niedziela, 22 grudnia 2013

Z cyklu „Urzekła mnie twoja historia”: Agaty przygoda z sektą Yves Rocher (uwaga, długie)

Wszystko zaczęło się od niewinnego pytania Ewy z bloga nieobuty (serdecznie polecam – bardzo dowcipnie, bardzo z dystansem, uwielbiam!). Pytanie brzmiało: „Agata, ty jesteś fanką Yves R. A oni mają pistacjową serię. Czy ona jest ok? Miałaś? :)”.

Dumna z siebie odpisałam, że nie wiem, czy warto, bo mam już tonę kosmetycznych zapasów i nie zamawiałam u nich nowej, pistacjowej linii. Owszem, rozważałam zamówienie, ale ostatecznie się nie skusiłam (po tej wypowiedzi duma mnie wprost rozpierała!). Ewa przeczytała me słowa, pewnie poszła szukać odpowiedzi na pytanie: „Czy warto?” gdzie indziej, ale... ja już wiedziałam, po prostu wiedziałam, że ziarenko ZŁA ABSOLUTNEGO zostało zasiane. I że – co gorsza – natychmiast rozpoczęło kiełkowanie.

W leniwy sobotni wieczór, kiedy Tomasz śnił już dawno o króliczku Harrym i iPadzie, postanowiłam „na spokojnie przejrzeć maile”. No dobra, tak naprawdę z lekko drżącymi rękami ćpuna poszukiwałam ostatniego maila od Yves Rocher z którąś z ich fantastycznych ofert nie do odrzucenia. Nie musiałam długo szukać – mail był wysłany dobę wcześniej. Rabat 50 zł na zakupy za minimum 150 zł. Koszyk na 150 zł? Ale przecież ja potrzebuję tylko zestaw pistacjowy za 34,90 zł. Hmmm, i może jeszcze szampon zwiększający objętość, bo czytałam o nim wiele dobrego. Szampon kosztuje 11,90 zł. Wezmę jeszcze pompkę dozującą do serii balsamów Plaisirs Nature (3,50 zł za sztukę), bo dowiedziałam się z jakiegoś bloga, że jest taka. Przyda mi się. Jest plan. Szybka matma w głowie pokazała mi, że mój plan opiewa na zawrotną kwotę 50 zł. Do 150 daleka droga, ale przecież tam jest milion kosmetyków do wyboru, na pewno znajdę coś dla siebie... Wystarczy dołożyć coś za stówkę, dostać 50 zł rabatu i znowu Bob jest twoim wujem. Koszyk za 150 minus 50... to nam daje niezbyt szokujące 100 zł do zapłacenia, a od 99 zł kurier gratis. Jak to się wszystko pięknie składa!


Klik, klik i już jesteśmy w Krainie Wiecznych Łowów i Kosmetycznej Rozpusty. W Przybytku Naciągaczy i Wciskaczy. Gdy do mych oczu docierają kolorowe banery i cała horda GRATISÓW, od razu czuję się jak w domu...

Ale żebyśmy dobrze się zrozumieli. Firma Yves Rocher stosuje STRASZNE taktyki marketingowe. Wyżre Ci mózg, ogołoci z kasy, godności i ostatniej wolnej przestrzeni w szafce, aleeee to NIE SĄ złe kosmetyki. Niektóre z nich są DOSKONAŁE. Spora część jest przeciętna, a jakieś 20% to bezwstydne, nieco ordynarne buble. To jednak wcale nie taka zła wiadomość – buble czyhają za rogiem, ale dzięki nim ta zabawa staje się jeszcze bardziej ekscytująca. Bez opamiętania surfujesz po ich stronie i starasz się nie wdeptywać w kosmetyczne gówno, które gospodarz porozrzucał tu i ówdzie. Ja bawię się przy tym naprawdę wybornie!

No dobrze, ale co my dziś mamy w naszej wspaniałej ofercie?


Jak nakazuje stara, dobra yves-rocherowa tradycja, należy zapoznać się z gratisem do zamówienia, które jeszcze nie zaistniało. W tym miesiącu jest aż siedem możliwości: krem na dzień, tusz do rzęs Sexy Pulp (który BTW bardzo lubię), mleczko odbudowujące, o którym ostatnio pisałam (recenzja TU), podwójny cień do powiek, trochę tradycyjnego badziewia, czyli przybornik kosmetyczny, kubeczki ze świątecznym motywem i niezwykle intrygujący prezent-niespodzianka o wartości aż 122 zł! Kot w worku, ale kto wie, może warto?

Pora skomponować koszyk. Ciśnienie rośnie, a radosna podnieta daje o sobie znać. Uzbierasz zakupy za 150 i twój świat będzie piękny! To taka misja. Challenge. Taka gra. No to jedziemy.
Przyszłam po zestaw czekoladowo-pistacjowy, zatem jako pierwszy trafia do koszyka (34,90 zł) – właściwie to planowałam zacząć od samego żelu do mycia rąk, ale to przecież limited edition, przecież promocja, więc poszłam na całość. Poza tym dodają uroczy woreczek z organzy... Dalej będzie szampon zwiększający objętość włosów, o którym już wspominałam – same świetne recenzje, niecałe 12 zł, grzech nie wypróbować. O, suchy olejek do ciała jest w promocji! – zamiast 49 zł dziś kosztuje 34,90 zł (strona od razu poinformowała mnie, że dorzucając go do koszyka, właśnie zaoszczędziłam 14 złotych i 10 groszy). Tu następuje chwila zawahania... świetne promocje, zachęcające produkty, tylko co tak wolno idzie z uzbieraniem zamówienia za 150? Może to właśnie one? Zbyt promocyjne promocje – taka głupawa myśl odwiedziła moją głowę. Z mniejszym już przekonaniem i entuzjazmem dokładam krem na zaczerwienienia w specjalnej cenie 37,90 zamiast 55 zł (kolejne 17,10 zł do przodu...), a potem przypominam sobie jeszcze o pompce dozującej za 3,50 zł. Pomysły na nowości się wyczerpały, dlatego stawiam na sprawdzony duet: czarna wodoodporna kredka Stylo Regard (pisałam o niej tu: klik) i moja ulubiona dwufaza Pur Bleuet (recenzja: klik klik). Tego nigdy za wiele, co z tego, że mam zapas? Najważniejsze, że przebiłam magiczną kwotę 150 zł, plan się udał!


Wtem mój entuzjazm nieco opada... Szybki klik na koszyk i co się okazuje? Kod rabatowy nie zadziałał. Nie zadziałał, ponieważ 50 zł z mojego koszyka to produkty z etykietą „Zielony punkt”. Pojęcia nie mam, co to ma oficjalnie oznaczać, ale tak się dziwnie złożyło, że WSZYSTKIE rzeczy, które pierwotnie chciałam kupić (czyli pistacja, szampon, nawet dozownik), są oznaczone owym zielonym punktem i nie działają na nie żadne kupony zniżkowe. Nigdy. Po szybkim przejrzeniu oferty YR staje się jasne, że ponad połowa produktów z ich oferty to „zielone punkty”. Zarówno te bardziej eko, jak i kolorowe, a przede wszystkim te tanie zapychacze koszyka. No ale co, teraz mam się poddać? Po 40 minutach analiz i układania koszyka? Mowy nie ma! Dorzucam dalej...

Tym razem zwracam już uwagę na zielone punkty i – nie przedłużając – udaje mi się uzbierać gromadę za nieco ponad 210 zł. Kupon promocyjny zadziałał, ja staję się przyszłą szczęśliwą posiadaczką dwóch Pur Bleuetów, dwóch czarnych kredek do oczu, żelu do mycia rąk z Hammamelisem (czymkolwiek on jest) i radośnie przechodzę do kasy, aby uregulować rachunek na tak miło zmniejszoną kwotę: skromne 163 złote. W nagrodę za mój trud otrzymam 12 kosmetyków, elegancki naszyjnik z kamieniem Swarovskiego (będę w nim taka wyjątkowa!) i prezent niespodziankę warty aż 122 złote! No i oczywiście nie płacę za kuriera, bo zamówienie przekroczyło 99 złotych. Interes życia.
Ach, właśnie. Zdradzę Wam sekrecik. Zanim zdecydowałam się na wspomnianą niespodziankę, dowiedziałam się z bloga http://myyves-rocher.blogspot.com, co nią jest :>.

No to co, finalizujemy transakcję? Klik, klik. Po tym kliknięciu okazało się, że to nie koniec euforii. Kochane Yves Rocher poprosiło mnie o wpisanie numeru karty Payback. A ja zbieram punkty Payback, bo to jedyne sensowne punkty, jakie warto zbierać w tym opunktowanym po kokardy świecie. Interes życia poszerzył się więc o 163 punkty Payback. A nie, o 5x więcej punktów. Bo przecież w telefonie aktywowałam zaraz kolejny, tym razem paybackowy, KUPON PROMOCYJNY. To było superultramegakombo. Prawdziwa zakupowa ekstaza. Czujecie to?

EPILOG

Oni są niesamowici. Wcisną Ci wszystko, o czym nawet nie pomyślisz. Wśród „ofert specjalnych” do mojego zamówienia powyżej 99 zł znalazłam: szalik i czapkę za 12,90 zł oraz pluszowego misia za 6,90 zł. Specjalność oferty polegała na tym, że normalnie za zimowy komplecik zapłaciłabym podobno 25 złotych. W Yves Rocher. Za szalik i czapkę. Ta firma czerpie z najlepszych wzorców Rossmanna, Avonu i Tchibo, ale przy tym jest jedyna w swoim rodzaju. Tylko u nich – za w sumie niewielkie pieniądze – kupisz nie kilka kosmetyków, tylko cały worek. Dla siebie, dla rodziny. I może jeszcze dla sąsiada? Składanie zamówień online ma ogromny sens z koleżankami w pracy. Przy pierdylionie zawiłych promocji jest szansa, że niemalże za grosze w zapasy kosmetyczne zaopatrzy się na papierosie cały oddział banku, zastęp nauczycielek na długiej przerwie lub kolonia karna na Kamczatce. Oni są wszędzie i wcisną Ci wszystko. Jakie to szczęście, że większość z tych rzeczy jest co najmniej w porządku, ma niezłe (ponoć eko) składy, piękne zapachy i umila codzienne pielęgnacyjne rytuały. Inaczej musiałabym przyznać sama przed sobą, że jestem zdrowo walnięta. To było moje czwarte zamówienie. Czy ostatnie? Głupie pytanie, prawda?

A teraz serio. Wchodząc na stronę Yves Rocher, wiedziałam, że tak będzie. Poznałam już ten pocieszny styl i polubiłam go dawno temu. To nie są mądre zakupy. To ich całkowite przeciwieństwo. Tak naprawdę można to zrobić zupełnie inaczej. Rozsądnie. Z sensem. Można kupować w Yves Rocher mądrze, choć może udało mi się Wam pokazać, jak łatwo stracić tam rozum. Ja raz na jakiś czas bawię się z nimi w kotka i myszkę, ciągnę za kij z marchewką, a potem przeżywam prawdziwą rozkosz, odpakowując pudło z tymi wszystkimi kosmetycznymi (i niekosmetycznymi) gadżetami. Lubię tę naszą zabawę, to taka moja mała słabość. Zamiast imprezy w klubie, red bulla z wódką i nocnej taryfy do domu. O praktykach Yves Rocher można napisać doktorat. To fascynujący model biznesowy, który z czułością dotuję moimi zakupami co kilka miesięcy. Może kiedyś, gdy uda mi się przebrnąć przez większość kosmetyków marki, przygotuję dla Was wielki przewodnik po ichniejszych cudach i bublach. A tymczasem znikam, nieco zawstydzona faktem, że poznałyście mój mały, brzydki sekrecik...


Ze specjalnym pozdrowieniem dla stri-lingi :D.


Tak, ta opowieść została napisana z nieco przymrużonym okiem. Jeśli tego nie zauważasz, muszę popracować nad mrużeniem go w druku.  

39 komentarzy:

  1. Kurwa, przysięgam, spociły mi się stopy z emocji :D Hahaha. Powinnasśpisać dreszczowce!:D

    Ja mam salon YR po drodze do roboty, ale w sieci przecież jest tyle fajny promocji i prezencików, których potrzebuję. TERAZ. Do widzenia. Idę kupować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D może właśnie powstał nowy gatunek – kosmetyczne dreszczowce. Miłych zakupów, moc naszyjnika i czapki z szalikiem jest z Tobą!

      Usuń
    2. Kosmetyczny dreszczowiec :D

      Na razie jeszcze nie złożyłam tam zamówienia. Kiedy już to zrobię, będzie Epickie. Przez wielkie E. Kilka razy już miałam pełen koszyk, żeby wykorzystać uberpromocje, ale a każdym razem udawało mi się zamknąć stronę przed złożeniem zamówienia.

      Myślę, że coś tym jest. Ich stronę i ich promocje stworzył szatan.

      Usuń
    3. pierwszy koment i już system w rozsypce :D
      hahahah

      Usuń
    4. Obsession, witaj w mych skromnych progach :)

      Usuń
  2. YR odkryłam dopiero w tym roku. Moja mama tam szaleje - ale dzięki tym superekstragites ofertom znalazła idealny krem pod oczy, do twarzy oraz perfumy. Sama pewnie nie skusiłaby się na krem za 100 zł, gdyby wcześniej nie dali go w gratisie :). Podoba mi się ten system zniżek w YR, ale wkurza mnie to, że nie są nim zwykle objęte produkty z zieloną kropką, które, jak na złość, są najbardziej interesujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no specjalnie oznaczyli swoje bestsellery zielonym punktem, cwaniaki :) ale fakt, są u nich różne dobroci, NA SZCZĘŚCIE.

      Usuń
  3. sekta sekta sekta..............

    pistacjo mówię Ci won!

    też się nabrałam niedawno... dostałam cudowną szmatę dla Anuby... tfu! PLED wysokiej jakości :D

    sekta sekta sekta....
    .
    1. Nie będziesz miał kosmetyków cudzych przede mną.
    2. Nie będziesz wzywał marki twej nadaremno.
    3. Pamiętaj, aby z promocji korzystać.
    4. Czcij każdy gratis i zniżkę Twoją
    5. Nie oszczędzaj
    6. Nie kupuj innych marek
    7. Kombinuj ze zniżkami, to pomoże Ci przetrwać.
    8. Nie mów "nie będę zamawiał w tym miesiącu"
    9. Nie pożądaj zniżek na zielone punkty
    10. kupuj je w ilościach dużych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahaha, posikałam się ze śmiechu, As, szczególnie punkty 8 i 9. O, mistrzyni dowcipu, niech no dotknę Twych stóp.

      Usuń
    2. hahahahhahahahhahaahaha LLLOool :)) zajebiszcze :))

      Usuń
  4. ja na szczęście nie mam parcia na tę markę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlaczego na szczęście? przecież to cała banda fajnych kosmetyków w doskonałych cenach :D

      Usuń
    2. wypróbowałam kilkanaście kosmetyków. były ok, ale mnie nie porwały :)

      Usuń
  5. Mam kilku ulubieńców z YR, a co do zamówień na ich stronie- mam podobne odczucia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe, ilu ludzi pracuje nad tym, żeby skutecznie wyprać mózgi klientom :)

      Usuń
  6. Kocham Cię! :***
    Przyznam, że ja jeszcze nigdy nie robiłam zakupów w YR online. Wiem na miliard procent, że wywaliłabym tam prawie całą kasę, bo nie umiem się porzeć wirtualnym promocjom ;P W sklepach stacjonarnych marki idzie mi to jakoś łatwiej, więc tam robię zakupy. Choć i tak rzadko, nie jest to moja ulubiona marka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)*** ojej, jeśli nie umiesz się oprzeć, to faktycznie lepiej tam nie wchodź :>

      Usuń
  7. Mam kilka ulubionych kosmetyków tej firmy, ale jestem zbyt nieodporna na te zabiegi. Jeśli chcę coś kupić z YR, wpadam do sklepu stacjonarnego, robię zakupy i wypadam.Nawet jeśli nie skorzystam z hiper promocji i tak w dłuższym rozliczeniu oszczędzam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest bardzo rozsądne podejście, mnie niestety brakuje tego rozsądku, ale nie płaczę z tego powodu - jak już pisałam, to świetna zabawa :D

      Usuń
    2. Kochana, mój rozsądek jest pozorny. Nie widziałaś mnie, jak szaleję na Allegro :D

      Usuń
    3. no nie widziałam, ale... już mi lepiej! uwielbiam towarzystwo w moim kosmetycznym wariactwie ;)

      Usuń
  8. Oj, ja nieczęsto sięgam po ich kosmetyki, ale przyznaję, po stronie buszuje dość często :) dobrze, że jestem bez grosza przy duszy, bo po Twoim elaboracie z pewnością bym tam zrobiła (spore) zakupy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorsze są pierwsze... dwa (?) razy, wtedy wszystko wydaje się interesujące. już nawet po pierwszej gigaprzesyłce człowiek robi się nieco spokojniejszy ;)

      Usuń
    2. Nie będę sprawdzać :D

      Usuń
  9. Ja z YR jeszcze nic nie zamawiałam ani nic nie miałam, ale czuję że już po jednych zakupach bym przepadła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to co, może na dobry początek zajrzysz na ich stronę? tak na chwilkę tylko :P

      Usuń
  10. Jaa myslałam, że to będzie jakaś horror przygoda z YR, a tak tylko mi ochoty narobiłaś :) no to pieknie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojjj, wybacz! hmmmm, ciekawe, jakie promocje czekają nas po Świętach... :D

      Usuń
  11. O żesz! ;D

    Ale, ale ... brzmi znajomo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, ciekawe, czy są jeszcze jakieś inne tak okrutne firmy, chętnie się zapoznam :D

      Usuń
  12. Cały czas czekam na zniżkę na zielone punkty, ale obawiam się, że nigdy ten piękny dzień nie nastanie ;) Jeszcze nigdy nie zamawiałam kosmetyków YR przez internet i najlepiej, żeby tak zostało :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w ich interesie nie leży obniżanie cen zielonych punktów, ale trzeba by przeprowadzić śledztwo, czy przypadkiem te etykiety nie migrują z produktu na produkt – może tylko bestsellery je dostają?

      Usuń
  13. Po przeczytaniu tego posta, aż się boję składać pierwszego zamówienia, że od razu zamienię się z abstynenta w nałogowca;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może nie będzie tak źle... parę rzeczy naprawdę jest wartych grzechu :)

      Usuń
  14. Ja tam kilka razy wybrałam już zakupy, wypełniłam kupon, nosiłam z zamiarem wysłania a tu zawsze klops - mija termin, wywalam zamówienie i cieszę się z oszczędności :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesteś bardzo rozsądna, Angel, BARDZO :)

      Usuń
  15. Na YR mam focha jak stąd do W-wy i z powrotem i tak pięćset razy niechcąco...
    Nie lubię tak kombinować lubię jak tak po prostu mnie szanują i się starają żeby u nich kupić ale że baba w lubelskim sklepie ŚMIAŁA nie zauważyc mnie w kolejce mówię WON na zawsze :D
    wiem, wredna jestem

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam okazję kupować w lubelskim sklepie i chociaż jest tam jedna dziewczyna, która raz mi podpadła, to nie zdarzyło się to więcej ani jej, a ni jej koleżankom, więc się odfochałam. Tak naprawdę fochając się YR robisz na złość sobie, bo niektóre perfumy i kosmetyki pielęgnacyjne są nieziemskie. Z drugiej strony od kiedy twarzą Oriflame jest celebrytka, której nie trawię, przestałam zamawiać.

    W grudniu z ulotką są bardzo fajne świeczniki gratis. A prezent niespodzianka za 122 ze sklepu online to krem przeciwzmarszczkowy pod oczy z serii Serum Vegetal (to gdyby ktoś jednak nie chciał kota w worku).

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny tekst :)))
    Dla mnie YR to marka, która kojarzy się z luksusem kiedy miałam naście lat, a było to dawno temu. Ponad 15 :P Wtedy zaglądałam do sklepu stacjonarnego i robiłam zakupy na zupełnie innych zasadach. Potem zaczęły pojawiać się oferty wysyłkowe, zupełnie inne niż to co oferowano stacjonarnie, szczególnie teraz. Kupowałam dalej, dość długo :)
    Czasem zaglądałam do sklepu, by... sprawdzić zapach/kolor bo wysyłkowo było znacznie korzystniej. Wtedy promocje dopiero się rozkręcały. Mam spore grono faworytów z tej firmy, ale obecnie widzę że ono bardzo się uszczupla. I nie dlatego, że firma jest "be", nie :) Po prostu moje potrzeby zmierzają w innym kierunku, choć oferta w UK znacznie bardziej mi się podoba niż w PL. Zwłaszcza kiedy chodzi o gratisy i dodatki, tutaj jest kusicielstwo pełną parą. I od czasu do czasu kupuję :)
    Lubię YR, choć kombinowane akcje i naciąganie klienta staje się w polskiej ofercie jest bardzo namolne. Mnie to nie kupuje. Może dlatego, że po prostu wiem czego chcę :)

    OdpowiedzUsuń