niedziela, 6 kwietnia 2014

Do poczytania: Michèle Fitoussi – Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno

Dziś, zamiast o kosmetykach, będzie o kosmetycznej królowej. Jednej z kilku królowych, ale ta bez wątpienia zapada w pamięć: Helena Rubinstein – zimny, pracowity, trudny dla otoczenia babsztyl.

Książkę Michèle Fitoussi czytałam ze trzy miesiące, można by więc przypuszczać, że jest nudna lub z innego powodu nieudana, jednak nic bardziej mylnego – to doskonale napisana biografia, bez dłużyzn, choć z wieloma szczegółami. Opowiada nie tylko historię życia silnej duchem pracoholiczki (i tyranki?) – Heleny Rubinstein, ale też pięknie pokazuje czasy, w jakich żyła i to, jak rozwijała się branża kosmetyczna. Kto mógł przypuszczać, że największą rywalką Heleny w zdobywaniu kosmetycznego świata była akurat Elizabeth Arden? Czy wiecie, że Max Factor to polski Żyd Maksymilian Faktorowicz? Jak to możliwe, że biedna żydowska dziewczyna z (teraz już) krakowskiego Kazimierza stworzyła kosmetyczne imperium? Poczytajcie, doczytajcie. 

To opowieść nie tylko o świecie kosmetyków – autorka przybliżyła również kulisy powstania wielkich domów modowych, pokazała, jak elita radziła sobie w czasie drugiej wojny. Mamy tu wiele wątków, ale wszystkie skupiają się wokół niezwykle barwnej postaci, jaką była Helena. 


Jej pierwszy słynny krem Valaze prawdopodobnie dziś wszystkie blogerki urodowe zjechałyby od góry do dołu. Był bardzo tłusty i ciężki i założę się, że zapychał. Ale w tamtych czasach kobiety dopiero zachłystywały się pielęgnacją i każdą nowinkę łykały jak płotka pęczak (to płotki łowi się na pęczak, prawda?). 
Wszystkie kobiety, które przychodziły po poradę pielęgnacyjną do Heleny Rubinstein, słyszały jedno: „Skóra sucha, trzeba nawilżać”. Uniwersalna prawda, która przyniosła jej fortunę.

Rubinstein: kobieta sukcesu, nieumiejąca kochać matka, żona wydzielająca kolejnym mężom niezbyt wysokie kieszonkowe, a wreszcie dystyngowana starsza pani, która – opływając w luksusach – dożyła ponad dziewięćdziesiątki w dobrym zdrowiu i z czystym umysłem. Była zawodową kłamczuchą, elegancką ściemniarą, która karmiła kobiety tym, co chciały usłyszeć. Z jej biografii dowiecie się, dlaczego kremy wysokopółkowe są takie drogie i... że te ceny to właściwie wyłącznie nasza (kobiet) wina. 

Warto poznać Helenę i jej historię. Ja od razu po przeczytaniu tej książki nabrałam ochoty na słynnego HR-owego pytonka ;)


Przy okazji: jeśli książki są Wam bliskie, szukacie pomysłów na kolejne lektury lub chcecie się podzielić opinią z innymi czytelnikami, polecam książkowy serwis społecznościowy LubimyCzytac.pl. Fantastyczne miejsce! Mój profil na LC możecie znaleźć TU.


Michèle Fitoussi – Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno
tytuł oryginału: Helena Rubinstein: The Woman Who Invented Beauty

tłumaczenie: Krystyna Sławińska
wydawnictwo: Muza SA
data wydania: 24 października 2012


Książkę można kupić w wersji papierowej i w formie ebooka.

24 komentarze:

  1. LubimyCzytać - świetny portal.
    Mimo, że biografie czytać lubię, to tą pozycją w ogóle nie czuje się zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to znaczy, że moja recenzja jest do bani ;)

      Usuń
    2. Nie, nie :) Napiszę inaczej - "siedzę" w kosmetykach, ale książki o takiej treści mało mnie interesują.

      Usuń
    3. To coś jak u mnie :))) Nie potrafię przemóc się do czytanie tego typu książek.

      Usuń
  2. Będąc miesiąc temu w Polsce kupiłam sobie właśnie tą książkę :)
    Jeszcze nie zaczęłam jej czytać, ale juz nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam biografię Heleny jakoś rok temu i w większości się z Tobą zgadzam, ale mam swoje zastrzeżenia. Moja opinia na lubimyczytać: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/154449/helena-rubinstein-kobieta-ktora-wymyslila-piekno/opinia/8754841#opinia8754841

    Podoba mi się tutaj, będę częściej zaglądać (;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytałam Twoją recenzję i też się zgadzam – przydałoby się więcej o samej produkcji i rywalizacji. Podejrzewam, że możemy przeczytać tyle informacji, ile po prostu udało się zebrać autorce książki. To, czego się nie dowiedziała, przemilczała. Mimo wszystko życie człowieka jest... tylko jego życiem, więc o ile ktoś trzyma się faktów i nie koloryzuje, momentami może być nużąco...

      Usuń
  4. Słyszałam o tej książce wiele dobrego, ponoć bardzo ciekawie napisana...jesteś kolejną osobą, która ją poleca, trzeba więc przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam i mam podobne zdanie :)
    Teraz mam ochotę na książkę o Max Factorze! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ogromną ochotę przeczytać tą książkę. Chyba zażyczę ją sobie na imieniny, a co:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z biografii najbardziej lubię Hanię Banię :P hahauhah
    serio nie kręcą mnie kreatorzy mody i piękna...każdy z nas jest..ech..
    ALe recenzja bardzo fajna od razu mówię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie przepadam za czytaniem biografii (zaczytuję się w gatunku fantasy), ale może kiedyś sięgnę po tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No i coś narobiła, chcę to przeczytać! Ale dopiero jak się obronię, na razie mam tysiąc książek do magisterki.

    No i coś narobiła, co to za konto na Lubimy Czytać, jak ja mam konto na Goodreads :(
    Ale i tak Cię lubię, nic się nie martw!

    OdpowiedzUsuń
  10. czytałam tę książkę, robi wrażenie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam ochotę przeczytać biografię Heleny, ale teraz już wiem, że nie tyle chcę co po prostu muszę ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam, niezłe, ale bardziej podobała mi się książka skupiająca dwie biografie - Heleny właśnie i Elizabeth Arden - Helena Rubinstein i Elizabeth Arden. Barwy wojenne - polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, chętnie przeczytam, dzięki za polecenie!

      Usuń
  13. Podoba mi się Twoja zachęta i podejście do przekazania głównych myśli, pewnie gdybym lubiła tego typu pozycje, to sięgnęłabym. Ale to się nie wydarzy :)))
    Za to ze słynnym Pytonem zaliczyłam przygodę i najbardziej lubię dwufazę (udała się bardzo, bardzo:))) oraz Magiczny korektor. Więcej nie pamiętam, choć po drodze zdarzyło się parę przelotnych spotkań. Żadne nie zapadło w pamięć więc nie wiem, czy HR ma moc oddziaływania na mnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. korektora na razie nie kupię, bo mam prawdziwe złoża innych korektorów ;) a co do dwufazy, to po Twoich zachwytach skusiłam się na Chanel, już za chwileczkę, już za momencik idzie w ruch!

      Usuń
    2. Daj koniecznie znać bo jestem ciekawa Twoich wrażeń!
      Do korektora nie namawiam na siłę, bo raz że ma dużą pojemność a dwa, pieruńsko wydajny :D także jak posiadasz cenne złoża lepiej odłożyć zainteresowanie na potem :D

      Usuń