poniedziałek, 15 września 2014

5 ulubionych lakierowych smutasów na jesień

Taaaaak... jeśli chodzi o lakiery, jestem bardzo smutnym człowiekiem. Przygnębiającym wręcz. Nad moimi paznokciami można się zadumać. Patrząc na nie, nawet twórcy Monty Pythona pisaliby scenariusze do melodramatów. Moje paznokcie sprawiają, że sama często popadam w melancholię i mam ochotę wysmażyć jakiś rozpaczliwy wiersz lub chociaż tragicznie kończące się opowiadanie. Witajcie w mojej smutnej krainie!



A tak serio: uwielbiam wszelkie lakierowe szarości, burości, zgniłozieloności i takie odcienie lądują u mnie na paznokciach przez okrąglutki rok. Nie mam oporów, żeby w 30-stopniowym upale zaprezentować się w jakimś khaki zgniłku lub przyozdobić dłonie niewybredną, asfaltową szarzyzną. Oczywiście wiosną i latem częściej można mnie spotkać z paznokciami w coraz odważniejszych odcieniach (ostatnio miałam na stopach nawet żywą czerwień – szok, niedowierzanie), ale zwykle i tak wracam do moich burasów. I wcale nie uważam, że są depresyjne. Albo brzydkie. Dla mnie są wyjątkowe i pasują do wszystkiego! 

Wybrałam dziś dla Was pięć lakierów, które mieszkają ze mną od dawna i do których regularnie wracam, co w moim przypadku jest sporym osiągnięciem przy obecnej, nadmiernie rozrośniętej kolekcji. Oczywiście jak łatwo się domyślić, w zbiorach mam duuużo więcej burków, ale te wracają do mnie jak bumerang. Jak wypróbuję zawartość wszystkich mieszkających u mnie flaszek w tej tonacji, pewnie pokażę Wam pełną kolekcję.


Miałam plan, żeby w tegorocznej epoce kolorowych liści przerzucić się na ciemne, winne czerwienie i fiolety, bo one też są taaaaakie piękne i ładnie komponują się ze złotą jesienią, ale już widzę, że będzie ciężko odpuścić szarościom, bo jak nie mam pomysłu, co tym razem wrzucić na paznokcie, zgadnijcie, kogo wybieram? Okej, czas na prezentację.

Catrice – Ultimate nr 680 Khaki Perry – to lakier, który pokochałam od pierwszego wejrzenia w czasach, gdy dopiero zorientowałam się, że w Polsce istnieją szafy jakiegoś Catrice (było to całkiem późno względem pojawienia się tych szaf, ale wiecie, najpierw gniłam na Natolinie w zagrożonej ciąży, potem urodziłam przedwcześnie dwukilogramowego człowieka z siusiakiem, a potem wyzywałam go w myślach od siusiaków i próbowałam nie oszaleć od jego kolek. Po tym wszystkim zrobiłam Wielki Wypad Do Centrum i przyjęłam rzeczywistość z niemałym osłupieniem („co to jest Hebe???” i tak dalej). Khaki Perry to piękna, metaliczna zgniła zieleń, która wypada szaro, jeśli postawimy ją obok zielonych lakierów i zielono, gdy stoi w towarzystwie klasycznych szarości. Jest prawdziwym kameleonem w zależności od światła. Uwielbiam ten odcień i dlatego przymykam oko na fakt, że sam lakier jest średniej jakości (jak to bywa z Catrice – teraz już to wiem, więc mogę się mądralować): długo wysycha i smuży, ale dla koloru warto przyjąć na klatę te niedogodności. Obecnie jestem na etapie poszukiwań następcy, bo – jak-to-bywa-z-Catrice-teraz-już-to-wiem – nie znajdziecie go w aktualnej ofercie marki (pochodzi z najlepszej limitki ever, czyli Modern Muse), za co dyrektorowi kreatywnemu lub innemu cwaniakowi, który odpowiada za takie decyzje, należy się solidne lanie na goły tyłek. 

L'Oréal – Color Riche nr 604 Metropolitan – tę kremową jasną szarość na szczęście można kupić w drogerii, a kupić warto, bo seria maluchów Color Riche jest wyjątkowo udana. Lakiery mają bardzo szerokie, płaskie pędzelki, więc jeśli lubicie takimi machać, będziecie zadowolone. Jedna grubsza warstwa i gotowe. Pełne krycie, pełna radość. I trwałość zadowalająca. No i jest szansa, że zdenkujecie lakier!

Joko – Find Your Color J144 Moroccan Mud – pokazywałam go tutaj: klik. Seria Find Your Color również moim zdaniem jest bardzo udana, a najlepiej prezentują się w tej kolekcji właśnie kremowe odcienie. Na zdjęciu poniżej Moroccan Mud wyszedł dosyć ciemno, ale to pewnie dlatego, że całkiem nie wysechł (lub coś tam). Na fotce stalowy, a w rzeczywistości podobny do Metropolitan, tylko trochę ciemniejszy i dużo bardziej błyszczący. Pędzelek również szeroki, prawie taki jak u nieprofesjonalnych Essie. Aplikuje się bajecznie łatwo, bo ma idealną konsystencję, a winylowe polimery istotnie poprawiają trwałość (u mnie na dobrej bazie to przynajmniej 4 dni bez odprysków). 

Essie – Chinchilly – dopiero na ekranie laptopa zobaczyłam, jak bardzo niepodobny jest do siebie Chinchilly na poniższej fotce, dlatego wygrzebałam stare zdjęcia i wrzucę je na samym dole. Ten lakier kocham najbardziej ze wszystkich tu obecnych. Jest taki bury i taki nieoczywisty! To szarość z wrzosowymi tonami, czasem widać więcej brązów, a innym razem – np. w słoneczny dzień – mamy zwyczajnego jasnego szaraczka. Do niedawna byłam pewna, że lakiery Essie nie są mi przeznaczone, bo w ogóle nie trzymały się płytki, często schodziły płatami. Było mi przykro, bo gama kolorystyczna tej firmy jest zachwycająca, a do Chinchilly wracałam i tak – mimo że były to powroty tylko na chwilę. Aż któregoś razu zmieniłam bazę z Essie All-In-One Base na odżywkę Sally Hansen i... nagle się okazało, że Essie trzyma się ładnie! Bez szaleństw, ale ze trzy dni daje radę. Wniosek: nigdy nie kładź Essie na Essie, jeśli jesteś mną. 

Orly – Sea Gurl – to lakier z jesiennej kolekcji Birds Of a Feather z... 2011 roku. Kupiłam go jednak online kilka miesięcy temu, więc podejrzewam, że wciąż jest do dostania. Sea Gurl to już trochę inna historia, dużo ciemniejsza i bardzo metaliczna. To tzw. gunmetal grey, kolor prawdziwych twardzieli. Połyskujący, ale wciąż mroczny. To ciężki, przytłaczający, ale elegancki odcień, do którego faktycznie wracam tylko wtedy, gdy mi zimno. Sama jakość Orly taka jak zawsze – prosta aplikacja mimo wąskiego pędzelka + dość szybkie schnięcie. Jednowarstwowiec, który trzyma się paznokci kilka dni. Ogromna pojemność nie pozostawia złudzeń: prędzej pigment osiądzie na dnie, niż go skończę. Polecany dla wielodzietnych rodzin :D.


Tak wyglądają obok siebie. Poza Khaki Perry wystarczy zarzucić na paznokcie jedną warstwę i po chwili można ruszać w świat ku przygodzie (w moim przypadku są to przygody z serii: zielona jagódka zerwana z krzaka, grzebanie patykiem w piasku, rzucanie kamieniem w płytę chodnikową i rozchlapywanie kałuż, ale staropolskie przysłowie głosi, że każdy ma taką przygodę, na jaką sobie zasłużył ;)).

Poniżej nieprofesjonalne, ufajdane oblicza moich dwóch ulubieńców (można szydzić):



A Wy? Lubicie szaraki? Jakie kolory nosicie na paznokciach jesienią?

55 komentarzy:

  1. Jesienią stawiam na odcienie bordo, szarości i śliwki. Od czasu do czasu na paznokieć trafia zgniła zieleń lub dla przekory - pastelowa mięta :P
    L'oreal ma bardzo ładny kolor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też lubię bordo i śliwki, ale mam ich w kolekcji dużo mniej niż szaroburasów :)

      Usuń
  2. Fajne te Twoje smutaski :) Ja teraz oswajam piękną jesienną czerwień Essie A List :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie od czerwieni na dłoniach jeszcze duuuuużo dzieli... :)

      Usuń
  3. Podobają mi się propozycje tych smutasów :) chyba najbardziej wpadł mi w oko ten joko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ma też świetną jakość i dobrą cenę, więc polecam

      Usuń
  4. Z szaraków mam jeden - Miss Fancy Pants od Essie i jesienią noszę go niesamowicie często, ale tylko w połączeniu z jakimś błyszczącym topem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz co, Kasiu, na swatchach, które przejrzałam, wygląda jak kopia Chinchilly!

      Usuń
  5. Wszystkie mi się podobają oprócz zieleni.
    U mnie aktualnie na pazurkach bardzo ciemno bo czerń z bordem.

    OdpowiedzUsuń
  6. W życiu lakieru nie zdenkowałam :)
    Naszło mnie ostatnio na kawę z mlekiem lub jakąś szarość na paznokciach, a teraz jeszcze Twój post - chyba się jutro do Inglota wybiorę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to masz szansę na denko, jeśli zainwestujesz w któregoś z L'Orealowych maluchów :).
      ciekawe, czy zakupy w Inglocie się udały ;)

      Usuń
  7. ja na szaraki muszę mieć nastrój. khaki natomiast w ogóle nie ma wstępu na moje paznokcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a widzisz, a ja myślałam, że u Ciebie wszystkie kolory tęczy :D

      Usuń
    2. niewiele brakuje ;) (obecnie mam 173 sztuki, przeliczyłam je sobie :P)

      Usuń
  8. Z szarakami nie lubię się - i tak widzę siebie w szaroburych barwach więc chociaż na paznokcie lubię dać sobie trochę koloru - bardzo lubię soczystą fuksję Essie - Big Spendor :) ostatnimi czasy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja szarobura teoria ma sens! Ja z kolei tych wszystkich wściekłych różyków i czerwieni nie zapodałabym na dłonie – dziwnie się w nich czuję

      Usuń
  9. ładne kolory. Lubię od czasu do czasu szarości na paznokciach :) Niestety żadnego lakieru nie znam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic dziwnego, że nie znasz – przecież na rynku są ich tony :D

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. obawiam się, że będzie niemożliwa do dostania

      Usuń
  11. Miałam jeden, błękitny lakier z Joko i strasznie mi smutno, że zasechł. ;(
    U mnie cały rok największą sławą cieszą się błękity. :D Uwielbiam je! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz, że ja też polubiłam błękity? i też się sobie dziwię, bo jeszcze półtora roku temu w ogóle bym nie spojrzała w stronę niebieskich buteleczek – co ta blogosfera robi z człowieka ;)

      Usuń
    2. Błękity są suuper. :D

      Usuń
  12. rzeczywiście smutasy - ten z JOKO podoba mi się najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przybijam piątkę :) Lubuję się w takich odcieniach! Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu znalezienie szarego lakieru graniczyło z cudem. Teraz mam w czym wybierać, ale ciągle jeszcze nie dorobiłam się Chinchilly. Na pewno nadrobię przy najbliższej okazji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam te problemy z szarakami! trzy lata temu, jak byłam w ciąży, poprosiłam mamę, żeby kupiła mi szary lakier, a ona obeszła wszystkie okoliczne drogerie i przyniosła mi... perłowe srebro. nic bardziej szarego nie znalazła.

      Usuń
  14. Też lubię takie szaraczki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. jeju jak ja uwielbiam Twoj sposob pisania :)

    a co do lakierow, to ja jesinia tez preferuje smutasy na paznokciach :)
    taka odmiana, kiedy po jaskrawych letnich kolorach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeju, jak ja uwielbiam takie komplementy <3 :D

      Usuń
  16. Jesteśmy chinchillowymi siostrami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i innymi też. na przykład siostrzanymi.

      Usuń
  17. jesień to dla mnie kolor śliwki, wiśni oraz wszelkich szarości tak więc znalazłabym coś dla siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach, kocham takie smutasy! :)
    Z tych tutaj to najbardziej L'Oreal mi się podoba i Essie. Mam bardzo podobny do Chinchilly kolor z Bell, Megdil mi kiedyś przesłała, pisząc, że to dupy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, do dupy :D a ten Twój Bell to pewnie Air Flow jakiś? oni tam mają stado smutasów!

      Usuń
  19. A ja rak srednio..ostatnio jednak Zachwycil mnie szarak z nowej kolekcji Essie - pisalam o nim na blogasku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie widziałam, też jest śliczny!

      Usuń
  20. Twoja smutna kraina jest wielce podobna do mojej :D zimą, jesienią i wiosną noszę głównie takie zadumane lakiery :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. one mają jedną zaletę – pasują do każdej szmaty, którą zakładam i nie muszę tego analizować :D

      Usuń
  21. ja uwielbiam czerwienie. Ale generalnie rzadko je noszę, zazwyczaj wygląda to tak, że albo nie mam czasu, albo ochoty i na paznokciach ląduje coś, czego położenie nie zajmuje dużo czasu, przy czym ewentualne niedociągnięcia nie rzucają się w oczy ;) U ciebie podoba mi się bardzo ten Loreal. Miałam kiedyś jakiś lakier z tej serii i chyba nawet byłam z niego zadowolona, bo zużyłam cały, więc być może zaopatrzę się w ten kolorek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poruszyłaś ciekawy wątek – z tym nierzucaniem się w oczy. zanim nastała w moim życiu era blogowa, byłam bardzo wyrozumiała dla swoich paznokciowych malunków – myślałam, że te dalekie od ideału paznokcie to normalka, a idealne pochodzą z salonu manikiuru. a teraz co pomaluję pazury, to widzę niedociągnięcia. okropne blogerki i ich doskonałe paznokcie zryły mi czachę :D

      Usuń
  22. U mnie włąsnie zawsze jest pstrokato :D Ostatnio kupiłąm jeden smutny lakier z nowej kolekcji piasków od Wibo i jestem w nim zakochana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to może przekonasz się do kolejnych? dla mnie noszenie burasów też było kiedyś nie do pomyślenia ;)

      Usuń
  23. Lubię szare odcienie :) często po nie sięgam, ale takich jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Lubię szaraki, ale ciężko mi trafić na idealnego, który i kryje i wygląda :P Podoba mi się ten z L'Oreala Twój :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Z szarościami u mnie na bakier. W każdym razie paznokci w ten kolor nie ubieram :) Siebie, już jak najbardziej. Z tych zaprezentowanych u Ciebie, najbardziej podoba mi się egzemplarz z Loreal. Ładny jest, nawet bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja właśnie odwrotnie! kiedyś nosiłam tylko szarobure ubrania i nie miałam ani jednego szarego lakieru, a teraz kupuję coraz żywsze szmaty, a lakiery spochmurniały ;)

      Usuń
  26. Z powyższych najbardziej podoba mi się Essie, chociaż za szarościami typowymi nie przepadam. Zdecydowanie wolę taupe lub szarość przełamaną np. różem :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam jeden taki typowy ciemny szaraczek, ale nie szczególnie przypadł mi do gustu. Użyłam go raz i od tamtej pory leży nie używany :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Fajne te odcienie, choć ja za burakami nie przepadam, bo moje dłonie wyglądają wtedy jak ręce zombie :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Lubię szarości i te, które pokazałas bardzo mi się podobają ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Chinchilly jest super, ale ja tam generalnie wolę kolory :)

    OdpowiedzUsuń