środa, 20 listopada 2013

Dear Body – Vanilla Lace – nawilżający balsam do ciała [recenzja]

Jak pewnie zauważyłyście, moją kosmetyczną miłością jest szeroko pojęta pielęgnacja. Wszelkim balsamom, masłom, kremom do każdej części ciała poświęcam dużo czasu z niekłamaną przyjemnością. Odczuwam wielką satysfakcję zarówno gdy znajdę jakiś doskonale pielęgnujący i pięknie pachnący kosmetyk, jak i spektakularnego bubla – jednym i drugim ochoczo się z Wami dzielę.

Nic dziwnego, że gdy we wrześniowym magazynie sieci drogerii Hebe zobaczyłam nieznaną mi brytyjską markę Dear Body, popędziłam jeszcze na urlopie do Gdyńskiego Oddziału Piękna i Kosmetycznej Rozpusty, czyli Hebe przy ulicy Świętojańskiej.


Wybór zapachów był duży, ale ja nie z tych, które odkręcają butelki i wąchają w sklepach (no wiecie, nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe...). Większość nazw nic mi nie mówiła (Sheer Love, Lost In Fantasy, Pure Seduction itd.) i nie umiałam sobie wyobrazić tych zapachów, dlatego ostatecznie do koszyka trafił balsam o przewidywalnym aromacie – Vanilla Lace. Oprócz balsamów były też do wyboru kremy w stojących na głowie tubach, ale mam już w domu tyle kremów i maseł, że postanowiłam odmienić nieco swój nużący pielęgnacyjny los.

Vanilla Lace pochodzi z kolekcji Flower Series, zamieszkałej w butelkach z dającego się ugniatać tworzywa, przymkniętych naciskanym dziubkiem. W serii kwiatowej mamy do wyboru aż dziewięć kompozycji zapachowych. W ofercie Dear Body znajdziecie też Leopard Series – cztery balsamy zamknięte w cętkowanych butelkach z pompką.

A propos szaty graficznej kosmetyków Dear Body – słyszałam opinie o tym, jakoby DB podrabiało stylistykę Bath&Body Works. Szczerze mówiąc, dla mnie to wcale nie są podróbki, może etykiety są w podobnej stylistyce kolorystycznej, ale bez przesady. Jest ograniczona liczba rozwiązań graficznych dotyczących butelek z kosmetykami, więc żywe kolory i inspiracje żywiołami to jeszcze nie plagiat.

EDIT: jak słusznie zauważyła M., chodziło o podrabianie Victoria's Secret. No i po przejrzeniu oferty VS dochodzę do wniosku, że jednak coś jest na rzeczy... ten sam kształt butelek, te same ramki... Nadal nie uznaję tego za plagiat, ale to z pewnością jawna inspiracja :D.


A cóż siedzi w środku mojej butli? Rzadki balsam, który w zasadzie załapuje się na bycie mleczkiem. Polska naklejka mówi, że to balsam, polska strona, że mleczko, mamy też angielskie „lotion” – (nie) najprościej rzec, że jest to lekki, lejący się produkt nawilżający do ciała :). Zapach mnie satysfakcjonuje – to wanilia i piżmo, czyli sprawdzony duet, który małolatom zwykle wydaje się zbyt ciężki i duszący, a dojrzałe kobiety go uwielbiają. Jako że małolatą już nie jestem, coraz bardziej podobają mi się tego typu słodkie zapachy, szczególnie w sezonie grzewczym...
Mleczko wchłania się szybko, nie bieli skóry, nie lepi się, a delikatny zapach zostaje z nami jeszcze przez kilka godzin.

Jeśli chodzi o działanie, nie spodziewałam się spektakularnego nawilżenia, bo nie mam wielkiego zaufania do perfumowanych balsamów czy mleczek. Właściwie nie spodziewałam się jakiegokolwiek nawilżenia. To miał być tylko wieczorny dopieszczacz w dobre, nieprzesuszone dni, więcej nie oczekiwałam. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Vanilla Lace całkiem nieźle nawilża!

W składzie za wodą mamy glicerynę niewiadomego pochodzenia i niegroźną, nikomu niewadzącą wazelinę, ale dalej na liście jest też Dimethicone, czyli silikon, który teoretycznie może zapychać, parę odmian kosmetycznej gorzałki i całkiem wysoko Methylparaben. Chemikiem nie jestem, ale ogólnie skład niespecjalnie mnie zachwyca. Tyle że moja skóra (ta nietwarzowa) jest niewrażliwa na słabe zestawy INCI, więc gwiżdżę na różne chemiczne plugastwa, których wprawne oko na pewno wychwyci więcej.


Największym minusem tego produktu jest dla mnie... etykieta pisana przez niechlujnego analfabetę. Źle postawione spacje lub brak spacji, „hydratante corpopelle”, „Ceteary Alcohol”, „Frafrance” – zupełnie, jakby ktoś tworzył tę etykietę na kolanie dwie minuty przed oddaniem do druku. Równie niesmaczny poziom trzyma polska strona WWW, gdzie wielką czcionką widnieje zachęcająca „Vanillia Lace” – przez i, po polsko-angielsku. Moje korektorskie oko cierpi. 

Poza tym estetycznym mankamentem jestem naprawdę zadowolona. Mleczko pachnie zacnie, nawilża, choć miało nie, ma akceptowalną cenę... Chętnie wypróbuję jakiś inny zapach.

Pojemność: 250 ml
Cena: 26,99 zł
Ocena: 4+/6

13 komentarzy:

  1. Agatko, chyba chodziło o podobieństwo do produktów Victoria'c Secret? Albo to ja się mylę? ;)
    Podobają mi się te koemstyki, ale niewiele opinii czytałam i bałam się po nie sięgnąć, teraz może spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, masz rację, popierdaczyło mi się! i wiesz co... do VS to one faktycznie są dość podobne.. hehehe :D zaraz to jakoś edytuję, dzięki!

      PS uważaj na ich kremy do ciała – w mleczkach jest gliceryna, a w kremach – Twoja przeklęta parafina

      Usuń
    2. Do usług :*

      Mówisz? No to entuzjazm mi opadł ;)

      Usuń
  2. Bardzo podobne do Victorias Secret:) spróbuję chyba:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli chodzi o kosmetyki do ciała, ja również nie sprawdzam składów. Tego balsamu.mleczka/lotionu nie widziałam, ale to dlatego, że w Hebe byłam ostatnio ponad dwa miesiące temu ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. a mnie właśnie odrzuca fakt, że są identyczne jeśli chodzi o wygląd w porównaniu do VS, dosłownie;) i dlatego, nie skuszę się na nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. A może to jest podobnie jak z Tołpą i marką własną Biedronki Be Beauty? Rozważyłabym też taką opcję tylko trzeba byłoby porównać ceny, składy i producenta obu "podobnych" balsamów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet jeśli firma inspirowała się i mocno sugerowała marką VS, to przecież nic złego.
    Podróba,czy nie - jeśli ma w miarę dobry skład i nie tłuści, nie wchłania się godzinami a w dodatku przyjemnie pachnie to produkt jest warty zachodu:)
    Ja jeszcze nie miałam okazji zobaczyć "na żywca" ichnich produktów ale na pewno w sobotę w Hebe się za nimi rozejrzę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Produkt wygląda zachęcająco! Tak jak Ty nie mam problematycznej skóry ciała, więc taki skład nie jest mi straszny. Jak kiedyś pozbędę się zapasów to przyjrzę się ich ofercie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba żadać testerów ! takie to oto agitacyjne hasło wspięło się na me usta po przeczytaniu Twojego wyboru w ciemno...ja bym miała problem nie lada i frustrację gwarantowaną:)
    Że podobne do VS oj tam, oj tam;) Dear, zaciekawiłaś mnie i mój kartoflany nosek wietrzy sposobność nabycia hehe ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Skład rzeczywiście nienajlepszy, ale wyobrażam sobie ten piękny zapach... :)

    OdpowiedzUsuń