wtorek, 9 września 2014

Manhattan – Khol Kajal Eyeliner, czyli kredki do oczu za grosze

Chętnie wracam do kosmetyków Manhattanu, bo mają dobre ceny, zazwyczaj nieźle się sprawują, a od czasu do czasu zaskakują mnie jakością i gamą kolorystyczną. Manhattan i Miss Sporty to dwie tanie marki, które prezentują na tyle dobry poziom (oczywiście nie porównuję z wysokopółkową kolorówką), że chętnie z ich pomocą eksperymentuję z kolorami i formułami kosmetyków. Na przykład nie kupiłabym wściekle fuksjowej pomadki za kilkadziesiąt złotych tylko po to, żeby sprawdzić, jak będę się czuć w takim odcieniu. Ale za kilka monet? – to zupełnie co innego (efekty Czego Innego możecie zobaczyć tu: klik). Ceny w drogeryjnych szafach są dobre, szczególnie gdy w magiczny sposób połączą się z popularnymi ostatnio promocjami -40%, ale to jeszcze nie prawdziwe eldorado. Eldorado to outlety kosmetyczne online, bo czy nie miło jest nabyć woreczek kolorówki za grosze? W razie niewypału nie żal wyrzucić, można też obdarować nielubianą znajomą lub wujka cyrkowca. Zawsze mam jednak nadzieję, że wujek obejdzie się smakiem, a wśród moich kosmetycznych zbiorów znajdzie się miejsce dla paru nowych, tanich nabytków.


Kredki kosztowały w przedziale 2–3 zł za sztukę. Nie wiem, czy w ogóle były dostępne w polskich szafach, bo asortyment Manhattanu w outletach to bardzo często produkty z limitowanych edycji lub te już wycofane. Kredki są nieźle napigmentowane, miękkie i łatwo się z nimi pracuje. Nie są wodoodporne i nie powalają trwałością, ale znam o wiele szybciej znikające drewienka. Należy je też pogłaskać po kolorowych główkach za dobrą współpracę przy rozcieraniu.


Nie do końca jest dla mnie jasne, czemu kredki do oczu często są opatrzone nazwą khol lub kajal (albo – jak widać na załączonym obrazku – obydwoma naraz), skoro te słowa oznaczają proszek najczarniejszy z czarnych. Czy naprawdę do tych jasnych kredek ktokolwiek dodaje mikrogramy kajalu, żeby pasowało do nazwy całej linii? Kajal, khol, a nawet kohl ma nie tylko zapewniać najmroczniejszy czarny kolor, ale też pielęgnować okolice oczu, w co – jak sądzę – nie wierzą nawet najbardziej nawiedzeni ludzie z Dalekiego Wschodu. Przejdźmy więc do prezentacji odcieni.


Numery 1 i 2 to dwa odcienie brązu, z czego pierwszy jest raczej beżem, na fotce wygląda nieco rudo, ale w rzeczywistości nie widać w nim ni lisa, ni wiewiórki. Zdjęcia były robione w świetle dziennym, a w sztucznym 1 i 2 są jaśniejsze. Dwójka to chłodniejszy, wciąż dość jasny brąz. Oba kolory można stosować na górną i dolną linię rzęs lub na całą powiekę (te kredki na moich tłustych powiekach bardzo łatwo się rozcierają), ale ja polecam je do brwi – nieprzesadzone odcienie nikomu nie powinny zrobić krzywdy. Teraz mam brwi pięknie wyregulowane i po brązowo-burej hennie z brow baru, dlatego oba odcienie dają właściwie jednakowy efekt, ale na gołych, jasnych brwiach widać różnicę.

Czwórka dość słabo wypadła na swatchu, ale kilka pociągnięć wydobywa ładny, morski odcień. W połączeniu z piątką powstaje przyzwoity, szybki makijaż. Sama prawie nigdy nie wybieram takich kolorów, bo do moich zielono-sraczkowatych źrenic średnio pasują, ale i tak jest lepiej, niż się spodziewałam i za tę kasę warto było się przekonać, jaki efekt osiągnę odcieniami, które mi się podobają, ale teoretycznie nie są dla mnie.

Srebrna, półmatowa szóstka na dzień dobry się złamała, co trochę mnie zniechęciło, ale po ponownym naostrzeniu już było w porządku. Bardzo lubię szarości i srebro w makijażu, dlatego dla numeru 6 znalazłam szerokie zastosowanie. Nadaje się zarówno do wewnętrznych kącików, jak i na dolną i górną linię rzęs. Można ją też rozetrzeć na górnej powiece, tak że powstanie ekspresowy, odświeżający spojrzenie make-up (nie, żebym się na tym jakoś bardzo znała).

Żadnej z tych kredek nie polecam do linii wodnej – mimo że miękkie, nie dają się zaaplikować na tak wilgotnym terenie, więc szkoda czasu i zachodu.

Gdybym je kupiła za kilkadziesiąt lub więcej złotówek, pewnie narzekałabym na jakość, ale w tej sytuacji otoczyłam je sympatią i od czasu do czasu głaszczę po kredkowych brzuszkach (głównie po to, żeby im nie było smutno, bo prawdziwą miętę poczułam do kredek z Sephory, ale o tym innym razem).

Pojemność: producent nie podał gramatury
Cena: 2–3 zł
Dostępność: słaba, szukajcie w internetowych outletach.

43 komentarze:

  1. rzadko używam kredek szczerze mówiąc, ale kiedyś marzyłam o takiej morskiej :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie wypróbować tego typu odjechany kolor, używając czegoś taniego :)

      Usuń
  2. ta jedynka wygląda fajnie, ale chyba rzeczywiście ne znajdę jej w szafie Manhattanu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale znajdziesz gdzieś w internecie jakby co ;)

      Usuń
  3. Jestem ciekawa o których kredkach z Sephory mówisz, bo ja jestem wielką fanką tych grubych :D Doceniam Twoje zaangażowanie w badania nad kredkami. Ja je porzuciłam jak tylko spróbowałam sephorowskich :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, Jumbo! chociaż mam też jedną cienką i też jest mega. Rozczarowała mnie tylko ta najmniejsza – Nano, kupiłam zgniłą zieleń, a jest jakaś bardzo ciemna i nijaka, w dodatku ciężko się rozprowadza, bo twarda. Ale Jumbo wielbię <3 jeśli je lubisz, obczaj też jumbo NYX-a - sporo tańsze, a równie miękkie i przyjemne.

      Usuń
  4. Mam 1 ale bardzo rzadko jej używam, praktycznie nie mam do niej zastosowania :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dawaj na brwi i zobacz, co się stanie – może akurat coś fajnego :)

      Usuń
  5. 1 i 2 bardzo mi się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszelkie wariacje kolorystyczne też kupuję na pierwszy strzał z niższej półki ;)
    W asortymencie tej marki nie mam rozeznania, ale ich pomadki lip cream całkowicie mnie oczarowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eksperymentowanie w asyście taniochy to naprawdę dobra metoda. Manhattan ma fajne produkty do ust, to prawda! Błyszczyki też są ładne.

      Usuń
  7. Ta najjaśniejsza na całkiem przyjemny odcień :)

    OdpowiedzUsuń
  8. sephorowe kredki to moi ulubieńcy w tej kategorii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Simply, a znasz NYX? Ostatnio kupiłam dwie sztuki i o ile z białą jeszcze się nie umiałam dogadać (głównie z powodu nie do końca jasnego przeznaczenia w moim makijażu), to grafitowa z drobinami mnie oczarowała. Jakość równie dobra, tylko gama kolorystyczna już nie taka zwariowana jak w Sephorze :)

      Usuń
    2. nie. nie miałam przyjemności. z żadnym kosmetykiem nyx :) ale dobrze wiedzieć :)

      Usuń
  9. ostatnio przeglądając Allegro widziałam, że kosmetyki Manhattan są tam bardzo tanie i zastanawiałam się czy warto zainwestować. Może kiedyś, jak najdzie mnie ochota na tego typu eksperymenty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto z nimi eksperymentować, np. w kategorii produktów do ust jeszcze mnie nie zawiedli.

      Usuń
  10. Kredki z sephory: <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 x miljon

    I mam tak samo z takimi mocnymi morskimi kolorami: lubię, ale nie powinnam. A w seforze ostatnio wymacałam taki szmaragd, że omamo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, Jumbo są fantastyczne!!! obczaj jeszcze NYX-a, jeśli nie znasz – sporo tańsze, a jakość podobna. Ja na pocieszenie po nielubiącym moich oczu morskim odcieniu kupiłam w Sephorze wojskowe gówienko i jestem zachwycona (odcień Kaki) :)

      Usuń
    2. Ej, nie, ja o cienkich żelowych mówiłam! :D NYX-a też mam na oku, ale z jumbo nie bardzo mam po drodze bez względu na firmę. Żelówkami sefory wreszcie nauczyłam się na nowo rysować równą kreskę. Nawet dwie!

      Usuń
    3. http://www.sephora.pl/Sephora/BSEPHO/SC343
      które to żelowe???
      mam jeszcze jedną cienką, nazywa się Crayon Contour Yeux, jest wodoodporna i wielbię ją oraz jedną tą małą cipkę Nano, z którą nie bardzo się polubiłam.

      Usuń
    4. http://www.sephora.pl/Makijaz/Oczy/Kredki/Wodoodporna-konturowka-do-oczu-12h/P1228002;jsessionid=272A75E105123A0C73FF2A466A61ECEB.wfr2k

      O te, mam jak na razie dwie ale jak na moje zasoby kredkowe to sporo :)

      Usuń
    5. ooooo, tak, to jedną taką też mam, 5th Avenue – piękna, prawie czarna, a jednak nie czarna, mięciutka i świetnie się z nią pracuje. wszystko prawda, ale nie miałam bladego pojęcia, że to kredka żelowa :-O

      Usuń
    6. Też ją mam, lubię bardzo. Może nie są żelowe tylko mi się uroiło tylko? To bardzo możliwe.
      Fioletową z brokatem też lubię.

      Usuń
    7. Kiedy jeszcze chciało mi się robić kreski na oczach, kochałam eyelinery z Sephory. Tak odrobinę w temacie, a odrobinę poza.

      Usuń
  11. Mam kilka z nich ale rzadko po nie sięgam . Są bardzo tanie na allegro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz, zapomniałam, że na Allegro też można kupować kosmetyki ;)

      Usuń
  12. Jaki uroczy post!!! <3 Ja eksperymentowałam na kredkach Rimmla, ale o dziwo okazały się bardzo, bardzo dobre, a zupełnie się tego nie spodziewałam!!! W dodatku mają super gąbeczkę z drugiej strony, dzięki której wspaniale się rozcierają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wpis Ci się podoba :) Kredki Rimmela też znam (te wykręcane) i bardzo je lubię – też kupiłam tanio na tym onlajnowym kosmetycznym cmentarzysku :) z gąbką jakoś nie udało mi się dogadać – wolę moimi pędzlami rozcierać, ale i tak fajnie, że ją dołożyli.

      Usuń
  13. Szósteczka urocza :)
    wilgotny teren to ciekawy wątek hehehhe ;)
    Mam trochę kolorowego stuffu ale coś nie przepadam za bardzo kolorowymi - własnie taka czarno - szara jestem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcesz porozmawiać o wilgotnym terenie? No no, poczekajmy chociaż do 23 ;)
      ja na co dzień też jestem szarobura, ale jak mam więcej czasu (czyli prawie nigdy), to sobie lubię strzelić kolorem, a potem żałuję, że nie robię tego częściej i... wracam do czarnych i szarych kosmetyków :)

      Usuń
  14. Z tą nazwą kredek rzeczywiście ich trocha poniosło, też się zdziwiłam patrząc na zdjęcie które umieściłaś na fb :) Kolorystycznie najbardziej do mnie przemawiają 1, 2 i 6, wilgotnych terenów nie maluję, więc pewnie nie miałabym powodu do niezadowolenia :) Szczególnie przy tak niskiej cenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Superaśnie wyglądają! Uwielbiam kredki i kredeczki! Mogłabym je sobie kolekcjonować i otaczać troskliwą opieką. Najmniej chyba widzi mi się ostatnia. Jakoś chyba nie po drodze mi ze srebrem na oku.

    Kredkowe brzuszki <3

    OdpowiedzUsuń
  16. bardzo fajne kredki :) muszę się za nimi rozejrzeć :D

    http://suzzue.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. właśnie przywlokłam sobie kredkę z sephory z Pl - pierwszą w życiu i jestem ciekawa, jak się sprawdzi... maczkowa jest fantastyczna:D
    pozdrawiam brzuszki Twoich manhattanowych kredek :P

    :)

    OdpowiedzUsuń
  18. z ich kosmetykow zawsze najbardziej lubilam cienie i tusze, ale na kredki zerkne, dzieki:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jesteś jedyną osobą, której opisy kolorów czytam.

    OdpowiedzUsuń
  20. 1 i 2 wpadły mi w oko, ale oczywiście całą półkę Manhattanu musieli mi wycofać w każdym możliwym sklepie... Ale jak za tą cenę to naprawdę fajne;-)

    OdpowiedzUsuń