balei to full syntetyk. Na szczęście szybko sobie poszła.

Balea – Creme Seife – mleko z miodem – ślicznie pachnie, nie wysusza dłoni, zapas już na mnie czeka. Najsłabszą stroną tych mydeł jest wydajność. Poza tym są bajeczne.


Yves Rocher – Tradition de Hammam – maska do twarzy i włosów – dobrze oczyszcza twarz i raczej nędznie włosy. Uwaga: wrażliwsze cery może podszczypywać. Tu recenzja: KLIK.

Nuxe – płyn micelarny (miniatura) – delikatny, ładnie, choć intensywnie pachnący, do demakijażu twarzy i ust w porządku, do oczu za słaby. Ja i tak używam dwufazy, więc teoretycznie mi wszystko jedno, ale wciąż wolę wracać do miceli, które są wszechstronne (vide omówiony do wyrzygu kiszek Sensibio AR z Biodermy).

Inter Fragrances – Seboradin Niger – szampon do włosów przetłuszczających się i ze skłonnością do wypadania – porządny, wyraźnie ograniczający przetłuszczanie szampon, który niestety wali ziołowym wywarem. Zapach do wytrzymania, ale mój nos, przyzwyczajony do pięknie pachnących Fructisów czy ostatnio do malinowej i ciasteczkowej Balei, cierpiał w ciszy i skupieniu. Do szamponu wrócę, tylko jeszcze nie teraz. Receptory węchu muszą nieco odsapnąć.

Iwostin – Purritin – Żel do mycia twarzy – a tutaj to już mamy aromatyczny koszmar. Niezapomniana nuta zapachowa, którą poznałam dzięki żelowi do twarzy Synergen (KLIK), z Iwostinu tłucze niczym Wielka Siklawica. Ja nie wiem, co za plugastwo ukryło się w obu tych żelach, ale ten zapach rozkładających się zwłok jest praktycznie nie do zniesienia. Zużywałam Purritin z niemałym obrzydzeniem, podtykałam go do mycia mojemu mocno upośledzonemu węchowo małżonkowi (<3) i prawie nam się udało dobić dna. Mój szalony upór w denkowaniu tego żelu można wytłumaczyć wyłącznie bardzo dobrym działaniem, porównywalnym z Effaclarem. Jedno jest pewne: do Purritinu już nigdy nie wrócę.


Clarins – Toning Lotion with Iris – tu na szczęście mamy bardzo ładnie (acz intensywnie) pachnący tonik do cer tłustych i mieszanych, który zachwyca delikatnością i działaniem, ale nie wiem, czy aż tak, żeby skusić się na kolejną butlę (cena!). Może jednak się skuszę, bo wspomnienia mam bardzo miłe, ale jeśli już, to tylko w dwa razy większej pojemności (cenowo opłacalne bez porównania). Pełna recenzja: KLIK.

Hugo Boss No. 6 – oczywiście to nie moje denkowe dzieło, ale pragnę pożegnać tę pękatą butlę z honorami, bo to zapach naszej szczenięcej miłości, który regularnie powraca, dzięki czemu my również wciąż jesteśmy zakochanymi szczeniętami. „Nuty drzewne z akcentami przypraw i kwiatów” – wyśmienita recepta na gówniarstwo.

Alverde – mydło w kostce Wildrose – najlepsze w tym mydle było to, że dostałam je jako gratis do zamówienia od Patrycji z Drogerii Cytrynowej. Poza tym nie zrobiło na mnie wrażenia, ale ja ogólnie jestem nieczuła na powaby mydeł w kostkach.

L'Occitane – Cherry Blossom – perfumy w kremie – perfumowana wazelina o kwiatowym, babcinym zapachu, który ulatniał się szybko i doprawdy nie wiem, po co mi to było. Chyba przez metalową puszkę – mam do nich ogromną słabość! Prehistoryczna recenzja tu: KLIK. Aha, zużyłam do połowy, zapomniałam, a jak sobie przypomniałam, to już śmierdziało.


Yves Rocher – Elixir 7.9 – krem na noc – tu recenzja: KLIK, a ja tylko powiem, że słoik ze mną zostaje, bo jest utrzymany w nurcie eko i można nasadzić nań nowy krem. Być może warto to zrobić, bo ten jest wcale niezły.

Pat&Rub – Hipoalergiczny krem do stóp – bardzo lubię linię Hipoalergiczną za zapach, a po spotkaniu z tym kremem lubię ją również za udaną przygodę ze stóp smarowaniem. Rzadko się zdarza, żeby krem do stóp jednocześnie dobrze się wchłaniał i ładnie nawilżał. Tutaj tak właśnie jest.  Recenzja: KLIK.

It's Skin – Pearl Bright Essential Mask Sheet – najbardziej lubię maski płachtowe, bo są takie proste w użyciu, że ojacie, ale ta zupełnie nie przypadła mi do gustu, może dlatego, że nie potrzebuję od masek blasku i rozświetlenia (mam je na co dzień dzięki nieskończonym pokładom sebum). To był gratis do jakiegoś zamówienia, więc narzekać nie będę, ale na pewno już się nie spotkamy, chyba że znowu ktoś mi ją wciśnie do paczki z dobrego serca.

A z kremem Bobbi Brown jest jakieś niezgorsze szachrajstwo z mojej strony, ponieważ poleciał do śmieci miesiąc temu i zaplątał się w torbie śmieciowej i udaje, że zużyłam go znowu. Nie jest to jednak możliwe, bo krem jest tak wydajny, że wystarcza co najmniej na trzy miesiące, używany dwa razy dziennie. Także tego. Spadaj, słoiczku, do zobaczenia, na razie.

28 komentarzy:

  1. wyśmienita recepta na gówniarstwo.
    Low ju.

    A od tego Iwostinu naprawdę można grubo rzygnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale my nie będziemy rzygać, bo Iwostin poleciał do śmieci. NA ZAWSZE.

      Usuń
    2. Rzygniemy z innego powodu do mojej miski.

      Usuń
  2. Z PAT&RUBowych specyfików do stóp polecam także wersję Home SPA i rozgrzewającą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam w zapasach Home SPA, niedługo pewnie otworzę :)

      Usuń
  3. ostatnio Damian stwierdził, ze września weźmie cole i popcorn i rano będzie parzył jak jego młodsza siostra biegnie do szkoły^^ :D
    z tym w-fem to u mnie tak było - jak ja nie nawidziłam gry w siatkę.... chociaż szczerze to ja całego w-fu nie lubiłam :D
    do pary do twojego płyny NUxa miałam piankę - jakaś szybka akcja z nią była straszliwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, dobre, cola i popcorn. no ja się trochę tak czułam, jak maszerowałam beztrosko z wózkiem obok liceum, a młodzież z duszą na ramieniu podążała w kierunku szkoły w białych bluzkach...

      też nienawidziłam gry w siatkę, szczególnie że mam 158 cm wzrostu i moje serwy oraz bloki były śmiechu warte.

      Usuń
  4. Piękne denko. Przypomniała mi żeśmy gdzieś te maskę yr

    OdpowiedzUsuń
  5. gratuluję denka, mój chłopak używa zapachów Hugo Boss , a ja tych damskich nie znam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te z mojego denka są męskie i zużył je mój mąż.

      Usuń
  6. Faktycznie mamy inny gust zapachowy, bo mydełko Alverde Wildrose bardzo mi się spodobało.
    Lubię wrzesień, to chyba mój ulubiony miesiąc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie to, że dla mnie ta róża była brzydka – po prostu ogólnie mydła w kostce nie robią na mnie większego wrażenia (jedyny wyjątek to był Lush).
      ja wrzesień też lubię i od paru lat wybieram go jako mój miesiąc urlopowy :)

      Usuń
  7. Hipoalergiczny balsam do stóp i ja bardzo polubiłam, a zapach tej serii jest jednym z moich ulubionych:) Też zużyłam w tym miesiącu ten żel Balea (dzięki Tobie:*) i zgadzam się co do zapachu - mało pomarańczowy. Choć mi akurat to specjalnie nie przeszkadzało, bo nie jestem wielką fanką cytrusowych aromatów w kosmetykach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, ten zapach serii Hipoalergicznej jest cudny, taki uniseksowy i odprężający :)

      Usuń
  8. Matka, Ty się tak nie ciesz, bo zanim się obejrzysz, a będziesz kupowała wyprawkę i siedziała na wywiadówkach :D. Wcale się nie uwolniłaś od uroków edukacji w naszym kraju :D.
    Mam w zapasach ten żel Purritin, kupiłam go, bo byłam całkiem zadowolona z pianki z tej serii. Mam nadzieję, że mnie aż tak za skórę nie zajdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mogę się doczekać tej wyprawki i wywiadówek! i to nie ja będę odpowiadać z biologii i uczyć się do klasówek hyhhyhy

      Usuń
  9. oo ciekawe denko:)) tonik Clarins bardzo lubię;)

    OdpowiedzUsuń
  10. zainteresowałaś mnie tym szamponem Seboradin :) chyba się na niego skuszę :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba kupię ten tonik Clarins :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziwne, jak ja używałam Iwostinu, to mi w ogóle nie przeszkadzał zapach. o_O Ale to było ze dwa lata temu, to może te potwory coś zmieniły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój nos wyczuwa zwykle więcej, niżbym sobie życzyła... niestety.

      Usuń
  13. niezmiernie mnie cieszy Twa radość przy balsamie do stóp P&R, czeka na mnie takowy w komodzie, więc otworzę z należytym szacunkiem;)
    całkiem fajowe denko, moje czekana focie, ale tym razem bardzo skromne - denko, nie focie;)

    pozdrawiam ciepło i witam się po przerwie
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, miłego smarowanka ;)
      ja niedługo odpalę Home SPA, podobno też jest świetny!

      no to ja czekam na Twoje dno :)

      Usuń
  14. Ten zel z iwostinu nie pachniał mi tak strasznie, ale z to ja nie widziałam żadnych efektów / p a ten balsam do stop bym kochała ! <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam szampon Seboradin tylko trochę inną wersję - miał być do włosów wypadających jednak nie wiem czy cokolwiek działa niestety :((

    OdpowiedzUsuń
  16. Ostatnio stałam nad półką Nuxe i dumałam nad tym micelem. Dobrze, że go nie wzięłam

    OdpowiedzUsuń
  17. Żel z Iwostinu ale niebieski już tak nie capi :P

    OdpowiedzUsuń