piątek, 22 sierpnia 2014

M•A•C Sharon & Kelly Osbourne LE: Mineralize Skinfinish Duo, Jolly Good / Patentpolish Lip Pencil, Ruby

MAC zdecydowanie za często wypuszcza limitowane kolekcje, a te, które ujrzą światło dzienne, są w zbyt małym nakładzie, by móc w pełni świadomie dokonywać zakupu. Kiedy wyjeżdżałam na tydzień do Zakopanego na początku sierpnia, wiedziałam, że po powrocie wszystkie najsmaczniejsze kąski w sklepach stacjonarnych będą już wyprzedane. Zakupy udało mi się zrobić online, ale pełen wybór miałam tylko dlatego, że przez większość wyjazdu padał deszcz, a ja dorobiłam się zakwasów życia, więc kisiłam ogóra w pokoju i mogłam odwiedzać MAC-ową stronę. Trafiłam na moment, gdy towar dopiero się pojawił i było mi aż dziwnie, że wszystko jest dostępne. Wolałabym, żeby ludzie z MAC-a skoncentrowali się na poszerzaniu stałej oferty – polowanie na limitki jest coraz bardziej męczące i... nużące (ach, te problemy pierwszego świata). Poza tym kilka ostatnich propozycji marki w ogóle nie zrobiło na mnie wrażenia, co wyraźnie pokazuje, że co za dużo, to niezdrowo. Nie wspomnę o tym, jak bardzo mnie wkurza perspektywa tego, że odnajdę wśród limitowanych kosmetyków coś fantastycznego, a potem nastąpi klasyczny scenariusz: miłość – denko – nienawiść do producenta. Jasne, mogłabym bojkotować limitowane edycje. Ba, nawet próbowałam! Niestety, blogerki to zło. Szczególnie te zagraniczne. Pokazują z blogerskiego obowiązku te wszystkie limitowane cuda, a ja z obowiązku czytelniczego czytam i oglądam. A potem z konsumenckiego – kupuję. Może kiedyś zmądrzeję, a tymczasem pozostaje smakowanie klimatu peerelu i zakupy zaraz po tym, jak „rzucili”. Co tym razem rzucili? Puder i pomadkę. W pudełkach wyglądają tak:


Matkę i córkę Osbourne generalnie mam w nosie, nie wiem nawet, czym się zajmują w życiu i co jadają na obiad. Wiem tylko, że Sharon była kiedyś jurorką w którymś programie rozrywkowym, a Kelly zmieniła się ze zbuntowanego, pulchnego maszkaronka w całkiem przyzwoitą młodą damę (tak, czytam Pudelka). W oczywisty sposób ta wiedza nie robi ze mnie ich fanki, więc nie to było powodem niezdrowego zainteresowania kolekcją. W przeciwieństwie do Alluring Aquatic, nie była nim też oprawa graficzna. Ta kompletnie mi się nie podoba, mimo że lubię pastelowy, lilakowy fiolet. Mniejsza o pudełka. Pokaż, kotku, co masz w środku.



Mineralize Skinfinish Duo, jedyny do wyboru odcień Jolly Good. Najpierw zastanówmy się, co to w ogóle jest. Odpowiedź wcale nie jest oczywista. Na oko to po prostu duo, które zawiera część brązującą i (przypuśćmy że) rozświetlającą. Ten duet zainteresował mnie dlatego, że niemarchewkowe, matowe bronzery zawsze są u mnie bardzo mile widziane, a jak do tego dołączymy coś, co teoretycznie ma rozświetlać, również będąc matem... no cóż, dziwne, intrygujące połączenie! W praktyce są to dwa bardzo blade odcienie, a ja ciągle zapominam, że nie jestem AŻ TAK blada. 


Słowem: przeliczyłam się i na chwilę obecną niewiele tym duetem mogę zdziałać. Jasna część, która zawiera złoto-różowe tony, może robić za delikatnie matujący puder. Część ciemniejsza... hmmm. Tak samo. Jako że oba odcienie nie robią chwilowo wrażenia na mojej wcale-nie-tak-bardzo-opalonej skórze, poprzestanę na swatchach, które zapodałam na najjaśniejszą część mnie, jaką mogę pokazać publicznie, czyli na nogę. 


Przyjemność z używania Jolly Good jest bardzo ograniczona, bo produkt koszmarnie się pyli. W ogóle mam wrażenie, że niewiele robi na skórze, bo większość ucieka z pędzla, zanim ten zdąży przyglebić o wierzchnią część naskórka. Odcienie są jednak przyjemne dla oka, a ich subtelność w pewnych okolicznościach może okazać się zaletą. Myślę, że to mógłby być doskonały duet dla tych najbledszych, porcelanowych cer, które są biedne, bo ciężko dobrać im nieprzesadzony bronzer czy róż. Ja spróbuję zaprzyjaźnić się z Mineralize Skinfinish Duo srogą zimą. Na razie chemii między nami brak.


Poprzednie MAC-owe kredki do ust, zwane Patentpolish, zrobiły na mnie fantastyczne wrażenie. Pięknie, równomiernie rozprowadzają się po ustach, zostawiając niewysuszającą warstwę koloru. Kredka z kolekcji Sharon w odcieniu Ruby początkowo mnie rozczarowała, bo przy pierwszych dwóch użyciach zostawiła na ustach nieestetyczne grudki – możecie je zobaczyć na fotkach poniżej: 


Niechętnie powróciłam do Ruby i już zaczęłam się wściekać na moje zakopiańskie zakupy, a tymczasem Patentpolish przestał robić sceny i aktualnie pięknie się aplikuje. Przy mojej urodzie daje dość mocny efekt, choć jest półtransparentny. Dzięki swojej formule, która przypomina mi MAC-owe wykończenie lustre, nie tylko łatwo się rozsmarowuje – również dość przyzwoicie schodzi z ust. Nie powiem, że całkiem równo, ale jeśli nie wgapiamy się we własne odbicie z bliska i nie analizujemy procesu ścierania, nic złego nie dostrzeżemy. Inni też nie. W ciągu dnia regularnie się nawadniam, dlatego u mnie kolor szybko blednie i już po godzinie mogę zapomnieć o tym mocnym, lekko mokrym efekcie. Jeśli jednak z jakiegoś powodu niczego nie popijam i nie podżeram, od samego gadania proces blednięcia rozpoczyna się sporo później (dwie godziny? może trochę dłużej?). Ale spokojnie – nawet w wersji lekko startej Ruby wygląda pięknie i żywo, a jednocześnie nie jest to kolor wyzywający i przesadzony.


Ruby w moim przypadku nie kwalifikuje się do codziennego używania, ale to akurat dobrze – nie zużyję go zbyt szybko, a do takiej właśnie szybkiej śmierci typuję poprzednie Patentpolishe, w szczególności Spontaneous, który otoczyłam wyjątkowym uwielbieniem i niechętnie się z nim rozstaję. Kredka z kolekcji Sharon Osbourne i tak trafia na moje usta częściej niż przypuszczałam – chętnie używam jej wtedy, gdy rano pozostają trzy minuty na makijaż i oczy mam pomalowane, jakby robiła to średnio ogarnięta trzynastolatka. Nakładam Ruby i już wzrok przechodniów kieruje się w inne rejony (na wszelki wypadek dorzucam okulary przeciwsłoneczne, a cycki wstydliwie zasłaniam sweterkiem, żeby nie było wątpliwości, w które rejony ów wzrok ma się udać). Myślę, że Ruby będzie moim ulubieńcem tegorocznej jesieni. Tym razem było warto.

A Wy jak tam? Poddałyście się wdziękom kolejnej MAC-owej limitki, czy jesteście mądrzejsze od matki Tomasza i umiecie powstrzymać swe zakupoholiczno-nowościpragnące zapędy?


Kelly Mineralize Skinfinish Duo: Jolly Good
Pojemność: 10 g
Cena: 138 zł

Sharon Patentpolish Pencil: Ruby
Pojemność: 2,3 g
Cena: 92 zł

37 komentarzy:

  1. Piękności! <3 Ja się nie skusiłam na MACa ale kto wie, może coś wpadnie do koszyka w najbliższym czasie. Teraz ta marka trochę mi się przejadła :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to wspaniale brzmi: MAC się przejadł! znaczy, że u Ciebie wszystko dobrze, Patrycjo ;)

      Usuń
  2. Mi opakowania serii Kelly bardzo się podobają, właśnie przez ten fiolet:) Za to seria Sharon skutecznie odrzuciła mnie swoją czerwienią (nie cierpię!). Polowałam na tą serię jak głupia, od północy 1 sierpnia prawie nie wyłaziłam ze strony internetowej MAC i tylko co chwila klikałam odśwież, dzięki czemu też załapałam się na moment kiedy dopiero co rzucili całą kolekcję i wszystko było. Najpierw kusiły mnie cienie, duo i róż od Kelly. Potem odpuściłam paletkę, miało być duo i róż. Ostatecznie zamówiłam tylko róż:) Teraz im więcej zdjęć na blogach oglądam, tym bardziej żałuję, bo duo wygląda cudnie<3 Mam nadzieję, że zimą się zaprzyjaźnicie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, a ja lubię czerwony (i bardzo ubolewam, że na ustach u mnie czysta czerwień beznadziejnie wygląda, a w czerwonych paznokciach czuję się jak burdelmama). Ja już na paletki nawet nie patrzę – mam tyle cieni w domu, choćby Sleeków, że już tylko jakiś wyjątkowej urody pojedynczak mógłby mnie chyba zachwycić :).

      Usuń
  3. Mnie (jeszcze?) MAC nie wodzi na pokuszenie, ale kupiłam ostatnio podobne duo do twarzy z Alverde (wiem, wiem, porównywać Alverde z MAC???) - czyli jasny brązer plus puder. Nie wiem, czy będę w ogóle go używać, bo brązer jakiś taki mało widoczny, a pudry to mam inne. Za to podobnie jak Ty siedząc w cały dzień w internecie podczas deszczowego urlopu w Tatrach poszalałam trochę i kupiłam m.in. trzy pędzle do malowania / rozcierania cieni od Zoeva. Teraz jestem na etapie poszukiwania fajnych matowych cieni i jak dobrze pójdzie to przed powrotem do domu będę miała wszystko zakupione i przesłane :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twardzielka z Ciebie :D Ja się już dałam wciągnąć w MAC-ową machinę, bo zakochałam się w ich pomadkach, no i bagienko wessało mnie całkiem - wystaje tylko kawałek dłoni ;). Alverde można porównać z tym MAC-iem, bo przecież tu jest Mineralize, a tam naturalna kolorówka :). udanych urlopowych zakupów życzę! :D

      Usuń
  4. średnio ogarnięta trzynastolatka - <3 Kokietujesz nas tutaj troszkę :)
    MSFek mi się bardzo podoba! Choć może za ciemna jestem na niego. Ale i tak chętnie bym go widziała w swojej szufladce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty, Marti, szczera prawda z tym szybkim mejkapem ;)
      a MSF-em mogłabyś się przecież pudrować :D

      Usuń
  5. Ja się na nic nie skusiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ale na nodze??? Wyższa szkoła jazdy :) <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  7. słocze na nodze, tego jeszcze nie było :D

    podoba mi się kolor i wykończenie pomadkowej kredki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e, myślę, że ktoś już na to wpadł, ale fakt, rzadko spotykane ;)
      kredka jest super! u Ciebie też na pewno by świetnie wyglądała, wiadomo :)

      Usuń
  8. niestety limitki z Mac w uk rozchodza sie rowniez migusiem!
    za to juz nastepnego dnia mozna wszystko znalezc na ebay w cenie potrojnej :)

    nie wiem jaki oni robia naklad tych kosmetykow, ale jak ktos kupuje online to powinien byc limit, po sztuce jednej czy dwie z kazdego produktu, bo mi sie wydaje ze hurtowo kupuja i dlatego tak to znika...

    ja z tej serii mam roz Sharon i badzo bardzo go polubilam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, to ma sens... skoro i tak jest wielkie zainteresowanie, czemu miałoby nie pojawić się paru samozwańczych resellerów? pomysł z ograniczeniem zakupów jest bardzo rozsądny!

      Usuń
  9. Ten duet ładny, ale też bym go chyba nie wykorzystała ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kredka do ust ma piękny kolor , nie znam mazidełek do ust Mac ale muszę się im bliżej przyjrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Swatche na nodze ♥
    Ja z MACiem na razie ostrożnie, po limitki nie sięgam. Wielka miłość to Brave i doprawdy, dziękuję niebiosom czy co tam jest, za Was, Agato i Esku, że mnie namówiłyście :* Aczkolwiek z tej limitki wpadł mi w oko róż Cheeky Bugger, ale i tak nie będzie mój, bo już go pewnie nigdzie nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale się cieszę, że Brave Ci przypadł do gustu!
      nad Cheeky Bugger się długo zastanawiałam, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że różów Ci u nas dostatek, więc nie będę przeginać ;)

      Usuń
  12. Agata wyznacza nowe trendy w blogosferze kosmetycznej: swatche na nodze. Zawsze jesteś do przodu! Czekamy na Twittera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak, a potem zatweetuję nogami cały świat.

      Usuń
  13. Mnie MAC nie kusi - nie mam dostępu stacjonarnie, to zło jest daleko :D Chociaż to duo całkiem całkiem jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, zło jest na wyciągnięcie ręki! wystarczy kliknąć ;)

      Usuń
  14. Echh, ja też polowałam na tą limitkę jak opętana :-) Duo od Kelly to mój ulubieniec, wykorzystuję je jako bronzer i rozświetlający róż :-) Patentpolish też piękna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja mam nadzieję, że jak tylko karnacja mi się ochłodzi, wyczaruję wraz z Jolly Good coś fantastycznego

      Usuń
  15. Jakoś mnie nie przkonały powyższe produkty :) Kolor na ustach mocno jesienny, a ja nawet jesienią używam delikatnych odcieni. Limitka zrobiła niemałe zamieszanie i widać ją na wielu blogach, ale nie dla mnie niestety MACowe ceny.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jeśli ceny poza Twoim zasięgiem, to może i lepiej, że nic Cię nie urzekło :)

      Usuń
  16. Tym razem wkurzona na kolejną limitkę postanowiłam nie kupować niczego! A co, teraz trochę żałuję czytając Wasze liczne recenzje ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry bejbe, teraz możesz kupić już tylko butelkę spirytusu i smalec. Reszta wyszła. (a tak serio: widziałam w sklepie online, że sporo towaru jeszcze można kupić)

      Usuń
  17. Nawet nie probowalam zdobyc tej limitki. Uznalam, ze jest tak piekna, ze i tak mi sie nie uda ;) najbardziej w oko wpadly mi paletki cieni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pączku, na stronie producenta wciąż sporo można kupić! może jednak? skoro taka piękna ;)

      Usuń
  18. Mam kompletnie inne odczucia co do Jolly Good. Uwielbiam go. Uważam, że to jeden z najbardziej delikatnych, eleganckich MSFów jakie MAC stworzył. Nie widać go na skórze? No cóż, faktycznie nie jest to tafla widoczna z odległości metra ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z koleżanką: ja również uwielbiam to duo i co więcej,na mojej lekko opalonej skórze jest widoczne: naturalne,nienachalne rozświetlenie i brązik jako kontur.

      Usuń
    2. No ja wierzę, że Jolly Good u mnie sprawdzi się w chłodniejsze miesiące, na razie naprawdę efekt jest nijaki, a nie chodzi przecież o to, żeby natłuc 10 warstw, żeby coś było widać. Chyba na spacerach z synem zjarałam się bardziej, niż to było w planie. Część brązująca jako kontur nie działa ani trochę :(

      Usuń