niedziela, 14 września 2014

Konkurent kakaowej Isany: Balea – Sheabutter Bodycreme z olejem arganowym [recenzja]

Obiecuję, że zaraz skończę przynudzanie o Balei, ale muszę, po prostu muszę napisać o tym kremie, bo właśnie dobił dna, a ja go darzę szczególnym uczuciem. Na pewno uczucie jest podsycane faktem, że zawartość słoika wygląda jak najwyborniejszy pudding waniliowy, a ja uwielbiam puddingi. I wanilię. I Freud miałby na pewno coś do powiedzenia na temat wzmożonego ślinotoku na widok produktów niespożywczych. A może miałby to w nosie? Tak czy siak: przed podjadaniem kremu Balei powstrzymuje mnie tylko myśl, że te śliczne orzeszki z etykiety być może zostały uprzednio zjedzone, strawione i wysrane przez jakąś kozicę. 


No bo tak. W ogromnym, półlitrowym plastikowym słoju o przyjemnej dla oka etykiecie mieszka on: 


No przecież wygląda jak miska puddingu! Kończąc już wątek kulinarny, powiem, że krem jest trochę za rzadki jak na taki słój. Ma właściwie konsystencję balsamu – niewiele rzadsza jest  wielkosłoikowa Isana z figą i granatem. 

Zwykle wybieram treściwe masła, ale lekkość tym razem wygrywa (no dobra, wiadomo, nie zaglądałam do bogatego wnętrza przed zakupem, więc skąd mogłam wiedzieć, że jest rzadki?): krem rozsmarowuje się bardzo łatwo, nie smuży i szybko się wchłania. Mam czasem wrażenie, że skóra go wysysa prosto z moich dłoni, co jest dość niepokojące i takie jakieś ojej-ojej. Trzeba tylko uważać przy moczeniu paluchów w słoju, bo istnieje niezerowa szansa rozbryzgania puddingowej paćki po podłodze, lustrze i ścianach. Drobiazg.


Balea Bodycreme Sheabutter – wbrew całemu mojemu wstępowi – w ogóle nie pachnie żarciem, czyli jest całkowitym przeciwieństwem wielbionej przeze mnie za działanie i niekochanej z powodu męczącego na dłuższą metę zapachu kakaowej Isany. Balea pachnie... hmmm... niczym, co mogłoby posłużyć za porównanie. Aromat jest delikatny, uniseksowy i bardzo miły dla mojego nosa, który zwykł wynajdować beznadziejne, skisłe, cierpkie i odrażające nuty, niewyczuwalne przez standardowego śmiertelnika płci dowolnej, więc skoro tu nic podejrzanego nie wyczuwa, znaczy że jest okej. Zapach Balei pozostaje na skórze przez pewien czas, ale jest na tyle subtelny, że bez stresu możecie pomieszać go z dowolnymi perfumami.

To, co najważniejsze, to fakt, że po użyciu skóra jest dobrze nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku. Brawo dla tego pana! Następnego dnia wysoki poziom nawilżenia jest utrzymany i mogłabym spokojnie darować sobie wcieranie kremu po wieczornej kąpieli, ale nie odpuszczam. Smaruję się dalej, a skóra jest mi wdzięczna i z pewnością merdałaby ogonem, gdyby tylko jakiś miała. 


Spektakularne efekty pielęgnacyjne to zasługa dobrze wyważonej mieszanki wodno-glicerynowo-olejowej. Mamy tu wysoko w składzie oleje kokosowy i arganowy, a do tego sporą dawkę masła shea. Nienachalny efekt gładkości uzyskujemy dzięki silikonowej wstawce. Na pewno wszyscy czuliby się lepiej, gdyby producent nie zainwestował w parabenowe konserwanty (Patrycjo, pozdrawiam!), ale mnie jest wszystko jedno, a przynajmniej po wielu miesiącach od zdarcia ochronnego sreberka (plus dla Balei) krem wciąż miał te same właściwości i niezmieniony zapach.


A jak się ma Balea do mojego ukochanego kakaowego kremu z masłem shea od Isany? Pachnie o niebo lepiej, wydajność ma podobną (wysoka wyłącznie przez dużą pojemność), a w nawilżeniu nie widzę różnicy. Być może suche skóry, dla których oba kremy są przeznaczone, rozpoznałyby lepsze i gorsze nawilżenie, ale mojej normalnej zupełnie wisi, z którego słoika wydostaje się nawilżająca papka. Mojemu nosowi jednak to nie wisi, dlatego – gdyby nie utrudniona dostępność Balei – kupowałabym tylko ją. Ale to jest fajne, że tanie kremy z sieciowych drogerii potrafią tak miło zaskakiwać!

Niemieckie i czeskie DM-y mają również w ofercie wersję kokosową i brzoskwiniową, no i co chwilę jakąś limitowaną, ale  dzięki MAC-owi ostatnio mam alergię na to słowo, więc je ignoruję <blabla-nicniesłyszę-nicniewidzę-tiruriru-limitki-won>. 

Pojemność: 500 ml
Cena: 2–3€, a w polskich sklepach 15–16 zł
Ocena: 5+/6
Dostępność: drogerie DM, polskie sklepy internetowe (np. cytrynowa.pl, kokardi.pl)

PS Jeżeli interesują Was kremy Isany, tu macie moje porównanie trzech wielgaśnych słoików: KLIK.

43 komentarze:

  1. Ja o Balei chętnie czytam:D mam też swoje ulubione masło kakao:) mam nadzieje, że uda mi sie jeszcze je dokupić ;) a tego nie miałam, ale jak bedzie okazja to niewykluczam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tej wersji kakaowej nie znam, ale mam ją na oku!

      Usuń
  2. Ja mam wlasnie isane figa i granat i fakt jest rzadka ale nie przeszkadza mi to;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię tę Isanę, ale już parę razy zdarzyło mi się obryzgać nią sobie stopy lub dywan ;)

      Usuń
  3. Mam Isanę o zapachu grantu i jestem z niej bardzo zadowolona, choć Baleę chętnie bym przetestowała :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim zdaniem Balea jest jeszcze lepsza :)

      Usuń
  4. chyba jestem jedyną osobą na świecie, która jeszcze nie miała niczego z Balea :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kornn ylo, czas to zmienić, przecież Balea ma przystępne ceny :)

      Usuń
    2. Nie Ty jedna ;) tez nie mialam ani Balea ani Isana ;)

      Usuń
  5. bardzo go lubię i właśnie kupiłam kolejne opakowanie :]

    OdpowiedzUsuń
  6. że te śliczne orzeszki z etykiety być może zostały uprzednio zjedzone, strawione i wysrane przez jakąś kozicę.
    Akurat jadłam, moja Ty słodka blogerko kosmetyczna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mały dopisek mnie rozbroił :D
    Miałam Isankę ale ja jednak wolę dużo konkretniejsze konsystencje w smarowidłach ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też zwykle wolę, ale jeśli działanie zachwyca, przymykam oko na tę zbytnią rzadkość ;)

      Usuń
  8. Mijam ten słój często w DM-ie, ale jeszcze się nie zdecydowałam ;) trochę mnie przeraża 500-militrowa pojemność ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma się czego bać – wielomiesięczna trwałość dzięki konserwantom, a poza tym wcale nie starcza na tak długo, jakby się mogło wydawać po rozmiarze :)

      Usuń
  9. Ja mam chyba brzoskwinię w moim przepastnym pudle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spróbuj, też ją mam, ale jeszcze nie otwierałam :)

      Usuń
  10. Ale duży ten słój ;) Biorąc pod uwagę moje problemy z systematycznym nakładaniem balsamów/maseł/itd., zużywałabym go pewnie z rok ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze możesz chlapnąć parę razy o podłogę – taki mały cheat ;)

      Usuń
  11. JA bardzo lubię Isanę :) Ale ostatnio zakochałam się w masełku oliwkowym z firmy Barwa :) Nawet znalazło się w moich ulubieńcach lata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w ogóle nie znam tej Barwy, zaraz zerknę do Twoich ulubieńców :)

      Usuń
  12. Miałam Isanę, ale nie mogłam jej wykończyć, za duża była :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. następnym razem rozchlapuj jej więcej na podłodze :P

      Usuń
  13. I teraz żałuję, że nie kupiłam wersji kokosowej :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kto wie, czy jest równie dobra? (sprawdzę, dam znać, bo mam w zapasach)

      Usuń
  14. Miałam dwie wersje tych kremów z Balea: najpierw kokosową a potem tą, o której piszesz. Jedna i druga wersja przypadły mi do gustu, a ich stopień nawilżenia dla mnie również był bardzo dobry, dlatego też kiedyś jak wykończę swoje smarowidłowe zapasy to z pewnością sięgnę jeszcze po kremiki Balea :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe "jak kiedyś wykończę zapasy"... ja już dawno przestałam wierzyć, że to się kiedykolwiek u mnie wydarzy ;)

      Usuń
  15. Isane kocham więc chyba porównam z Baleą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spróbuj – jeśli wersja kakaowa Ci się spodoba, powinnaś być bardzo zadowolona działaniem arganowej Balei!

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. :) ale już stoi na półce i czeka na otwarcie pistacjowy NIP+FAB, którego zapragnęłam jakiś czas temu ze względu na zapach (wyłącznie z opisów go znałam), a czytałam wszędzie, że nawilża średnio. więc chyba pora na średniaka ;)

      Usuń
    2. to w sumie dobrze, że zabierasz się za średniaka jeszcze przed zimą :)

      Usuń
  17. Nie miałam okazji używać tej wersji, ale mam krem kokosowy i bardzo go lubię :) Żałuję, że nie mam teraz ku temu okazji, ale chętnie zaopatrzyłabym się w kilka takich słojów.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czemu nie masz okazji? zawsze możesz kupić online :)

      Usuń
  18. Ooo, tak mi pisz... Ostatnio godzinami dumałam nad zamówieniem tego kremu i w końcu nie wzięłam. Teraz już mu nie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie odpuszczaj, bo naprawdę jest świetny! :)

      Usuń
  19. Uwielbiam Twoje posty! :D Miałam kiedyś Isanę, ale była tak wydajna, że aż mnie to zaczęło drażnić :P

    OdpowiedzUsuń
  20. szkoda, że tak trudno dostępne, bo chętnie bym wypróbowała

    OdpowiedzUsuń
  21. Będąc ostatnio w DM, już miałam go w koszyku....ale wymieniłam na inny balsam

    OdpowiedzUsuń