poniedziałek, 19 maja 2014

O ściółce leśnej z Wielkiej Brytanii: Lush – Dreamwash [recenzja]

Wyobraźcie to sobie: jesteście w lesie, mamy piękny, słoneczny dzień. W nocy padało, dlatego czuć leśną wilgoć. Jest jednak ciepło i relaksująco. W oddali słychać szum potoku, bo to las górski. Cóż zrobić w takim miłym miejscu? Wiadomo: położyć się na mchu i torfie, a następnie dokładnie wytarzać. Każdy by tak zrobił. Prawda?


Wymarzone szorowanie według firmy Lush powinno tak właśnie wyglądać. My i torf. I mech. I jeszcze glina. Jest świeżo i blisko natury. Tylko czy na pewno w tym właściwym sensie? Nazwa „shower smoothie” działa na mnie doskonale, a kąpiel marzeń wyobrażałam sobie w niezwykłych okolicznościach. No i mam, okoliczności niezwykłe wielce. Zażyłaś kąpieli marzeń, kobieto? Cudownie, to teraz na kolana i do pracy! Szoruj kabinę prysznicową, póki nie odzyska dawnego blasku. No bo pal sześć zapach! Gdyby to był jedyny problem, może dałabym sobie spokój, w końcu aromaty pozostają kwestią gustu, jedni kochają fiołki, inni (za) długo dojrzewające sery (mężu, pozdrawiam!), ale w przypadku Dreamwash kłopot rodzi się w momencie, gdy po kąpieli rozejrzymy się wokół. Wszystko jest ufajdane na siwo. Same popłuczyny również nie wyglądają zachęcająco – to siwoszara, pienista masa, przypominająca tę nieprzyjemnie syfiastą pianę, jaką czasem generuje morze tudzież ocean. Jeśli dorzucimy do tego fakt, że na zużycie lushowej papki mamy zaledwie osiem tygodni (w przypadku użytkowników z Polski będzie to jeszcze mniej tygodni, bo podróż z fabryki mazideł do domostwa trwa około siedmiu dni), narodzi się zaraz magiczne w swej prostocie pytanie: PO CO?


Po co kupować Dreamwash? Po co zamawiać wysyłkę do Polski za wcale niemało złotówek? Po co oglądać ten śliczny, estetyczny, wcale_nie_brudny pojemnik i dać sobie upaprać prysznic jego zawartością? Sama się nad tym zastanawiam. Może dałoby się znaleźć parę powodów.
Powód nr 1: bo to Lush. Dla wielu z Was to w zupełności wystarczy. Magia firmy, tego co nieosiągalne, naturalne, ekologiczne...
Powód nr 2: naturalny skład i silne działanie kojące. Ta pasta ma według założeń producentów ratować skłonną do podrażnień, przewrażliwioną skórę. Być może tak jest, ale trudno mi to ocenić, bo moja skóra wielkich problemów nie robi, chyba że mówimy o tej na twarzy. Jednak dla ludzi, dla których większość dostępnych specyfików oznacza dermalną katastrofę, to może być doskonały powód do zakupu. W składzie: aloes, lawenda, róża, olejek z drzewa herbacianego, rumianek, a wszystko to zblendowane z kalaminą, czyli węglanem cynku – substancją silnie łagodzącą, uspokajającą i przeciwdziałającą nadreaktywności skóry. Zdaje się, że to ona czyni ten prysznicowy syf, mam nadzieję, że faktycznie ma nadnaturalne, kojące moce.
Powód nr 3: konsystencja. O tak, ona jest warta grzechu. To cudownie gładka, delikatna masa, którą z przyjemnością aplikuje się na skórę. Lekko się pieni i wszystko byłoby wspaniale, ale niestety, po zmyciu Dreamwasha pojawia się efekt, którego bardzo, BARDZO nie lubię. Skóra przy dotyku stawia opór, jest wymyta w ten niefajny, mydlany sposób. Wiecie, o co chodzi? Zawsze tak jest po użyciu zwykłego mydła w kostce. Tutaj, mimo miłej otoczki, mam wrażenie, jakbym umyła się kostką Arko za złotówkę.

Ściółkowy smoothie nie jest chyba fatalny, ale zupełnie nie dla mnie. No nie wiem, może ktoś lubi się taplać w takim naturalnym błotku po ciężkim dniu pracy – ja pod prysznicem wolę coś pachnącego. Naprawdę nie widzę powodu, dla którego miałabym nacierać się w ramach pożegnania wyczerpującego dnia czymś, co nie jest przyjemnie pachnące i relaksujące, i w ogóle jest mało przyjemne. Na co dzień wystarczająco często otaczam się wątpliwej urody zapachami. Kupy Tomasza, worek ze śmieciami (i kupą Tomasza), zepsute jedzenie, spocone pachy w komunikacji miejskiej, śmierdzący żule na ławce pod domem... Wierzę, że dla części z Was delikatność Dreamwasha i jego w pełni naturalny INCI mogą znaczyć wiele. Ja podziękuję.

Pojemność: 250 g
Cena: 9,75£ (ok. 50 zł)
Ocena: 2+/6 (ocena subiektywna, dla wrażliwców to może być strzał w dziesiątkę i wielka miłość)

38 komentarzy:

  1. generalnie nie cierpię sprzątać po kąpieli, nie po to odpoczywam w wannie, żeby potem ją szorować, po tym kosmetyku spodziewałabym się czegoś więcej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w białej wannie nie powinno to tak źle wyglądać hehehe

      Usuń
  2. czytalam całą notkę od dechy do dechy i jestem zachwycona Twoim stylem pisania
    ach ten Lush...no i widzisz, a ja taką ochotę na coś z tej firmy maja i teraz jak w morde strzelił mam dylemat
    pocieszam się że nie czekam na przesyłkę bo siedzę w UK ;)
    przypomnialo mi sie jak wygladala moja wanna po peelingu kawowym hiihihih

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Sonju, Twój komplement to miód na moje serce :D. jeśli chcesz wybrać coś z Lusha, popatrz na recenzje u Hexxany. jeśli "efekt mydła" Ci niestraszny, to na pewno warto wypróbować pięknie pachnące mydła, w tym absolutnie śliczne Honey, I Washed The Kids i Sultana Of Soap.

      Usuń
    2. dzięki za poradę, na pewno chętnie coś wypróbuję z samej ciekawości
      ach ta babska przypadłość ;)

      Usuń
    3. Sonja, jesteś na miejscu więc dostaniesz próbki w sklepie bez problemu :) Idź, warto spróbować!

      Usuń
  3. Dreamwash polubiłam z jednego ważnego względu, świetnie koi moją podrażnioną skórę, łagodzi upierdliwe swędzenie i.... dla mnie ma przyjemny zapach. Jednak co kto lubi, mnie ciągnie do dziwnych aromatów i wbrew pozorom Dreamwash mnie relaksuje :))) Po użyciu moja skóra jest naprawdę przyjemna i wtedy sięgam po Dream Cream (jak nie pokręciłam nazwy, ale zalecają łącznie tych produktów).
    No i nie zgodzę się, kostki Arko bardzo lubiłam :P

    Za to masz rację, skóry wrażliwe, podrażnione itd. mogą docenić jego właściwości. Nie tylko dlatego, że to LUSH :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie twierdzę, że kostki Arko są złe, tylko że są tanie, a po taniej Arko i względnie drogim Lushu "efekt mydła" jest taki sam :). No i pamiętam, że podobał Ci się Dreamwash, kupiłam go zresztą po Twojej rekomendacji. Najważniejsze, że działa na Ciebie kojąco, moja skóra – jak napisałam – nie docenia tego istotnego faktu.

      Usuń
    2. jeśli faktycznie łagodzi swędzenie to chyba jednak się na to skuszę, zaryzykuję, a potem wykonam trening na kolanach :P

      Usuń
    3. No niestety, moja skóra jest wymagająca i dlatego często mijamy się w pewnych kwestiach ;)

      W sumie nie porównałabym kostki Arko do Dreamwash, ale to Twoje odczucia i w pełni je rozumiem :)

      Usuń
    4. oj Hexx, moja też jest coraz bardziej wymagająca... jeszcze trochę i też będę musiała używać ściółki leśnej dla własnego dobra ;)

      Usuń
  4. Lush lubię, ale to mnie jakoś nie skusiło do spróbowania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. luthienn, żartujesz? nie masz ochoty potarzać się w ściółce? :D

      Usuń
  5. ha ha ha usmialam sie troszke :)
    Napisalysmy w tym samym czasie u Lushu, ale o roznych produktach. Teraz mnie skutecznie zniechecilas do tego bagienka i sciolki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie przeczytałam o maślanych bułeczkach z popcornem, czuję się zachęcona :D

      Usuń
  6. ha ha ha usmialam sie troszke :)
    Napisalysmy w tym samym czasie u Lushu, ale o roznych produktach. Teraz mnie skutecznie zniechecilas do tego bagienka i sciolki ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. hm, nie wiem, co myśleć. ale sprzątania po wzięciu prysznica nie lubię :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, to tak jak zmywanie garów zaraz po pysznej kolacji, nie? :)

      Usuń
  8. Nie cierpię mycia wanny, zwłaszcza że mam taką przedpotopową. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie cierpię mycia wanny... może dlatego nie mam wanny? :P

      Usuń
  9. Z Lusha lubię maseczki do twarzy, ich czyściki czy tonik, ale na produkty do mycia jeszcze się nie skusiłam. Choć na ten produkt raczej się nie skuszę, bo po pierwsze nie cierpię szorowania prysznica kiedy jest cały upaćkany a poza tym takie aromaty to nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja testowałam czyścik i był bardzo fajny, maseczka czekoladowa w ogóle bez szału, no i teraz to... nie zniechęcam się ostatecznie, ale zapał mi opadł

      Usuń
  10. Nie mam szału na Lusha. Spróbowałam kilku kosmetyków i raczej nie są to kosmetyki dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to witaj w klubie. to nie tak, że już niczego od nich nie spróbuję, ale zdecydowanie nie odczuwam tego podniecenia, jakie towarzyszy wielu blogerkom :)

      Usuń
  11. Kup sobie to i - jeśli nie chcesz używać na buźkę - rób sobie okłady na ciało. Będziesz piszczeć z zachwytu, a błotko bardzo łatwo się spłukuje :)
    http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=61652

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i dalej mi podtyka brudasy pod prysznic :P

      Usuń
    2. Lubisz to. Ja wiem.

      Usuń
  12. No i patrz - taki Lush brudzący! U mnie by się też nie sprawdził, mam brązowe kafelki pod prysznicem, już sobie wyobrażam, co by się działo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mam brązowe kafelki! uwierz, dzieje się źle :D

      Usuń
  13. Masz bardzo fajny styl pisania. Ja z Lusha jeszcze nic nie mialam, ale wiem już czego nie kupować w razie zakupów ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam na imię Es i jestem Lushomaniaczką, nie nie odstraszyłaś mnie bagienkiem i myciem wanny :D tego czego inie mam pragnę bardzo chociażby miało śmierdzieć jak stary cap:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak, jesteś Lushomaniaczką i Lushożercą, wiem :P

      Usuń
  15. Lush kusi mnie tylko kosmetykami do twarzy: maseczki, czyściki ... W kierunku pozostałych z asortymentu nawet nie zerkam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mydła w kostce mają piękne zapachy!

      Usuń
  16. Wydaje mi się, że Lush ma kilka hitów, ale niektóre produkty zdecydowanie nie są warte swoich pieniędzy. Mimo, że jakoś "Dreamwash"a nie miałam jakoś nie odczuwam chęci zakupu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, dość drogo wychodzi ta zabawa w Lushomanię, więc jeśli komuś średnio służy taka naturalna pielęgnacja, moim zdaniem nie warto się w to bawić

      Usuń