piątek, 5 września 2014

Bobbi Brown – Hydrating Eye Cream [recenzja]

Skoro już dwa razy wrzuciłam do denka ten sam słoik po kremie Bobbi Brown, czas napisać coś więcej na temat Hydrating Eye Cream. Sam się o to prosił, więc niech mu będzie. Proszę, kremie, oto recenzja ciebie. 


Dzięki wakacyjnej Magdzie udało mi się kupić Hydrating Eye Cream na stronie Douglasa w bardzo fajnym zestawie „Skincare Essentials” wraz z kremem do twarzy (30 ml) i olejkiem oczyszczającym (30 ml) za 259 zł. Miałam kupon z rabatem 10%, więc wyszło jeszcze taniej. Za krem w wersji solo perfumeria życzy sobie 219 zł. Mimo rabatów, okazji i wszelkich innych fantastycznie brzmiących słów, to wciąż bardzo drogi krem pod oczy. Magda pisała jednak u siebie, że używała solidnej próbki, a ten nie dość, że był nadzwyczaj wydajny, to dawał efekt Photoshopa. No to wiecie, Photoshop pod oczami za dwie stówy? Musiałam to sprawdzić. Jak to ja. 


W bardzo estetycznym, szklanym słoiczku siedzi śnieżnobiały on. Ma idealną, aksamitną konsystencję: nie jest ani zbyt lekki i lejący, ani ciężki i lepki (co niestety jest moim głównym zarzutem wobec kremu Kiehl's, którego obecnie używam). Rozprowadza się elegancko i mimo że jest treściwy i trochę tłusty, dość szybko się wchłania. Tempo wchłaniania i moc kremu możemy standardowo moderować poprzez odpowiednie dawkowanie. Ja używałam go rano i wieczorem – rano dosłownie odrobina, więc skóra wciągała go ochoczo przy śniadaniu, a ja chwilę później mogłam nakładać korektor bez stresu, że się zroluje_czy_coś. Wieczorem moja cera upijała się tym kremem do nieprzytomności, bo aplikowałam go niemal bez umiaru. Prawdziwa kosmetyczna jazda bez trzymanki, co?


Jakimś specjalnym ekspertem od składów nie jestem, ale ten wydaje się porządny. Sporo dobrze uwarzonej chemii, a do tego oleje jojoba i awokado, sok aloesowy, wyciąg z oczaru. Fanki naturalnej pielęgnacji wykrzywią swe piękne buzie z odrazą, ale sekcja pielęgnacyjna marek selektywnych nie słynie z jakiejś szczególnej bliskości z naturą. Dobra, chodźmy dalej, nie ma po co tego rozkminiać.

Warto powiedzieć o Hydrating Eye Cream kilka innych rzeczy. Przede wszystkim bardzo dobrze nawilża, a więc robi to, do czego został powołany. Po głębszym namyśle i analizie skóry wokół oczu doszłam do wniosku, że niestety, potrzebuję już czegoś przeciwzmarszczkowego w regularnym użyciu, dlatego krem Bobbi nie może być jedynym elementem mojej pielęgnacji. Należałoby albo dołożyć mu jakieś konkretne serum z półki anti-ageing, albo całkiem z niego zrezygnować na rzecz dobrego przeciwzmarszczkowego kremu, który też przecież może dobrze nawilżać (tu po raz kolejny uśmiecham się słodko do Yves Rocher z serii Riche Crème). Myślę, że moje młodsze koleżanki, które cenią sobie pielęgnację z wyższej półki, spokojnie mogą inwestować w Bobbi, bo poziom nawilżenia jest zacny, a i tapeta upiększająca dobrze się na nim trzyma. Jest też bardzo wydajny – używany dwa razy dziennie, w tym raz na bogato, starczył na ponad trzy miesiące, a przecież to tylko 15 mililitrów. Jego jedyną wadą jest zapach – wolałabym, żeby nie pachniał wcale, a jednak coś tam zalatuje. Nic strasznego, ale to z pewnością nie fiołki. No nie, to na pewno nie one.

Czyli że: krem jest bardzo dobrej jakości, cieszy oko, trzyma makijaż, ma tylko kiepski zapach i dość kiepską cenę. Ja tam Photoshopa po nim nie widzę, ale doceniam działanie i nie wykluczam kolejnego spotkania we wspomnianym wyżej tajemniczym duecie.

Pojemność: 15 ml
Cena: 219 zł
Ocena: 5/6

29 komentarzy:

  1. ach, żeby istniał krem prasujący linie pod oczami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może istnieje, tylko jeszcze na niego nie wpadłyśmy? :D

      Usuń
  2. Jak dobrze działa to warto, ale z tym zapachem pod oczy, lepiej żeby już go nie było, albo pachniał czymś ładnym. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jest to bardzo męczący zapach, ale jednak jest wyczuwalny

      Usuń
  3. też planuję zakup Riche Creme z YR jak dorwę sensowną promocję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz jest promocja z gratisowym produktem, napisałam u Ciebie na blogu

      Usuń
  4. Pewnie bym się nie skusiła, znam dobre kremy pod oczy za dużo niższą cenę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cena nie dla mnie ale estetyka opakowania powala :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tym razem nie dam się skusić, bo z pielęgnacji selektywnej rzadko mnie coś kusi (kolorówka to co innego), i dobrze, bo ceny i tak poza moim zasięgiem. Ostatnio jednak mam fazę na testowanie kremów pod oczy, zużywam po kolei wszystkie próbki jakie kiedykolwiek do mnie trafiły i bardzo mi przypadł do gustu krem pod oczy z oliwą z oliwek i mleczkiem pszczelim Macrovita. Z pewnością się kiedyś na niego skuszę, na razie jednak mam jeszcze w zapasach swojego ulubieńca na cienie z Biodermy i serum z Yonelle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam więcej serca do kolorówki z wyższej półki – nie dość, że sama celebracja przy odpakowywaniu jest warta grzechu, to jeszcze starcza na długo i można potraktować jako trofeum, w przeciwieństwie do kremu, który zużyjesz i... już.

      A tej Macrovity nie znam - pierwsze słyszę.

      Usuń
  7. Fajny nawilżacz znalazłam z Pharmaceris, a Creme Riche mnie właśnie rozczarowuje. Spodziewałam się czegoś lepszego, a mam wrażenie że robią mi się jeszcze większe zmarszczki od wklepywania.
    Krem BB może kiedyś wypróbuję, ale obecnie mam węża w kieszeni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jakąś niesamowitą rzecz powiedziałaś o tym YR :D rozumiem – niewystarczające nawilżenie, brak efektu wow, ale żeby pogarszał sprawę? o to bym go nigdy nie podejrzewała :)

      Usuń
  8. Znam go, ciekawi mnie trochę :) Szukam właśnie czegoś mocno nawilżającego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to możesz wypróbować, może u Was cena nie wypada tak źle

      Usuń
  9. nie przekonał mnie przede wszystkim ze względu na cenę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Że niby ja taka młoda jestem? ;)
    Moja skóra pod oczami Ci dziękuje ;)

    A tak serio, to ten krem wciąż za mną chodzi i sama kiedyś się do niego dobiorę, bo próbka wciąż śni mi się po nocach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no młoda jeszcze, młoda :)
      ciekawa jestem, jak u Ciebie wypadnie pełny wymiar

      Usuń
  11. cóż, jako "eco fanka" z letka wykrzywię [choć może nie piękną;)] swą twarz, jednak muszę przyznać, że jak na kosmetyk tradycyjny, to skład jest naprawdę bardzo, ale to bardzo przyzwoity, bo nawet ta przywołana nie bez kozery chemia nie zajmuje czołowego miejsca w składzie, jest tam, gdzie ostatecznie powinna się zawsze znajdować - także nie jest źle:) Wziąwszy pod uwagę fantastyczne (no prawie) działanie, widać wart grzechu:)
    a jeśli nie fiołki, to co?;)

    pozdrawiam
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, cieszę się, że potwierdziłaś moje składowe obserwacje – jednak znasz się na tym dużo lepiej ode mnie :)
      a zapach... no, to chyba zapach składników, lekko mi jedzie jakimś tworzywem sztucznym, ale mój nos różne dziwne rzeczy wyłapuje, których inni nie czują :D

      Usuń
    2. bo z nosami to tak jest... kupiłam ponoć super olejek Perilla... ponoć lepszy od samego króla - oleju arganowego... ale co z tego, kiedy mając go na twarzy, czuję się jak zdechła ryba? No tak okrutnie dla mnie trąci, że polegam, choć małż i syn nic takiego nie czują...

      :*

      Usuń
    3. ja czasem lecę z jakimś cuchnącym według mnie kosmetykiem do męża, podtykam mu pod nos, a on mi mówi: eee, zdechła ryba? niee, ja tu czuję [tu wpisz coś absurdalnie różnego, np. świeży szczypiorek]. "Nawet ładnie pachnie" – ogłasza, a ja nie wiem, czy mój nos jest jakiś nienormalny, czy to on ma uszkodzony zmysł powonienia. W sumie historia pokazuje, że jednak to drugie, vide: "weź powąchaj, zesrał się? ja nic nie czuję", wtedy ja nabieram powietrza w płuca, żeby dobrze wyczuć gównianą nutę potencjalnego bobka, przykładam nos do Tomaszowego tyłka i... widzę gwiazdki przed oczami. Kupa jak ta lala. Dzięki, mężu. On mnie zawsze wrobi. Często też lata z zasikanym Tomkiem, głosząc swoje słodkie: "zesrał się". Tak, mój mąż ma beznadziejny węch :D

      Usuń
  12. Ale zawsze lepiej Bobbi pod oko nałożyć niż FlosLek, nie? Status (hehe) kosmetyczny zachowany na poziomie odpowiednim.

    OdpowiedzUsuń
  13. Chodził mi ten krem już kilka razy po głowie, ale zawsze jakus inny wpadał w ręce i sama. Mysle, że dopóki jeszcze nie potrzebuje mocniejszego działania, to za jakus czas sie w niego zaopatrzę ;)

    OdpowiedzUsuń