sobota, 7 grudnia 2013

Caudalie – Mousse Nettoyante Fleur de Vigne – pianka do mycia twarzy [recenzja]

O tym, jakie doskonałe i delikatne są kosmetyki francuskiej marki Caudalie (czyt. kodali), naczytałam się u M. Zanim Magda z pasją (kto wie, może i z wypiekami na twarzy?) zaczęła nadawać o kolejnych winogronowych kosmetykach, nie słyszałam o tej firmie. Wcale nie było łatwo znaleźć w okolicy aptekę, w której występują polecane przez M. produkty, ale w końcu się udało. Byłam wtedy na spacerze z synem i mój czas był mocno ograniczony, dlatego przelatując szybko wzrokiem etykiety (w akompaniamencie ostrzegawczego pohukiwania Tomasza), zdecydowałam się na piankę do oczyszczania twarzy.

Wszystkie znaki na niebie i opakowaniu wskazywały, że produkt ma potraktować mą facjatę delikatnie i z honorami, a że właśnie byłam po nieprzyjemnych doświadczeniach z wysuszającym żelem myjącym, ochoczo zabrałam się do testów. Sama formuła kosmetyku mnie zainteresowała, bo wcześniej nie miałam do czynienia z piankami myjącymi.


Na początek duży plus za opakowanie. Estetyczna wizualnie butelka z twardego plastiku i pompka zakończona rurką idącą do sameeeeego dna to bardzo dobre połączenie. Niewielki rozmiar opakowania sprawił, że chętnie zabrałam moją piankę na wrześniowe wakacje nad morzem i tam rozpoczęłam testowanie. 

Oczywiste zalety pianki są takie, że nie zawiera mydła, parabenów, siarczanów, barwników syntetycznych, olejów mineralnych i ogólnie wydaje się być przyjazna w składzie. Receptura opiera się na mieszance ekstraktów winogrona, szałwii i rumianku  tym chwali się producent, ale bez przesady z zachwytami – ekstrakty znajdziemy pod koniec składu. Tradycyjnie jednak nie zajmuje mnie zbytnio zaawansowana chemia, bo przecież najważniejsze jest działanie.


Zacznijmy od tego, że pompka działa bez zarzutu. Nie zacina się, a na dłoni melduje się najprawdziwiej pienista piana, z tych najpienniejszych! Fajne jest to, że po roztarciu w dłoniach nie dzieje się z nią to, co z wieloma lekkimi i wodnistymi piankami – nie znika. W istocie myjemy się więc pianą, a nie czymś, co uprzednio było wodą, potem chwilę pianą, a teraz znowu wodą się stało. No i dobrze.

Zapach jest taki jakiś... czy ja wiem... ogórkowy? Zalatuje mi nieco ogórkiem, moim zdaniem nie ma nic wspólnego z zapachem winogrona lub szałwii, o rumianku nie wspomnę, ale nie jest intensywny i dla wielu z Was może okazać się nawet orzeźwiający. Opakowanie 50 ml starcza na dłużej, niż myślałam – na pewno ponad dwa miesiące codziennego używania (dwie pompki na jedno mycie, raz dziennie). 

Pianka Caudalie to najdelikatniejszy produkt do oczyszczania twarzy, jaki spotkałam. Dla wielbicielek piankowych formuł – re-we-la-cja! Bałam się, że dla mnie będzie za słaba, bo lubię to uczucie głębokiego oczyszczenia (byle nie ściągnięcia), jakie dają gęste żele lub nawet żele peelingujące (o tych niestety musiałam zapomnieć na zawsze – naczynka, ech, naczynka). Faktycznie, po umyciu twarzy pianką nie mam tego wrażenia bezgranicznej czystości, ale to inne wrażenie też jest przyjemne – po Caudalie cera jest świeża i miła w dotyku. Naprawdę, ten kosmetyk jest ultrałagodny, nie wyobrażam sobie, żeby kogoś mógł podrażnić. Radzi sobie dobrze nawet z resztkami makijażu, chociaż – tu zgadzam się z M. – ja polecałabym go raczej do porannej pielęgnacji. Sama rano rzadko mam czas, żeby dokładnie szorować buzię pianką – cała Wielka Pielęgnacja odbywa się wieczorem, a że mimo wszystko nie jestem w stanie zrezygnować z uczucia dogłębnego oczyszczenia, na razie nie planuję powrotu do Mousse Nettoyante Fleur de Vigne. Wiem jednak, że jeśli znowu jakiś kosmetyk podrażni moją wrażliwą cerę, pobiegnę w podskokach do apteki po kolejną flaszkę Caudalie. 

EDIT: pod koniec opakowania pianka zaczęła zmieniać zapach – wyczuwałam nutę używanych męskich skarpet, niestety. Działanie pozostało takie samo, ale to sprawia, że na pewno nie zdecydowałabym się na opakowanie 150 ml.

Pojemność: 50 lub 150 ml
Cena: ok. 30 zł za 50 ml (chociaż w aptekach internetowych widziałam, że cena dochodzi do 50 zł)
Ocena: 4+/6
Dostępność: dobre apteki, m.in. sieć Cosmedica

25 komentarzy:

  1. Z wypiekami, z wypiekami, byłam strasznie podniecona moim odkryciem wtedy! :D
    Wiesz, że już trzecią buteleczkę pianki wykańczam? :) Baaardzo ją lubię :)
    Co do ceny, to jest jeszcze większa pojemność, 150 ml i ona kosztuje ponad 50 zł, zazwyczaj coś koło 55 zł. Bardziej się opłaca, niestety nie moge nigdy trafić na nią, więc kupuję maluszki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. napisałam na dole o tej większej pojemności, ale nie wpisałam ceny, bo też nie widziałam dużej butli. a skoro Ty też nie widziałaś, to może to jest butelka widmo? :D

      Usuń
    2. Może! Myślisz, że to spisek?

      Usuń
    3. a bo to pierwszy? eM, przypominam Ci o mojej masce Kallosa PLACENA, bez T, zagadka nadal nierozwiązana!

      Usuń
    4. Właśnie! Wiesz, że badałam te maski w sklepie, jak byłam w Krakowie ostatnio? I rzeczywiście są bez T te małe, duże już normalnie. Skład za to ten sam, porównywałąm :D Zapomniałam Ci napisać ;)

      Usuń
    5. jejkuuuu, naprawdę to sprawdziłaś?! jesteś wspaniała! tylko... co to dla nas oznacza właściwie? albo w sklepie była partia z tej samej hurtowni, w której ja kupowałam, albo wypuścili wadliwą serię? albo...??? no naprawdę nic rozsądnego nie przychodzi mi do głowy.

      Usuń
  2. Na coś z ich oferty na pewno się skuszę :)
    Chodzi za mną słynna już woda winogronowa ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za mną nie chodzi, ale pewnie prędzej czy później wypróbuję :)

      Usuń
  3. Ja z moją tłustą cerą potrzebuję konkretnego oczyszczenia, nawet z rana, bo sebum nie śpi ;) W planach mam zakup mydła Aleppo, ale! piankę Caudalie też wypróbuję. Zachwytom M. nie było końca, więc nie mam innego wyjścia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam tak samo – tłusta strefa T musi dostać solidne szorowanie, tylko zawsze muszę uważać, żeby nie było zbyt solidne i nie wysuszyło policzków :/

      Usuń
  4. droga :(
    ja z Decubal używam i bardzo sobie ją chwalę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Decubal nic jeszcze nie próbowałam, ale jakiś czas temu zastanawiałam się, od czego zacząć z ich produktów – to może być dobry trop

      Usuń
  5. Kurde idźcie w cholere Wy wszystkie:D

    Kusicie tymi kodaliami i kusicie a ja biedna, nie stać mnie teraz:) Ale poczekajcie brzydkie Wy, jeszcze Wam pokaże:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, dopiero zajrzałam do M. i nie miałam pojęcia, że ona też dziś kusi ;)

      Usuń
  6. Wszyscy kuszą mnie produktami Caudalie, w końcu ulegnę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja miałam wodę winogronową. Cóż to był za cud!! Wspaniała rzecz, szkoda że to takie drogie!

    Jak skończę żel garniera do mycia ryja, biorę się za to!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze, a już zamówiłam nowe opakowanie pianki Biodermy... Też jest rewelacyjna, ale Caudalie też chętnie wypróbuję skoro tak chwalisz:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo interesująco wygląda ta pianka! Ja sama bardzo lubię pianki do mycia twarzy :)
    A powiedz mi, czy ta zawiera w składzie alkohol?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widziałam Butylene Glycol, ale na samym końcu składu, poza tym żadnych innych syfów. naprawdę superdelikatny kosmetyk, więc jeśli szukasz czegoś, co Cię nie podrażni, polecam!

      Usuń
  10. nie uzywam takich zmywaków, co to trzeba z wodą stosować.. ale jeśli bym zaczęła, to na pewno na pierwszy ogień by poszła jakaś taka fajna pianka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. mam na nią coraz większą chrapkę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Też się o niej naczytałam, chociaż wolę konkretne oczyszczanie :) Niemniej, i tak ją przetestuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej istnieje 150 ml wlasnie zaczynam testy kosmetyki tej firmy można poszukac na doz.pl albo w aptekach tej siecie

    OdpowiedzUsuń