niedziela, 24 listopada 2013

Nie, proszę Państwa, nie jestem lakieromaniaczką. Ja nawet nie lubię malować paznokci!

Wiecie, nigdy nie byłam wielbicielką wystrzałowych odcieni na paznokciach (przynajmniej na swoich), ale blogosfera ma tę cudowną właściwość, że pozwala gapić się na różne przedmioty w nieskończoność, w sposób powtarzalny, a nie od dziś wiadomo, że jak się człowiekowi coś opatrzy, to istnieje duża szansa, że nagle zacznie mu się podobać. No i tak mi się opatrzyły wszystkie kolory tęczy na Waszych paznokciach, że rozpoczęłam coraz śmielsze zakupy kolejnych buteleczek. Nagle, obok moich rozmaitych beżów, brązów i szarości zaczęły pojawiać się coraz odważniejsze kolory, a moja skromna dotychczas kolekcja rozrosła się do niebywałych jak na mnie rozmiarów.

Przy okazji przedświątecznych porządków i leniwej niedzieli postanowiłam pokazać Wam, co udało mi się uzbierać. Oj, chyba część tych buteleczek będę musiała posłać dalej w świat, szkoda, żeby u mnie się marnowały...


W szary, jesienny dzień trudno dobrze oddać na zdjęciach kolory, więc musicie uwierzyć mi na słowo, że powyżej stoją butle z różnymi wariacjami na temat bieli. Po lewej całkiem biały Paese (który mimo że nie zdążyłam go użyć ani razu i ma jeszcze ponad pół roku ważności, już się rozwarstwił – co jest nie tak z tą firmą??), obok drobinkowe, prześwitujące Manhattany (moim zdaniem identyczne), dalej mamy nigdy niewysychający blogerski lakier od Miratell, perłowy Angel Wings z ciekawym połyskiem od Sally Hansen i frenczowego Rimmela – French Ivory, który jest nowym, nietestowanym jeszcze nabytkiem, ale oczekuję od niego dobrej jakości – kolekcja Lycra Pro moim zdaniem jest niezwykła.


Tu zaczyna się kolekcja nude – te są bardziej różowe i łososiowe, na fotce również nieco za ciemne. W tych odcieniach ciężko o pełne krycie, nie do tego służą bladoróżowe lakiery, ale mimo wszystko rozczarował mnie nieco Rimmel 60 Seconds w odcieniu Princess Pink – wydawało mi się, że będzie dość ładnie pokrywał płytkę, a prześwituje tak samo, jak reszta gromady. Najstarsza jest Miss Sporty po prawej – staromodny, perłowy styl, ale jakość niesamowicie mnie zaskoczyła – schnie szybko, mam go już chyba ze dwa albo i trzy lata i nic złego nie stało się z tym lakierem (poza tym, że nieco trąci myszką :)). To lakier z kolekcji Clubbing Colours Quick Dry. Łosiowy NYC jest ładny, ale bąbelkuje, Catrice z tego co pamiętam ma jakiś problem z konsystencją i schnięciem.


Tutaj uśmiechają się do zdjęcia moi dwaj ulubieńcy: frenczowy Yves Rocher (którego zawsze używam solo, nie lubię french manicure'u) – to już druga buteleczka, ma idealną konsystencję, ładnie schnie, nic złego się z nim nie dzieje i ma idealnie niezauważalny odcień, no i jeszcze Flormar z niematowej serii Supermatte, którego pokazywałam Wam tu: klik klik. Po prawej czeka na otwarcie Golden Rose nr 206 – mleczny beż, który bardzo mi się podoba i jestem ciekawa jego jakości.


Kiedyś największym lakierowym szaleństwem, na jakie sobie pozwalałam, były ciemniejsze brązy. Ten po lewej od Vipery najczęściej gości na paznokciach u nóg i potrafi na nich leżeć tygodniami (nie sprawdzałam nigdy, jak długimi, bo – jak wiemy – płytka paznokciowa chętnie odrasta...), ale do samego zmycia NIC się nie dzieje z tym lakierem na stopach, no po prostu nic. Rimmel Lycra Pro nr 365 Beige Style ma doskonałą jakość, ale totalnie zlewa się ze skórą dłoni, aż mi to zaczęło przeszkadzać. Inglot też już ze trzy lata u mnie mieszka i nie znudziło mu się jeszcze – lakiery tej firmy są moim zdaniem nieco za rzadkie, a z czasem zamiast gęstnieć chyba jeszcze się rozrzedzają. Nie miałam jeszcze nigdy nieperłowego Inglota, co możecie powiedzieć o ich kryciu? Po prawej totalny niewypał, przynajmniej na moich paznokciach – ładny, winylowy nude z kolekcji Nude Glam, którego pokazywałam tutaj: klik klik. Rozczarowujący okazał się też lakier z Super-Pharmowego Life – marki SP, produkowanej przez polski Ados – słabo kryje, kolor na paznokciach nieciekawy.


Dwa złote glittery są jeszcze nieużyte – jakoś nie miałam okazji, mało jestem imprezowa od dłuższego czasu ;). Po prawej mamy złoto-zielony Find Your Color od Joko, bardzo mi się spodobała ta firma, jej grube pędzelki, ładne, ciekawe odcienie i dobre krycie. Essie – mimo pięknych kolorów – u mnie nie chce się trzymać, po lewej nówka sztuka – perłowy kameleon L'Oréal, ciekawe, jak się zaprezentuje na paznokciach.


Moje rozwijające się szaleństwo kolorystyczne widać na zdjęciu powyżej. Jeszcze z rok temu nawet nie spojrzałabym na różowy lakier. Róż na paznokciach kojarzył mi się z bazarową tandetą, a tu proszę – nieco tandety trafiło również do moich zbiorów :>. Jeszcze żadnego z tych różów nie miałam na paznokciach, ale czuję, że ten ważny i przełomowy moment jest blisko ;). GR Rich Color nr 04 – ten będzie pierwszy. Color Cluba chyba oddam w dobre ręce – za cienka jeszcze jestem w te klocki...

Po prawej widzicie moją nową miłość – lilaki i nawet jeden szalony fiolet! Coraz bardziej zachwycają mnie takie kolory i coraz lepiej się w nich czuję, ciekawe jestem Air Flowa od Bell, jeszcze go nie odkręcałam.


Zupełnym cichaczem uzupełniłam kolekcję o błękity i odważniejsze niebieskości. ColorClubowy szafirek zachwyca mnie w butelce i na paznokciach, w ogóle Color Cluby okazały się być bardzo porządnymi lakierami. Kupiłam jakiś czas temu w TK Maxx eksperymentalnie set Kaleidoscope i wszystkie lakiery, które widzicie w mojej kolekcji, są właśnie z tego zestawu. Bardzo miłe zaskoczenie, naprawdę. Na stronie Color Club można stracić głowę od nadmiaru propozycji, ceny też przystępne, zobaczcie same: klik. Myślę, że to będzie mój kolejny lakierowy cel w najbliższej przyszłości.
Całkiem niezły okazał się Softer Crazy Colours, a moje stopy ostatnio przerzuciły się z brązowej Vipery na granat Golden Rose z kolekcji Paris – bardzo pozytywna zmiana!


Golden Rose i Essie (słynne Bikini So Teeny) wyglądają w butelkach bardzo podobnie (GR jest nieco bardziej fioletowy), ale żadnego jeszcze nie próbowałam. Magda Na Wakacjach (klik) obdarowała mnie swoim ukochanym GR (dziękuję! :*), a wcześniej skutecznie zniechęciła recenzją do testowania Bikini ;). W wolnej chwili muszę zrobić test łączony i pomalować paznokcie na zmianę jednym i drugim kolorem – zobaczymy, czy jej zachwyty i dąsy mają uzasadnienie :D. Błękitno-szary Orly niedawno Wam pokazywałam, a po prawej są już srebra i szarości – szałowy marmurek (myślałam, że będzie lepiej krył!), pradawny srebrny Inglot (jeszcze gorsze krycie) i totalnie szary, winylowy Joko – bardzo go polubiłam, na listopad jak znalazł.


To moje największe szaleństwa kolorystyczne – różne odmiany zieleni, o które wcześniej nigdy bym siebie nie podejrzewała. Moim ulubionym odcienien jest Catrice – Khaki Perry, szkoda tylko, że nie chce współpracować przy aplikacji, ale jak już się uda okiełznać jego skomplikowany charakter, efekt jest genialny! Połyskującą zieleń po lewej zamierzam wypróbować w czasie Świąt – to się rodzina zdziwi, w poprzednich latach łamałam się opłatkiem, prezentując swoje nudne do urzygu, beżowe paznokcie. 


W sezonie wiosenno-letnim zakochałam się (podobnie jak połowa blogosfery) miętach i błękitach udających mięty. Tak się powstrzymywałam z zakupami kolejnych butelek, że dziś odkryłam, jak mało udało mi się ich uzbierać :). Po prawej swoje ostatnie chwile na moim parapecie przeżywa Wibo Express Growth – raczej błękitny niż miętowy, mam go już ze trzy lata i zaczął dziwnie śmierdzieć, poza tym nigdy się nie polubiliśmy – jest rzadki, kryje fatalnie, zalewa skórki, więc za moment leci do kosza.


Tu zebrałam trzy najdziwniejsze i dwa piękne lakiery z mojej kolekcji. Żółtego jeszcze nie próbowałam (miałam plan latem się nim przyozdobić, ale jakoś się nie złożyło), koralowy Wibo pochodzi z jednego z ShinyBoxów, również dziewica. W środku druga nowość od L'Oréal – na zdjęciu malina, w realu raczej delikatnie złamana różem czerwień. Zakup pod wpływem chwili i dobrej ceny – czerwień na paznokciach to zupełnie nie moja bajka, ale pomyślałam, że dołożę jedną prawie czerwoną buteleczkę do kolekcji tak na wszelki wypadek, no wiecie, nigdy nie wiadomo. Essence i Orly zachwyciły mnie odcieniami, tego drugiego jeszcze nie testowałam, ale jest taki piękny, że skuszę się już za moment. Lakier magnetyczny Essence kupiłam na wyprzedaży w Naturze w śmiesznej cenie, nie spodziewałam się po nim niczego nadzwyczajnego, nie zamierzałam bawić się w magnetyczne wzorki, ostatecznie okazało się, że to bardzo ładna rdzawa, metaliczna prawie-czerwień, która zdecydowanie wpisuje się w moje poczucie lakierowego piękna. 


Takie dziwaki często zachwycają mnie u innych, ale rzadko decyduję się na zakup ze względów praktycznych – nie cierpię ich zmywać i nie mam kiedy nosić takich świecidełek. Mimo wszystko zagrzały u mnie miejsce pękacze, glittery Essence, świąteczny brokat Delii i Fuzzy Coat od Sally Hansen – uroczy, ciekawy, ale zmywanie go to dla mnie zbyt ciężka praca (było o nim tu: klik klik).


Z odżywek w użyciu jest tylko proteinowa Wibo – bardzo ją lubię jako base coat, trochę wyrównuje bruzdy na płytce, szybko schnie. Moje paznokcie z natury są twarde i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Czasem tylko lubią się łamać, ale wtedy obrywają kilkudniową kuracją Sally Hansen i znowu żyjemy w zgodzie.


Na koniec trochę baz i topów, o których kiedyś może zrobię oddzielny post. To dzięki blogom odkryłam, że istnieją na świecie top coaty i że ich używanie ma całkiem spory sens :).

Tak oto prezentuje się kolekcja niezbyt szalonej matki Tomasza. Jak widzicie, nie inwestuję w wysokopółkowe lakiery, bo u mnie zwyczajnie by się marnowały, a ja nie doceniłabym ich piękna, bo nie mam czasu i odpowiedniego samozaparcia do wypiłowywania pięknych kształtów płytki, czyszczenia skórek i innych zaawansowanych zabiegów. Chciałabym mieć piękne paznokcie, ale póki co są zbyt nisko na liście priorytetów, by zająć się na serio tym tematem. Nie mogę sobie też pozwolić na długie szpony – wyobraźcie sobie te resztki kupy Tomasza, które utknęły całkiem przypadkiem pod pięknym manikiurem...

Przy okazji liczę na Waszą pomoc i dobre rady. Które firmy polecacie, jeśli chodzi o jakość i łatwość aplikacji? Dla mnie podstawą jest dobre krycie i szybkie schnięcie – lakiery, które po dwóch warstwach nadal mają prześwity (oczywiście pomijam te typowo frenczowe nudziaki), trafiają do czeluści szuflady i tak sobie więdną, zapomniane... Przy dziecku ciężko znaleźć czas na żmudne malowanie i czekanie, aż wyschnie, więc same rozumiecie.

28 komentarzy:

  1. Ja uwielbiam lakiery P2, seria color vitcim.
    Można je kupić w internetowych drogeriach: kokardi, cytrynowa. Bardzo ładna gama kolorystyczna, wąski precyzyjny pędzelek i świetna trwałość.
    Lubię też lakiery z Avonu, seria nail pro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, to chętnie kupię w cytrynowym sklepie P2, dzięki za cynk :)

      Usuń
  2. Maaatko i córko i żono i synowo :)
    Trochę tego - szajba masz ;) czerwieni coś mało - dokup będziesz mieć tęczę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo ja nieczerwienna... mało dziwkarska jestem jeszcze, może przyjdzie z wiekiem :>

      Usuń
  3. ja mam cały zbiór nudziaków. Widzę, że też masz top coat N.Y.C. Ja bardzo go lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bloo, to pokazuj swój zbiór :D a top z NYC jest bardzo fajny, tylko zgęstniał mi trochę za bardzo, no ale ma ponad pół roku, więc pewnie ma prawo.

      Usuń
  4. Świetna kolekcja :) U mnie czerwieni również najmniej, ale powoli nadrabiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. kurde, pokaźna ta kolekcja. ja na lakierach zupełnie się nie znam wiec nie wiem co Ci polecić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jakby to herosy ujęły : niezła horda :D

    OdpowiedzUsuń
  7. No i zobaczymy, czy naprawdę jestem taka humorzasta ;) Zrób te testy, bo ciekawa jestem ;P
    Generalnie jestem pod wrażeniem Twojej kolekcji, dużo mi się podoba :)
    Nowość od L'Oreal chętnie pooglądam na żywo, dawaj ją :)
    A co to za szarawy Essie? Chinchilly przypadkiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dwa L'Oreale są nowe – malinowy i ten taki holograficzny (tak to się nazywa?), a Essie to faktycznie szynszyla, brawo M.! :D

      Usuń
    2. Nie no, ja o malinowym mówię, metaliczne [ tak to się chyba nazywa ;) ] lakiery zupełnie nie zwracają mojej uwagi ;)
      Jakbyś kiedyś planowała się pozbyć szynszyla, to ja mu mogę dobry dom zapewnić :D

      Usuń
  8. No to faktycznie jak na brak jakichkolwiek oznak lakieromaniactwa masz sporą kolekcję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie podobnie... a dziś jeszcze dokupiłas 6 lakierów...;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczęka mi opadła! No piękna kolekcja :) Te miętki (poza Catrice) to bym Ci zabrała :) I ile odżywek! I ktoś tu mówi, że nie lubi malować paznokic?

    OdpowiedzUsuń
  11. o proszę,jaki zbiór jak na "nie-wielbicielkę" malowania paznokci :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Choć posiadam tylko jeden lakier z firmy Rimmel, to on najbardziej mi odpowiada pod względem grubości pędzelka, krycia i trwałości, ale widzę, że posiadasz takie lakiery, więc nie wiem co innego mogłabym polecić... Lubię tez lakiery z Miss Sporty, ale jednak lepsze są rimmelowe;)

    OdpowiedzUsuń
  13. No racja, nie jesteś lakieromaniaczką.. tylko lakieroholiczką :P
    Niezła kolekcja :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochana, przy dziecku niezbędnikiem manicurowym jest Sally Hansen Insta Dry, po dziesięciu minutach lakier twardy jak kamień, bez wzorków pościelowych. Dzięki niemu znowu zaczęłam na dobre malować paznokcie;-)

    Co do wysokopółkowych, to nie warto w nie inwestować, bo te tańsze niczym się nie różnią oprócz ceny.

    Też nie znoszę lakierów, które prześwitują nawet po dwóch warstwach, zawsze oddaję je w ręce bardziej cierpliwych.

    W Twojej kolekcji podoba mi się druga część lakierów, zaczynając od tych różowych. Ja jestem fanką ciemnych pazurów.

    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  15. OMG! ja dla odmiany uwielbiam malować paznokcie ale nie mam nawet połowy z połowy lakierów i kolorów które posiadasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak na kogoś kto nie lubi malować paznokci, posiadasz całkiem sporą kolekcję:) Ja też w sobotę robiłam porządki w lakierach. Te, których nie używam oddałam siostrze i w sumie zostało mi tylko 9 buteleczek :)

    OdpowiedzUsuń
  17. I ja mam uwierzyć, że nie lubisz malować paznokci??? ;)
    Mając takie cudeńka??? ;)
    Fantastyczna kolekcja :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ja paznokcie malować uwielbiam,ale faktycznie przy dziecku strasznie trudno znaleźć na to czas.

    świetna kolekcja, bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jako była pracownica firmy na F. jak zawsze czuję się w obowiązku wytłumaczyć, że lakiery z serii super- mają w sobie dodatkowy nabłyszczacz i to je odróżnia od standardowych. Supershine mają drobiny, a supermatte są po prostu kremowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Sporo tego :D ale rozumiem Cie, sama nie lubię malować paznokci, a kolekcje lakierów mam też nie małą :p co poradzić jak mają takie piękne kolory, które kuszą żeby je kupować :p

    OdpowiedzUsuń