niedziela, 29 grudnia 2013

Moje kosmetyczne pomyłki, odc. 4

Powoli kończę ten beznadziejny rok, pisząc o beznadziejnych produktach. Nie było to zamierzone, ale właściwie czemu nie? Jeśli jesteście już znużone moimi wywodami na temat tego, co nie nadaje się do użytku, obiecuję, że w nowym roku powieje optymizmem... przynajmniej przez chwilę ;).
Tymczasem przedstawiam Wam kolejne wspaniałe kosmetyki, które umilały mi czas zapachem, smakiem i konsystencją...

1. Pianka do mycia czy do golenia?



Balea – Exotic Shower – pianka do mycia – kiedy przez miesiąc miałam chcicę na produkty Balei, nakupiłam całkiem sporo tego stuffu – znakomita większość to uśmiechające się kolorowymi etykietami żele pod prysznic, ale znalazły się też produkty do włosów i... to coś. Pianka do mycia, egzotyczna! Było lato, egzotyczny zapach w mojej głowie śpiewał o słodko-orzeźwiającej mieszance cytrusów i ananasa. Jakież było moje zdziwienie, gdy po naciśnięciu spustu butelka wystrzeliła swą cuchnącą amunicję. Jeśli czytacie mojego bloga od dawna, powinno być dla Was dość jasne, że mój mąż – delikatnie mówiąc – nie wybrzydza z zapachami. Przetrwał największe śmierdziele, a jeden z najkoszmarniejszych – Aquolinowy Orchid Cream Puff – został jego zapachowym ulubieńcem (sic!). Myślę, że w tej sytuacji rozumiecie już, jak bardzo nieudana jest kompozycja zapachowa Exotic Shower Duschgel, skoro nawet On uznał, że to jest: „no, nieładne”. Egzotyka Balei krąży w rejonach najbardziej parszywych gum do żucia nieznanego pochodzenia z małych, podejrzanych sklepików. Ble&fu. Sama piana jest gęsta, zbita i identyczna jak w żelach do golenia Gillette. Właściwie zastanawiam się, czemu ten żel nie jest przeznaczony do golenia. Próbowałam – działa prawidłowo. 

Ale nie martwcie się, to edycja limitowana, wkrótce pójdzie precz.


2. To ile jest cukru w cukrze?



Maybelline – Color Sensational Popstick – 010 Pink Sugar – pod tą przydługą nazwą kryje się żelowa pomadka, która wygląda całkiem uroczo (dlatego się na nią skusiłam), ale ma jedną maleńką wadę: jest kompletnie bezużyteczna. Po fajnym doświadczeniu z Catrice Lip Colour Intensifier (tu recenzja: klik), spodziewałam się podobnego, delikatnego efektu na ustach. Ale niestety, żelkowy róż Maybelline na skórze staje się całkowicie transparentny. Drobinki ulatują jak niezauważalne pierdnięcie, koloru nie ma absolutnie żadnego. Zupełnie jak pomadka ochronna. Mogłabym ją tak potraktować, ale nie ma też żadnych właściwości pielęgnacyjnych. Jest bardzo zbita, a co za tym idzie, bardzo wydajna (kolejny minus) i – jak na Pink Sugar – nieco gorzka... Żelek Catrice też nie grzeszy słodyczą, ale przynajmniej daje ciekawy efekt na ustach. Gorycz tego tutaj jest po nic, bez sensu. Dobrze, że kupiłam ją za 6,50 zł, bo za regularną drogeryjną cenę byłoby mi przykro. 


3. Peeling pachnący, niewiele robiący...



Green Pharmacy – Peeling cukrowy – Róża piżmowa & Zielona herbata. Nie wiedziałam, co z nim zrobić, więc... oddałam Aswertynie. Może ona mu wybaczy, że jest słaby :D. W końcu As lubi wszystko co różane, a ten peeling jest pięknie różany, nawet jak na mój nieróżany nos. Jeśli jej też wyda się cienki jak pośladek węża, to może go zje? Albo chociaż wystosuje jakąś prześmiewczą recenzję. Wierzę w Ciebie, As! Istnieje też niewielkie prawdopodobieństwo, że to nie jest zły peeling, tylko ja nie zauważyłam jego dobroci. 
Co moim zdaniem jest nie tak? Nie bardzo da się nim peelingować. Już po otwarciu drobinki zlały się w niemalże jednolitą masę, co chyba widać na zdjęciach. To taki peeling w fazie rozkładu – cukier zapomina, że jest cukrem i że ma robotę do wykonania. Ciężko się tę masę aplikuje, bo sporo spada z kończyny do brodzika. To, co zostanie, nadaje się do pocierania, niestety efekt jest marniutki. Ale zapach super!

Znacie te produkty? Może sprawdziły się u Was lepiej? Ciekawe, jak tam Wasze świeżutkie buble. Dajcie znać, co tam beznadziejnego się przytrafiło w ostatnich tygodniach.

18 komentarzy:

  1. "Cienki jak pośladek węża" - padłam! Jak nie zapomnę, to wprowadzę to porównanie do swojego słownika. Mam nadzieję, że się nie obrazisz :D.
    Kusiły mnie te scruby z GP, ale widziałam wcześniej recenzję, w której ktoś zamieścił zdjęcie produktu i byłam święcie przekonana, że taką mazią można się tylko pogłaskać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oryginalnie to było "cienki jak dupa węża", ale postanowiłam wykrzesać z siebie odrobinę kultury ;). częstuj się porównaniem, ja też uwielbiam Twoje teksty :D

      dobrze powiedziane: tym peelingiem można się pogłaskać!

      Usuń
  2. Nic nie miałam z tej listy - z pianek do golenia lubię bardzo Isanę, natomiast Color Whisper u mnie się sprawdza, ale zdecydowanie nie w tym kolorze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie znam innych wersji Color Whisper, no ale ta naprawdę jest nędzna. czy Twoja też jest gorzka, czy tylko ten żelek taki nieprzyjemny?

      Usuń
    2. Nie jest gorzka, ładnie pachnie, a smak ma taki....hm, neutralny :)

      Usuń
  3. nie znam żadnej z Twoich kiepścinek, ale to pewnie dlatego, że nie mam do nich dostępu.. (możliwe, ze do pomadki Maybelline mam)
    zmobilizowałaś mnie do przemyśleń nad moimi beznadziejniakami

    niech przyszły rok będzie dla Ciebie optymistyczny w każdym aspekcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Cat!
      i pomyśl o swoich beznadziejniakach, chętnie poczytam i zapiszę na listę: nigdy nie kupować!

      Usuń
  4. Nie miałam nic z powyższych rzeczy, lecz ciut się zdziwiłam Twoją opinią na temat Balei. Wszyscy w blogosferze trąbią o cudownych zapachach tych produktów ;p
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystkie dotychczas były świetne... oprócz tego :)

      Usuń
  5. Ojojoj:D Dobry post, zwłaszcza pierwszy opis mnie powalił:)

    OdpowiedzUsuń
  6. na szczęście nie miałam żadnego z nich, więc nie napsuły mi krwi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie miałam i z tego co czytam - nigdy miec nie bede :D

    OdpowiedzUsuń
  8. No patrz! U mnie pianka z Balea pod prysznicem sprawdzała się znakomicie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na szczęście nie trafiłam na żaden z tych produktów:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Peeling GP mam na oku, ale tylko ze względu na zapach ;) Tak jak As przepdam za różanymi woniami, a skoro ten Ci się spodobał, to znaczy że warto po niego sięgnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  11. nic nie mam z twojej listy. Ale to nie znaczy, że nie mam bubli. Bubel to moje drugie imię. Moja łazienka jest królestwem bubli. Bublami jest wytapetowana!!

    Tak stwierdzam, bo właśnie zobaczyłam swój czerwony ryjas w lusterku. Na chuj te wszystkie mazidła, jak i tak wyglądam jak czerwona kula. Nie znajduje słów.

    OdpowiedzUsuń
  12. Na szczęście nie znam żadnego z tych kosmetyków. Dzięki za ostrzeżenie ;)

    OdpowiedzUsuń