piątek, 7 lutego 2014

Moje kosmetyczne pomyłki, odc. 5

Moje kosmetyczne zbiory rosną w szafkach jak grzyby po deszczu. Często kupuję pod wpływem chwili, blogów, promocji lub ot tak sobie, dlatego bubli ci u mnie dostatek. Co tym razem? Coś drogiego, coś taniego, coś śmierdzącego...

1. Przypal sobie pryszcza



Clinique, 3-step Skin Care System, Clarifying Lotion 3 (tonik do cery tłustej i mieszanej) – pierwsze, co pomyślałam po odkręceniu butelki: to się nie może udać. Z otworu wydobyła się swojska woń... spirytusu. Moje zdziwienie było nieopisane, bo przecież jak to możliwe? Taka znana firma, wysokopółkowa, o której słyszałam tyle dobrego, sprzedaje mi gówno, tłumacząc, że to skarb? Na drugim miejscu w składzie alcohol denat. Czy trzeba dodawać coś jeszcze? Spróbowałam jednak, niejako z przymusu, bo tonik zabrałam ze sobą do szpitala i przez krótką chwilę zwyczajnie nie miałam czym twarzy przecierać. Moje przypuszczenia potwierdziły się od razu (wow, co za niespodzianka!): efekt identyczny jak po użyciu nasączonego spirytusem salicylowym wacika. Skóra tak gładka, że aż świeci. I piecze. Następnego dnia pryszcze podsuszone, a do tego płynie sobie wielka rzeka, wielka rzeka pełna... sebum. Nie życzę tego żadnej mieszanej ani tłustej cerze. Nawet  cerze pryszczatej Magdy, która pocałowała się w ósmej klasie z moją sympatią na szkolnej wycieczce (yhhh, do dziś mną trzęsie na to wspomnienie!). Wracając do toniku, na szczęście butelka jest w rozmiarze mini, bo pochodzi z zestawu miniatur zakupionego w Douglasie. Pragnęłam tego zestawu, bo chciałam przetestować „słynny Clinique”. No to mam za swoje. 


2. Umyj się kostką do kibla



Ma Provence – lawendowy żel pod prysznic – tego pachnisia kupiłam na fali miłości do lawendy, jaka obudziła się we mnie jeszcze latem, po zakupach w Lawendowej Farmie. A że na farmie pełnej lawendy nabyłam przedmioty pachnące lawendą, to chyba całkiem nic dziwnego. Wiem zatem, jak pachnie ta prawdziwa. Powiadam Wam: lawenda Ma Provence jest równie prawdziwa co broda Świętego Mikołaja, który odwiedził przedszkole, coby rozdać cukierki i pomarańcze. Ten żel pod prysznic stał być może kiedyś koło lawendy, ale potem zdarzył się wypadek: zupełnie nagle, w niewyjaśnionych okolicznościach, wpadł do muszli klozetowej i wymieszał się z niezbyt wyszukaną aromatycznie kostką do sracza o zapachu morskiej bryzy. Ja wiem, że fajnie, jak z muszli miast zapachu moczu wydobywa się świeży aromat... czegoś tam. Czy jednak na pewno lubicie go tak bardzo, żeby nacierać się nim pod prysznicem? Jeśli tak, zapomnijcie, że wrzuciłam ten żel do worka z bublami. Ostatecznie poza tym, że sadzi syntetyczną morską bryzą (kto w ogóle wymyślił tę powielaną przez lata kretyńską nazwę?), jest zupełnie zwyczajnym i całkiem wydajnym żelem pod prysznic w wygodnej butelce z pompką. Co kto lubi.


3. Zrób się na pandę



Delia Dermo System – dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust – to było tak: postanowiłam skończyć z nienormalnymi zakupami w Yves Rocher (o moich nienormalnych zakupach czytaj tu: KLIK), a jedyne, co z tego wyszło, to braki w zapasach produktów do demakijażu. Ukochany yvesrocherowy Pur Bleuet dobił dna, a ja w panice odkryłam, że nie mam kolejnej butelki! Tego samego dnia wyskoczyłam do pobliskiego Carrefoura (którego z całego serca nie znoszę) i kupiłam dwufazę Delii, bo: a) chciałam ją przetestować, b) nie było wielkiego wyboru. Co można powiedzieć o tym płynie? Jest bezzapachowy, łagodny dla oczu i... łagodny w ogóle. Tak bardzo łagodny, że za nic w świecie nie chce zmyć żadnego tuszu do rzęs. Efekt pandy gwarantowany. W przypadku intensywnego tarcia jakoś da się nim zmyć resztki makijażu, oczy są czyste, tylko takie jakieś... czerwone? Płyn jest bardzo tłusty, bo – jak widzicie – składa się głównie z fazy tłuszczowej. Powinien radzić sobie świetnie, a jednak to najprawdziwsza demakijażowa oferma. Fazy bardzo szybko się oddzielają, więc zupełnie nie na miejscu jest nakrętka, którą się odkręca, odkręca i odkręca... Na waciku zwykle zostawały mi tłuste plamy w wodnych obwódkach. Naprawdę używanie tego czegoś to przyjemność porównywalna z lizaniem brudnej klamki. Widziałam, że ostatnio zmienili opakowanie na nieco przyjemniejsze dla oka i chyba łatwiejsze w obsłudze – może się skusicie?

Znacie te produkty? Też je pokochałyście miłością nieopisaną? Jak tam Wasze radosne bubelki i bublątka?

47 komentarzy:

  1. Z alkoholem przesadzają też w kosmetykach na niedoskonałości z Vichy, które niemało kosztują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tych nie próbowałam, dzięki za ostrzeżenie

      Usuń
  2. Pozdro dla pryszczatej Magdy :D
    chcę poznać tą historię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Króliczkowa, zaraz zerknę na Twojego bloga w poszukiwaniu stosownego posta, który będę mogła skomentować moją urzekającą historyjką ;P

      Usuń
    2. Dawaj tę historyjkę, też chcę!

      Usuń
    3. Może być gdziekolwiek, if you go, I follow :D

      Usuń
    4. no dobra, u Ciebie się nie dało. A historia to wiecie, wielki romans podstawówkowy. Michał był MÓJ i to MNIE odprowadzał codziennie po szkole. i to do MNIE wysłał walentynkę pocztą! No i ze MNĄ tańczył wszystkie wolne na imprezach! Pisałam do niego nigdy-nie-wysłane listy, poświęciłam mu cały pamiętniczek. A Magda była brzydka, więc nadrabiała byciem łatwą – wyobraźcie to sobie, ja, zwiewna dama, marząca o pierwszym pocałunku (oczywiście bez języczka!) z NIM vs. Magda, która bez problemu całuje z języczkiem i może nawet da pomacać cycka. Nie miałam szans na tej wycieczce :(. Serce złamane, bo wieść szybko się rozniosła i to był koniec romansu. Co ciekawe, po latach wyjaśniliśmy sobie wszystko – dowiedziałam się, że ona nic nie znaczyła, a ja byłam niedostępnym ufokiem!

      Usuń
    5. mnie też ta historia ciekawiła :D a ta Magda to tępa dzida i tyle! :D

      Usuń
  3. Ja miałam próbkę mydła z Clinique z tej "krokowej" serii i również byłam z niego niezadowolona.
    Brr, jak ja nie znoszę sztucznych zapachów - lawendę i morką bryzę wyczuję na kilometr :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. morska bryza moim zdaniem pachnie solą, glonami, rybami...

      Usuń
  4. ten płyn dwufazowy także używałam i po paru dniach spuchłło mi oko :P masakra była

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja miałam kilka razy ten tonik z Clinique i to nawet pełny wymiar. Wysuszał strasznie, ale pory oczyszczał i zwężał niesamowicie (do zera - zostawały wręcz puste dziurki) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale puste dziurki to właśnie rozszerzone pory, nie? :D

      Usuń
  6. Tylko z delią miałam przyjemność.
    Wątpliwą bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli nie wydawało mi się. jest kiepska. ufff

      Usuń
  7. 3 kroki Clinique sie u mnie kompletnie nie sprawdzily. Dobrze, ze to tylko trzy kroki a nie 7. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, a z drugiej strony siedem kroków to siedem kolejnych powodów do napisania notki o bublach ;)

      Usuń
    2. wszystkie trzy kroki byly beznadziejne. Mydelko do mycia twarzy - porazka. Smierdziel w postaci toniku mega mnie wysuszyl i ta dziwna emulsja. Bleh. Nigdy wiecej! :)

      Usuń
  8. Chwilowy romans z Delią (tak dla odmiany, bo Ziaja się znudziła) miał niewiele wspólnego z przyjemnością, z trudem zużyłam pół opakowania.
    Widzę, że ktoś tu ma świetne pióro, uwielbiam czytać takie posty:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Gapo :)
      Co do Delii, ja się zawzięłam i zużyłam do końca, ale zajęło mi to dobrych kilka miesięcy. Używałam jej, kiedy zbyt szybko wskoczyłam pod prysznic, a po fakcie okazywało się, że nie zmyłam oczu - z takim rozmoczonym makeupem Delia dawała sobie radę, brawa dla niej ;)

      Usuń
  9. Używałam kiedyś dwufazy z Delii i byłam zadowolona, szczególnie z jej ceny ;) Fakt była tłusta, ale dobrze radziła sobie z moim makijażem. Tylko jakoś od tamtego czasu do niej nie wróciłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to może się skusisz na nową odsłonę i opowiesz nam, jak Ci się spodobała!

      Usuń
  10. Żadnego z nich na szczęście nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam jeden tonik z Clinique i też nieziemsko śmierdział alkoholem, aż mnie skręcało! Oczywiście z twarzą również nic dobrego nie zdziałał, także lipa.
    Płyn Delii już nie kupię, chociaż kiedyś o nim myślałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i co, nie taki piękny ten Clinique, jak go malują?

      Usuń
  12. Żadnego z tych czarodziejów nie miałam i już wiem, że nigdy mieć nie będę:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spokojnie, każdemu jakiś bubel się trafi, wszystko przed Tobą ;)

      Usuń
  13. Uwielbiam ten cykl u Ciebie. Śmiałam się w głos, aż Mąż przyszedł popatrzeć o co chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochana, tak się śmiać z cudzego nieszczęścia? :P

      Usuń
  14. ciesze się, że nic lawendowego do mnie nie mruga i nie kusi :D lawenda to jeden z tych smrodów co zniesc nie moge :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to się w nagrodę speelinguj pachnącą różyczką ode mnie, jak dasz radę ;>

      Usuń
  15. nie znam żadnego. a 3 kroki Clinique nigdy mnie nie przekonywały. dobra intuicja chyba ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Miałam kilka zestawów mini z 3 krokami Clinique i bardzo dobrze je wspominam. Miałam wersje z numerkiem 2 i tam ten tonik złuszczający bardzo mi odpowiadał, byłam z niego bardzo zadowolona, swego czasu nawet rozważałam kupno 400 ml butli, bo była taka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to może to Twoje było lepsze, ja tam nie lubię się smarować spirytusem :)

      Usuń
  17. Dla mnie zel pod prysznic ktory naprawde pachnie lawenda posiada w swojej ofercie YR, mialam go latem i bardzo milo wspominam, niemalze Prowansja ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, Marto, ten żel jest duuuużo, duuuużo lepszy, niedawno go wykończyłam. mam do niego tylko taką uwagę, że jak postał kilka tygodni, to pod koniec zapach się zmienił na bardziej chemiczny

      Usuń
  18. Co za tytuły :-D No nieźle :-D Nie stosowałam żadnego z produktu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja mam tonik z Clinique z numerem 2 i go uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnie kosmetyki Clinique prawie zawsze rozcarowywały, no może poza Chubby Stickiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. O nie, mam tę dwufazę w zapasach kosmetycznych ;/

    OdpowiedzUsuń
  22. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką szczerością i dosadnością jeśli chodzi o recenzje kosmetyków. Wow! I piszę to jak najbardziej w pozytywnym znaczeniu. :) Na pewno zapamiętam, co omijać na sklepowych półkach, a przy okazji czy czytaniu uśmiałam się niemal do łez. :D

    OdpowiedzUsuń