środa, 11 czerwca 2014

Feel The Grace! – różany suflet Stenders [recenzja]

Jakiś czas temu tak bardzo zachwyciłam się ekspresową, efektowną przesyłką od Stenders, że aż postanowiłam obkichać się z wrażenia w Waszym towarzystwie: klik. Przyznać trzeba: tempo mieli niesamowite – dostawa do domu w kilkanaście godzin od złożenia zamówienia. To było moje pierwsze spotkanie z marką i aż dziwne, że nie zamówiłam od razu wielkiej paki kosmetyków, bo to do mnie bardzo podobne. Czyżby starość zaglądała w oczy? Krem grejpfrutowy wciąż leży nieotwarty, ale kilka tygodni temu wzięłam w obroty niezwykle estetyczny słoik z czymś, co ma nazwę, od której mięknie mi serce: różany suflet pod prysznic. 


„Lekka kremowa pianka oczyszcza Twoją skórę tak delikatnie, jak płatki róż. Poczuj królewski aromat różanego olejku eterycznego, który tworzy jasny, majestatyczny wdzięk”. Umarłam i trafiłam do marketingowego piekła? Zalała mnie lekka kremowa pianka, a potem z majestatycznym wdziękiem wyzionęłam ducha? Jeżeli w sferze językowej jest coś, co rozwala mnie bardziej od kretyńskich błędów ortograficznych typu: „drodzy klijęci, przepraszamy, ale dziś zamkniente”, są to właśnie pięknie i poetycko brzmiące marketingowe dyrdymały. I czy Waszym zdaniem płatki róż mogą delikatnie oczyszczać skórę? Czy one w ogóle oczyszczają cokolwiek komukolwiek? To chyba jakiś gramatyczny niewypał. Lub intencjonalny. No nic. Pokaż kotku, co masz w środku. Oh, puuuszek!


Tak, tak, po otwarciu dobrze zabezpieczonego opakowania moim oczom ukazał się najpyszniejszy bladoróżowy krem (taki spożywczy, z kremówki, wiecie), który niestety nie pachniał tak przednio, jak wyglądał, ale wciąż dawał radę. Różany aromat był bardzo prawdziwy, naturalnie olejkowo-różany z jakimś delikatnie nieprzyjemnym polotem czegoś, czego nie potrafię zidentyfikować. Kremowa pianka prezentowała się co najmniej tak fantastycznie jak moje ukochane pianki do mycia z Organique i byłam pewna, że kąpiel w jej towarzystwie okaże się niezapomnianym przeżyciem!

Przeżycie jest... średnie. Suflet Stenders pozostaje daleko w tyle za Organique'owym Creamy Whip, ale zdecydowanie prowadzi przed masłem do mycia Bomb Cosmetics. Co jest gorsze od Organique? Konsystencja. Wciąż ciekawa, ale cięższa. Bliżej Stendersowi do masła Bomb Cosmetics, choć jeszcze należy rozpatrywać go w kategorii tych puszystych. Coś złego stało się również z zapachem wkrótce po otwarciu opakowania Rose Shower Souffle. Nuta, która mi nie odpowiadała, stała się jeszcze wyraźniejsza, co niestety bardzo zepsuło przyjemność kąpieli. No i stoi sobie ten słój pod prysznicem jak wyrzut sumienia, a ja zużywam wszystko inne, byle nie odkręcać stendersowej różyczki. Nie o to chodzi w kupowaniu czegokolwiek do mycia za czterdzieści złotych, tak sobie myślę ja. I nie bardzo pociesza mnie fakt, że moją sztukę nabyłam z 20% rabatem. Poza nieco rozczarowującą konsystencją i zupełnie nieudanym zapachem nie dostrzegam większych wad. Suflet rozprowadza się bez większych problemów, delikatnie się pieni, łatwo spłukuje. Nie jestem zachwycona efektem, jaki pozostawia na skórze (blisko do „tępej” czystości po mydłach w kostce), ale mogło być gorzej. Chciałabym powąchać inne wersje zapachowe, do wyboru poza różą są jeszcze: grejpfrutowa, żurawinowa i lawendowa

Z wieści innej treści: suflet ma neutralne pH 5,5, nie zawiera parabenów i siarczanów. W składzie  cuda, dziwy: gliceryna przed wodą, a sprawcą różanego zapachu jest olejek z róży damasceńskiej. Po otwarciu mamy tylko trzy miesiące na zużycie. Suflet jest dość wydajny jak na piankową formułę, a gdyby używać go w duecie z gąbką, myślę, że ledwo zdążycie ze zużyciem całości w pojedynkę w ciągu przepisowych trzech miesięcy. Aha, etykieta na wieku jest marnej jakości – szybko się ściera i zaburza doznania estetyczne brudasa w kąpieli.

Nie wiem, co strzeliło mi do głowy, żeby wrzucić do koszyka różany Feel The Grace, bo nie jestem wielką miłośniczką róży. Może żurawina lepiej dałaby radę? Albo grejpfrut. Spotkanie z myjącym sufletem nie zachęciło mnie do dalszych eksperymentów z marką Stenders. Zobaczymy, jak wypadnie grejpfrutowy krem do ciała, ja tymczasem z podkuloną kitą wracam do ukochanych pianek z Organique.


Pojemność: 110 g
Cena: 39,90 zł
Ocena: 3/6
Dostępność: sklepy firmowe Stenders i sklep online

33 komentarze:

  1. Opakowanie wygląda bardzo profesjonalnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda, że etykieta się ściera pod prysznicem...

      Usuń
  2. Niedawno opisywałam żurawinowy, który mi pas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pasował. W ciemno bym nie zamówiła;) wybierałam w sklepie. Spodobał mi sie tylko grejpfrutowy i zurawinowy. Wzięłam zurawinę ze względu na dodatek drobinek, zapach jest dość subtelny.

      Usuń
    2. no właśnie pamiętam, czytałam u Ciebie o żurawinowym. dla mnie to niedobrze, że ma drobinki, zapomniałam o tym!

      Usuń
  3. Grace Ci się zachciało, ot co Ci strzeliło ...ja bym się lawendowo może poznała ..ciekawostka w każdym razie - bo nie miałam przyjemości obcowania z organikowymi myjkami, tak więc nie mam porównania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czemu sobie nie sprawiłaś, jak miałaś okazję?? Organique rozdajesz w prezentach, a takie świetne pianki przeszły Ci koło nosa! :)

      Usuń
  4. Kiedyś miałam kupić tą piankę, ale dobrze, że jednak jej nie kupiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. By trafił pierun w te blogereczki. Najpierw się nawzdycha, namarudzi, a potem to by chętnie powąchała inne wersje.

    Dowcipniś :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powąchanie nie jest wiążące! sama wąchałaś dzisiaj tę przebrzydłą różę i wiesz, że zalatuje. pfee

      Usuń
  6. nie przepadam za różanym aromatem w kosmetykach...

    OdpowiedzUsuń
  7. Eee, wolę żele za 5 zł :D. Drogi ten bukiet róż :).
    Pianka Organique też była super, mogliby tylko jakieś nowe zapachy wprowadzić, bo żaden z obecnej oferty mnie nie urządza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby to jeszcze pachniało jak prawdziwy bukiet...
      i jestem za wprowadzeniem nowych zapachów pianek!!

      Usuń
  8. Zapachowo nie moje klimaty.
    Pod prysznicem jednak preferuję gęste kremowe żele.
    Mam dwie pianki: Organique i Balea - zużyję, ale powrotu nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balea? ciekawe, nie wiedziałam, że mają pianki w ofercie :)

      Usuń
  9. Kurcze i tak mnie kusi bardzo, wygląda obłędnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i byłaby całkiem fajna, gdyby ładnie pachniała :D

      Usuń
  10. Jak zaczęłam się ślinić przy tytule (róża!), tak zachwyt zdechł w trakcie czytania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, przepraszam! nic nie poradzę, że ta róża jakaś śmierdząca :)

      Usuń
  11. Wersję grejpfrutową niuchałam w sklepie i mi przypadła do gustu. Szkoda, że do Organique jest mu daleko :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli nie przeszkadza Ci bardziej zbita formuła, to ta też da radę, szczególnie że spodobał Ci się grejpfrutowy zapach. Z drugiej strony: jeśli moja róża zaczęła bardziej śmierdzieć parę tygodni po odkręceniu, istnieje niebezpieczeństwo, że z grejpfrutem stanie się to samo.

      Usuń
  12. Czyli jednak pianki z Organique nie mają sobie równych. Przyznam, że nie znałam tej firmy Stenders, suflet ma świetną konsystencję, przynajmniej z tego co widać na zdjęciu, ale szkoda, że w rzeczywistości jednak daleko mu do ideału. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdyby miał piękny zapach, nie doczepiłabym się tak bardzo, a skoro śmierdzi, to i wad od razu więcej widzę ;)

      Usuń
  13. Ja mam same złe doświadczenia z tą firmą. Od odżywki przez szampony aż po masła. Za sporą kasę można by się spodziewać nacierania ciałka jakimś diorem!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to się natestowałaś! dobra, już mi się całkiem odechciało stendersowych eksperymentów.

      Usuń
  14. Mnie jakoś oferta Stenders nie chwyta ani za serce, ani za portfel ;) Miałam grejpfrutowy krem do ciała, z którym spotkanie nie było za przyjemne. Pianki Organique także nie wywołują na mnie wrażenia, ot taki gadżet który mogę dostawać w ramach prezentu i kupować dla kogoś, to dobra forma. Poza tym plusów brak :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam, co pisałaś o tym kremie grejpfrutowym, jak pokazywałam zakupy. tym bardziej spada mi motywacja do odkręcenia słoika z tym kremem ;)

      Usuń
    2. Ale wiesz, może u Ciebie będzie zupełnie inaczej? i zakochasz się w nim na zabój? :) Kto wie :)))

      Usuń
    3. byłoby miło, ale ufam Twojej skórze w tym przypadku :)

      Usuń
  15. Jakoś nie przepadam za mocnym zapachem róż więc może u mnie by się sprawdził. Natomiast ogromnie podoba mi się ta konsystencja.. mniam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Napaliłam się, jak przeczytałam, że toto różane jest, ale skoro podśmierduje, to no, thank you ;)
    W ogóle Stenders mi nieznane i chyba dobrze mi z tym póki co ;)

    OdpowiedzUsuń