sobota, 1 lutego 2014

Denko prodżekt, odc. 10

W tym miesiącu wyrzucam dużo śmieci. Tak dużo, że ledwo zmieściły się w beznadziejnym worku od Pat&Rub. Była kiedyś promocja, na którą załapałam się przypadkiem – zakupy powyżej iluś tam były nagradzane pogniecioną, plastikową ekotorbą, liczba toreb na szczęście ograniczona, na nieszczęście ja się jeszcze załapałam. Nie wiem, po co ona w ogóle powstała, bo wstyd z tym wyjść na ulicę czy nawet do kiosku, w związku z czym znalazłam jej idealne zastosowanie: od kilku miesięcy urodziwa torba przechowuje kosmetyczne śmieci. 


Postaram się nie rozwodzić, coby nie zanudzić Was moimi śmieciowymi wywodami. Ale niczego nie obiecuję – znacie mnie. Na początek lekki kaliber, czyli substancje myjące ukryte w przeciętnej urody opakowaniach:


Soraya – Piękne Ciało – Zmysłowy żel do mycia ciała odświeżająco-nawilżający – a tam zaraz zmysłowy, po prostu poziomkowy. Z Sorayą zwykle nie jest mi po drodze, ale żele to opcja bezpieczna, a ten dawał radę – poziomkowa nuta była nietypowa i dość zbliżona do rzeczywistej poziomki prosto z krzaka, ale te wszystkie pierdoły na opakowaniu producent naprawdę mógł sobie darować. Że zmysłowy, że nawilża? Jest poziomkowy i myje. I się pieni. I już nie powróci, bo to limitka. Kupiłabym więcej, ale wiadomo. Jeśli chodzi o naklejkę, to musiałam oglądać tę brzydką, zmutowaną formę od samego początku, bo żel był sprzedawany w zestawie z balsamem, przy czym status zestawu nadała porcja taśmy klejącej. Very stylish. 

Ma Provence – żel pod prysznic Lavender Blossom – więcej o nim napiszę w kolejnym odcinku serii „Moje kosmetyczne pomyłki”, a teraz powiem tylko, że doceniam porządną butelkę z aluminium oraz równie porządny dozownik. Cóż, chciałam powiedzieć coś miłego. Nie kupię, bo śmierdzi.

Cetaphil – Restoraderm – Emulsja do mycia dla niemowląt i dzieci – tę emulsję dostałam od znajomej dermatolog, która z kolei dostała ją od producenta. To było latem, emulsja miała dopiero wejść na rynek, a na dobry, miły początek dermatologicznej współpracy na opakowaniu nie zamieszczono etykiety ze składem. Zaufałam w ciemno i nie mam zastrzeżeń do jakości – emulsja ma konsystencję rzadkiego balsamu, jest bezzapachowa (przeznaczona dla wrażliwych dupek niemowlaków i dla wszystkich ultraalergików), prawie się nie pieni i traktuje wrażliwą skórę łagodnie i z honorami. Wolę pachnące kosmetyki myjące, choćby i delikatnie, no i ten brak piany trochę mi doskwierał, ale może jeszcze go kupię, bo to dobry kosmetyk jest.


L'Occitane – Bonne Mere – mleczne mydło w płynie – mój mózg ma tę właściwość, że jak dociera do niego coś o mleku i miodzie, od razu się przegrzewa. To skutkuje wieloma zakupami zestawień mleczno-miodowych, ale też mleka lub miodu solo. Kiedy zobaczyłam serię Bonne Mere, natychmiast jej zapragnęłam – pech chciał, że właśnie ją wycofywali, więc kupiłam tylko to, co udało mi się zdobyć. Jedną z rzeczy jest mydło w płynie, które radowało moje oczy za każdym razem, gdy wchodziłam do łazienki, a poza tym mydło jak mydło – myło i pachniało „toaletowo”. Zawsze przeżywam podobne rozczarowanie kosmetykami mlecznymi. Wyobrażam sobie aromaty najpyszniejszych deserów, a potem dostaję coś toaletowego. No ale jak pachnie mleko-mleko? Na pewno nie jak lody śmietankowe polane waniliowym sosem. Szkoda, ale czas dorosnąć. Tego już nie kupię, bo: patrz wyżej.

Joanna Naturia – Peeling myjący z czarną porzeczką – faktycznie gdzieś tam mieszka ta czarna porzeczka w składzie, pachnie akceptowalnie, ale dla mnie zbyt słodko i sztucznie. Drobinki wielkości miałkiego piasku są dla mnie za słabe, nie spodobało mi się. Wolę wersję grejpfrutową, tej nie kupię ponownie.

Organique – Sugar Peeling czekoladowy – pisałam o nim tu: KLIK. Aromatyczny, gruboziarnisty tłuścioch, którego upierdliwością jest to, że tłusta, wartościowa powłoka ochronna, jaką po sobie zostawia, wygląda na skórze jak beznadziejny samoopalacz. Ciężko to domyć, ale poza tym jest świetny, oczywiście jeśli akceptujecie oleje w zdzierakach. Chętnie wypróbuję jaśniejszą wersję tego peelingu, ciekawe, czy znajdę równie przyjemny zapach?


Yves Rocher – Minceur Cafe Vert – krem wyszczuplający na brzuch – mama podarowała mi go jakiś czas po porodzie, cobym mogła naprawić zmaltretowany ciążą brzuch. Okazuje się jednak, że mnogość włókien kolagenowych w mojej skórze (genetyczne) uchroniła mnie przed efektem balonika ze spuszczonym powietrzem, trzeba mi tylko kilku kilogramów mniej i serii intensywnych ćwiczeń (może kiedyś...). O kremie Yves Rocher nie mogę powiedzieć nic rzetelnego, bo używałam go bardzo nieregularnie. Nie pachniał zbyt pięknie i chyba lekko chłodził, zawiera wyciąg z ziaren zielonej kawy, które mają czynić cuda, w które i tak nie wierzę. Nie kupię, ale co ja tam wiem...

Soraya – Piękne Ciało – Sunny Touch – balsam do ciała poprawiający koloryt skóry – to druga składowa eleganckiego zestawu Sorai, o którym wspomniałam wyżej, i kolejny całkiem udany produkt. Balsam pachniał trochę inaczej niż żel, ale też uderzał w poziomkową nutę. Wyciąg z orzecha królewskiego (czyli włoskiego, użyłam Google) miał poprawiać koloryt, ale nie zauważyłam, żeby to robił – może dlatego, że smaruję się zwykle wieczorem w półmroku, a następnego dnia zapominam podziwiać swoje nogi. Nawilżał nieźle i może bym go kupiła, ale wobec tyyyyylu zapasów wydaje się to mało realne.

L'Occitane – Koncentrat mleczny do ciała – to był mój najbardziej odlotowy zakup kosmetyczny: krem do ciała za 179 zł, nie mam pojęcia, jak do tego doszło. Jestem w stanie zapłacić dużo za kremy do twarzy, ale zwykłe nawilżające mazańce do ciała za tyle złotówek to czyste szaleństwo. Uwielbiam zapach serii migdałowej Amande, więc ten koncentrat również mnie zachwycał. Oszczędzałam, oszczędzałam, aż zaczęły robić się w nim grudki, więc musiałam szybko go wykończyć. Nawilża dobrze, ale nie oszałamiająco, a szklany słoik – choć piękny – jest mało praktyczny. Czar nieco prysł, chociaż nie wykluczam kolejnego zakupu w przypływie szalonego natchnienia (niezwykle prawdopodobne, że owo natchnienie nadejdzie wraz z którymś kuponem rabatowym – takowe od czasu do czasu nawiedzają moją niezwykle podatną na wpływy skrzynkę mailową). Recenzja tu: KLIK


Isana – Bodycreme Olive – o trzech kremach w pękatych słojach rossmannowej Isany pisałam tutaj: KLIK. Muszę się do czegoś przyznać: dużo lepiej idzie mi denkowanie rzeczy lipnych niż tych fantastycznych. Ten swoisty masochizm wynika z faktu, że fantastycznościami chcę się cieszyć jak najdłużej, a beznadziejności pozbyć jak najszybciej, ale jakby się nad tym spokojnie zastanowić, jest to dość głupie. Krem oliwkowy pielęgnacyjnie nawet dawał radę, ale nieznośny zapach świeżych, zielonych oliwek zmieszanych z kwaśnym, duszącym mydlanym dodatkiem skutecznie odbierał mi nadzieję na rozstanie w pokoju. Nie kupię ponownie.

Yves Rocher – Riche Crème – przeciwzmarszczkowy krem pod oczy – ten dla odmiany jest bardzo dobry, pisałam o nim tu: KLIK. Kupiłam go znowu, ale już w nowej szacie graficznej i z nowym składem. Jak przetestuję, dam Wam znać, czy z nowego też taki mocny zawodnik.

W tym miejscu urwę swój list i zaproszę na ciąg dalszy przy naszym następnym spotkaniu. Miałam się nie rozwodzić, ale jednak się rozwiodłam, dlatego ciąg dalszy nastąpi :).


21 komentarzy:

  1. U mnie z organique jest tak, że najpierw na maksa napalam się produkt ze względu na zapach, a potem po chwili ze względu na intensywność przestaję go używać.
    Tak mam własnie teraz z serią winogronową.
    Cetaphil- bardzo polecam emulsję do mycia twarzy. Super dla wrażliwców/ uczuleniowców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja póki co jestem bardzo zadowolona z organique'owych eksperymentów, ale nie testowałam jeszcze ich kremów i maseł do ciała

      Usuń
  2. Lubię takie mini recenzje przy denkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też chętnie takie czytam u innych :)

      Usuń
  3. Krem do ciała za 180 zł? Wygrałaś dziś internety ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj eeeeeM, nie przesadzaj, wyobraź sobie tych wszystkich kosmetycznych snobów, dla których to nie jest żadne wielkie wydarzenie ;) a my tu przeżywamy :D

      Usuń
    2. W sumie masz rację ;P Za kika lat, jak będę bilionerką, taki krem będę kupować pani sprzątającej moją wielką willę z 2 basenami w ramach napiwku :)

      Usuń
  4. Cena kremu mnie rozwaliła :D W życiu bym tyle nie zapłaciła za mazidło do ciała :D
    Ta różowa seria Soraya ma dla mnie wstrętne, kiczowate opakowania - w sklepie mnie odrzucało od nich :D ale jak mówisz, że ładnie pachną i w ogóle.. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. faktycznie opakowania Sorai są infantylne i mało atrakcyjne. no ale wiesz, luthienn, mimo że ładnie pachną, to wciąż nic nadzwyczajnego, więc spokojnie możesz darować sobie zakup i uniknąć oglądania kiczowatych butelek :)

      Usuń
  5. Ten krem pod oczy mam na swojej liście zakupowej.
    Sporo dobrego o nim czytałam, ale póki co zachwycam się Tołpą w wersji 30+.
    No i ten krem mleczny kusi, ale cena zwala z nóg ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro się zachwycasz Tołpą, to muszę się jej przyjrzeć, ciekawe, jak wypadnie na tle YR

      Usuń
  6. mi również nie odpowiadają peelingi z joanny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi odpowiadają, ale - jak widać - nie wszystkie

      Usuń
  7. Ja też tak mam ze zuzywaniem rzeczy beznadziejnych i oszczędzaniem fajnych.
    Denko jest potrzebne, trzeba używać i zużywać.
    Moje doświadczenia z tymi produktami ograniczają się do kremu yr, ale nie wiem w jakiej wersji go posiadam (nowej czy starej), ale używam i lubię :)
    Mleczne albo mleczno-miodowe zapachy to nie jest moja wymarzona kombinacja, ale mogłabym spróbować. Wydaje mi się, że takie połączenie najczęściej występuje w produktach do włosów (Joanna z apteczki babci jakiejś tam), chociaż tam też kierunek wanilia.
    Hmn. No nic nie poradzimy, trzeba szukać.
    W kwestii drogocennych balsamów, kupiłam jeden taki za 77 chyba złotych i właściwie już wcześniej używałam takich do skóry atopowej, ale one były mi potrzebne, żeby żyć (czasem kupowałam tańsze, czasami droższe, ale zawsze, żeby żyć), a ten kupiłam dla przyjemności choć mam nadzieje, ze żyć tez mi pomoże, bo moja skóra strajkuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. współczuję Ci atopowego przesuszenia, ja w czasach nieregularnego balsamowania namiastkę miewałam zimą od grzejników i to już było okropne, a co dopiero regularnie i w mocniejszym wydaniu. a jaki polecasz najsilniejszy nawilżacz?

      Usuń
  8. Peeling Organique bardzo mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem po co oni w ogóle dają te torby do zakupów. Przecież nikt się nie zrobi ich specjalnie, żeby takową dostać. Trochę to żenujące ;) Już by lepiej błyszczyk dorzucili gratis :P

    Co do kosmetyków Loccitane to wyrobiłam sobie o nich identyczną opinię. Duże to to, drogie i w dziwnym opakowaniu, a działanie przeciętne. Też lubię ich migdałową serię, ale już więcej złotówek im nie oddam ;)
    Będę wypatrywać recenzji kremiku pod oczy z YR. Właśnie dostałam od nich świetną ofertę, która jest ważna do końca kwietnia, więc mam nadzieję że się wyrobisz :P

    OdpowiedzUsuń
  10. "status zestawu nadała porcja taśmy klejącej" aj lawiu Ci gadam :**

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja tez używam tego balsamu do ciała Soraya – Piękne Ciało i jestem nim zachwycona! Balsam ma piękne opakowanie i przyjemny zapach, bardzo dobrze się rozprowadza i super wchłania no i jest naparawde skuteczny, Balsam dobrze nawilża i odżywia skore oraz poprawia jej wygląd, Skora jest rozświetlona, koloryt jest ujednolicony - polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Też mi się skończył żel pod prysznic Soraya poziomkowa, nie znalazłam jej w mojej najbliższej drogerii i mam mały problem, bo naprawdę się do niego przyzwyczaiłam i brakuje mi tego zapachu. Żel pieni się dość obficie i jest wydajny, jego myjące walory są pozytywne,. Ale najbardziej ujął mnie ten zapach, to taka aromatyczna terapia nie tylko dla ciała ale dla duszy też.

    OdpowiedzUsuń