niedziela, 10 sierpnia 2014

Z cyklu: urzekła mnie moja historia – Sephora, puder brązujący Sol de Rio

Wiem, że nie zabrzmi to najlepiej, ale fakty są takie, że kiedy wyszłam ze sklepu z moim świeżo zakupionym Sol de Rio, mało nie obesrałam się ze szczęścia. Mąż świadkiem. Cała historia jest prosta: puder brązujący Sol de Rio zobaczyłam na początku czerwca w Sephorze, spodobała mi się radosna, letnia naklejka, pomacałam tester, urzekł mnie jasny, matowy, nieceglasty beż, ale ostatecznie opuściłam Sephorę z czymś zupełnie innym i z beztroską, niezobowiązującą myślą: „wrócę po niego później”. Niestety, wszelkie później w przypadku matek niewielkich ludzi oznaczają zwykle: „kiedyś”, „na pewno nie wkrótce”, no i najczęściej także: „za późno”. Następna okazja do odwiedzenia stacjonarnej Sephory nadarzyła się ponad miesiąc później, akurat były różne piękne przeceny. I co? Po moim Sol de Rio nie było śladu. 

Jakość opakowania jest dużo gorsza od Sun Disków ze stałej oferty – jak widać, naklejka łatwo się zadziera. Ale to nic, zupełnie nic. Całkiem nic. 

Pomyślałam sobie wtedy, że z limitowanymi edycjami ogólnie jest coś nie tak. Sol de Rio to kolekcja letnia, a przecież właśnie mamy środek lata! Mogłabym zechcieć dobrać kolor bronzera* do swojej cery w wersji przyjaranej słonkiem i nie ma w tym nic dziwnego i nadzwyczajnego. A jednak. Jeśli chcesz mieć człowieku cokolwiek z limitowanych edycji którejkolwiek znanej marki, lepiej szybko przebieraj nóżkami w drodze do sklepu zaraz po premierze. Potem może nie być żadnego „potem”.

Na pewien czas udało mi się zgasić w sobie żar kosmetycznego pożądania, wrzuciłam do mózgu na przemiał kilka standardowych myśli: „widocznie nie był mi przeznaczony”, „pewnie jest beznadziejny, a światło w sklepie kłamało”, „po co mi kolejny bronzer”, „nie cierpię Sephory” itd. Na pocieszenie w bardzo promocyjnych cenach kupiłam w sklepiku online dwa inne Sun Diski ze stałej oferty i można powiedzieć, że całkiem mi przeszło z tymi głupimi palmami i jeszcze głupszymi radosnymi szlaczkami. 

Trwałam w tym stanie do momentu odpalenia filmu Basi znanej jako callmeblondiee, która wśród swych czerwcowych ulubieńców umieściła głupie palmy i jeszcze głupsze radosne szlaczki, i powiedziała, że to najlepszy bronzer na świecie, szczególnie dla blondynek. I że go kocha. I takie tam pierdoły. Serce mi pękło, tu znowu mąż świadkiem. I nastąpił końcowy koniec świata. 


Jak widzicie, puder ostatecznie udało mi się zdobyć. Stało się to jakieś trzy tygodnie po pęknięciu serca. Jeździliśmy po mieście bez wyraźnego celu, co często nam się zdarza z naszym kochającym podróże autem-brrm-brrm dwulatkiem. Deszcz lał namiętnie i równie namiętnie podlewał mojego nieskończonego kosmetycznego doła. I wtedy nagle przyszła myśl nieuczesana: a gdyby tak sprawdzić w tej niepozornej Sephorze koło Reala, do której nigdy nie zaglądam? Próg przekroczyłam bez większej nadziei i wtedy ukazał się ON. Mój cudowny, umiłowany bronzer. To musiało wyglądać dziwnie i podejrzanie – ochroniarz wyglądał na bardzo zdezorientowanego. Moja wizyta w sklepie trwała jakieś dziewiętnaście sekund, a wśród morza informacji o soczystych letnich przecenach dotarłam do kasy z jednym nieprzecenionym produktem. I zapłaciłam. I wyszłam. Kurtyna. 

A teraz ponapawajmy się wspólnie widokiem nieskalanego wścibskim palcem pudrowego dzieła. Ten stan trwał tylko chwilę. 


Jedną, krótką chwilę...


Zdążyłam jeszcze wywąchać pudrowy, babciny zapach... a potem... wydarzyło się to:


Bo wiecie. Uczę się porządnie konturować twarz. Jestem blondynką z dość jasną (choć nie białą) karnacją. Znakomita większość pudrów brązujących jest dla mnie za ciemna lub zbyt pomarańczowa (problem wielu), a te, które nie są ani takie, ani śmakie, mają milion połyskujących drobin. Cenię sobie te drobiny i wielbię je, ale nie wtedy, gdy potrzebuję lekko opalić twarz i tyle lub niewprawną ręką wymodelować okrągłą twarz i również tyle. Tego mi było trzeba i tego potrzeba Wam, jeśli macie podobne wymagania. Bronzer ma fantastyczną, kremową konsystencję, która sprawia wrażenie lekko mokrej, dobrze nabiera się na pędzel (nie pyli), ładnie rozprowadza i przy konturowaniu daje naturalny, delikatny efekt. No i jest trwały.

Z uwagi na ogromną pojemność (25 gramów) nasza miłość będzie trwała wieki. 

Ile: 25 g
Za ile: 75 zł
Dostępność: Natolin, Warsaw, Poland. Być może zdarzy się cud i dorwiecie go w którejś z mało uczęszczanych Sephor. Trzymam kciuki!


*kiedyś rozwinę temat we wpisie językowym, ale tu tylko wspomnę: z mojego, językoznawczego punktu widzenia zarówno pisownia „bronzer”, jak i„brązer” jest poprawna. Przykład bliźniaczy: jeansy i dżinsy. Także nie spinajcie się za bardzo i piszcie, jak Wam się podoba. Przynajmniej do odwołania :).

71 komentarzy:

  1. ten bronzer to moje marzenie ! jest cudny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odnośnie "bronzera" nie mam zastrzeżeń. Ale już forma "puder bronzujący" średnio mi się widzi. Też tak masz?
    Widać, że odbiła ci palma na jego punkcie :D. Mam nadzieję, że nie będzie leżał odłogiem. Mnie z bronzerami jakoś nie po drodze :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, że średnio Ci się widzi, bo „puder bronzujący” to błąd :) w polskim od co najmniej stu lat istnieje słowo „brązujący” i tylko takiej formy należy używać. A wiesz, że na początku XX wieku w słownikach poprawnościowych widniało, że „bronz” to jedyna poprawna forma, a „brąz” to rażący błąd? 40 lat później było już dokładnie odwrotnie ;)

      Usuń
  3. masz rację z tymi limitowanymi szałami macic kobiet - wszystko co jest limitowane rozchodzi się o niebo lepiej, aniżeli byłoby tym samym bez dodającego +100 do chcicy dopisku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wystarczy spojrzeć na limitki MAC-a... ale wiesz co, to jest też smutno rozgrywane przez firmy. robią z limitowanej towar dla najwytrwalszych fanek, a dla mnie edycja limitowana = edycja dostępna przez określony czas, a nie w kilku egzemplarzach.

      Usuń
    2. coś w tym jest - tudzież możliwe jest, że to my błędnie rozumiemy definicję :)

      Usuń
  4. A opowiedz swoim czytelniczkom anegdotkę o Sun Disku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że udało Ci się go w końcu dorwać :) na zdjęciach faktycznie prezentuje się bardzo ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jak ja znam to uczucie, kiedy czegoś się tak bardzo pożąda... i jakie orgazmiczne szczęście się odczuwa, kiedy uda się ten kosmetyk zdobyć :D dziwne, ale prawdziwe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe, czy kiedyś będziemy miały za dużo i nowości przestaną nas jarać? :)

      Usuń
    2. u mnie na razie się nie zanosi :]

      Usuń
  7. Jego szata graficzna zachwyca, z resztą pewnie jak i działanie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. uwielbiam sposób w jaki piszesz posty! :)

    a co do tego produktu- wygląda bardzo ładnie- szkoda tylko że nie ma zdjęcia jak prezentuje się na Twojej twarzy, bo mamy bardzo podobne cery :)

    pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Żaklino!
      bardzo mi miło :)) nie pokazałam, jak wygląda na twarzy, bo zdjęcia w ogóle nie wychodziły ładne :/ albo nie ten kolor, albo nic nie było widać, albo za ciemne. nic wspólnego z prawdą

      Usuń
  9. Też chciałam go mieć, ale nigdzie go nie ma... widocznie tak miało być :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Jezu jak on pięknie wygląda *_*

    OdpowiedzUsuń
  11. I ja go chciałam bardzo :( Chlip w Krakowie w 3 Sephorach byłam i lipa :(
    Zazdro wielkie, bo i ja po filmiku Basi się napaliłam ;) Jak pewnie połowa Polski ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja się napaliłam przed filmikiem, Basia mnie tylko dobiła ;)

      Usuń
  12. Ja też o nim myślałam :D Śliczny, duży, wesolutki, poprawiający humor puder brązujący :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...właściwie zbędny, ale przecież jest śliczny, wesolutki...

      Usuń
  13. też jestem bladolicą blondynką, więc coś dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Całkiem niczego sobie, ale skoro już i tak go nie ma to nie będę się napalała.

    OdpowiedzUsuń
  15. Piekny!
    cale szczescie ze sie za konturowanie twarzy nie wzielam, bo bym musiala ten bronzer kupic ;)
    a niestety slowo "limitka" to dla mnie adrenalina - szczegolnie limitowanki pomadek Mac..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie nawet pomadki MAC ze stałej oferty wywołują ten przyjemny dreszczyk :D

      Usuń
  16. Macałam go w sephorze. Dokładnie to dobre określenie... MACAŁAM. Szkoda mi jednak było wydać tyle w tamtym okresie na bronzer skoro mam ich parę, ale znów rozbudziłaś moją ciekawość :( Będę musiała się zastanowić poważnie nad jego kupnem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może być już za późno – pisałam, że jest już prawie niedostępny, więc zastanawianie zmniejsza Twoje szanse ;)

      Usuń
  17. opakowanie i tłoczenie prześliczne!

    OdpowiedzUsuń
  18. Jaki przepiękny brązer! Cieszę się, że jednak udało ci się go zdobyć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie tylko dobry bronzer, ale i trofeum! :)

      Usuń
  19. hahaha
    pożeram Twe słowa, co i rusz radośnie parskając.. wypróbuję, jak mantry, żenic nie potrzebuję z PL, a organique wręcz nienawidzę - zobaczymy co z tego wyjdzie...
    za chwilę wybieram się do Pl uzbrojona w nowiusieńki bronzer bahama mama i zobaczymy co z tego wyjdzie, czy powstrzyma mnie przed ciepłem Twoich aksamitnych palm;)

    :*

    OdpowiedzUsuń
  20. No piękna historia! Aż się wzruszyłam czytając szczęśliwe zakończenie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, widzisz, ja też byłam wzruszona, gdy już miałam go w ramionach ;)

      Usuń
  21. Nigdy nie miałam żadnego bronzera ;) Jakoś boję się tych produktów, że zrobię sobie nimi krzywdę dlatego też nawet po nie nie sięgnęła. Ale muszę przyznać, że ten jest śliczny. Widziałam go u siebie stacjonarnie w Sephorze i już samo pudełeczko mi się spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tym akurat trudno zrobić sobie krzywdę, choć nie ma rzeczy niemożliwych ;)

      Usuń
  22. Sympatycznie się Ciebie czyta ;))

    OdpowiedzUsuń
  23. brązer czy bronzer, co za różnica! ważne, że produkt jest dobry :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak zawsze przeczytałam posta z prawdziwym zainteresowaniem, mimo że nie mam nic mądrego do powiedzenia w kwestii pudrów brązujących. Poza tym, że jak widzę "brązer" zaczynam prychać jadem.

    Zo też uwielbia jazdę samochodem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze trochę i brązer się opatrzy jak dżinsy...

      Usuń
  25. Ooo tak, urzekła mnie Twoja historia! Usmiałam się, nie powiem :D
    Widać, warto było na przejażdżkę się wybrać i zajrzeć tam gdzie nie zaglądasz zwykle. Puderas wygląda świetnie! Nie dziwię się, że tak rozpaczałaś. Najważniejsze, że się udało!

    „nie cierpię Sephory” - lol :D hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D
      teraz już będę częściej zaglądać do tej zapomnianej przez ludzkość Sephory, żeby mi jej nie zamknęli ;)

      Usuń
  26. Wkręciłam się w historię :) Najważniejsze że miała happy end :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, no miała, a mogło być tak smutno!!

      Usuń
  27. Faktycznie urzekająca historia:) Też mam podobny problem z bronzerami ze względu na swoją chłodną bladość. Twój egzemplarz wygląda bardzo przyjaźnie, szkoda, że to limitka. Bardzo ciekawa jestem jak wygląda na licu, mam nadzieję, że kiedyś pokażesz. Do mnie dziś przyszedł NYX Taupe, o dość nie typowym odcieniu, zobaczymy czy coś z tego będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak kiedyś udadzą mi się zdjęcia, które pokażą prawdziwe kolory, to pokażę, na razie nie wyszło :/
      też jestem ciekawa NYX-a, więc będę go u Ciebie wypatrywać

      Usuń
  28. MIalam podobna przygode rok temu, kiedy szalalam za rozem w sztyfcie. Oczywiscie tydzien pozniej zostal strasznie przeceniony,a jeszcze pozniej pojawil sie w stalej ofercie Sephory. Tak czy siak teraz lezy na dnie szuflady... Musze przyznac, ze tloczenia sa urocze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to Twoja historia była przykra finansowo, ale miała happy end, który napawa mnie nadzieją, że jeszcze Sephora zmieni zdanie i wyda ten odcień jako produkt ze stałej oferty, już nawet olać te kolorowe naklejki ;)

      Usuń
  29. kolor dla mnie idealny :) szkoda, że taki drogi i niedostępny :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Okej nie chce nic mówić, ale to jeden z tych kosmetyków, który przez wygląd mówi do mnie " nie ważne co stanie się potem, jestem piękny weź mnie". Taaaa.
    Dobrze, że u Ciebie skończyło się to tak, że jednak to prawdziwa miłość a nie tylko przelotne uczucie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja po tej historii obiecałam sobie, że już zawsze będę szła za głosem serca, jeśli coś mnie spontanicznie urzeknie w ten sposób, w jaki zrobił to Sol de Rio za pierwszym razem. postanowienie niebezpieczne dla portfela, ale cóż – trzeba sobie skutecznie to niełatwe życie umilać... :)

      Usuń
  31. Po raz pierwszy widziałam go właśnie u callmeblondieee - tak go zachwalała, że nawet mi się spodobał, a ja raczej do bronzerów po drodze nie mam. :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Piękny, byłby idealny bo mam jasną cerę :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie używam takich pudrów, ale ten wydaje się być świetny. Mega mi się spodobało opakowanie! :) Zapraszam do siebie, ja na pewno nie raz jeszcze tutaj wpadnę, miło się czyta Twoje wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Cieszę się, że Twoja urzekającą historia znalazła tak pozytywne zakończenie :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  35. WzrusZająca historia ;-) żałuję niezmiernie, że na Wyspach nie ma Sephory, chętnie capnęłabym kilka produktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jaki jest u Was odpowiednik Sephory? dziwnie bym się czuła, jakby jej nie było tam, gdzie mieszkam, jednak mają sporo dobry produktów własnej marki

      Usuń
  36. uwielbiam posty z dramatem w tle:D ja mam toupe z NYX i póki co mi wystarczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pokaż go u siebie na blogu!

      Usuń
    2. Brzydal z niego do zdjec, nie potrafie go sfotografowac, aby nie byl przeklamany;(

      Usuń
  37. wiele osób sobie bardzo go chwali :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla Twojej opalonej cery mógłby być za jasny. krzywdy by nie zrobił, ale pewnie wyglądasz pięknie w tych wszystkich ciemniakach, które u mnie wychodzą groteskowo :)

      Usuń
  38. Rewelacyjna historia ze szczęśliwym zakończeniem :-) Bronzer jest piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  39. koniecznie muszę go wypróbować:)

    OdpowiedzUsuń