środa, 27 listopada 2013

Bioderma – Sensibio AR – krem do cery naczynkowej [recenzja]

Przez długi czas Bioderma zwisała mi i powisała. Ot, jedna z wielu dermokosmetycznych marek, które charakteryzują się mało atrakcyjnymi cenami i często również brakiem zapachu. Jak byłam siksą, w ogóle nie mogłam pojąć, jak można smarować buzię lub ciało czymś, co nie pachnie – a gdzie przyjemność? gdzie odprężenie? Bliżej trzydziestki zaczęłam rozumieć, że nie wszystko złoto, co się świeci, nie taki diabeł straszny, jak go malują, a kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada*. Dziś wiem, że zapach jest miłym dodatkiem, ale niestety często zwiastuje kłopoty – zapychanie, podrażnianie, brak jakiegokolwiek działania. Jeśli kiedyś znajdę krem idealny, czyli taki, który pięknie pachnie i ma genialne właściwości, z pewnością się o tym dowiecie. Tymczasem zamieszkała u mnie Bioderma, która nie pachnie i do ideału trochę jej brakuje...


Zainteresowanie francuską marką przyszło wraz z rodzącym się głębokim uczuciem do słynnego micela Sensibio H2O. Jego działanie mnie – nie bójmy się użyć tego słowa! – zszokowało, bo dotychczas nie udało mi się spotkać na swej drodze płynu micelarnego, który bez większego problemu rozprawiłby się z czarną kredką i/lub wodoodpornym tuszem. Temu się udało i udaje za każdym razem. Nie do wiary. Pomyślałam więc, że krem do twarzy też może dać radę, a taki do cery naczynkowej... kto wie, może nawet przygasi moje rumieńce? W pobliskiej aptece akurat była promocja -30% – nic, tylko brać! To wzięłam.

Zgodnie z przewidywaniami krem okazał się bezwonny, nie podoba mi się mniejsza niż zwykle pojemność – 40 ml. Przy zakupie nawet nie spojrzałam na pudełko, żeby to sprawdzić, a w domu spotkało mnie dość niemiłe zaskoczenie. Nie jest to może najstraszniejsze, co mi się w życiu przytrafiło, ale: a) mniejsza pojemność oznacza szybszy koniec, b) cena staje się jeszcze mniej atrakcyjna. Bardzo płaska tuba sugeruje, że kosmetyku nie jest wiele, ale na szczęście – wbrew wszelkiej logice – jest wydajny.

Producent przeznaczył go do codziennej pielęgnacji łagodzącej dla skóry wrażliwej i reaktywnej z problemami naczynkowymi i zaleca stosowanie 1 lub 2 razy dziennie. Krem ma łagodzić przejściowe (rumieńce) lub trwałe zaczerwienienia (rumień trwały, popękane naczynka), zapobiegać pojawianiu się zaczerwienienia i zmniejszać jego intensywność, nawilżać i chronić. Jest hipoalergiczny. Na opakowaniu nie sprecyzowano, do jakiego typu skóry (poza tym, że do naczynkowej) jest przeznaczony, ale doklejona jest pomarańczowa naklejka „Skóra tłusta i mieszana”, dlatego bez zastanowienia wrzuciłam do koszyka. Okazało się, że to nie do końca tak...



Sensibio AR to krem gęsty, niewodnisty, a jednak gładko sunie po skórze. Wchłania się dobrze, nie jest bardzo tłusty, nazwałabym go półtłustym, na pewno należałoby go wrzucić do wora z tymi bardziej treściwymi okazami. Mam cerę mieszaną z bardzo tłustą strefą T i teoretycznie taki krem nie powinien być dla mnie, a mimo wszystko z powodzeniem stosowałam go pod makijaż, nie rolował się, nie robił cyrków, nie uczulił mnie, okazał się bardzo łagodnym towarzyszem – jak przystało na dobry krem do cery naczynkowej. Nasza przygoda zaczęła się jeszcze latem, wtedy stosowałam go głównie na noc, bo w ciągu dnia unikałam ciężkich podkładów – zamieniłam je na (udawany, europejski) krem BB i kremowy podkład nie był konieczny. Jesienią, przy aplikacji pod makijaż, na strefę T nakładałam Biodermę w minimalnej ilości, na policzki więcej, bo lubią się wysuszać, i wtedy dawała radę. W ogóle w ciągu dnia tutaj najlepiej sprawdza się minimalizm, a tubka, z której tycim otworkiem wydobywają się niewielkie ilości, temu sprzyja.

Trzeba jednak zaznaczyć, że taka formuła kremu nie powinna być przeznaczona do skóry tłustej czy mieszanej i nie wiem, skąd dziwna naklejka na pudełku. Ze strony Biodermy dowiadujemy się, że dla cery wrażliwej i reaktywnej, a zarazem normalnej i mieszanej producent przewidział krem Sensibio Light o dużo lżejszej konsystencji (wiem, bo właśnie zaczęłam go używać). Nie wiem tylko, czy wersja Light zapewni skórze tak skuteczną ochronę, jaka jest przewidziana w przypadku bohatera dzisiejszego odcinka. 

Jeśli chodzi o działanie, dla mnie jest i dobre, i niewystarczające. Sensibio AR zadziwił mnie niezłym nawilżaniem (mimo że nie ma nawilżającej formuły i w sumie nie do tego służy), pozytywne jest łagodzenie wypieków, co w moim przypadku najmilsze było po gorącym prysznicu, którego płytko unaczyniona twarz nie cierpi i nie powinnam jej tego czynić, ale tradycyjnie nie mogę się powstrzymać. Ukojenie dla palących policzków jest dobre, ale niestety, nie zauważyłam, żeby trwale zmniejszył (za)czerwienienie, a chwali się, że potrafi. No i nie spodziewajcie się, że jak Was przyrumieni w stresie lub po kilku głębszych, po posmarowaniu się Biodermą rumieniec całkiem zniknie. Tak dobrze nie ma – krem tylko uspokaja naczynka i wyłącza nieznośne pieczenie. To wszystko.


Przyznam, że skład obejrzałam długo po tym, jak zaczęłam aplikować ten krem na moją różowiutką, kapryśną paszczę. I tu nastąpiło klasyczne zgarnięcie szczęki z podłogi: parafina na drugim miejscu w składzie?! Nie należę do klubu gorących parafinowych unikaczy, np. w wielu kremach do rąk czy ciała całkiem mi ona pasuje, ale na twarz staram się jej nie ładować, bo kojarzy mi się bardzo z zapychaniem, a tego nie lubimy, nu nu nu. W okresie, gdy używałam Sensibio AR, moja cera była i tak w gorszej wypryskowej formie. Nie zauważyłam nasilenia problemu, ale ten ciężki, nieprzyjemny dla wrażliwej na zapychanie cery składnik na pewno nie pomagał. Ze względu na nieszczęsną parafinę nie zamierzam wracać do tego kremu. Między nami: czuję się dość oburzona, że znany i lubiany producent dermokosmetyków oparł swoją recepturę na miksie parafiny i gliceryny. Bardzo nieładnie. Jednak komu niestraszna ciężka frakcja ropy naftowej, powinien być zadowolony.

Mimo braku efektu wow! i wspomnianych wyżej zarzutów, polubiłam się z tym kremem. Będę szukać dalej swojego ideału, ale Sensibio AR nie zniechęcił mnie do dalszych eksperymentów z produktami Biodermy. W trakcie testowania tego kremu kupiłam jeszcze w jakiejś dzikiej promocji (9,99 zł) w Super-Pharmie wspomnianą wcześniej wersję Light. Właśnie robię do niej podchody, zobaczymy, jakie zrobi wrażenie.

Pojemność: 40 ml
Cena: bardzo różna, 45 zł w gdańskiej aptece Gemini (którą bardzo polecam, jest MEGA tania) i ponad 80 zł w doz.pl
Dostępność: w sieci Super-Pharm i dobrych aptekach
Ocena: 4/6

*No dobra, to ostatnie nijak się ma do mojej myśli przewodniej. Poza tym prawdę o dołkach odkryłam duuuużo, dużo wcześniej.

14 komentarzy:

  1. Mój stosunek do Biodermy jest chłodny, choć polubiłam się z serią Sebium.
    Polecam Pharmaceris R, są dwa warianty dla cery suchej oraz tłustej. To naprawdę dobre produkty, które koją, łagodzą i trafiają w potrzeby osób z rumieniem, naczynkami. Niby jest to seria dla cer z trądzikiem różowatym, ale nie sugeruj się tym ;)

    Zresztą przy naczynkach, rumieniu itd. ważne jest kompleksowe działanie. Sam krem cudu nie sprawi więc warto zwracać uwagę na pozostałe rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staram się działać kompleksowo - łykam Rutinoscorbin, stosuję ekoAmpułkę na naczynka, teraz włączyłam do pielęgnacji rano serum z wit. C. mam nadzieję, że wspólnie wszyscy dadzą radę :)

      Usuń
  2. Ja nie mam problemów z rumieńcami, ale moja mama ma skórę płytko unaczynioną, więc wszelkie recenzje takich kremów są przeze mnie bardzo pożądane. Ostatnio kupiłam jej krem z Tołpy, zobaczymy jak się spisze, obiecała mi, że go zrecenzuje. Ten z Tołpy też ma tylko 40 ml, a kosztuje ok. 45 zł, więc też nie mało jak na krem. Mam nadzieję, że okaże się troszkę lepszy niż Twój;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój nie jest zły, może za dużo wymagam od kremów do cery naczynkowej :)

      Usuń
  3. Z Biodermy tylko osławiony micel mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skuś się na niego koniecznie, najlepiej w promocji 1+1, na aptekagemini.pl jest teraz baaaardzo tanio (niecałe 40 zł za oba)

      Usuń
  4. Cieszę się, że krem się u Ciebie sprawdzał:) Sensibio Light używam od kilku miesięcy i dla mnie jest super, ale ja mam bardzo tłustą cerę. Generalnie jestem wielką fanką Biodermy, ale jak każda firma mają produkty lepsze i gorsze... No i wszystko zależy od naszej skóry:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to ciekawe, czy u mnie też będzie fajnie z tą wersją Light. a ona też Ci gasi rumieniec?

      Usuń
  5. Miałam jakąś wersję tego kremu za 10 zł z Superpharmu, jak Ty, ale oddałam go komuś, bo pamiętam, że bez szału był, pewnie przez nieszczęsną parafinę ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja już przez Ciebie jestem posrana ze strachu, jak widzę w składzie parafinę, chociaż nigdy nie miałam do niej nic osobistego :P

      Usuń
    2. hehehe, jestem wyluzowana, przypomniałaś mi to: http://img.sadistic.pl/pics/23f6cad85b81.jpg :D:D:D:D:D

      Usuń
    3. Haha, też to pamiętam ;P

      Usuń
  6. Szkoda, że obyło się bez efektu WOW ;)
    Z tą parafiną trochę przesadzili, tym bardziej, że cena do najniższych nie należy ;)

    OdpowiedzUsuń